Józef i Maria Pietraszkowie

Opowieścią o pobycie swej rodziny w Porębie podzieliła się ze mną 12. lutego 2018 r. p. Alicja Kanik z d. Pietraszko, która jako dziecko mieszkała tam razem z nimi. Ponieważ w młodości przyjaźniłem się z Alicją jako świetną tancerką odstąpię od formuły przywoływania Alicji jako „pani Alicja”. Posłużę się jej imieniem z wczesnej młodości, pod którym znaliśmy ją wszyscy. Ja szczególnie, bo byłem jej partnerem we wszystkich ludowych tańcach zespołowych, którymi się popisywaliśmy pod okiem p. Elżbiety Wronówny naszej opiekunki. To jest powodem, że moja rozmówczyni będzie po prostu Alą.Cała rozmowa dowiodła, że bardzo dziecięcy wiek w jakim Ala była w chwili opuszczenia Buczkowic wcale nie musi być przeszkodą, by poznać dzieje swej rodziny wtedy, gdy ma się już tzw. „swój wiek”, który pozwala losy te utrwalić w pamięci, a kiedy trzeba, umieć o nich opowiedzieć. Rozmowa przebiegała wedle ustalonego wcześniej schematu, który miał pozwolić na porównanie poszczególnych relacji, poszerzać je, uzupełniać. Jednym słowem czynić całość opracowania w miarę kompletnym, dającym najbliższy obiektywnej prawdzie obraz życia naszych osadników na ziemiach zachodnich.

Rodzina Pietraszków w roku 1945

Rodzina Pietraszków w roku 1945

Józef i Maria Pietraszkowie stali się rodziną 26. maja 1940 r. kiedy zawarli związek małżeński. (Akt ślubu nr 7/1940). Był to początek niemieckiej okupacji. W roku 1942 urodziła się córka Ala. Ojciec,  zanim rodzina wyjechała z Buczkowic, był w Porębie, by zebrać informacje na temat wsi i warunków obejmowania gospodarstw czy ich wyboru. Wyjechał na ten zwiad, bo w Buczkowicach nie bardzo z rodziną miał gdzie mieszkać. Pomieszkiwał w różnych miejscach, a w tym, w swym rodzinnym domu przy obecnej ulicy Woźnej. Miał w ręku zawód. Był wyuczonym w czasie okupacji fryzjerem, ale by zakład uruchomić musiałby mieć dom i odpowiedni lokal. Tego niestety nie miał. Jedynym poza zawodem dobrem, które pozostawiła mu okupacja, była biegła znajomość języka niemieckiego, która jednak w okresie tuż powojennym z racji przeżyć wojennych nie była nadmiernie hołubiona przez współmieszkańców, uczulonych na brzmienie tego języka.
Wyjazd rozpoznawczy zakończył się postanowieniem o wyjeździe rodziny do Poręby, w której przebywali jeszcze niemieccy gospodarze. Nie było też śladu po wojskach radzieckich. Przynajmniej we wsi. Józef Pietraszko z żoną Maria i Alą wyjechali z Buczkowic w większej grupie osadników w jednym z pierwszych terminów. Nawiasem mówiąc, nie można dziś ustalić czy wyjazd grup osadniczych odbywał się w różnych terminach czy też termin był jeden, za to w większej grupie, podzielonej wedle przydziału do wagonów. Nazwiska współtowarzyszy długiej  podróży powtarzają się, więc nie będę ich przytaczał.
Józef Pietraszko wybrał dla swej rodziny małe gospodarstwo, bo około 3- hektarowe, którego

Dom Pietraszków w Porębie (jedyna fotografia)

Dom Pietraszków w Porębie (jedyna fotografia)

częścią składową był nieduży z punktu widzenia pomieszczeń mieszkalnych drewniany dom o dwuspadowym stromym dachu, krytym blachą. Dom nosił numer 35. Wizualnie dom był jednak dość rozległy, bowiem pod jednym dachem, poza częścią mieszkalną mieściła obora, zajmująca zachodni jego fragment. Na parterze domu była jedna duża izba, w której był piec tak usytuowany, że pomiędzy nim a ścianą znajdowała się przytulna, ciepła wnęka. W drugiej, mniejszej izbie na parterze znajdował się tapczan- sofa, a także… fortepian. Ten instrument przyciągał jednego z sąsiadów nazwiskiem Hankus, który na nim pogrywał. Był to jeden z trzech synów pani Hankus, która z rodziną Pietraszków pozostawała w dobrych sąsiedzkich stosunkach, podobnie, jak z rodziną Dutków. Bezpośrednimi sąsiadami Pietraszków byli właśnie Dutkowie.
Przez środek domu prowadziła długa sień, z której wchodziło się bezpośrednio do obory. Z sieni prowadziły również schodu na obszerne poddasze domu. Celom mieszkalnym na poddaszu służyła tylko jedna izba, w której mieściła się sypialnia. Pozostała powierzchnia przeznaczona była na przechowalnię siana, słomy. Mieszkańcy mieli dostęp do bieżącej zimnej wody, która spływała do domu na zasadzie samociśnienia.
Resztki wody wypływały do wybetonowanej niecki ulokowanej pod kranem i dalej, spływały do gruntu rodzajem małej strugi, wyprowadzonej poza dom.
W gospodarstwie Pietraszkowie nie zastali dawnych gospodarzy. Dom był od nich wolny, choć musieli go opuścić przed przyjazdem osadników, bowiem w oborze zastane zostały trzy dorodne krowy. Konia w stajni nie było, więc krowy służyły jako siła pociągowa w tym gospodarstwie.

Pietraszkowie i Bronisława Sternal przy krowim zaprzęgu.

Pietraszkowie i Bronisława Sternal przy krowim zaprzęgu.

Pietraszkowie zastali również cały zestaw różnych maszyn i urządzeń do pracy na roli, w asortymencie, który pozwalał zmechanizować prace na gruncie i przy zbiorze plonów. Były pługi, brony, młocarnia, wialnia i szereg innych, odpowiednich dla małego gospodarstwa.
Ala jednoznacznie stwierdziła, że nie zdarzyło się ani jedno gospodarstwo, w którym nie byłoby bydła. W części gospodarstw były konie lub woły, świnie, drób. To w tych większych. Maszyny rolnicze, i to bardzo różnorodne, były w każdym gospodarstwie.
Ala wskazała również na lokalizację niektórych siedlisk naszych osadników. Ich gospodarstwo było piątym z kolei (idąc od Długopola) po lewej stronie rzeczki. Podobnym, bo prawdopodobnie również piątym, ale po drugiej stronie rzeczki było gospodarstwo Lewych  z młynem. Jan i Julia Huczek, jak wspomina, gospodarzyli na samym końcu wsi, gdzie kończył się asfalt na drodze. Gospodarstwo Pietraszków sąsiadowało przez przysłowiowy płot z gospodarstwem Dutków, co rodziło cały szereg powiązań, przynoszących praktyczne korzyści obu rodzinom.

Alicja Pietraszko w 1949 jako pierwszoklasistka w Bystrzycy

Alicja Pietraszko w 1949 jako pierwszoklasistka w Bystrzycy

Pietraszkowie pracowali na swym gospodarstwie sami. Zdarzało się jednak, że czasami z Buczkowic dojechał Bronisław Sternal, brat Marii, który w męskich pracach bywał pomocny. Wytwory gospodarstwa sprzedawane były w Bystrzycy. Najczęściej Pietraszkowie wybierali się tam z Wojciechem Dutką, bo on miał konia i stosowny wóz. Sprzedawano wszystko-od owoców, po masła, sery, warzywa.
Wspominała Ala o tym, że Rosjan w Porębie nie było, ale byli dyskretnie w Bystrzycy. Że tak było, upewnił się Józef Pietraszko, gdy został zatrzymany w czasie rozmowy, którą po niemiecku prowadził z jakimś pozostającym jeszcze w mieście Niemcem. Ponieważ życzliwych nigdy i nigdzie nie brakuje, więc jakiś podsłuchiwacz doniósł gdzie trzeba. Pietraszko został zatrzymany jako podejrzany o prowadzenie działalności szpiegowskiej- wywiadowczej. Został wsadzony do piwnicy i czekać musiał na dalszy bieg wydarzeń.

Ks. Antoni Łopaciński z Alą i jej przyjaciółką

Ks. Antoni Łopaciński z Alą i jej przyjaciółką

Nie wiadomo jak potoczyłyby się sprawy, ale z nieoczekiwaną pomocą przyszedł Pietraszce Józef Jano, buczkowiczanin, który na Dolny Śląsk został skierowany przez krakowskie władze wojewódzkie z misją niesienia pomocy w zorganizowaniu polskiej administracji państwowej na ziemiach zachodnich. Jano, mający taką legitymację potwierdził osobistą znajomość Pietraszki jako Polaka i zaświadczył o jego niewinności. Ta interwencja Józefa Jany potwierdziła o wiele wcześniej uzyskane od Wandy Miodońskiej- córki Jany informacje, o jego pobycie na Dolnym Śląsku i roli, którą tam miał do wypełnienia. Wtedy pomagał również innym buczkowiczanom, którzy mieli na pieńku w nową polską władzą. Ala uczęszczała w Porębie do szkoły podstawowej w Porębie przez dwa pierwsze lata. Również w tej wsi przystąpiła do I komunii św.
Wspominam o tym dlatego, że księdzem, który tego sakramentu udzielał był Polak ks. Antoni Łopaciński, występujący w dokumentach innych osadników. Środowisko buczkowickich osadników utrzymywało ścisłe kontakty sąsiedzkie i towarzyskie,

Mogiłka Bogusia Pietraszki

Mogiłka Bogusia Pietraszki

ułatwione produkowanym dość intensywnie bimbrem. Tego trunku nie szczędzono. W spotkaniach towarzyskich, na festynach częstym gościem był ks. Łopaciński, człowiek z wielkim doświadczeniem życiowym i mający za sobą wojenne przejścia. Był człowiekiem do tańca i do różańca. Od trunku umiarkowanie nie stronił. Józef Pietraszko miał z nim pewien kłopot, bowiem sam programowo nie pił alkoholu, co w tym środowisku było trochę dziwactwem. Ks. Antoni zdawał się potwierdzać tę opinię mówiąc: „ Co to za chłop, który nie wypije?”. Miał też ciekawy pogląd na życie pozagrobowe. Józef Pietraszko, jako człowiek zrównoważony, spokojny, nie był wolny od wątpliwości czy pytań natury filozoficznej. W czasie jednego ze spotkań z księdzem P. Józef zadał mu pytanie: „Jak to właściwie będzie po śmierci?”. Na co ks. Antoni z rozbrajającą szczerością odpowiedział: Zobaczymy. Ja nigdy tam jeszcze nie byłem. Taki był ksiądz Antoni Łopaciński, dziekan dekanatu bystrzyckiego.

 Ciekawa postać.

 W rodzinie Pietraszków przyszedł w Porębie na świat syn Bogusław, który jednak zmarł po pięciu miesiącach życia. Jego mogiłka znajduje się na przykościelnym cmentarzu.
Opowieść Ali była bardzo pożyteczna. Dostarczyła szeregu wiadomości, które pozwoliły ustalić szczegóły pobytu w Porębie i Ponikwie innych osadników z Buczkowic, a także ze Szczyrku (rodzina Kurysiów i Szczygłów). Dotyczyło to głównie rodziny Jagiełów, ale także Huczków (obu rodzin), oraz rodziny Hankusów, której poświęcę również kilka zdań. Znalazły się również w jej relacji wspomnienia mówiące o krótkich pobytach w Porębie innych mieszkańców Buczkowic. Wśród osób zapamiętanych wymieniła Dunatową z budynku znajdującego się na rogu obecnych ulic Cisowej i Woźnej (dom obecnie jest w innych rękach). Pojawiła się również informacja o przybyłych z dawnych ziem wschodnich przesiedleńcach. Ci, których zapamiętała tylko mieszkali
w Porębie, a pełnili różne funkcje w Bystrzycy. W tym kontekście wspomina rodziny Ławrynowiczów i Kamińskich.
Pojawiła się również informacja o przebywaniu w Bystrzycy rodziny Józefa i Genowefy Marków. Tę przekazał p. Marian Damek, który był świadkiem mojej rozmowy z Alą. Marian Damek twierdził że to w Bystrzycy urodziły się starsze dzieci Marków Małgorzata (zamężna obecnie Pawłowska) oraz Henryk. Józef Marek najprawdopodobniej był kierowcą. Po bliższym rozpoznaniu sprawy mogę te fakty potwierdzić. Rodzina Marków rzeczywiście w Bystrzycy przebywała, ale wiadomości na ten temat nie zostały zapisane w pamięci jej żyjących członków. Ważne jest jednak, że lista buczkowiczan, przebywających na ziemiach zachodnich, uległa poszerzeniu.
Pietraszkowie powrócili do Buczkowic w roku 1951. Było to zapewne w pierwszej połowie roku, bowiem Ala została ujęta w liście uczniów w szkole podstawowej w Buczkowicach w roku szkolnym 1951/1952. Gospodarstwo zostało przekazane niejakiemu Bukowskiemu, przesiedleńcowi ze wschodnich ziem Polski przedwrześniowej. Ten okazał się być dobrym gospodarzem. Gospodarstwo rozwinął, wybudował nowy dom. Jednym słowem, dawne gospodarstwo przeszło w dobre, pracowite ręce. Ala miała możliwość te fakty sprawdzić, jako że odwiedziła Porębę po latach.
Ala jest jedną z niewielu, która Porębę odwiedziła. Odwiedziny te nie pozostawiły w niej pozytywnych wspomnień. Odwiedziła miejsce, w którym stał dom jej dzieciństwa. Zastała pusty plac, na którym ostało się jedynie drzewo o nienaturalnie wykrzywionym, prawie poziomym pniu, miejsce jej dziecięcych zabaw oraz sterczący z ziemi odcinek rury wodociągowej z cieknącym nadal kranem. Po zabudowaniach nie pozostał już żaden ślad. Owa wodociągowa rura, tkwiąca przed laty wewnątrz budynku była żałosnym punktem odniesienia do przeszłości. Stała się powodem wzruszenia i łez. Poręba nie przypominała tej dawnej, czystej i dobrze wyglądającej wsi. Była zachwaszczona, zaniedbana, zapuszczona, jakby cofnięta w odległy bardzo czas. Dobrym wspomnieniem zakończyły się  odwiedziny rodziny  Bukowskiego, wspominanego „repatrianta”.
Zwróciłem wcześniej uwagę na informację dotycząca rodziny Hankusów, która pozostawała w

Od lewej- J. Pietraszko Elżbieta Dutka w Porębie

Od lewej- J. Pietraszko Elżbieta Dutka w Porębie

bliskich kontaktach tak z Dutkami, jak Pietraszkami. Nazwisko to zwróciło moja uwagę z tego względu, że rodzina ta, wedle informacji Ali, mieszkała w czasie wojny w Buczkowicach w domu, w którym mieszkali Kaniowie, a później Pawełkowie. Ludzie starsi określali ten dom jako dom „u Kasiulki”, na drobnej postury Kaśkę –Katarzynę. Mnie zaś nazwisko to zafrapowało z tego względu, że było ono związane z tzw. „wsypą” lewicowej grupy antyniemieckiego ruchu oporu, która miała miejsce w Buczkowicach. W literaturze dotyczącej tego tematu pojawia się jedynie zdawkowa wzmianka, mówiąca o tym, że grupa ta została przez Niemców rozbita po wsypie, którą wywołał donos niejakiego Hankusa. Nazwisko takie nigdy wcześniej u nas w Buczkowicach nie występowało, więc nie miałem do tej informacji wielkiego zaufania. Sądziłem, że jest to wytwór czyjejś fantazji, konfabulacji. Uzyskane w czasie rozmowy z Alą Pietraszko informacje, że rodzina o takim nazwisku w Buczkowicach jednak przebywała sprawiły, że poprosiłem o więcej informacji o niej.

Poręba - od lewej J. Pietraszko z żoną wśrodku Wojciech Dutka, Pierwsza od prawej Bronisława Dutka, Elżbieta stoi Jan Husak

Poręba – od lewej J. Pietraszko z żoną wśrodku Wojciech Dutka, Pierwsza od prawej Bronisława Dutka, Elżbieta stoi Jan Husak

W Porębie przebywała matka i trzech jej synów: Eugeniusz, Edward i Henryk. Henryk był tym, który przychodził do Pietraszków, by pograć na fortepianie. Pozostali dwaj nie mieli takich muzycznych zainteresowań. Z relacji Ali wynikało, że Hankus (senior) miał  zostać zlikwidowany w czasie okupacji. Powody i okoliczności tego faktu nie były Ali znane. Tym nie mniej, wchodzili w rachubę albo Rosjanie, albo polskie podziemie. Wedle tej relacji, dwie córki Hankusów: Emilia i Janina zostały przez Rosjan zesłane w głąb Rosji, skąd powróciły do kraju „po latach”. Informacje układały się więc w dość uporządkowaną całość, której początek mogła dać zdrada Hankusa. Śmierć Hankusa mogła być zatem wynikiem odwetu ruchu oporu za denuncjację, podobnie, jak represje które spadły ze strony Rosjan na córki Hankusa. Nie można wykluczyć, że u podstaw tych represji leżała z inicjatywa lewicowego ruchu oporu, który w ostatnim okresie wojny w bezpośrednim kontakcie z wojskami radzieckimi, które wyzwalały m.in. Buczkowice spod okupacji niemieckiej.
Hankusowa była krawcową. Po powrocie z ziem zachodnich, gdzie znalazła się nie jako osadnik z Buczkowic, ale mieszkaniec Bielska, zamieszkała przez jakiś czas w Buczkowicach, a potem, gdy zamieszkała w Bielsku, często składała wizyty we wspominanym domu. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy opisany bieg wydarzeń, a także jego bohaterowie to członkowie rodziny denuncjatora Hankusa, ale uwagę i skojarzenia budzi wiele faktów, układających się w logiczny ciąg. Nie powinno się przejść nad nimi obojętnie. W każdym razie, po zdradzie Hankusa represje dotknęły wielu ludzi nieobojętnych wobec wyczynów okupanta. Być może jesteśmy na początku rozwiązywania jednej z wojennych tajemnic, które przyczyniły się  do likwidacji  lewicowego  antyhitlerowskiego ruchu oporu w naszej części powiatu bielskiego i bialskiego. Trzeba dodać, że buczkowicki epizod dotyczący Hankusów nie jest obecny w pamięci potomków właścicieli domu, w którym Hankusowie mieszkali w czasie okupacji.

Władysław i Wanda Jagiełowie

Historia tej rodziny na ziemiach zachodnich rozpoczyna się właściwie od Wandy i jej córki Kazimiery. P. Wanda postanowiła przesiedlić się na zachód ze swą córką Kazimierą po śmierci swego męża Józefa Moczka. (Józef Moczek wywodził się najprawdopodobniej z placu Moczków na zawodziu). Z Buczkowic wyjechała więc Wanda Moczek ze swą córką. Wyjazd był powiązany  z decyzją Pietraszków. Wynikało to stąd, że p. Wanda była siostrą Marii Pietraszko. Obie nosiły panieńskie nazwisko

Władysław Jagieło

Władysław Jagieło

Sternal. P. Wanda przed wyjazdem na zachód mieszkała w niewielkim domu przy obecnej ulicy Strażackiej w warunkach wielkiej

Wanda Jagieło, p.v. Moczek

Wanda Jagieło, p.v. Moczek

ciasnoty. W domu tym bowiem mieszkały cztery rodziny, z których każda zajmowała jedną izbę. Nie można więc mówić, że to następstwa wojny miały jakieś znaczenie dla podjęcia decyzji o wyjeździe z Buczkowic. Za tą decyzją bardziej przemawiała chęć poprawienia swych warunków mieszkaniowych, a być może również determinacja rozpoczęcia życia na nowo po śmierci męża. A że nie wyjeżdżała samotnie, bo mogła liczyć na pomoc ze strony rodziny swej siostry, tym łatwiej było się zdecydować na zmianę miejsca zamieszkania. Wanda Moczek nie musiała wybierać dla siebie gospodarstwa, bo zapewne zrobił to Józef Pietraszko. Z tym, że dla p. Wandy wybrał gospodarstwo w Ponikwie, wiosce położonej niedaleko Poręby. W Porębie najprawdopodobniej, nie było już wolnych domów W tej wsi byli również buczkowiczanie, tak, że nie czuła się rzucona na szerokie wody. To w Ponikwie poznała przesiedleńca z Kielecczyzny, Władysława Jagiełę. Odwiedzał on swoją siostrę mieszkającą w Ponikwie. W tych okolicznościach Wanda i Władysław się poznali i w efekcie ok. 1947 r. stworzyli nową rodzinę. W roku 1950 urodziła się z tego związku córka Jadwiga. Rodzina prowadziła niewielkie gospodarstwo, w którym hodowane były krowy, świnie i drób. Dom, w który rodzina objęła, był typowy dla tego regionu.

 Jagielowie w Ponikwie

Jagielowie w Ponikwie

Był stary, murowany z dwuspadowym dachem, pod którym mieściła się część mieszkalna oraz obora. W części mieszkalnej znajdowała się kuchnia i dwa pokoje oraz sień, wspólna dla części mieszkalnej i obory. Jak w typowym gospodarstwie, siano zboża, uprawiano ziemniaki, zbierano siano dla krów. W relacji na ten temat nie pojawił się problem maszyn rolniczych Gospodarstwem zajmowała się przede wszystkim. p. Wanda, a jej mąż pracował jako pracownik utrzymania dróg. Córka p. Wandy z pierwszego małżeństwa, Kazimiera, poślubiła przesiedleńca ze wschodu o nazwisku Kinal, mieszkającego w Porębie. Ostatecznie jednak wraz z mężem zamieszkała w Długopolu, gdzie mieszka do dziś. Jagiełowie powrócili do Buczkowic ok. 1962 r. Całe gospodarstwo wraz z domem sprzedali sąsiadowi Bronisławowi Płochowi- nauczycielowi miejscowej siedmioklasowej szkoły, do której uczęszczała córka Jagiełów Jadwiga od pierwszej, aż do piątej klasy włącznie. Bronisław Płoch mieszka tam do dziś. Jagiełowie zaś po powrocie do Buczkowic zamieszkali w domu rodzinnym p. Wandy przy obecnej ul. Strażackiej. Tu pozostali do swych ostatnich dni. Obecnie w tym domu mieszka tylko Jadwiga córka Wandy i Władysława Jagiełów. Nie do końca wiemy, jak rodzinie wiodło się przy prowadzeniu gospodarstwa, ale można domniemywać, że w dostatki nie opływali, skoro Ponikwę opuścili. Nie praca w gospodarstwie była jednak powodem wyjazdu z Ponikwy, a tęsknota za rodzinnymi buczkowickimi stronami, za bliskością ludzi. P. Jadwiga Kita – córka Jagiełłów odwiedziła Ponikwę – wieś swego dzieciństwa. Niewiele się tam zmieniło; dom jaki był taki pozostał, nikt w niego specjalnie nie inwestuje (poza drobnymi robotami). To nie napawało optymizmem.