Wspomnienie Dnia Wyzwolenia po 74 latach

Noc z 4/5 kwietnia 1945 była dla Buczkowic i sąsiednich miejscowości niczym Wielka Noc. Ze wsi zniknęli Niemcy, zapanowała kompletna cisza- bez wystrzałów i wybuchów pocisków armatnich. Cisza, której nie przerywała niemiecka twarda i ostra mowa, na dźwięk której od 3. września 1939 r. jedni zaciskali pięści, inni kulili się, by się nie narazić zbyt śmiałym spojrzeniem. Nie zapisano ani nie zapamiętano jaki wstał poranek- czy był słoneczny choć chłodny, czy też ponury, wietrzny, a może spłakany deszczem lub deszczem ze śniegiem. Wszak kwiecień plecień, (również wtedy), przeplatał to zimą, to latem. Ale wtedy pogoda była mniej ważna. Wtedy wstawał pierwszy dzień wolności od Niemców. Z całą pewnością we wsi nie grasowali w tym dniu żołnierze gen Andrieja Greczki, którzy Buczkowice oswobodzili, bo gnali przed sobą w kierunku Słowacji uciekających wrogów. Kolejni okupanci, jak się ich dzisiaj określa, nie pozostawili we wsi ani swoich komisarzy, ani nie obsadzili  załogami miejsc ważnych ze strategicznego punktu widzenia. Taka to dziwna nastała „okupacja”.

Zanim jednak nastał błogi spokój działo się bardzo wiele. ilustracją do wydarzeń z okresu

Hertha Wech

Hertha Wech

stycznia/i marca 1945 jest dziennik Herthy Wech- córki Oskara Wecha, wnuczki zmarłego w roku 1936 Adolfa Wecha- seniora.-Oskar po śmierci ojca został jednym z głównych udziałowców spółki komandytowej zarejestrowanej 14 września 1940 r pod nazwą, „Adolf Wech Towarzystwo Komandytowe, Fabryka Mebli Giętych w Buczkowicach”. Fragmenty dziennika Herthy ukazały się  15. listopada 2009 r w piśmie „Bielitz-Bialaer Rundbrif aus Hanower”,(tłum. Bielsko-Bialski okólnik (?) z Hanoweru),wydawanym przez Niemców związanych przed wojną z Bielskiem-Białą i okolicznymi miejscowościami. Tak tamten czas opisała Hertha Wech:

4.1 1945 r (środa) około 10-tej Niemcy i przesiedleńcy opuszczają Buczkowice. My zostajemy…Jest
bardzo zimno (minus 24 stopnie). Mamy przyznane pół samochodu dla przesiedleńców.27.1 1945 (sobota) Odwiedziny u rodziny Christianus, która również pozostała na miejscu. Kwatera wojsk niemieckich w Buczkowicach (również w fabryce).

5.2 1945 (piątek) Ogień artyleryjski koło Bielska. Słychać katiusze (organy Stalina), szyby drżą w oknach ( Odwiedziny u Pani Ryschki w Buczkowicach).

 16.2 1945 ( piątek) Most w Buczkowicach został wysadzony przez niemieckich żołnierzy o godz. 20.oo

 10.2 1945 (sobota) Około 12-13 godziny nasza fabryka została ostrzelana granatami. Weranda,  dziedziniec, kotłownia zostały uszkodzone. Ostrzał  nas zaskoczył. W ostatniej chwili opuszczamy mieszkanie i biegniemy do piwnicy. Richard został odrzucony przez eksplodujący granat na ścianę werandy, odłamki go poraniły. Spakowaliśmy najważniejsze rzeczy i poszliśmy do Walów, rodziny naszej gosposi. Niemieccy żołnierze pilnowali terenu.

11.2 1945 (niedziela) Z powodu radzieckiego ataku na Buczkowice z kierunku Bielska opuściliśmy rodzinę Walów i przenieśliśmy się do rodziny   Migdałów (Heitzer),którzy mieszkali wyżej…

 12.2 1945 (poniedziałek) Mama i Richard od Migdałów powrócili do mieszkania zajętego przez  wojsko niemieckie. Żołnierze, głównie młodzi   wiedeńczycy wyszukiwali moty i łopat do  kopania [stanowisk-JS] w ogrodzie. (…) Teraz była ostatnia szansa na wyjazd z czołgami. (…) Wujek Rudi  uciekł z psem do Szczyrku. Podczas drogi powrotnej dostali się pod ostrzał   artyleryjski. Musieli szukać schronienia w domu Dobijów (pomiędzy szkołą a Walami). Mieli z sobą ciężkie kufry z przygotowanymi do ucieczki najlepszymi rzeczami. Podczas opuszczania piwnicy po ożarze mama była o włos od śmierci. Silny podmuch rzucił ją z  powrotem, a ciężkie kufry spadając, zraniły ją.

13.2 1945 (wtorek) Radziecki oddział zwiadowczy z Bystrej dotarł prawie do szkoły w Buczkowicach. Około godziny 14-15 mogliśmy obserwować tę walkę z piwnicy u Migdałów.

15.2 1945 (czwartek) udaliśmy się do Kwaśniewskich do Szczyrku. Żołnierze radzieccy przez Bieniatkę  (ponad Migdałami) weszli do Buczkowic.(…)

16.2 1945 (piątek) Niemiecki oddział zwiadowczy obwarował się w budynku policji w Buczkowicach (granica Szczyrku). Szereg dni walczył o ten budynek. W kolejnych dniach paliły się domostwa  w Buczkowicach. W ten sposób niemieckie oddziały miały lepszą widoczność.

17.2 1945 (sobota) Radzieckie oddziały wkraczają do Szczyrku. Jesteśmy u Dunotów w Szczyrku.(…) Od 18-22.2. chodzimy po żywność do zajętego przez Rosjan Szczyrku. W domu Dunotów  nocują także partyzanci. Samoloty przelatują bardzo nisko nad nami. Rozmawiamy tylko po polsku. Kończą się nasze żelazne zapasy żywności.

22.2 1945 (czwartek) Niemieccy żołnierze odbijają Szczyrk. O godzinie 22.00 radzieckie samoloty atakują Szczyrk. (…) Niemieccy żołnierze aresztują polskich partyzantów, którzy już nosili  biało-czerwone opaski. Szybko ich wyprowadzają. Polskie kobiety po nich płaczą i przysięgają zemstę.

27.2 1945 (wtorek) Od Koniorów, przez Biały Krzyż idziemy na nogach do Wisły. (…) Było trudno i bardzo niebezpiecznie, bo wszędzie czaili się partyzanci.(…) W górnej części doliny Wisły zostaliśmy zabrani przez żołnierzy Wehrmachtu na saniach do Wisły.(…) Pytaliśmy   niemieckich żołnierzy, którzy maszerowali z frontu, jak wyglądają Buczkowice. Odpowiedzieli,  że fabryka (Mundus) jest spalona.

Tyle, w wielkim skrócie córka współwłaściciela fabryki mebli giętych, licząca wtedy prawie 20 lat czynna sportsmenka, łyżwiarka. Przypomnijmy, że jest to okres poprzedzający natarcie wojsk radzieckich na Bielsko i Białą, zajęcie tych miast i okalających je od wschodu i południa miejscowości. To okres zatrzymania się frontu niemal w połowie Buczkowic, (bo na wysokości m.in. fabryki mebli) i początku walk pozycyjnych, trwających aż do nocy 4/5 kwietnia 1945 r.

To w tym czasie w Buczkowicach zginęło 15 osób cywilnych, wśród których było sześć kobiet. Wśród mężczyzn był m.in. wspominany przez Herhę Wech Franciszek Migdał, który zmarł w wyniku odniesionej rany, Michał Gębala, żołnierz września, zmarły od rany zadanej odłamkiem pocisku moździerzowego, Antoni Barut, były więzień Kl. Auschwitz zwolniony z obozu po staraniach jego niemieckiego pracodawcy, trafiony pociskiem niemal na progu swego domu, Tomasz Nędzka, którego kula dosięgła przy płocie domu nr 308 , czy Edward Golańczyk vel Golański, buczkowicki organista, czy wreszcie Michał Kubica, ofiara pola minowego w pierwszym dniu wolności.

To w tym czasie spłonęły prawie 42 domy mieszkalne, których pożary, jak wspomina Hertha Wech sprawiały, że  „niemieckie oddziały miały lepszą widoczność”.

15.2.45W rocznicę wyzwolenia wsi trzeba przypomnieć, że nadejście Rosjan, choć budziło zrozumiałe obawy, jak wszystko co nieznane, a na dodatek poprzedzane wieściami szeptanymi, było oczekiwane
z nadzieją. Nie wiązała się ona z nadchodzeniem nowych porządków ale z całą pewnością była to nadzieja na zrzucenie okupacyjnego niewolniczego jarzma. Bardzo wymownie relacje pomiędzy żołnierzami radzieckimi a mieszkańcami przedstawiła w swych zapiskach p. Maria Gawrońska z d. Kruczek, nauczycielka ze szczyrkowskiego przedszkola. Miała prawo o tych relacjach pisać, bowiem była w środku wydarzeń rozgrywających się w Szczyrku, który został w znacznej swej części zajęty przez oddział wojska radzieckiego  już 15. lutego 1945 r. Stało się to przy pomocy współpracujących z nim mieszkańców Szczyrku. A to fragmenty zapisków:

Pod datą z następnego dnia 1945 r. widnieje taki zapis:

16 lutego 1945 r. dwóch żołnierzy poszło na patrol na zwiady i żołnierze nie powrócili. Oficer był tym mocno zaniepokojony. Mówił bardzo ładnie po polsku, że idzie już od Uralu, był bardzo ładny i przystojny. Mówiłam, w Szczyrku jest jeszcze bardzo dużo Niemców, a Was jest za mało, gdy w tej chwili przy biega żołnierz i oznajmuje, że żołnierz który stał na warcie od strony południowej został zabity. Kula przyszła z lasu z góry zw. Skalite. Dostał w sam czoło i zginął na miejscu, a Niemców nie było widać.

( pis. jak w oryginale-JS)

Dzień 17 lutego 1945 r. o godz. 15 znowu idą koło domu mojego osiołki było ich dziewięć niosły żywność amunicję ale już ich przywitała salwa z karabinów. Osiołki jak usłyszały strzały szybko się pokładły na ziemię i czekały leżąc cichutko. Gdy się uspokoiło wstawały i szły dalej, pomiędzy domami było się łat wiej ukryć. Samym wieczorem przyprowadzili żołnierze Rad.[zieccy] rannego żołnierza zrobili opatrunek i przenieśli do Głów[nej] Armii.

Autorka dalej opisuje wydarzenia z  wczesnego ranka 22. lutego 1945 r., kiedy Niemcy rozpoczęli atak aby odbić Szczyrk z rąk Rosjan. „… słyszę straszliwy hałas krzyki hura.(…) Niemcy atakują już są na borach, t.j. koło domu w którym jesteśmy. Wpadłam do piwnicy… za mną jeszcze dwaj kuzyni którzy pomagali żołnierzom Radz. a tu już Niemcy rzucają granatami do sieni. Była to chwila okropnej zgrozy, walki życia ze śmiercią a tu z piwnicy wyjścia z innej strony nie ma tylko takie małe okienko ż nawet głowa by się nie zmieściła, za z drugiej strony korytarz, gdzie Niemcy bija granatami, co za straszliwy huk nie do zniesienia.(…) Kiedy spojrzałam na sufit to był tylko jeden ogień, który się falował jak morze.(…) na ten dom Niemcy atakowali, bo cały był otoczony działami wojsk Radz.

Brat autorki ukryty w tej samej piwnicy przewidywał, że Niemcy po ponownym zajęciu Szczyrku będą brać odwet na wszystkich, którzy mogli Rosjan wspierać w czasie, gdy Ci wieś zajmowali. Dzięki swej przezorności i przedarciu się do oddziałów radzieckich ocalił życie. Jego kuzynowie Jan i Rudolf Koczurkowie zostali przez Niemców aresztowani. I jeszcze jeden poruszający obraz z 22. lutego 1945 r.
„ Kiedy wyszłam z piwnicy na podwórze nad domem sąsiadki leżał zabity sam jeden, ten piękny, przystojny oficer, których nas bronił przed Niemcami, do samej śmierci nie opuścił nas. Wielki smutek ogarnął serce moje na jego widok, jak również wielki szacunek dla niego, że poświęcił swoje młode życie w naszej obronie. Dalej na polach także było trzydziestu siedmiu poległych żołnierzy Radzieckich, no i Niemców także dużo.(…) I tak jeden tydzień byliśmy wyzwoleni spod okupacji od 15. lutego 1945 do 22 lutego 1945 r. od 22. lutego znowu zostaliśmy zajęci przez okupantów. Niemcy jeszcze tego samego dnia zabrali żołnierzy poległych w tej walce i pochowali na wiejskim cmentarzu.”5.4 45 001

Dnia 6. kwietnia wróciłam z trojgiem dzieci do swojego domu, okna bez szyb  i rozpłakałam się głośno, ale był to raczej płacz radości i szczęścia, że udało nam się przeżyć tę okrutna wojnę. Wróciły również do mnie dwie moje wychowanki sieroty, które Niemcy zabrali do pracy, a które wzięłam na wychowanie na kilka lat przed wojną.

Mieszkańcy Buczkowic przeżywali dzień wyzwolenia oszołomieni rozmiarami szkód wyrządzonych przez Niemców: pogorzeliskami domów i Mundusa, zniszczeniami kościoła i szkoły, obawami i strachem przed zbierającymi żniwo polami minowymi. Wzbierał też w nich sprzeciw wobec kolaborujących z Niemcami sygnatariuszami niemieckiej listy narodowościowej. Ale była w nich radość z możliwości bezpiecznego powrotu do swych domostw i oczekiwania na powroty zesłańców.

Pamiętajmy o pierwszym dniu wolności – 5. kwietnia 1945 r. jako o dniu wielkiej radości  przeżywanej przez naszych przodków, choć radości  często  przez łzy. Utraconego czasu i  ogromu poniesionych w czasie wojny strat niepodobna zapomnieć.

                                                                                                                                                             Józef Stec