Towarzystwo Gimnastyczne „SOKÓŁ” w Galicji

Odznaka sokola

Odznaka sokola

Impulsem do utworzenia Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” (TG”Sokół”)w Galicji były wydarzenia, jakie przyniósł rok 1866, kiedy to Prusy pokonały Austrię jako jedno z kolejnych państw, które padły ofiarami agresji pruskiej. Zwycięskie wojny Prus z Danią, Austrią, a potem z Francją oznaczały wzrost znaczenia tego państwa w regionie, narastanie w nim nastrojów militarystycznych i dążeń do skuteczniejszego wywierania wpływu na kierunki polityki w tej części Europy. Powstanie Cesarstwa Niemieckiego pod pruskim przewodnictwem i wyraźnie na pół absolutystyczną formą rządów było skutkiem tego procesu. Idea Rzeszy Niemieckiej, której twórcą był niemiecki kanclerz Otto Bismarck, a także jego jawnie antypolska polityka stwarzały zagrożenie całkowitego zniemczenia ludności polskiej w tym zaborze.
Rosja, a z nią ziemie zaboru rosyjskiego, też nie były wolne od tendencji nacjonalistycznych, wzmocnionych po zwycięstwach Rosji nad Turcją w l. 1877-1897. Rosyjski nacjonalizm tępił w zarodku przejawy jakichkolwiek działań środowisk polskich nastawionych anty carsko. Terror carski ukierunkowany był na nasilenie procesów rusyfikacyjnych, których celem było unicestwienie wszystkich przejawów polskości. Można zatem wskazać na wiele podobieństw pomiędzy Prusami a Rosją, jeśli idzie o „problem polski”. Wzmocnienie Rosji zwycięstwami nad Turcją przydało carstwu dodatkowych atutów polityczno-strategicznych w postaci zwiększenia wpływów na Bałkanach i umocnienia pozycji mocarstwowej. Trzeci z zaborców, Austria, znalazła się w tym samym czasie w całkiem innej sytuacji. Pokonana i osłabiona w dwóch wojnach (w 1859 z Francją) i Prusami (w 1866 r.) musiała dokonać istotnych zmian w swoim systemie politycznym. Wielkie znaczenie w tym procesie odegrały silne Niemcy, które sytuację Austrii wykorzystały dla włączenia jej w bezpośrednią strefę swoich wpływów jako słabszego sojusznika. Warunki wewnętrzne i zewnętrzne sprawiły, że Austria została zmuszona do złagodzenia swojej polityki narodowościowej. Cesarz Austrii został przymuszony do przyznania ambitnym Węgrom statusu równoprawnego z Austrią. Wyrazem tego było powstanie związku politycznego pod nazwą Austro-Węgry. Różnorodność narodowościowa i etniczna Monarchii była zasadniczym problemem w stosowaniu liberalnej polityki wobec narodów pozostających pod władztwem cesarza. Była to również okoliczność, która ograniczała wprowadzanie większych swobód dla poszczególnych narodów w cesarstwie. Należy jednak dodać, że porównanie swobód ludności polskiej zamieszkującej Galicję z prawami obowiązującymi, w zaborze pruskim wypadało zdecydowanie korzystniej na rzecz Austro-Węgier. Wszystko to, ze względów oczywistych przedstawione w wielkim skrócie, miało wielkie znaczenie dla działań zmierzających do rozwiązania „sprawy polskiej”.

Agenor hr. Gołuchowski

Agenor hr. Gołuchowski

Początki działalności Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” na ziemiach polskich przyniósł rok 1867, kiedy we Lwowie powołano do życia tę organizację. Jej pierwowzorem była czeska organizacja o profilu sportowym, założona w roku 1862 przez Miroslawa Tyrša i zalegalizowana przez władze austriackie. Modyfikując statut czeskiej organizacji i dostosowując go do polskich warunków twórcy „Sokoła” doprowadzili do zatwierdzenia polskiego statutu. Miało to miejsce 7. lutego 1867 r. kiedy namiestnikiem cesarskim w Galicji był Agenor Romuald Onufry hrabia Gołuchowski arystokrata i konserwatywny polityk austriacki. W swych podstawowych i pierwszych założeniach organizacja była stowarzyszeniem dorosłych mężczyzn, którzy pracować mieli nad podtrzymywaniem tożsamości narodowej, a także prowadząc ćwiczenia gimnastyczne i inne zajęcia sportowe, mieli dbać o siłę i tężyznę fizyczną w myśl hasła: ”W zdrowym ciele zdrowy duch”. Pozdrowieniem członków było zaczerpnięte z dzieł sienkiewiczowych „Czołem!”. Część z zasad programowych z upływem czasu ulegała zmianom, które zmierzały w kierunku m.in. podjęcia pracy z kobietami, a następnie także z młodzieżą. Właśnie zamierzenia do objęcia działalnością organizacyjną dzieci i młodzieży z czasem przyjęły postać polskiego harcerstwa, nawiązującego formami pracy do angielskiego skautingu.

Modyfikacjom podlegało również spojrzenie „Sokoła” na swą bazę członkowską. Początkowo działalność organizacji koncentrowała się na pracy w środowisku

Dr Kazimierz Wyrzykowski (2)

Dr Kazimierz Wyrzykowski (2)

akademickim oraz z przedstawicielstwem klas średnich i szerzej pojętych warstw posiadających majątki oraz skupionych w środowiskach miejskich. Ta formuła członkostwa w początkowym okresie istnienia tworzyła z „Sokoła” organizację dość zamkniętą, elitarną. Czas zweryfikował to założenie. Rozpoczęto organizowanie gniazd w środowiskach podmiejskich i wiejskich oraz wśród rzemieślników. To otwarcie się na inne warstwy społeczne przyniosło niezwykle pozytywne skutki dla rozwoju organizacji. Środowiska wiejskie złaknione pracy w organizacjach, czyniące z tej grupy ludności podmiot działalności, stały się niezwykle żywotną częścią Sokoła”.

Idea sokola nie od razu rozprzestrzeniła się na terenach Galicji. Dość powiedzieć, że pierwsze gniazda sokole działające poza Lwowem powstały dopiero w roku 1884 w Tarnowie i w Stanisławowie. Były to ziemie tak zwanej Galicji Wschodniej. Rozwój organizacji postępował stopniowo. Dla terenów Zachodniej Galicji, dla których stolicą był Kraków, ważne wydarzenia przyniósł dzień 23 lutego 1885, w którym Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” powstało w tym mieście.

 Stanisław Rowiński

Stanisław Rowiński

Skupieni w nim znakomici ludzie ze świata kultury. (Michał Bałucki), pomysłodawca tzw. ogrodów zabaw dla dzieci, które to place nazwano od jego nazwiska jordanowskimi (Henryk Jordan) czy wreszcie Stanisław Rowiński, inicjator tworzenia polowych drużyn sokolich nastawionych na prowadzenie szkolenia czysto wojskowego i Zygmunt Wyrobek zdynamizowali proces obejmowania ruchem sokolim coraz to nowych regionów Galicji Zachodniej. Kraków stał się stolicą sokolej Dzielnicy, która obejmowała szereg okręgów od krakowskiego począwszy, poprzez cieszyński, tarnowski, aż po jasielski. Łącznie w Dzielnicy Krakowskiej skupionych było 8 okręgów. Funkcje zarządzające Dzielnicą wypełniało tak zwane Przewodnictwo Dzielnicy, którego zakres działania można porównać do funkcji wypełnianych przez zarząd danej struktury. Podstawową jednostką struktury organizacyjnej było tzw. „gniazdo”. Jednostką o zasięgu równym powiatowi był okręg, a obejmującą region (województwo) była „dzielnica”. Na szczycie tej struktury funkcjonował „Sokół – Macierz”, przekształcona w roku 1892 w Związek Sokolstwa Polskiego, jako że skupiał nie tylko więcej dzielnic sokolich, ale również organizacje sokole z pozostałych zaborów. Ruch sokoli tworzył swoje gniazda w zaborze pruskim i rosyjskim, a także poza granicami Polski. Łączna siła sokołów na terenach zajętych przez zaborców sięgnęła 48.000 członków skupionych w 581 gniazdach. Część z nich (40 gniazd i ok. 6000 członków) działała konspiracyjnie w Kongresówce, czyli na terenach pozostających pod władztwem rosyjskim.
Przybliżając główne dane dotyczące działalności TG „Sokół” niepodobna nie wspomnieć o polskim harcerstwie, którego twórcy i żarliwi działacze wywodzili się ze ścisłego kierownictwa „Sokoła” lub organizacji młodzieży niepodległościowej „Zarzewie”. Obie te organizacje zawarły w sprawie działań z młodzieżą i na jej rzecz swoisty sojusz, którego owocem był dynamiczny rozwój sieci drużyn harcerskich. Harcerze również pracowali nad szkoleniem paramilitarnym dorastającej młodzieży, na co nie zawsze życzliwie patrzyły pewne kręgi ze ścisłego kierownictwa ”Sokoła”. Sytuacja uległa zmianie, gdy władze austriackie w roku 1910 zarządziły podjęcie obowiązkowego szkolenia wojskowego młodzieży. By szkoleniem tym nie zajęły się władze austriackie, „Sokół” podjął się prowadzenia zajęć, wykorzystując je dla realizacji

Odznaka harcerska napierśna polskich harcerzy przed ustanowieniem Krzyża Harcerskiego

Odznaka harcerska napierśna polskich harcerzy przed ustanowieniem Krzyża Harcerskiego

Olga+Drahonowska.pn

Olga+Drahonowska.pn

zadań programowych „Sokoła” i harcerstwa, do szerzenia i umacniania patriotycznych postaw młodzieży. Faktyczna łączność harcerstwa z „Sokołem” zapewniona była dzięki unii personalnej jaką wytworzyła osoba dra Kazimierza Wyrzykowskiego. Wyrzykowski pełniąc funkcję naczelnika Związku Sokolego objął też funkcję zwierzchności nad Związkowym Naczelnictwem Skautowym. Ta jedność kierownictwa obu organizacji była naturalnym następstwem wielkiej pracy, jaką włożył dr Wyrzykowski w opracowanie i doskonalenie systemu szkolenia młodzieży skautowej. Można więc stwierdzić, że polskie harcerstwo było satelicką organizacją „Sokoła” ze wszystkimi tego faktu następstwami.
Nie można mieć wątpliwości, że działalność TG „Sokół” zawierała w sobie istotne cechy charakterystyczne dla programu Narodowej Demokracji (endecji). Jest to fakt, który był obecny w działalności Towarzystwa niejako obiektywnie, wbrew pierwszym deklaracjom, które zawierały wolę apolityczności oraz dystansowanie się od partii i stronnictw politycznych. Nie zawsze deklarowana otwartość na ludzi o różnych poglądach politycznych i światopoglądzie była praktykowana. Ten rozziew pomiędzy deklaracjami a praktyką wyrażał się m.in. w regułach nadawania członkostwa czy w relacjach z Kościołem katolickim. Te ostatnie z biegiem lat ulegały zacieśnianiu. Nie ulegał wątpliwości antygermański, coraz mocniej eksponowany charakter „Sokoła”. Jego współpraca z władzami zaboru austriackiego była wynikiem wykorzystywania szans, jakie dawały większe swobody narodowościowe, jakie w tym zaborze panowały, a także kalkulacji politycznych, ukierunkowanych na odzyskanie niepodległości i odrodzenia polskiej państwowości.

 Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” w Buczkowicach

1.Pieczęć Sokoła w Buczkowicach

Pieczęć Sokoła w Buczkowicach

Dla zaistnienia tej organizacji w Buczkowicach zasadnicze znaczenie miało utworzenie silnej organizacji sokolej w Krakowie. Było to w roku 1885. Kraków został siedzibą kolejnego tzw. „Przewodnictwa Dzielnicy” (Krakowskiej). To stąd dotarła do Buczkowic idea utworzenia gniazda sokolego, która przybrała realne kształty w roku 1909. Czas, który dzielił powstanie gniazda w Buczkowicach od utworzenia organizacji krakowskiej wynosił 24 lata. Gniazdo Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół“ w Buczkowicach zostało utworzone dzięki staraniom dra Franciszka Miodońskiego. Nie uchybiono w niczym celom, jakie stawiał sobie Związek Sokolstwa Polskiego we Lwowie. Utrwaleniu świadomości narodowej służyć miało przygotowanie młodzieży do służby wojskowej. Tak zapisane zadanie miało na celu zjednanie przychylności władz zaborczych dla „Sokoła”, co miało spowodować postrzeganie członków tej organizacji jako potencjalnych żołnierzy armii cesarskiej. Istotnym uzupełnieniem tych założeń programowych była szeroko pojęta działalność na rzecz kultury i jej upowszechniania. Ta forma pracy Towarzystwa miała mu przysparzać masy zwolenników i sympatyków, bez których działanie organizacji nie było

Dr Franciszek Miodoński  (1)

Dr Franciszek Miodoński (1)

możliwe. Szczególnie ważną rolę w tej dziedzinie pełnił u nas amatorski ruch teatralny. Nie zaniedbywano żadnej istotnej formy działalności i aktywności. Niezwykle aktywnie działały grupy gimnastyczna i kolarska. W Buczkowicach podjęta została praca nad zorganizowaniem drużyny skautów, która rozpoczęła działalność w roku 1912 i należała do pionierów tego ruchu w powiecie bialskim. Trzeba przyznać, że nie była w tym osamotniona. W sąsiedniej wsi Meszna w tym samym roku również powstała drużyna harcerska, której patronowało miejscowe gniazdo sokole.
W Buczkowicach, jak nigdzie w okolicy, ruch sokoli był niezwykle prężny. Wynikało to nie tylko z osobowości jego organizatora – dra Miodońskiego, ale również z bardzo energicznego zaangażowania się w rozwój Towarzystwa wielu działaczy, wywodzących się z różnych warstw społecznych naszej wsi.
Józef Namysłowski należał do grona najstarszych członków koła Towarzystwa w Buczkowicach. Zapisom tego niezwykłego człowieka zawdzięczamy następujące informacje:
„W tymże roku 1909 został założony „Sokół” prezesem został dr Franciszek Miodoński a naczelnikiem Stanisław Żydek miejscowy organista. Była to jedyna organizacja, która skupiała młodzież i do której bardzo chętnie wstępowali. Trzeba zaznaczyć, iż była to młodzież zdyscyplinowana. Początkowo brak było przyrządów, ale w niedługim czasie zostały zakupione drążek poręcze ciężarki, materace. Sokół mieścił się w sali właściciela gospody „Na Kolanie”. Ćwiczenia były prowadzone co drugi dzień pod fachową opieką.

Wracając do myśli zasadniczej godzi się przypomnieć niektórych organizatorów życia sokolego w Buczkowicach. Poza drem Miodońskim i Józefem Namysłowskim byli to między innymi:

Stanisław Żydek, pierwszy naczelnik gniazda

Władysław Wrona (z murowańca),
Władysław Dadok, ojciec
Józef Jano
Julian Moczek
Michał Kubica- właściciel tartaku,
Wojciech Gołąbek,
Michał Dobija, a z młodszych –
Rudolf Starczak,
Antoni Gluza o przezwisku„Meśnion”

Józef Namysłowski w mundurze Stałej Drużyny Polowej

Józef Namysłowski w mundurze Stałej Drużyny Polowej

 

Stanisław Żydek pierwszy naczelnik gniazda sokolego w Buczkowicach, organista

 

Michał Kubica

Michał Kubica

 Rudolf Zemanek i wielu innych, których grono poszerzało się w miarę upływu lat. Wśród tych, którzy dołączyli do niego znaleźli się m.in. dr Roman Białek, ks. Józef Styrylski, Tadeusz Łabudziński – kierownik szkoły, Antoni Cierniak, Rudolf Kubica – tapicer, Adolf Szoblik i Maria Wierzbicka nauczyciele. Każdy, kto interesuje się choćby tylko okazjonalnie historią Buczkowic, dostrzeże tu ludzi, którzy nadawali ton społecznej działalności mieszkańców nie tylko naszej wsi, ale również wsi sąsiednich.
Przygotowaniu młodzieży do służby wojskowej służyły tzw. Stałe Drużyny Polowe (S.D.P.), prowadzące działalność szkoleniową według wzorów wojskowych. Działaniom Drużyn patronował płk. Józef Haller. Program zajęć uwzględniał wiele elementów szkolenia skautowego (zwiad, maskowanie, sygnalizacja, pomoc sanitarna itp). Do działania stałej Drużyny Polowej powrócimy.
Działalność buczkowickiego „Sokoła” charakteryzowała się wielką aktywnością w wielu dziedzinach życia społecznego, kulturalnego i politycznego wsi. Bardzo znamiennym przykładem politycznego angażowania się w sprawy polskie były wydarzenia z 1914 roku Krótko przed wybuchem I wojny światowej „Dom Polski” i Bielsko miały być miejscem patriotycznej manifestacji z okazji dziesięciolecia istnienia bielskiego „Sokoła”. Te bardzo znamienne i pamiętne dla Bielska i Białej wydarzenia, w których uczestniczyli buczkowianie miały swój prolog w roku 1902. Warto więc sięgnąć pamięcią do tamtych czasów, by przywołać chwile powstania Domu Polskiego i jego twórcę, ks. Stanisława Stojałowskiego człowieka o niespożytych siłach, przeklętego przez bielskich Niemców i wyklętego ustami biskupa krakowskiego Puzyny przez własny Kościół, w którym starał się służyć ludziom jako kapłan-jezuita.

Dom Polski w Bielsku

Dom Polski w Bielsku

„Dom Polski” był niepowtarzalną instytucją, która utworzona i jakby zatopiona w masie niemieckiej, zamożnej ludności stała się ostoją polskich organizacji. Budynek zakupiony został 10 lipca 1902r. za 44.000 koron od Jakuba Schröttera. Miejsce nie było przypadkowe. Dom znajdował się w zdominowanym przez Niemców

Ks. Stojałowski

Ks. Stojałowski

centrum dzielnicy przemysłowej Bielska, tzw. Żywieckiego Przedmieścia przy Bleichstrasse 40. W tym środowisku powstał polski ośrodek, który dał schronienie m.in. redakcji pisma „Wieniec-Pszczółka”, Towarzystwu Szkoły Ludowej, Związkowi Zawodowemu Chrześcijańskich Robotników i Robotnic, a także Ochronce Polskiej dla dzieci polskich. Dom Polski stał się również miejscem, w którym rozgrywały się ważne wydarzenia kulturalne. To tylko charakterystyczne i wybrane formy działalności Domu Polskiego. Nie było przesady w twierdzeniu, że Dom Polski stał się autentyczną twierdzą polskiej myśli patriotycznej, zawodowej i kulturalnej w Bielsku, które było siedliskiem aktywnej, niemczyzny, tym groźniejszej, że reprezentowanej przez wielki kapitał- właścicieli bielskich fabryk Dom ten swoim istnieniem wzmacniał środowisko bielskich Polaków i promieniował na całą okolicę i Śląsk Cieszyński.
Ten „wyspiarski” klimat, wytworzony wokół Domu Polskiego sprawił, że obchody dziesięciolecia istnienia „Sokoła” w Bielsku, miały się odbyć właśnie nim, co wywołało zdecydowaną i bezpardonową reakcję Niemców. Efektem napięć narodowych były gwałtowne wydarzenia, których świadkiem były oba miasta (Bielsko i Biała). Działo się to 28.czerwca 1914 r.

Obchodom rocznicowym towarzyszył zlot drużyn i gniazd sokolich, a także delegacji organizacji polskich z powiatów bialskiego, bielskiego i ziemi krakowskiej. Zdominowane przez Niemców władze miejskie nie chciały dopuścić do tej manifestacji organizacji polskich, a przede wszystkim do udziału w niej hufca sokolego z Krakowa. Sytuacja była na tyle nietypowa, że uczestnicy zlotu uzyskali wcześniej zezwolenia władz miejskich Bielska i władz krajowych na przemarsz przez miasto. W ostatniej chwili zezwolenie to zostało cofnięte. Nie można wykluczyć, ze przebieg wydarzeń był wynikiem prowokacji wcześniej przygotowanej przez Gustawa Josephiego – fabrykanta maszyn włókienniczych

Gustaw_Josephy

Gustaw_Josephy

oraz burmistrza Bielska, dr. Förstera. Niemcy postanowili najpewniej rozprawić się z manifestantami, a wcześniej szturmem wziąć Dom Polski. Nie było też przypadku w tym, że po bielskiej stronie Białki zgromadziło się blisko 2000 Niemców oraz policja i wojsko. Doszło do gwałtownych starć na moście nad Białką w rejonie b. Domu Związków Zawodowych (róg 1. Maja). Wydarzenia te ze względu na gwałtowność, rozmiary, ale i ilość poszkodowanych po obu stronach, zyskały miano „bitwy nad Białką”.W tych wydarzeniach buczkowickie gniazdo liczące prawie 6 lat zapisało się chwalebnie. Działania skierowane przeciwko uczestnikom polskiej uroczystości miały być zdecydowane. Nie wykluczono prowokacji, a nawet zabójstw znanych polskich działaczy społecznych i posłów. Niemcy zamierzali szturmem zająć Dom Polski i nie dopuścić do manifestacji organizacji polskich.
Okolicznością, która wzmagała złość Niemców, było wspominane już otwarcie w czasie zlotowych uroczystości ochronki dla dzieci, która nosić miała imię ks. Stanisława Stojałowskiego. Niemcy odczytali ten zamiar jako prowokację. Zlot rocznicowy, a także uruchomienie polskiej ochronki dla dzieci i taki patron był dla bielskich Niemców gestem wobec człowieka, którego działania od początku jego obecności w Bielsku były solą w oku hakatystów.
Ze strony polskiej w zlocie uczestniczyć miały przedstawicielstwa gniazd i drużyn sokolich (SDP) i organizacji z powiatów bialskiego, bielskiego oraz ziemi krakowskiej, w tym z samego Krakowa. Wśród innych organizacji należy wymienić przede wszystkim strażaków i skautów. Na zlot przybyło około 1200 sokołów, 200 członków straży pożarnej, kilkudziesięciu skautów oraz około 3000 publiczności z okolicznych miejscowości. ( W publikacjach pojawiają się różne dane na temat liczebności uczestników zlotu).
Dalszy przebieg tych wydarzeń tak wspominał poseł Jan Zamorski, ten, który w liście do Wieńca i Pszczółki z dnia 10. października 1911 został wskazany przez ks. Stojałowskiego na jego następcę:
„Niemcy zmobilizowali siły aż z pruskiego Śląska i postanowili do pochodu nie dopuścić. Przybyły
z Krakowa hufiec Sokołów został na dworcu przyjęty przez władze miejskie, które zabroniły wstępu na teren miast umundurowanym ludziom oraz zakazały zorganizowanego pochodu. Sokoli więc przeszli przez kładkę do Białej, chcąc się rozeznać w położeniu. Do Białej też ściągnęli Sokoli z bliskich gniazd galicyjskich, jako też liczne straże ogniowe w mundurach i z toporami, z wielu wsi i miast najbliższych. Zapanowało wrzenie. Starostwo bialskie porozumiewało się ze starostwem bielskim, ażeby w drodze prywatnej uzyskać zmianę zarządzenia magistratu.(…) Doszło niby do kompromisu, według którego pochód nie pójdzie przez główny most i ulicę główną , tylko przeszedłszy przez Białą, uda się kładką na Placu Blichowem wprost do Domu Polskiego. Kiedy rozwinięty pochód stanął na wyznaczonej kładce, zastał na bielskim brzegu tysiące młodych ludzi z bławatkami w klapach ubrań, jako odznakę pruską(…) skonsygnowaną policję w pełnym rynsztunku oraz wiceburmistrza Eichlera, który w imię spokoju prosił o zaniechanie pochodu, gdyż inaczej poleje się krew. (…) Rozważywszy rzecz całą, po godzinnych utarczkach, nakazałem odwrót do Białej, biorąc na siebie odium udaremnienia manifestacji.
Nasi robotnicy jednak nie byli nigdy jagniętami: po dobroci można z nimi wszystko zrobić, ale na złość mają odwet.(…)teraz, po zakończeniu uroczystości w Białej, skoro w Bielsku nie mogła się odbyć wracając do domów pieszo i kolejami, zaczęli brać odwet na Niemcach, gdzie mogli. W Podlasach koło Kęt, gdzie jest główne kąpielisko dla Białej i Bielska przepędzili kilkuset Niemców w niezupełnej garderobie z guzami i nadwyrężonymi żebrami. W Żywcu zdemolowali katowicki pociąg spacerowy-w Buczkowicach i Jeleśni przepędzili zbiorowe wycieczki turystów.(…) Górale zaś oburzeni ślubowali sobie, że odtąd noga niemiecka nie śmie stanąć w polskich górach. Rzecz zrobiła się tak samorzutnie i tak dokładnie, że do wieczora wycieczki niemieckie zostały poturbowane wszędzie aż po granicę węgierską. (…) Wracając sokoli wywołali w Krakowie takie podniecenie, że po raz pierwszy od dwudziestu lat odbyto tam mnóstwo wielotysięcznych wieców narodowych, antyniemieckich, na salach Sokoła, na placu Matejki pod pomnikiem grunwaldzkim. (…) Rozgłos udaremnionej uroczystości sokolej w Bielsku rozszedł się w lot po całej monarchii
”.
W tej relacji Zamorski nie wspomina o reakcji jaką wywołało poturbowanie trzech delegatów, którym Niemcy zezwolili na przejście do Domu Polskiego. Oto zgromadzeni na bialskim brzegu rzeki Białej robotnicy i strażacy rzucili się do wody, gdzie doszło do starcia
z Niemcami. Po stronie polskiej było około 50 rannych, podobnie jak po stronie niemieckiej. Zajściom towarzyszyła szarża żandarmerii austriackiej, która stanęła po stronie Niemców. Ten niespotykany w Bielsku zamęt zakończył się wielkim wiecem uczestników zlotu przed Czytelnią Polską w Białej. Wydarzenia bielskie odbiły się echem również we Lwowie, gdzie młodzież akademicka zdemolowała sklepy niemieckie.
Wydarzenia te zostały nazwane „Bitwą nad Białą”.
Zajścia nad Białą stały się impulsem do dokonania realistycznej oceny sytuacji Polaków i wymarzonej Polski w konkretnych warunkach politycznych, w których wojna stawała się coraz bardziej oczywista. Dokonując wspomnianej oceny sięgano do czasów odległych, znaczonych powstaniami skierowanymi przeciwko zaborcom. W świadomości uczestników tych zajść oraz wśród ludności polskiej utrwaliło się przekonanie, że zamanifestowana jedność przedstawicieli państw zaborczych (Niemców i Austriaków) wobec dążenia do swobód narodowościowych nie może ulec zmianie inaczej jak tylko metodami siłowymi. Żadna forma negocjacji nie dawała stronie polskiej gwarancji, że ewentualne ustępstwa ze strony zaborców będą miały charakter trwały. Dojrzewało przekonanie o konieczności aktywnego włączenia się do wojny, której nadejście stawało się coraz bardziej oczywiste. Problemem otwartym pozostawało to, w jaki sposób Polacy będą w wojnie uczestniczyć i jaką drogą iść, by odzyskać niepodległość dla Polski. Coraz większe zrozumienie zyskiwało przekonanie, iż o wolny kraj mogą Polacy walczyć tylko w utworzonych przez siebie formacjach wojskowych, które cieszyć się będą niezależnością od sił zewnętrznych, a zwłaszcza państw zaborczych. Taki sposób patrzenia na drogę ku wolności kształtowany był w organizacjach niepodległościowych i za ich pośrednictwem. Praca patriotyczna oparta była na budowaniu szacunku dla powstań narodowych, wśród których powstanie styczniowe zajęło miejsce poczesne.
Masowość zrywu z 1863 r., zaangażowanie młodzieży w czyn powstańczy, skupienie wokół idei powstania różnych środowisk politycznych były tym, co w działalności niepodległościowej na przełomie wieków XIX i XX miało przemawiać do Polaków marzących o niepodległej Polsce. Propagatorzy idei tego powstania pomijali milczeniem brak realizmu przy podejmowaniu decyzji o jego wybuchu. Pomijali milczeniem ogromną asymetrię sił pomiędzy powstańcami a stutysięczną armią rosyjską, stacjonującą na obszarze ówczesnego Królestwa Kongresowego. Pomijali międzynarodowy kontekst podjętej walki, a w nim brak zainteresowania Anglii, Francji i Niemiec powodzeniem powstania, nie mówiąc już o nieudzieleniu mu wsparcia, jako zrywowi skierowanemu przeciwko Rosji. Państwa te bowiem, zwłaszcza Francja i Niemcy, starały się w tym czasie o poprawę własnych stosunków z Rosją. Nie było więc w ich interesie wspieranie powstania. Otto von Bismarck był nawet gotów zająć Królestwo Kongresowe w sytuacji zwycięstwa powstańców, co musiałoby oznaczać zamianę jednego zaborcy na drugiego.
Wreszcie, umacniający mit powstania styczniowego nazbyt surowo oceniali poczynania margrabiego Wielopolskiego, naczelnika rządu cywilnego w Królestwie, który

Arcyksiążę Farnciszek Ferdynand

Arcyksiążę Franciszek Ferdynand

mimo niewątpliwych osiągnięć w dziedzinie polonizacji administracji, szkolnictwa wszystkich szczebli w Królestwie, zamiany pańszczyzny na czynsz w gospodarce wiejskiej, postrzegany był jako zwolennik współpracy z Rosją. Był on postrzegany niemal jak jej namiestnik. Ustępstwa Rosji wobec Polaków, które były wynikiem dyplomatycznych zabiegów Wielopolskiego, okazały się w oczach społeczeństwa Królestwa Kongresowego niczym wobec skali i dolegliwości represji, które carat zgotował uczestnikom powstania listopadowego ( 1830). To wszystko wzbogacone romantyczną wizją walki o niepodległość wielkiej Polski, w największym skrócie rzecz ujmując, stało u podstaw pracy niepodległościowej.
W tym duchu kształtowane były również postawy uczestników tej pamiętnej czerwcowej manifestacji w Bielsku i Białej.
W późniejszych godzinach popołudniowych w tym dniu całą monarchię austro-węgierską obiegła wieść o dokonanym w Sarajewie zamachu na następcę tronu księcia Franciszka Ferdynanda i jego żonę Zofię. Do jadącego w otwartym samochodzie małżeństwa strzały oddał Gawriło Princip, członek nacjonalistycznej organizacji serbskiej, noszącej nazwę „Czarna Ręka”. To wydarzenie tragiczne w skutkach stało się bezpośrednim pretekstem do wybuchu wojny, która ze względu na zasięg terytorialny i ilość zaangażowanych w nią państw, przekształciła się w wojnę światową. Powszechnie uważa się, że arcyksiążę swoją wizytą w Sarajewie sam sprowokował zaistnienie tych dramatycznych zajść. Termin wizyty w tym mieście nie był przypadkowy. Tego dnia bowiem przypadały dwie ważne dla Serbii rocznice, które nie były dla Serbów okazją do świętowania. Te rocznice były okazją do przypominania o doznanych upokorzeniach. Pierwsza z nich to rocznica bitwy na Kosowym Polu, a druga to rocznica podpisania konwencji austro-serbskiej, na mocy której polityka zagraniczna Serbii została uzależniona (podporządkowana) woli Wiednia.
Książę Franciszek Ferdynand był postacią kontrowersyjną pod wieloma względami. Nie cieszył się szacunkiem poddanych, którzy widzieli w nim człowieka inicjującego spory narodowościowe, nieustępliwego klerykała. Nie budziła w poddanych respektu jego funkcja inspektora generalnego wszystkich sił zbrojnych cesarstwa. Książę, przybywając manifestacyjnie do Sarajewa, zlekceważył głosy o wrogim nastawieniu Serbów do Austro-Węgier, którego przejawem były liczne wcześniejsze ataki terrorystyczne i zamachy skierowane przeciwko funkcjonariuszom cesarskim.

Ks Ferdynand na chwilę przed zamachem

Ks Ferdynand na chwilę przed zamachem

Wśród narodów podporządkowanych Cesarzowi Austrii i Węgier nie był widoczny żal po śmierci księcia. Stosownie do pozycji w rodzie nie uhonorował go po śmierci również sam dwór cesarski, nadając obrzędom pogrzebowym skromną oprawę i akceptując podrzędniejsze miejsce pochówku. Nie to jednak było ważne. Śmierć

Oskar Potiorek wojskowy gubernator Sarajewa

Oskar Potiorek wojskowy gubernator Sarajewa

następcy tronu stała się, jak to wspomniano, pretekstem, iskrą, zarzewiem wojny. Mowa jest o pretekście, bowiem ówcześni obserwatorzy polityczni byli zgodni co do tego, że wybuch wojny był i tak nieunikniony. Nieznany był tylko czas, w którym to nastąpi. Kryzys polityczny, narastający od lat pomiędzy zaborcami, nie mógł być rozwiązany na drodze dyplomatycznej. Zamach w Sarajewie, a więc w tzw. „kotle bałkańskim”, gdzie ścierały się interesy zaborców, stał się impulsem, który wybuch wojny uczynił kwestią dni.
28czerwca 1914 r. splótł zlot patriotyczny Polaków w Bielsku i „bitwę nad Białą” z zamachem w Sarajewie. To zabójstwo stało się przysłowiowym poruszonym głazem, który uruchomił lawinę dalszych wydarzeń, które spowodowały wybuch I wojny światowej. Zapewne wielu uczestników bielskich wydarzeń doświadczyło jej okrucieństw.
Zajścia w Bielsku potwierdzały żywe uczestnictwo Straży Ogniowej oraz „Sokoła w wydarzeniach o patriotycznym, polskim wydźwięku. Organizacjom tym towarzyszyli buczkowianie, robotnicy bialskich i bielskich fabryk.
Ks. Stanisław Stojałowski, nieżyjący już wtedy bohater uroczystości rocznicowych bielskiego Sokoła związany był za życia z ruchem ludowym i chrześcijańskimi związkami zawodowymi. Nie miał wielu zwolenników w Buczkowicach. W naszym środowisku nie budził poklasku jawny antysemityzm jak też jaskrawa nieprzychylność księdza Stojałowskiego wobec tzw. klasowego ruchu zawodowego, któremu patronowali socjaliści. Spośród związkowców skupionych wokół ks. Stojałowskiego wywodzili się w późniejszym czasie tzw. łamistrajkowie, którzy podejmowali pracę w zakładach, w których załogi strajkowały pod hasłami klasowych związków zawodowych. Takie działania dzieliły robotników i ułatwiały trzymanie ich w ryzach przez sytuację niemieckich kapitalistów. To nie przeszkadzało jednak w oddawaniu księdzu Stojałowskiemu należnego szacunku za działalność przywracającą Bielsku i Białej polskiego charakteru. Nie bez znaczenia było również doceniane przez buczkowian wysiłków ks. Stanisława Stojałowskiego w kształtowanie postaw pro niepodległościowych wśród mieszkańców regionu.

 

                                                                                                                      Józef Stec