Ponownie o Pomniku Niepodległości

Trzeciego kwietnia 2017 r., a więc ponad dwa lata temu przedstawiłem swoją opinię na temat poczynań społecznego komitetu zbiórkowego, który w atmosferze dość niecodziennej, podjął się wybudowania Pomnika Niepodległości w Buczkowicach. Pomnik miał upamiętniać setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Wspominam niespotykaną atmosferę w której narodziła się ta inicjatywa, a to ze względu na szereg okoliczności, które tym narodzinom towarzyszyły. Niewątpliwie „najpierwszą” była wielka tajemnica, która przez długi czas  nie pozwoliła ustalić  imiennego składu komitetu zbiórkowego, czyli tej grupy, która podjęła się zorganizować całe przedsięwzięcie począwszy od opracowania koncepcji programowej i architektonicznej, poprzez lokalizację oraz zbiórkę środków pieniężnych i wzniesienie pomnika. Trudności  w tej sprawie miała nawet Rada Sołecka, z którą grupa inicjatywna była ściśle powiązana.
Drugą okolicznością była lokalizacja obiektu o czym pisałem w artykule  „O pomniku Niepodległości głos w nietoczącej się dyskusji”, a więc m.in. powody umiejscowienia pomnika na terenie kościelnym. Trzecią były owiane tajemnicą teksty, które miały się znaleźć na pomniku. Czwartą był planowany koszt całego przedsięwzięcia, a co z tym związane, wielkość środków pieniężnych, które nasza społeczność miała ofiarować na ten cel. w takcie kolejnych publicznych składek.
Po drodze wspomniany komitet zbiórkowy został w MSWiA zarejestrowany w rejestrze zbiórek publicznych pod sygnaturą 2017/1104/KS. Dzisiaj 9. kwietnia 2019 r. zajrzałam do rejestru ministerialnego, gdzie widnieją zapisy następujące: stan zbiórki: zakończona; sprawozdanie z przeprowadzonej zbiórki: 23 dni do złożenia; sprawozdanie z rozdysponowania zebranych ofiar: 23 dni do złożenia. Pomnik w swej podstawowej formie został wzniesiony i uroczyście poświęcony w Dniu Niepodległości przez bpa pomocniczego diecezji bielsko-żywieckiej ks. Piotra Gregera, który wizytował w tym czasie parafię, ale…
Chodzi właśnie o to „ale”. Do dziś ofiarodawcy nie zostali poinformowani ani o planowanych kosztach budowy pomnika ani o ilości zebranych środków pieniężnych ani o tym, czy społeczna zbiórka przyniosła wystarczającą sumę pieniędzy, by można było mówić o kompleksowym zakończeniu zadania i jego ostatecznym rozliczeniu. Informacje te nie padły na zebraniu wiejskim, które było stosownym gremium, by ich wysłuchać. Nie pojawiły się też w naszej Gazecie Gminnej, nie padły również na posiedzeniu Rady Sołeckiej mimo, iż problem był podnoszony. Musi się pojawić pytanie o to, gdzie członkowie społecznego komitetu zbiórkowego przechowują szacunek dla ofiarodawców. Na pierwszy rzut oka – chyba nigdzie. Chyba dopytują, co znaczy słowo „szacunek”.
A brak odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące tego zadania wystawia na trudną próbę kolejne ewentualne inicjatywy, które mogłyby się oprzeć na społecznym wsparciu. Nie jest żadnym usprawiedliwieniem społecznego komitetu zbiórkowego fakt, iż przedłoży organowi rejestrującemu zbiórkę sprawozdanie w terminie wspominanych 23 dni licząc od dnia dzisiejszego.
Sprawozdanie będzie dopełnieniem obowiązków wynikających z przepisów prawa, ale nie będzie to równoznaczne z wypełnieniem honorowego obowiązku wobec ofiarodawców, którzy uznali zadanie podjęte przez komitet zbiórkowy za społecznie ważne.
Mam uzasadnione powody, by stwierdzić, że społeczna zbiórka środków nie przyniosła ilości pieniędzy, które pozwoliłby zakończyć zadanie tak pod względem rzeczowym, jak finansowym. Przesłanką dla tego spostrzeżenia jest wynik konkursu ofert na realizację w roku 2019 zadań publicznych gminy w dziedzinie kultury, sztuki i, ochrony tradycji i dziedzictwa narodowego. Oferta dotyczy II etapy budowy pomnika Bohaterów Walk o Niepodległość Rzeczypospolitej- tego samego, który społeczny komitet zbiórkowy nazwał Pomnikiem Niepodległości. Ofertę złożyła Parafia p.w. Przemienienia Pańskiego w Buczkowicach. Kwota przyznanej dotacji, to 20.000,- zł.. Ta oferta to drugi rozdział  całej historii, kwalifikujący się do odrębnego potraktowania.
Jest oczywiste, że Pomnik Niepodległości w swej wymowie odnosić się winien do historycznych wydarzeń, które miały decydujące znaczenia dla odzyskania przez Polskę niepodległości. Rzecz w tym, by wybór tych wydarzeń był podporządkowany rzetelnej wiedzy o nich, by był wolny od politycznej koniunktury. Poza dość woluntarystycznie potraktowanym hasłem „Bóg Honor Ojczyzna” zamieszczonym pod orłem pułku kawalerii I Brygady Legionów, które wątpliwie wpisuje się do przekazu zawartego w pomniku, moje wątpliwości budzą odniesienia do podziemia antykomunistycznego 1945-1963,[ robotniczych] zrywów wolnościowych, czy stanu wojennego i oporu podziemnej Solidarności.  Niewątpliwie każdy, kto interesuje się historią swego kraju może mieć własne zdanie odnośnie do tego, czy wymienione wyżej wydarzenia, czy procesy społeczne miały znaczenie dla odzyskania przez Polskę niepodległości. Przedstawiam więc własne zdanie na ten temat.

???????????????????????????????Na początek pozwolę sobie na przywołanie stosowanej obecnie w propagandzie zasady nazywania rzeczy i spraw znanych innymi niż dotąd słowami. To zabieg, który ma sprawić, że oto nagle pojawia się nam coś nowego, zdarzenie, sytuacja zupełnie nowa, choć faktycznie już nosząca przysłowiową brodę. Ale chodzi o to, by nowe określenie rzeczy sprawiało wrażenie odkrywczego, coś zupełnie nowego. To jedno z osiągnięć ostatnio uprawianej propagandy. Wdzięcznym polem do popisu jest tu tzw. „polityka historyczna”. Pierwsza z tablic na Pomniku Niepodległości jest przykładem słownych manipulacji.
Pod pojęciem podziemia antykomunistycznego zostali schowani „żołnierze wyklęci”. A zostali schowani, ponieważ znaczna część naszej społeczności z wielkim dystansem odnosi się do tych bojowników. Starszym mieszkańcom, pamiętającym tuż powojenne czasy nie daje się wmówić, że luźne grupy żołnierskie lub quasi żołnierskie, (by inaczej ich nie nazwać), były tym, co przybliżyło w najmniejszy choćby sposób odzyskanie niepodległości. Wystarczy przestudiować owe „niepodległościowe” ścieżki sztandarowych obecnie grup nazywanych też „żołnierzami niezłomnymi” zaliczanych do tej kategorii, by się przekonać, że ich działalność podporządkowana przekonaniu o nadejściu III wojny światowej sprowadziła na Polskę więcej nieszczęść aniżeli pożytków. Każdy, kto miał i ma trochę oleju w głowie wie, że powojenne porządki w Polsce były wynikiem porozumienia pomiędzy wielkimi mocarstwami na temat wyznaczenia w Europie stref politycznych wpływów. Oczekiwanie przez  powojenne podziemie na III wojnę, która mogła być wojną, w której użyta byłaby broń jądrowa, było oczekiwaniem obłędnym. Choć przykro to mówić, to trzeba przypominać, że owo antykomunistyczne podziemie wyspecjalizowało się przede wszystkim w zabójstwach Polaków, a nie Rosjan, uznawanych za nowych okupantów. To, co w przypadku polskich ofiar powojennego terroru liczy się w tysiącach, w odniesieniu do (umownie mówiąc). Rosjan wyraża się w dziesiątkach ofiar. Taki stan rzeczy dowodzi  nie bohaterstwa, ale tchórzostwa. Nie było trudno zastrzelić sołtysa, czy chłopa który otrzymał nadział podworskiej ziemi. Obaj byli bezbronni.
Czy zatem tak działające podziemie antykomunistyczne miało szansę przyczynić się do odzyskania niepodległości? Moim zdaniem bezwzględnie n i e . Ten fakt dziejowy od początku istnienia tych grup które siały wśród ludności cywilnej strach i bezsilną złość, pozostawał poza ich zasięgiem. Odzyskaliśmy wolność w następstwie zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami, a że była ona w tak znacznym stopniu ograniczana m.in. poprzez działanie radzieckich służb specjalnych możemy przypisać, jak twierdzą uważni historycy, m.in. istnieniu owego podziemia antykomunistycznego, które destabilizowało odradzające się słabe państwo pozostawiając na szlaku swoich wędrówek ofiary cywilne, żołnierzy Wojska Polskiego czy służb porządku publicznego. Niewybaczalnym grzechem jest przy tym oddawanie hołdu tym odłamom i oddziałom podziemia, które splamiły się kolaboracją z hitlerowskimi Niemcami lub przekształciły się w pozostające poza jakąkolwiek zewnętrzną (nadrzędną) kontrolą ekipy rekwizycyjne, akcje specjalne i inne, które wymierzały rzekomą sprawiedliwość bez sądów, kierując się wolą swego dowódcy opartej często na bezpodstawnych podejrzeniach o współpracę z komunistami. Te przykre słowa wypowiadane po wielokroć przez rzetelnych historyków w całości podzielam. Dlatego twierdzę, że „podziemie antykomunistyczne” nie tylko, że nie przyczyniło się do odzyskania niepodległości, ale znacznie opóźniło jej nadejście.  Przyczyniło się do rozpędu stalinowskiego terroru w początkowych latach powojennej Rzeczypospolitej. Sianie strachu, poczucia niepewności i obaw jest cechą ugrupowań jest przypisane bardzo dobrze w dzisiejszych czasach zdefiniowanym ruchom, które pozostawiają po sobie krwawe ślady niemal w każdym zakątku świata.
Eksponuje się na naszym, pomniku „zrywy wolnościowe” jako czynnik decydujący o odzyskaniu przez Polskę niepodległości. To kolejne nieporozumienie o semantycznym podłożu. Ma ono służyć stworzeniu mitu, który robotniczym strajkom ma przydać cechy walki o niepodległość. Problem w tym, że nawet jeśli nazwać wielkie strajki „zrywami”, to z całą pewnością nie były to zrywy wolnościowe w sensie politycznym. Każdy z wymienionych protestów- strajków wielkoprzemysłowych załóg robotniczych miał podłoże ekonomiczne. Kryła się za nimi krzywda robotników, odhumanizowanie procesu pracy, często przedmiotowe traktowanie robotników. Były to m.in. zaległości w wypłacie wynagrodzeń, naruszanie  norm ustawowego czasu pracy, śrubowanie norm wydajności, wzrosty cen artykułów pierwszej potrzeby. To tylko część ekonomicznych przesłanek strajków, protestów w pełni uzasadnionych, tłumionych przez władze niewspółmiernie ostrymi środkami. Te strajki były masowym wołaniem o godność. Hasła „Socjalizm tak, wypaczenia nie” nie można wpisywać w zrywy wolnościowe, pod którymi rozumie się protesty o charakterze politycznym,  niepodległościowym. To samo można powiedzieć o pierwszym okresie pierwszej Solidarności, która swe żądania sformułowała w 21 postulatach strajkowych, ogłoszonych w Stoczni Gdańskiej. Czy ktoś z pomysłodawców zamieszczenia tych wydarzeń na buczkowickim Pomniku Niepodległości zadał sobie trud sięgnięcia do tego katalogu? Gdzie tam jest mowa o walce o niepodległość? To katalog bardzo przyziemnych oczekiwań (za wyjątkiem prawa do utworzenia wolnych i niezależnych związków zawodowych). Protest gdański i strajk generalny zaczął przybierać polityczne barwy, gdy pojawiło się wokół Komitetu Strajkowego grono doradców. Nikt jednak wtedy hasłem politycznej niepodległości nie szermował, bo warunki zewnętrzne, a i wewnętrzne takim oczekiwaniom nie sprzyjały. Pełnia niepodległości, (jeśli w ogóle obecnie takie pojęcie może wchodzić w rachubę), nastała wraz ze zmianami u naszego wschodniego sąsiada i dojrzewaniu elit politycznych w kraju. Czy można odpowiedzialnie dziś powiedzieć, że przejmując pełnię władzy środowiska solidarnościowe wiedziały co z przejętą władzą począć? Z tych kręgów pochodzi stwierdzenie, że zwycięstwo okazało się wielkim zaskoczeniem do tego stopnia, że zabrakło pomysłów, co z tym zwycięstwem począć i w jakim kierunku kraj prowadzić. Czym zatem są „zrywy wolnościowe” wymienione na pomniku i jednoznacznie wskazujące na rozległe akcje strajkowe, jak nie jedną wielką manipulacją faktami ? Inne słowa i inne tym słowom przypisywane znaczenie.
O znaczeniu stanu wojennego z roku 1981 oraz o oporze podziemnej Solidarności nie warto pisać, bo wiele już na ten temat powiedziano. Dodam tylko, że pomysłodawcy tej inskrypcji, (chyba przez przeoczenie), napisali prawdę o tym, że stan wojenny, czy się to komuś podoba czy nie uratował Polskę przed wielką tragedią i stał się preludium dla bezkrwawej zmiany systemu politycznego. Przyczynił się też do rozgromienia „Solidarności” w jej pierwotnej postaci, a w efekcie do odrodzenia się tego związku w postaci takiej, jaka obecnie funkcjonuje.
To, o czym piszę na temat przesłania zawartego w części haseł zamieszczonych na pomniku Niepodległości w naszej wsi zapewne będzie uznane przez inicjatorów budowy Pomnika Niepodległości za niestosowne. Za głos, który deprecjonuje ideę upamiętnienia faktu odzyskania przez Polskę Niepodległości. Nic na taki pogląd nie mogę zaradzić. Wiem jednak, że upamiętnienie tak doniosłego wydarzenia w dziejach mojego kraju winno być wolne od fałszu i politycznego naciągactwa. Trzeba było dziesięć razy pomyśleć przede wszystkim nad ideą pomnika. W gruncie rzeczy okazało się, że odrodzenie się Polski po I wojnie światowej, co świętowaliśmy w roku 2018 stało się (dla pomysłodawców pomnika) zaledwie epizodem, blokiem startowym do 100 lat nieustannej walki o odzyskiwanie lub obrony niepodległości, którą cieszyliśmy się m.in. w roku 2018. Teraz zrozumiałem, dlaczego treść napisów na pomniku pozostawała w tajemnicy do chwili jego poświęcenia. Chodziło o to, by ofiarodawcy nie zgłosili swych zastrzeżeń i uwag do przesłania zawartego w pomniku. Temu też miała zapewne służyć lokalizacja obiektu na terenie kościelnym, która uzależniała, (jak się niezbyt głośno mówiło), od decyzji władz kościelnych. Swoją drogą, to dziwne, że niegotowy(?) pomnik został 11. listopada 2018 r. poświęcony, a akt jego odsłonięcia dopiero nastąpi (chyba w 101 rocznicę odzyskania niepodległości). Taki to dziwoląg organizacyjny.  Ale czego się nie robi, by dni chwały i świętowania trwały, trwały…
Musiałem to wszystko powiedzieć nie tylko dla spokoju własnego sumienia, ale głównie dlatego, że dostrzegam, jak zastępy manipulatorów historią i językiem zstępują pod strzechy.

22 kwietnia 2019 r. Józef Stec