Wybrane formy represji okupantów wobec mieszkańców Buczkowic

Wypędzenia

W tradycji utrwaliło się przekonanie, że operacja osiedlania w Buczkowicach niemieckich osadników, nazywanych kolonistami, związana była przede wszystkim z zakrojoną na znaczną skalę akcją wysiedleńczą i przesiedleńczą. Brak pełnego rozeznania odnośnie do liczby niemieckich rodzin sprowadzonych do wsi, a także ilości wysiedlonych rodzin buczkowskich uniemożliwiał weryfikację utartych przez lata poglądów na temat bezpośredniego związku osadnictwa z wysiedleniami. Dlatego jedną z intencji tego opracowania jest dokonanie niezbędnych porównań obu tych operacji i ukazanie obiektywnej prawdy o wspomnianych wydarzeniach. Rzeczą ważną jest przypomnienie faktu, iż zarówno wysiedlenia, jak sprowadzenie do wsi bauerów miało miejsce w połowie roku 1942. Od rozpoczęcia okupacji minęło więc ponad półtora roku. Był to czas wystarczająco długi, by obie akcje Niemcy mogli dokładnie przygotować. W tym czasie została przeprowadzona akcja podpisywania Volkslisty, która pozwoliła Niemcom wyodrębnić ze społeczności wiejskiej grupę najaktywniej współdziałających z okupantem mieszkańców, pomocną zapewne przy typowaniu rodzin do wysiedleń. Ten czas umożliwił również dokonanie bezpośrednich oględzin siedlisk, zakwalifikowanych do „oczyszczenia” z Polaków”. Oględzin, które służyć miały ocenie przydatności zabudowań dla nowego posiadacza gospodarstwa, dokonywali Niemcy. Wszystko to sprzyjało dokładnemu przygotowaniu akcji osiedleńczo-wysiedleńczej. Dokładność działań była tak daleko posunięta, że gdy pociąg z osadnikami stał na stacji Bystra –Wilkowice, to niemal w tym samym czasie do stacji kolejowej  w Łodygowicach podjeżdżały furmanki z wysiedlanymi rodzinami. Już wstępne porównania miejsc, z których mieszkańcy zostali wysiedleni z siedliskami bauerów jednoznacznie wskazywały na to, że liczba rodzin osadników niemieckich zdecydowanie przewyższała liczbę rodzin wysiedlonych poza granice Buczkowic. Z tego faktu wynikała potrzeba zdefiniowania różnych sposobów wyrzucania buczkowian z ich domów. Stąd określenie wysiedlenie i przesiedlenie.
Różnice pomiędzy tymi określeniami starałem się wyjaśnić wcześniej. Przypomnę jedynie, że pod pojęciem przesiedlenia rozumiem przeniesienie konkretnych rodzin do innych zabudowań w granicach wsi. Rzadziej było to przeniesienie do innej miejscowości. Przesiedlenia odbywały się z zasady pod administracyjnym przymusem. Zanotowałem jednak jeden przypadek opuszczenia budynku bez takiego nakazu. Nazwałem ten przypadek samoewakuacją. Jej przyczyną była poufnie uzyskana informacja o zamierzonym wysiedleniu całej rodziny do Niemiec.
Pod pojęciem wysiedlenia rozumiem przymusowe przeniesienie całych rodzin najpierw do obozów przejściowych, a następnie do różnych miejsc na terenie całych Niemiec i Prus Wschodnich. W miejscach docelowych rodziny nie przebywały w strzeżonych i wydzielonych obozach, lecz miały status robotników przymusowych, ze wszystkimi tego statusu następstwami. Z zasady zatrudniane były w dużych gospodarstwach rolnych. Warto też przypomnieć, że z innymi formami przemieszczeń ludności w obrębie jednej lub sąsiednich miejscowości mieliśmy do czynienia w okresie nasilenia walk. Wtedy na okresy przejściowe mieszkańcy wskazanych rejonów wsi zmuszani byli przemieścić się do innego sektora wsi lub do wsi sąsiednich (np. Wilkowic, Mesznej, a nawet Bielska). Tego rodzaju przesunięcia ludności nosiły miano ewakuacji. Miały one charakter czasowy, a właściciele domów mogli po ustaniu zagrożenia do nich powrócić. Ta ostatnia forma przemieszczeń mieszkańców nie była związana z akcją osiedlania kolonistów lecz była wymuszona przebiegiem działań wojennych.
Zebrane materiały pozwalają określić tryb postępowania Niemców przed dniem wysiedlenia oraz w dniu wywózki. Sprowadzić go można do następujących etapów:
W przeddzień akcji wysiedleńczej właściciele konnych zaprzęgów z miejscowości nie objętej w danym dniu wywózkami otrzymywali polecenie stawienia się z furmankami z miejscu zbiórki, której termin określany był na wczesne godziny ranne. W miejscu zbornym wydawane były dyspozycje co do miejsca, w którym mają się wozacy stawić. W ten sam sposób gromadzone były kobiety, których zadaniem było przeprowadzenie gruntownego sprzątania opróżnionego gospodarstwa, a głównie domu mieszkalnego. Poza myciem, budynek był dezynfekowany karbolem. Kobiety mogły pochodzić z tej samej wsi (czasami nawet z sąsiedztwa rodziny wysiedlanej) lub z pobliskiej miejscowości.
O nakazie opuszczenia mieszkania informowali niemieccy funkcjonariusze (najczęściej S.A.), którzy określali również czas na wyprowadzkę – od 10 do 15 minut. Jednocześnie nakazywano zabierać wyłącznie niewielki podręczny bagaż,  złożony z rzeczy niezbędnych. Rodziny dowożone były do miejsc zbornych. W Buczkowicach był to budynek szkoły przy ul. Bielskiej. Po załatwieniu spraw ewidencyjnych wysiedleńców ładowano na furmanki i odwożono do stacji kolejowej. Dla buczkowian i rybarzowian była to stacja kolejowa w Łodygowicach (dolnych). Koleją wypędzeni docierali do obozu przejściowego w Orzeszu. Tu, po niedługim czasie następowała selekcja, polegająca na tym, że część rodzin pozostawała na miejscu, a część była wywożona do innych obozów.
Sprawą, która wymaga zdecydowanego wyjaśnienia jest ukazanie rzeczywistego znaczenia przesiedleń i wysiedleń rodzin buczkowickich dla niemieckiej akcji osiedleńczej. Jest to ważne, by nie upowszechniać nieprawdy i by zapobiec tworzeniu mitów. Wszystkie zebrane dotychczas w czasie badań dane wskazują na to, że z akcją osadniczą bezpośredni związek miało zaledwie ok. 30% wszystkich wysiedlonych. Akcją wysiedleń zostało objętych 15 rodzin. Oto one:[1]
Genowefa Huczek      nr domu 199
Józef Uroda                nr domu 480
Józef Gluza                 nr domu 128
Michał Kempys          nr domu 28
Szczepan Kubica        nr domu 232
Zofia Wrona                nr domu 116
Michał Huczek             nr domu 403
Wojciech Pilarz             nr domu 354
Szymon Krupa             nr domu 91
Jan Klaczek                  nr domu 470
Józef Kubica                 nr domu 300
Wojciech Kubica           nr domu 300
Władysław Juraszek      nr domu 534
Stanisław Bomski         dom spalony, nieodbudowany
Jan Wrona                   nr domu 125
Łącznie w 15 rodzinach wysiedlonych z Buczkowic znalazło się 51 osób. Ten stan uległ korekcie po uwolnieniu z Polenlagru rodziny Urodów, którzy do wsi powrócili. Ostatecznie ten etap wywózek zakończył się w dwóch Polenlagrach. W Orzeszu i Kietrzu[2] Z zebranych danych wynika, że część z wysiedlonych buczkowian pozostała w Orzeszu, a część przewieziono do Polenlagru 92 w Kietrzu. Tu wysiedleńców zakwaterowano w zabudowaniach dawnej fabryki dywanów i pluszu. Nad bramą wejściową na teren obozu umieszczony był napis „Zbuntowani Polacy przeciwko Niemcom”.
W obozie panowały niezwykle trudne warunki tak pod względem zakwaterowania, jak sanitarnym. Dorosłe osoby z rodzin tam osadzonych musiały pracować albo w pobliskich gospodarstwach rolnych, albo w zakładach przemysłowych. W Kietrzu były to wapienniki oraz wytwórnia kafli. Matki z małymi dziećmi wykonywały prace wewnątrz obozu. W Orzeszu zakładem przemysłowym, w którym wykorzystywana była praca wysiedleńców była m.in. fabryka szkła. Wszystkie Polenlagry były miejscami odosobnienia, które podlegały całodobowej ochronie formacji wartowniczych, które były częścią struktur SS. Technicznymi środkami zabezpieczenia przed ucieczką osadzonych były wysokie parkany lub wykonane z drutu kolczastego ogrodzenia, okalające tereny obozowe dwoma lub trzema pierścieniami, na wzór obozów koncentracyjnych. Polenlagry z zasady przeznaczone były na czasowy pobyt wysiedleńców. Po upływie 3 – 6 miesięcy, (wyjątkowo czas przejściowy trwał dłużej) wybrane rodziny wywożone były w głąb Rzeszy lub do Prus Wschodnich. Buczkowianie znaleźli się w obydwu tych rejonach. Rodzina Wronów (kowal) np. znalazła się, w powiecie Stralsund nad samym morzem w środkowej części Niemiec, zaś rodzina Wronów z ul. Cienistej i Huczków w Prusach, w miejscowości Ostilmen w powiecie Wystruć (niem. Instenburg), niedaleko Królewca. Rodzina Władysława Juraszka po śmierci głowy rodziny została wywieziona do miejscowości Barmin na dzisiejszym polskim Pomorzu Zachodnim[3].
Wspomniałem, że wiązanie wysiedleń całych rodzin z Buczkowic z niemiecką akcją osiedlania kolonistów tylko częściowo znajduje potwierdzenie w faktach. Większa część wysiedleń nie miała na celu stworzenia warunków dla osadników niemieckich, bo w opróżnionych budynkach bauerzy nie zamieszkali. Faktycznie dla swoich potrzeb Niemcy zajęli zabudowania następujących wysiedlonych rodzin:
Michała Huczek, ul. Kwiatowa 403
Wronowie, ul. Cienista
Maria i Jan Wronowie(kowal), ul. Bielska 125
Olga i Szczepan Kubica, ul. Lipowa 232
Michał, Anna i Ludwik Kempysowie, ul. Wójtowa 2
Józef Gluza,  ul. Spokojna 128
Przy czym zabudowania Kempysów i Gluzy przeznaczone zostały na cele inwentarskie, niemieszkalne. Zdecydowana większość opróżnionych przez wysiedlone rodziny mieszkań była niezamieszkała.
Jest to, moim zdaniem stan, który świadczy o tym, że Niemcy przy okazji tworzenia miejsc dla bauerów, zgotowali buczkowianom pokazową akcję, której represyjny charakter nie budzi wątpliwości. Chodziło w niej przede wszystkim o zastraszanie mieszkańców, o tworzenie klimatu zagrożenia, który ułatwiał trzymanie Polaków w ryzach. Nie jest zatem prawdziwe twierdzenie, że wywózka rodzin ze wsi służyła wyłącznie tworzeniu warunków dla napływających do Buczkowic osadników. Akcja wysiedleńcza była w przypadku Buczkowic przede wszystkim instrumentem represji. Uzyskanie siedlisk dla bauerów było efektem pobocznym wysiedleń Buczkowic. W świetle zebranego materiału wynika niezbicie, że podstawową bazę dla bauerskich siedlisk stanowiły domy mieszkalne, opuszczone przez prawowitych właścicieli pod przymusem, ale w następstwie przesiedleń. Wygnani z domów właściciele musieli szukać schronienia na własną rękę u krewnych, znajomych, a czasami  u zupełnie obcych sobie ludzi. Niemcy stworzyli w czasie okupacji nową kategorię komorników, podobną do tej, którą znamy z odległej historii. Należy do tych stwierdzeń natury ogólniejszej dodać i to, że akcja wysiedlania rodzin nie była ograniczona do jednego dnia. Pojedyncze przypadki wysiedleń miały miejsce do końca III kwartału 1942 r. Osoby, których relacje starałem się zapisać, wymieniają tylko część rodzin wykazanych w początkowej części rozdziału. Nie są tam wymienianie rodziny Klaczków, Kubiców spod nru 300, Krupów, Juraszków, Pilarzów. Być może panujący w szkole i pociągu klimat przerażenia nie pozwolił na zarejestrowanie w pamięci nazwisk wspomnianych mieszkańców. A być może, przynajmniej część z tych rodzin została przetransportowana do Polenlagru w Orzeszu później, w następstwie dodatkowego niewolniczego „poboru”. Wymienieni w relacjach naocznych świadków, i ci , którzy wypędzenie przeżyli w miejscach nam nieznanych zapewne przeszli tę samą drogę, jak Wronowie z ul. Bielskiej (kowal), Wronowie z ulicy Cienistej i Huczkowie z ulicy Kwiatowej. Ich przeżycia starałem się oddać wiernie.[4]

                                                                                                          Józef Stec


[1] Wykaz sporządzony został w oparciu o spis sporządzony przez Gromadę Buczkowice. Wynika z niego , że wywieziono 42 osoby. Liczba ta jest zawyżona o jedna osobę Mieczysława Kubicę, syna Szczepana, który pozostał w Buczkowicach pod opieką babci. W wykazie gminnym pominięte zostały nazwiska Bomskiego, i Wrony, a także podano nieścisłe dane o liczebności osób w rodzinach wywiezionych do obozów –Polenlagrów. Stąd wynikała potrzeba korekty danych dotyczących wysiedleń.
[2] Polenlagry to obozy specjalne, zorganizowane przez Niemców w celu umieszczenia w nich Polaków wysiedlanych z Żywiecczyzny, jak również dla Ślązaków, deklarujących narodowość polską  Zostały utworzone 24 takie obozy. Obóz w Kietrzu k. Raciborza (niem Katscher) nosił numer 92. W Orzeszu natomiast działały dwa obozy. Pierwszy nosił numer 28 i mieścił się w budynkach poszpitalnych w tzw. Kolonii Marii. Drugi Polenlager o numerze 189 Zawisch (Orzesze Zawiść mieścił się w zabudowaniach dworu Thiele-Winklera.
[3] Szczegóły tej ostatniej wywózki opisałem w książce „Cześć i pamięć”, str.137 i dalsze Nazwa miejscowości Barmin w czasie okupacji nie uległa zmianie
[4] Okoliczności pobytu rodziny Władysława Juraszka w Kietrzu przybliżyłem w opracowaniu Cześć i pamięć mojego autorstwa, str.137, zaś ocalałe w pamięci dzieci po Szymonie Krupie wspomnienia opisałem w opracowaniu „Wiekowe siedliska mieszkańców Buczkowic”, str.35