Szkoły w Buczkowicach w czasie okupacji niemieckiej

 Szkoły w Buczkowicach w czasie okupacji niemieckiej.

Dalsza treść tej strony uzasadnia dlaczego użyte jest określenie „szkoły” a nie szkoła.

Szkoła w pierwszych miesiącach po wybuchu wojny.

1. września 1939 r. w gruzach legły wszystkie wiejskie plany w dziedzinie szkolnictwa. Nikt nie myślał o dokończeniu rozbudowy budynku. Nie rozpoczął się formanie rok szkolny, w którym w buczkowickiej szkole podjąć miało naukę prawie 550 dzieci.
3 września, a więc po wkroczeniu Niemców do Bielska i Białej i zajęciu miejscowości okalających te miasta rozpoczęły się niemieckie porządki. Ważnym dla kierunków pracy oświatowej w dawnych powiatach bielskim i bialskim, które stały się jednym powiatem bielskim – Kreis Bielitz było to, że cały on włączony został do rejencji katowickiej, a wraz z nią do Rzeszy Niemieckiej. Na czele Wydziału do spraw Kościoła i Szkół w rejencji katowickiej stanął Otto Ulitz, który skrupulatnie zaczął wypełniać swą misję, będącą cząstka wielkiego programu germanizacji włączonych do Rzeszy terytoriów. Fragmentem tego programu było m.in.:

            eliminowanie polskiej mowy z urzędów, szkół i administracji,

            podporządkowanie procesu wychowania dzieci i młodzieży ideologii narodowego socjalizmu

            stopniowe wyniszczanie biologiczne poddanych Rzeszy, które szczególnie uderzać miało w   dzieci i młodzież,

            wpisywanie ludności  zamieszkującej tereny wcielone do Rzeszy na tzw. niemiecką listę  narodowościową  

Wraz z okupantem nastał nowy kierownik Otto Röhnert, który w niedługim czasie został mianowany kierownikiem szkoły niemieckiej,przeznaczonej w początkowym okresie dla wszystkich dzieci uczęszczających do niej, a później wyłącznie dzieci z rodzin niemieckich i   lokalnych volksdeutschów. Tych dzieci w drugim,  wspomnianym wcześniej okresie  w szkole nie było zbyt wiele, więc władze okupacyjne nie podejmowały żadnych kroków, by rozpoczętą w roku 1938 rozbudowę budynku zakończyć. Korzystali z tego, co zrobili buczkowianie. Wykorzystali także istniejąca kronikę, by stworzyć na jej podstawie skrót historii powstania szkoły. Pisanie skrótu kroniki rozpoczęli 2.lipca 1941.
W zakresie szkolnictwa pierwszym pociągnięciem władz okupacyjnych było zamknięcie polskich szkół i zastąpienie ich szkołami z obowiązującym językiem niemieckim. Tak stało się również w Buczkowicach. Nie zachowały się żadne dokumenty, mówiące o tym, czy we wsi zorganizowana była szkoła tzw. przejściowa- Übergangsvolksschule, której zadaniem było nauczanie języka niemieckiego dzieci i młodzież w zakresie podstawowym. Program takiej szkoły umożliwiał zapoznanie dzieci nieznających w ogóle języka niemieckiego z podstawami tego języka. Można zatem przyjąć, że szkoła w Buczkowicach wypełniała obowiązki zarówno szkoły zwykłej jak i przejściowej. Nikt z nauczycieli niemieckich nie przejmował się tym że dzieci w ogóle nie znały języka niemieckiego. Są udokumentowane przypadki ostrych restrykcji wobec polskich dzieci, które nie rozumiejąc poleceń wydawanych w nieznanym im języku poleceń  tych nie wykonywały. Były za to dotkliwie karcone karami cielesnymi.
Założeniem niemieckiego  systemu szkolnego dla dzieci i młodzieży  polskiej z terenów wcielonych do Rzeszy było ograniczenie wykształcenia tylko w podstawowym zakresie za jaki uznano umiejętność czytania, pisania i rachowania. Tak ograniczony program nauczania był wdrażany w warunkach całkowitego wyeliminowania  ze szkoły polskich nauczycieli. Zostali oni uznani za niebezpiecznych dla kształtowania postaw uczniów w warunkach narodowo-socjalistycznej rzeczywistości. Wedle takiego modelu kształtowana była szkoła w Buczkowicach do czasu, gdy pojawił się problem dość szeroko zakrojonego werbunku rdzennych mieszkańców na volkslisty. Choć akcja nie spowodowała lawiny chętnych, to jednak w ślad za nią, pojawiła się grupa dzieci, które miały realizować program powszechnej szkoły niemieckiej, taki, jaki był obowiązujący dla dzieci niemieckich. Zachowane w Buczkowicach ślady korespondencji z tamtego czasu, odnoszące się do volkslisty świadczą o tym, że akcja naboru na niemiecką listę narodowościową została podjęta pod koniec II kwartału roku 1941 i nasilona w III kwartale tego roku. Inne zebrane informacje świadczą o tym, że Niemcy werbunek na DVL podzielili na etapy, wykraczające także poza rok 1941 Zasadnicza część akcji werbowania kandydatów na Volkslistę została zakończona w pierwszej połowie roku 1942. Ten fakt jest ważny. Daje się bowiem dostrzec wyraźną zbieżność zakończenia werbunku z pojawieniem się w naszej wsi niemieckich osadników. Ten fakt miał znaczenia nie tylko dla organizacji szkoły, ale również dla przygotowanego wcześniej przez Niemców procesu osadzania we wsi niemieckich osadników. Ustalenie kto zdeklarował się być volksdeutschem, posłużyło skorygowaniu planu lokowania osadników. Volksdeutsche bowiem, w znakomitej swej większości, zachowali swoje gospodarstwa, a w każdym przypadku nie byli poddawani przesiedleniom ze swych własnych domów. Z chwilą pojawienia się kolonistów  musiał wyniknąć w szkole problem z dziećmi, do której uczęszczały dzieci polskie. Obok nich  pojawiła się grupa dzieci z rodzin niemieckich. W Buczkowicach dał się zauważyć związek pomiędzy czasem zakończenia naboru na DVL a czasem zakończenia niemieckiego osadnictwa. Za takim rozłożeniem w czasie tego procesu przemawiają relacje ówczesnych uczniów. Polskie dzieci stały się dodatkowym, poza administracyjnymi działaniami, ogniwem oddziaływania na swych rodziców w zakresie podpisywania listy narodowościowej. Do nich zwrócił się kierownik o przekazanie jednoznacznej deklaracji rodziców o podpisaniu – bądź nie – niemieckiej listy narodowościowej. Wspomnienia uczestników tamtych zdarzeń tak można ująć w następujących słowach.
             Na spotkaniu wszystkich dzieci ogłoszono, by ich rodzice zdeklarowali się czy podpiszą volkslistę. Wiadomość w tej sprawie miała być przez dzieci przekazana w dniu następnym. Tak się stało. Dzieci, których rodzice zadeklarowali chęć podpisania listy narodowościowej zostały wydzielone w odrębną grupę i dołączone do grupy dzieci niemieckich. Pozostałe dzieci, obrzucone obelgami i wyśmiane przez niedawnych swoich kolegów zostały ze szkoły wypędzone[1].

Opisane wydarzenia odbywały się w szkole budowanej przez lata mozolnie wysiłkiem mieszkańców Buczkowic. Kierował nią, jak wspomniano, Otto Röhnert, członek hitlerowskiej „brunatnej” organizacji – SA[2]. Człowiek ten zamieszkał w okazałym budynku miejscowego kupca , który podpisał volkslistę. Obok kierownika w szkole pracowało jeszcze  czworo nauczycieli: Gudrun Sauer, Gerbacz vel Garbacz, Skowronek oraz kolejna charakterystyczna postać z tą szkołą związana , nosząca nadany przez dzieci przydomek „kaluś pompka”- niejaki Nifint. Tan ostatni był człowiekiem o charakterystycznym chwiejnym chodzie, wysoki, szczupły, kostyczny. Mieszkał w budynku nr 543 przy dzisiejszej ulicy Grunwaldzkiej , należącym przed wojną do pp. Wyporków. Gudrun Sauer oraz Gebracz mieszkały w budynku nr 526 przy obecnej ulicy Lipowskiej , należącym do wybuchu wojny do Józefa Barona. Gudrun Sauer była oryginalna z tego względu, że kilka razy w tygodniu chodziła do położonego na stoku Skalitego źródła, które nosi nazwę Zimnik, by umyć się w jego wodzie. Pani Gerbacz z kolei specjalizowała się w wymierzaniu policzków  polskim dzieciom, gdy te nie potrafiły zrozumieć wydanego po niemiecku polecenia.
Postępy  w dziele zniemczania ludności polskiej w zachodniej Małopolsce, w której administracyjnych granicach znajdowały się Buczkowice porzed wybuchem wojny okazały się dla Niemców niezadowalające. W środowisku, w którym nikt nie znał języka niemieckiego stawało się to niemożliwe lub, co najmniej, bardzo trudne. Sytuacja na tych terenach była bowiem zdecydowanie różna od śląskiej części rejencji katowickiej, gdzie znajomość języka niemieckiego była powszechna. Ta odmienność, mająca swe historyczne podłoże, stała się okolicznością, decydującą o dopuszczeniu do utworzenia szkół powszechnych z polskim językiem nauczania. Niemiecka administracja szkolna rejencji katowickiej nazywała te szkoły „ szczątkowym szkolnictwem polskim”, w którym realizowany był program jedynie odpowiadający szkole podstawowej i to sprowadzający się do nauczenia takiej praktycznej znajomości języka niemieckiego, która pozwalała zrozumieć polecenia i nakazy wydawane przez władze okupacyjne.  W tych warunkach doszło w Buczkowicach do powołania szkoły publicznej z polskim językiem nauczania. Jej nazwa brzmiała:
Volksschule mit poln. Unterrichtssprache Butschkowitz
czyli
Szkoła Powszechna z polskim językiem nauczania w Buczkowicach.Zestawienie ilości uczniów w szkole z polskim językiem nauczania
Nie można wykluczyć, że stało się to jeszcze w roku 1942. Taki rozwój sytuacji potwierdziła przed laty w rozmowie ze mną p. Genowefa Wrona z d. Jakubiec, w której domu rodzinnym przy ul. Wyzwolenia 363 ulokowano szkołę z językiem polskim. Wyrugowanie dzieci polskich z budynku szkolnego było podyktowane stosowana zasadą której istotą było to, że budynki te zajmowane były dla potrzeb szkół niemieckich, siedzib policji bądź urzędów. Lokalizacja   szkoły z polskim językiem nauczania  w budynku pp. Jakubców jest  znanym we wsi  faktem, potwierdzonym przez uczniów, którzy do niej uczęszczali.  Problemem jest natomiast  określenie  czasu powołania jej do życia. Badacz dziejów oświaty, w tym tajnego polskiego nauczania  w okresie okupacyjnym na terenie b. województwa bielskiego Kazimierz Wójtowicz twierdzi, że powołanie tej szkoły nastąpiło dopiero w październiku 1944 r. Temu poglądowi przeczą relacje uczniów uczęszczających do tej szkoły, którzy zdecydowanie wskazują na okres  wcześniejszy, bliższy 1942 r. Niepodobna obecnie rozwiać te rozbieżności. Skłaniać się raczej trzeba ku faktom wynikającym z relacji świadków.
Na szkołę przeznaczona została pomieszczenie na parterze w  zachodniej części budynku.
Nie wiemy dokładnie ilu uczniów do niej uczęszczało, bo nie zachowała się żadna dokumentacja z tamtego czasu poza jednym zdawkowym sprawozdaniem, które wskazałem niżej. Wszyscy jednak moi rozmówcy byli zgodni co do tego, że w izbie lekcyjnej panował niesamowity tłok. Można go sobie wyobrazić jeśli sięgniemy do kroniki szkoły.W roku szkolnym 1938/1939 do szkoły podstawowej w Buczkowicach uczęszczało 532 dzieci. Klasy liczyły od 37 do 65 dzieci. Jest więc oczywiste, że podobna lub zbliżona do tej wielkości liczba dzieci do nowo otwartej szkoły mogła uczęszczać. Zapewne nie była to ilość uczniów faktycznie uczęszczających do tej szkoły. Wiele było  bowiem okoliczności, które tę liczbę korygowały. Do nich należy zaliczyć:
          1.   Wyłączenie dzieci z rodzin, które podpisały Volkslistę
          2.  Nie do końca wyjaśniony status pierwszoklasistów, którzy rozpocząć mieli naukę  1.września 1939. Liczby tej nie znamy.
          3.    Absencję dzieci starszych, zmuszonych do pracy w gospodarstwach bauerów
Z drugiej zaś strony musiały się zaznaczyć skutki uczynienia z tej szkoły placówki o charakterze rejonowym. Że tak było świadczy fakt, że uczęszczały do niej dzieci z Wilkowic, Mesznej i Szczyrku  Wymienione okoliczności miały zasadnicze znaczenie dla ustalenia potencjalnej liczby uczniów w pierwszym okresie działania tej szkoły. Ponieważ sytuacja była bardzo dynamiczna, a trudności w funkcjonowaniu szkoły niewątpliwe, dlatego liczba uczniów stopniowo malała. Z całą pewnością znaczenie miało dla tego zjawiska również i to, że rozwój sytuacji na froncie nie napawał Polaków optymizmem. Tym niemniej ciasnota w izbie lekcyjnej i sieni do niej przylegającej była nieznośna. Zachował się strzęp dokumentu, który zawiera zestawienie klas z liczbą uczniów na rok szkolny 1944/1945, z którego wynika, że w tym okresie w klasach od I do V naukę miało pobierać w sumie 72 dzieci, w tym 35 chłopców i 37 dziewcząt. Wiemy, że dziećmi w tej szkole opiekowały się dwie nauczycielki: Nalewajko i Stanisława Krzysztoforska. Pierwsza z nich mieszkała z dwójką dzieci w budynku Pietraszków przy ul. Woźnej – róg Stawowej. Syn Janusz i córka p. Nalewajko pobierali u p. Ireny Isulowej naukę gry na skrzypcach. Nauczycielka muzyki to żona przedwojennego kierownika buczkowickiej szkoły, Irena Isula, nauczycielka od 1935 do lat pięćdziesiątych XX wieku, z przerwą wojenną. odsunięta od pracy z dziećmi. Mąż pani Nalewajko, przebywał na wschodzie (w ZSRR) i wrócił do Polski wraz z I Dywizją im. Tadeusza Kościuszki, Po zakończeniu wojny Nalewajko wyjechała z Buczkowic i zamieszkała w Warszawie.Czytanka
Stanisława Krzysztoforska natomiast to członkini znanej w Kętach rodziny, w której postać Edmunda Krzysztoforskiego, powstańca styczniowego i burmistrza Kęt w latach 1900-1918 ,  wielce zasłużonego dla ruchu legionowego wybija się na plan pierwszy. Mieszkała na poddaszu  budynku b. Towarzystwa Szkoły Ludowej. Wiemy o niej jedynie, że była to miła pani o charakterystycznym, mocno zarysowanym, niby wąsiku. Stąd znana była pod mianem „pani z wąsem”. W tradycji miejscowej odnotowano też, że  pochodziła z nauczycielskiej rodziny, osiedlonej w Kętach. Jej ojciec był prawdopodobnie kierownikiem jednej z kęckich szkół. Po wojnie powróciła do rodzinnego miasta. Tam też została po śmierci pochowana.
Dzieci z polskiej szkoły korzystały ze zbioru czytanek wydawanych w postaci powielanych skryptów. Teksty w nich zamieszczane były ocenzurowane. Zachowany fragment czytanki używanej w tej szkole to fragment „Chłopów” Władysława Reymonta oraz tekst wiersza

Kolędnicy”
Po zawiei, po śnieżycy
Białą wsią od chat, do chat
Wędrujemy kolędnicy,
Rozśpiewani w cały świat.

Grzmi kolędą noc wesołą
Raźno chrupie śniegu skrzyp,
Swoje twarze dookoła
Wygląd
ają spoza szyb

A witajcież dobrzy ludzie,
Otwierajcie ścieżaj drzwi!
Przynosimy wieść o cudzie
Co po całej ziemi grzmi

Bóg się rodzi, moc truchleje,
Chodźcie z nami serca wznieść
Przez śnieżyce, przez zawieje
Przynosimy dobrą wieść

 Dobrej woli, pokój w świecie,
Dobrą wolę Bóg nam daj!
Podnieś rękę Boże dziecię,
Pobłogosław miły kraj[3]

To niestety wszystko, co udało się zebrać. Świadczy jednak o tym, że szkoła z polskim językiem nauczania funkcjonowała w Buczkowicach nie przez jeden rok, jak początkowo sądzono, lecz najprawdopodobniej od 1942 r. aż do roku 1945, czyli niemal cztery lata. Trzeba jednak założyć, że wiosną roku 1945 nie było warunków do prowadzenia systematycznych zajęć.Otwarcie szkoły po wyzwoleniu-zapisy w kroniceBudynek szkolny w czasie usuwania szkód wojennych w 1945
Wyzwolenie Buczkowic sprawiło, ze polskie dzieci powróciły do swojej szkoły. Po prowizorycznym usunięciu zniszczeń i oczyszczeniu gmachu z zalegających tam skutków ostrzału i penetracji przez przypadkowych szperaczy, zajęcia w roku szkolnym 1944/1945 rozpoczęły się 16 kwietnia 1945 r. W dziesięć dni po ustąpieniu wojsk niemieckich szkoła pełna była gwaru polskich dzieci i  polskiej mowy.


[1]. Zwraca uwagę sformułowanie: „i zostały dołączone do grupy dzieci niemieckich”. To musi oznaczać, że w tym czasie do szkoły uczęszczały już dzieci osadników. Jest również możliwe, że
w tym czasie w szkole znajdowała się nieliczna grupka dzieci niemieckich, pochodzących z rodzin, które osiedliły sięw Buczkowicach zaraz po wkroczeniu Niemców. Jeśli te wersje wydarzeń uznać za możliwą, to tych dzieci musiałaby być zaledwie garstka. Wynika to z przytoczonych wcześniej danych o liczbie Niemców zamieszkujących w Buczkowicach przed rozpoczęciem niemieckiej akcji osiedleńczej. Bardziej przekonujące jest to, że selekcja dzieci wedle narodowości miała miejsce w II połowie roku 1942, kiedy osadnicy już w we wsi zamieszkali. Może za tym przemawiać manifestacyjne zachowanie się dzieci Volksdeutschów wobec swoich kolegów. Manifestacja byłaby bez sensu bez niemieckich widzów. Chodziło wszak o wyrażenie jedności z nimi i pogardy dla swych polskich dawnych kolegów.
[2] S.A.-Die Sturmabteilungen der Nationalsozialistischen Deutschen Arbeiterpartei. To Oddziały Szturmowe NSDAP, powstałe w roku 1920. Kierował nimi E Röhm. Choć straciła na znaczeniu po nocy „tzw. „długich noży” 30 czerwca 1934 r. nadal pozostała wiernym  ugrupowaniem nazistowskim. Mundur organizacyjny S.A. złożony z brunatnej bluzy, bryczesów, charakterystycznego „kepi” uzupełniony był czerwoną opaską ze swastyką. Opaska była noszona na lewym przedramieniu. Określenie „brunatna” jest pochodną koloru munduru.
[3] Zachowane teksty użyczyła p. Wanda Miodońska. W tekście wiersza pominięta została jedna strofa ze względu na to, że była nieczytelna w skrypcie.