Kolejna wizyta rodaczki ze Stanów Zjednoczonych Ameryki

Teresa Cader5. listopada b.r. w siedzibie Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego „Zagroda” w Buczkowicach gościliśmy ponownie panią Teresę Cader, poetkę i eseistkę mieszkającą w Lexington w USA. Jej przodkowie wywodzili się z Buczkowic, a przymuszeni trudnymi warunkami materialnymi, wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Teraz pani Teresa podjęła wielką pracę nad zbudowaniem drzewa genealogicznego swojej rodziny. Wspomagaliśmy te wysiłki na tyle,  na ile pozwalały nasze możliwości. Z podziwem patrzyliśmy na potężne plansze, które zawierały dziesiątki imion z rodziny Gluzów, Kaniów Sołtysików, z którymi przodkowie pani Teresy powiązani byli rodzinnie lub w następstwie spowinowacenia. Podziw, o którym wspomniałem był podziwem szczerym, bo wiemy, jak wiele wysiłku trzeba włożyć, by stworzyć choćby tylko namiastkę drzewa genealogicznego nie mówiąc już o tak rozbudowanej konstrukcji, jaką zaprezentowała pani Teresa. Wcześniejsza wymiana korespondencji wskazywała, że nasz gość był bardzo zainteresowany losami i więzami rodzinnymi z Janem Gluzą, który był dwukrotnym więźniem KL Auschwitz i gdzie zmarł w szpitalu obozowym. Tym razem nasze materiały pozwoliły ustalić, że pani Teresa jest kuzynką Jana Gluzy, a poprzez ten fakt, krewną mojej żony Zofii. Przekazane p. Teresie  fotografie rodziny Jana Gluzy wzbogaciły jej rodzinne archiwum. W spotkaniu wzięli również udział krewniacy p. Teresy ze strony jej matki. ByłaTeresa Cader ze swymi odkrytymi krewniakami to p. Danuta Rynkowska- Cholewa z Bytomia i p. Aleksander Benedykt znany bielski lutnik. Spotkanie z nimi było pierwszym do którego doszło. Można więc sobie wyobrazić atmosferę tego wydarzenia! To była po prostu eksplozja radości, spontanicznych gestów. Ale czy mogło być inaczej? Tym więcej, że p. Danuta Rynkowska-Cholewa jest właścicielem domu, w którym rodzina Cadrów mieszkała przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych. W tym domu urodził się ojciec p. Teresy -Tadeusz Cader. Poznaliśmy też w czasie tego spotkania jedną z wielkich tajemnic rodzinnych, którą jest niewyjaśniona do dziś- śmierć Wincentego Gluzy- wuja pani Teresy. Ten emigrant z Polski stał się w niedługim czasie po przyjeździe do Stanów jednym z najbardziej znanych przywódców związkowych w koncernie General Electric. Zginął z rąk nieznanych sprawców, a jego ciało znalezione zostało zatopione w rzece. Zabójstwo miało oczywisty podtekst polityczny, bowiem przy zwłokach znaleziono pieniądze i kosztowny zegarek. To wykluczało rabunkowy charakter mordu. Wszystko to stało się ok. roku 1946, kiedy Wincenty przygotowywał wielki strajk w koncernie.Panią Teresę bardzo interesowało wszystko to co działo się w Buczkowicach przed i w czasie I wojny światowej. To był okres, w którym doszło do emigracji dziadka p. Teresy. Opowiadałem jej o buczkowickim Sokole, o legionistach, którzy z naszej wsi wyszli do Legionów Polskich. Opowiadałem o sytuacji gospodarczej pod koniec wojny, o głodzie i epidemiach, o opuszczonych dzieciach, o powszechnym marzeniu o wolności dla Polski. Pani Teresa odwzajemniła się nam pięknymi wierszami, które opowiadały o jej ojcu, o Janie Gluzie zamordowanym w Oświęcimiu, o tęsknocie za klimatem domu rodzinnego jej ojca. To trzeba było usłyszeć, by uświadomić sobie jak wielką miłość do Buczkowic trzeba w sobie mieć, by w tak przejmujących słowach opowiadać o wsi, w której było się może trzy lub cztery razy. Niewielu mieszkańców Buczkowic noszących nazwisko Gluza zastanawiało się zapewne co słowo „Gluza” może oznaczać. Pani Teresa bardzo trafnie słowo to opisała. W wierszu zatytułowanym „Głód”. Tak. Gluza to głód, to odarcie ze wszystkiego, to spotęgowana i nieopowiedziana nędza, to materialna beznadzieja. Już któryś z naszych romantycznych wieszczów opisując stan najgłębszej biedy użył w swym wierszu określenia „wygluzowany”.
Czas pędził nieubłaganie, a pani Teresa chciała koniecznie odwiedzić groby swych krewnych na miejscowym cmentarzu. Staraliśmy się to ułatwić, a przy okazji doprowadziliśmy do spotkania z kolejną krewniaczką p. Teresy. Było to spotkanie przy grobach krewnych i przodków. Spotkanie zakończyło się złożeniem przez nas deklaracji, że w roku przyszłym koniecznie musimy się spotkać z panią Teresą na wieczorze autorskim w Buczkowicach, a może i w Bielsku. Z nadzieją na te spotkania rozstaliśmy się w wielkiej przyjaźni. Na koniec warto dodać że pani Teresa wytrwale uczy się języka polskiego. Całkiem poprawną polszczyzną przedstawiła się słowami: „Jestem Amerykanką polskiego pochodzenia”. Wypowiedziała je z wielką dumą. A my pomyśleliśmy wtedy o nauce naszego języka: Polak potrafi.
Symboliczny upominek z Lexington

Podziekowanie za dar przekazany Towarzystwu

Od Zagrody płyta z nagraniami kapeli Antoniego Gluzy ze Szczyrku

Teresa Cader i malżenstwo Steców  w siedzibie Towarzystwa

Józef Stec