Kilka niezbędnych wiadomości o regionie osadnictwa buczkowiczan.

Szczególnie interesują nas dwie z wymienionych miejscowości, a mianowicie Poręba i Ponikwa, choć o Poniatowie i Spalonej wspomnimy. W czasie tuż powojennym dla tych i szeregu innych miejscowości sąsiadujących z Bystrzycą Kłodzką miasto to było miastem powiatowym.  W bezpośrednim sąsiedztwie Poręby i Ponikwy rozlokowało się Długopole, które podobnie, jak w szeregu przypadków w naszym regionie, dzieliło się na Dolne i Górne. Marką dla obu tych miejscowości było znane z okresu międzywojennego uzdrowisko występujące pod nazwą Bad Lengenau, czyli Długopole Zdrój. Było to drugie ze znanych uzdrowisk na  Dolnym Śląsku, obok Lądka Zdroju nazywanego w czasach przedwojennych Bad Landeck.
Przez te ziemie przepływa Nysa Kłodzka –(niem. Glatzer Neisse), o której wcześniej wspominano przypominając graniczne przymiarki, dokonywane przez  Stalina. To wzdłuż tej rzeki wedle pierwszych jego propozycji przebiegać miała po zakończeniu wojny zachodnia granica Polski. Kotlina Kłodzka widnieje na aktualnej mapie Polski w postaci charakterystycznego polskiego półwyspu wciskającego się w granice obecnych Czech. Na przytoczonej wcześniej mapie terenów spornych z Czechami Stalin odkreślił Ziemię Kłodzką jako jedną z tych, ziem, do których roszczenia zgłaszali Czesi. Był to problem realny, który nawet pod decyzjach poczdamskich objawiał się na dwa sposoby. Jednym z nich, o którym wspominał mi przed laty p. Józef Rusin, o którym będzie jeszcze mowa, było traktowanie tej ziemi przez część Niemców Sudeckich jako miejsca azylu bezpieczeństwa w czasie, gdy Czesi, po wyzwoleniu zaczęli stosować wobec nich, (na zasadzie odwetu), akty przemocy, zagrażające podobno ich życiu. W tym czasie, jak J. Rusin twierdził w roku 2007, Niemcy z Czech chronili się na Ziemi Kłodzkiej przed aktami terroru.
Drugim zaś problemem było to, że Czesi chcąc dać wyraz swoim żądaniom, urządzali (już po Poczdamie) wojskowe rajdy na te ziemie. Kończyły się one wprawdzie pospieszną rejteradą z miejsc zaatakowanych, ale zostały odnotowane, jako wyraz niezadowolenia z podjętych decyzji granicznych w tym rejonie.
Należy też dodać, że miejscowości, w których osiedlili się buczkowiczanie położone są w Sudetach w zasięgu pasma górskiego tzw. Gór Bystrzyckich, które przebiega z kierunku północno-zachodniego ku

Rejon osadniczy Buczkowiczan

Rejon osadniczy Buczkowiczan

południowo wschodniej części kotliny. Niemiecka nazwa tego pasma górskiego brzmi Habelschwerter Gebirge (Góry Gawła, albo Hawła). Z tymi górami, które wedle naszego pojmowania gór są raczej znaczącymi wzniesieniami, od 511 m n.p.m. do 890 wiąże się rzeka Bystrzyca, nosząca od wieków prasłowiańskie miano (choć zniekształcone przez Niemców), Weistritz. Rzeka ta w Bystrzycy Kłodzkiej wpada do Nysy Kłodzkiej. Należy też zwrócić uwagę na duże kompleksy leśne, które przez wieki wywierały wpływ na kierunki rozwoju miejscowości usadowionych w ich sąsiedztwie.
Wieś Poręba, to jedna ze starszych w tym regionie miejscowości osadzonych na prawie niemieckim. Pierwsza wzmianka o jej istnieniu pochodzi z roku 1360. Jej powierzchnię zajmowały dobra dworskie oraz tzw. ziemie wolnego sołectwa. W wieku XVIII była miejscowością  o charakterze, który śmiało można nazwać przemysłowym. Dopiero wiek XIX przyniósł w tej sprawie zmiany, wskazujące na orientowanie się ku celom wypoczynkowym, uzdrowiskowym.
Czasy osiemnastowiecznej świetności wsi upamiętnia zaliczony do rejestru zabytków kościół p.w. św. Sebastiana.
Warto też wspomnieć, że przez wieś od gór Bystrzyckich ku rzece Bystrzycy Kłodzkiej i Nysie Kłodzkiej przepływa rzeczka-potok o nazwie Porębnik, płynący pomiędzy zboczami otaczających go gór-wzniesień, przypominających w przybliżeniu koryto Żylicy w granicach Szczyrku Dolnego. Jeśli do tego dodać, że cała wieś pod względem położenia względem poziomu morza mieści się pomiędzy 440 a 670 m n.p.m., to otrzymamy obraz bardzo zbliżony do położenia Buczkowic.
Wieś w roku 2011 liczyła 232 mieszkańców, a w roku 1971 istniało tam 61 gospodarstw. To oczywiście dane z okresu niemal współczesnego, dalekiego od czasów powojennych, ale dające przybliżony obraz tamtejszej rzeczywistości, którą powinniśmy skorygować o przypuszczalne skutki II wojny światowej. Drugą wsią, wybraną przez buczkowiczan za miejsce osiedlenia się była Ponikwa, której niemiecka nazwa przez wieki brzmiała Verlorenwasser znaczy- znikająca woda. To nazwa budząca ciekawość. Jest to nazwa mająca swoje źródło w naturalnym zjawisku, które przejawia się tym, że płynący potok, struga, rzeczka nagle ginie z powierzchni ziemi jakby schodząc do podziemia. Przebieg jej koryta pod powierzchnią ziemi nie jest rozpoznany, choć bywa, że woda ni z tego ni z owego pojawia się znów na powierzchni czasem w zupełnie nieoczekiwanym miejscu. Zjawisko to może mieć również charakter okresowy, sezonowy.
Etymologia słowa „ponikwa” związana jest z czasownikiem ponikać, zanikać, znikać, także pochylać się. To starosłowiańskie słowo. Występujące również w języku rosyjskim i ma identyczne znaczenie. Tam przybrało postać niknęti.
Niemcy nie bawili się w wielkie językowe analizy językowe, tym bardziej, że musieliby się odwoływać do słowiańskich języków. Dla nich znikająca woda, to po prostu Verlorenwasser i koniec. Natknąłem się na stwierdzenie, że nazwa wsi Ponikwa brzmiała podobno inaczej, że była to Utrata. Miało się jednak okazać, że ta nazwa nie nastraja optymistycznie. Rzeczywiście, trudno wiązać wielkie nadzieje lokując się w Utracie. To miał być jeden z powodów zmiany Utraty na Ponikwę. Znakiem rozpoznawczym wsi o zmodyfikowanej nazwie jest potok- rzeczka płynące przez wieś, której nadano nazwę Ponik, wywodzącą się wprost z etymologii słowa ponikać- znikać. Nie natknąłem się jednak na stwierdzenia, które dowodziłoby znikania tego potoku, choć być może w dalekiej przeszłości lub w czasie posuchy potok rzeczywiście zanikał. |
Warto też dodać, że nazwa tej wsi nie jest wyjątkiem. Również w Beskidach natrafiamy na wieś o nazwie Ponikwia, Ponikiew, a także na nazwiska wywodzące się wprost od słowa ponikać. W czasie istnienia województwa bielskiego np. Komendantem Wojewódzkim Straży Pożarnej był płk. Stanisław Ponikiewski, a uczniem mojego Liceum im. Stefana Żeromskiego w Bielsku-Białej był niejaki Ponikwia (zresztą, później mąż mojej klasowej koleżanki Ewy Górskiej).
I tak wyjaśniliśmy sobie sprawę nazwy wsi, która położona jest na północ od Poręby w niewielkiej odległości. Wieś ta jest niewątpliwie jedną z najstarszych osad na Ziemi Kłodzkiej. Pierwsza wzmianka o jej istnieniu pochodzi z roku 1319. Podobnie jak Poręba, była to wieś lokowana na prawie niemieckim, której początek  przypadł na osiedlenie się sołtysa. To on w myśl tego prawa pozyskiwał dla wsi osadników. Był gospodarzem na gruntach tzw. wolnego sołectwa, które było wyznacznikiem pozycji społecznej, administracyjnej i sądowniczej sołtysa wsi. Pozostałą część wsi zajmowały grunty należące do pana tych ziem. To tzw. dobra dworskie. Wieś położona jest na wysokości od 410-520 m n.p.m., co pod tym względem czyni ja jeszcze bliższym Buczkowicom aniżeli Poręba. W roku 2011 wieś liczyła 244 mieszkańców. Była więc w tym czasie wsią nieznacznie ludniejszą od Poręby. Obie jednak nie należały w roku spisu powszechnego do gigantów z punktu widzenia ilości ludności. Dane dotyczące ilości mieszkańców odnoszą się do okresu, który dzieli od roku zakończenia wojny aż 66 lat. Jak ten problem wyglądał w roku 1945, nie jesteśmy w stanie powiedzieć.
Na koniec wiązki tych informacji dodam tylko, że we wczesnym okresie powojennym obie wsie znajdowały się w granicach administracyjnych województwa dolnośląskiego, którego stolicą był Wrocław. Po zmianie podziału administracyjnego państwa, od czerwca 1975 r. tereny te zostały włączone do województwa wałbrzyskiego. Po kolejnej zmianie podziału administracyjnego miejscowości, które nas zajmują szczególnie, zostały ponownie przyporządkowane województwu wrocławskiemu. Są również obecnie częścią składową  jednostki samorządowej- miasta i gminy Bystrzyca Kłodzka, dla której miastem powiatowym jest Kłodzko (niem. Glatz). Podaję tę niemiecką nazwę ze względu na to, że w dokumentacji dotyczącej pobytu m.in. buczkowiczan na robotach przymusowych w czasie okupacji nazwa Glatz często występuje. Najczęściej dotyczyło to robotników skierowanych do gospodarstw rolnych. Robotnikami przymusowymi byli tu m.in. Stanisław Moczek, który zatrudniony był w miejscowości Krajanów ( Kreinsdorf) k. Nowej Rudy oraz Władysław Schöngut pracujący we wsi Tłustomosty k. Kietrza. Oni obaj zostali stracenie w KL. Auschwitz.