Rodowód buczkowian i początki osadnictwa

Rodowód

Pytanie kim byli ci, którzy nas poprzedzali  na ziemiach, które od dziesiątków lat nazywane są Buczkowicami jest oczywiste dla każdego, który  chce prześledzić historię swojej miejscowości. My również postawiliśmy sobie to pytanie. Odpowiedź na nie, zwłaszcza jeśli rozważamy początkowy okres  naszych wiejskich dziejów nie jest prosta, bowiem nie dysponujemy z tego okresu żadnymi, dostępnymi obecnie, źródłami pisanymi.

Choć tak naprawdę nie wiemy kiedy na naszych terenach pojawili się ludzie, którzy tu chcieli gospodarzyć, to możemy założyć, że był to przełom wieków XII i XIII. Nie wiemy dokładnie kim byli. Możemy jednak założyć, że byli to potomkowie plemion żyjących nad Wisłą. Zapewne ich liczba nie była znacząca, bo cała Polska była słabo zaludniona. Gdy nadszedł wiek XIII, przez Polskę przeszła nawała mongolska, która pozostawiała na swojej drodze zgliszcza i wymarłe siedliska. Wtedy ograbiony został Kraków, a Legnica na dalekim ówczesnym zachodzie ziem piastowskich padła po śmierci księcia Bolesława.

Historycy toczyli spory o to, jak głęboko w stosunku do wytyczonego głównego kierunku marszu dzikich wojowników, nazywanych potocznie Tatarami, zapędzały się ich zagony. Jedni twierdzili że nie można przeceniać znaczenia drobnych „wycieczek” mongolskich dla niszczenia ziem piastowskich, w tym i naszego regionu. Inni znów uważali, że wyprawy te miały zgubny wpływ na rozwój tych ziem, zwłaszcza dlatego, że po przejściu zagonów mongolskich pozostawała tylko pustka, której wypełnienie ludźmi trwać musiało dziesiątki lat.

            Jest jednak niezaprzeczalnym faktem, że hordy mongolskie przetoczyły się przez Kraków, że splądrowały i spaliły Oświęcim. Ten ostatni, był stolicą księstwa oświęcimskiego, którego częścią była Żywiecczyzna. Nie można więc kategorycznie twierdzić, że nasze najbliższe okolice nie były „nawiedzone” przez najeźdźców. Nie sposób dziś kategorycznie ani temu zaprzeczyć, ani też tego potwierdzić.

W każdym razie skutków wysoce prawdopodobnego najazdu tatarskiego nie należy pomijać, gdy rozważa się sprawy zaludnienia naszych ziem. Wyniszczenie rdzennej polskiej ludności w Małopolsce i na Śląsku ograniczyło bowiem skutecznie możliwość jej ewentualnej migracji, która mogłaby sprzyjać zaludnieniu naszego skrawka ziem .To powodowało, że każdy przybysz, jaki pojawił się m.in. na ziemi żywieckiej był nabytkiem nie do przecenienia z punktu widzenia interesów wielkich posiadaczy ziemskich. Sprzyjający ludności napływowej klimat w księstwie oświęcimskim, a potem na ziemi żywieckiej, jako odrębnej jednostce gospodarczej, był pogłębiany kolejnymi podziałami majątku, powstawaniem nowych dworów, które musiały pilnie poszukiwać dochodów na swoje utrzymanie. Wszystkie te czynniki miały wpływ na kształtowanie się sytuacji demograficznej w regionie.

Tak, w największym skrócie, wyglądać mogła sytuacja na w tej części dawnej  dzielnicy senioralnej, wyodrębnionej mocą testamentu Bolesława Krzywoustego. Obszary ziemi oświęcimskiej, wadowickiej aż do południowych kresów Polski stały się terenem wielokrotnych pokojowych przemarszów ludów koczowniczych, zajmujący się wypasem owiec, kóz i świń.

            Nie może to dziwić, bo były to ziemie niezwykle zachęcające dla pasterskich gromad. Obfitość paszy tak latem, jak zimą, liściaste lasy, zapewniające paszę dla świń, były tym, czego pasterze poszukiwali. A że nikt im w wędrówkach nie przeszkadzał, a nawet zachęcał, więc chętnie docierali tu z południowo-wschodnich Karpat poprzez Węgry i Słowację[1]. Pasterzami tymi byli Wołosi, zwani też Wołoszą.

Nazwę tę wprowadzano od starosłowiańskiego „Włach”, „Wałach”. Równolegle, choć rzadziej używano dla określenia koczowników miana „pasterze italscy”. Wałasi (lub Wołosi) to lud, którego rodowodu szukać trzeba w południowej Europie: w Rumunii, Albanii i u południowych Słowian. Wędrówki koczowników powodowały mieszanie się krwi, pojawianie się nowych zwyczajów, języka, narzędzi pracy. Jednym słowem, wszystkiego, co jest przejawem szerokich kontaktów między ludźmi, wywodzącymi się z różnych kręgów kulturowych. Przybyli na nasze ziemie pasterze to właściwie Słowacy, kultywujący obyczaje pasterskie, zachowujący w swoim języku dawne słownictwo tego regionu Europy, z którego wywodzili się ich odlegli przodkowie z południa Europy.

            Liczne są dowody takiego naszego rodowodu. Gromady pasterskie wędrowały po wielokroć po naszych ziemiach już w XIII wieku. O tym, że tak było, świadczą przede wszystkim nazwy miejscowości, jak: Mucharz (k/Wadowic), której nazwa pochodzi od rumuńskiego słowa „muchar” – dziad, samotnik pustelnik. Takie nazwy jak Bystra, Międzybrodzie, czy Jeleśnia (Jolesia) mają swoje bliźniacze nazwy, niemal identycznie brzmiące, na Morawach i Spiszu. Były to swoiste osady bliźniacze, miejscowości- drogowskazy. Dzięki tym nazwom, zwierzchnicy gromad pasterskich, tzw. wojewodowie wałascy, regulowali ruch stad pomiędzy pastwiskami.

W tych odległych czasach problem granic państw nie był najważniejszy. Właściciele ziemscy wywodzący się z księstwa oświęcimskiego mieli również swoje dobra na Węgrzech i na Słowacji. Tak np. było w przypadku Skrzyńskich, czy Komorowskich. Ten fakt bardzo wędrówkę pasterzy ułatwiał.

            Ale nie tylko poszukiwanie pastwisk było przyczyną koczowania. Wiek XVI okazał się dla ludów południowej Europy szczególnie niełaskawy. Sasi zaczęli, w dosłownym słowa tego znaczeniu, tępić Wołochów[2]. W związku z tym z miejsc dłuższych postojów wyruszyli m.in. na ziemie księstwa oświęcimskiego Wołosi, Rusini, a także polscy górale karpaccy. Wołosi zaczęli też opuszczać, Słowację.  Wprowadzono tam bowiem wiele dolegliwych dla pasterzy obowiązków i ograniczeń. Ustalenie tzw. kontyngentów owiec, ograniczenie ilości pastwisk, a nawet – jak to uczyniono
w państwie zwoleńskim – wypędzenie siłą pasterzy, to główne przyczyny ich exodusu. Jednym z celów ich wędrówki były ziemie polskie.

            W księstwie oświęcimskim, którego częścią były tereny naszej wsi, nazywano ich „humiles et fideles subdity” – pokornymi  i wiernymi poddanymi. Lud ten przechodził  w trakcie swojej historii trudne koleje. Nieraz został ciężko doświadczony. Dlatego, napotkawszy w księstwie oświęcimskim dogodne warunki bytowania, potrafił to docenić i odwzajemnić wiernością i pokorą wobec panów

            Ucieczka ze Słowacji często powodowała, że zbiegowie przybierali nazwiska właśnie od tych łacińskich określeń pochodzące. Nazwiska: Humel, Fidelus, dotychczas jeszcze dość często są spotykane w rejonie wadowickim, oświęcimskim, kalwaryjskim. Przyjmowali je często zbiegli chłopi, którzy nie chcieli być wydani panom ze Słowacji lub Węgier.

            Napływ Walasów (Wołochów) do księstwa oświęcimskiego był masowy. Początkowo pasterze zajmowali się niemal wyłącznie swoimi trzodami. Byli wyjątkowymi znawcami w dziedzinie hodowli owiec, kóz i świń. Trudnili się też czasami kastrowaniem koni – nazywanym wałaszeniem. Konie zaś poddane temu zabiegowi do dziś nazywane są wałachami.

            Jednym z głównych zajęć pasterzy był wyrób sera, który, zwłaszcza „na zamkach,” nazywano wałaskim. Podstawowymi składnikami tego sera były: mleko owcze, żołądki cielęce. Po „ścięciu się” mleka ser był wypłukiwany, wyciskany z wody. Po dwóch dniach po wyciśnięciu był rozdrabniany, solony, a następnie uciskany w beczułkach. Na górę kładziono kamień w podobny sposób, jak przyciska się w beczce kiszoną kapustę. Taki opis produkcji sera wałaskiego spotykamy w tzw. urbarzu z roku 1830[3].

            Gdy przed ponad 30 laty zbierałem materiały by historię naszej wsi spisać, moi rodzice, liczący wtedy 79 i 80 lat pamiętali jeszcze taki ser i jego smak.

Wałascy pasterze pozostawili swój ślad również w naszym języku; do dziś używane są nazwy i określenia,

bacza (baca)  –   gospodarz
koleba             –  schronisko
koszor (koszar) – ogrodzenie
bryndza           –   ser owczy
kyrdel (kerdel) –  stado owiec
trombita          –  instrument drewniany
gajka, gojka    –  zagajnik
snoza              – podmokła łąka

Pochodzenia wołoskiego są również nazwy: Czantoria, Kiczora, Magura czy Koszarawa. Natomiast np.: Kaczyna (pochodzi od „kaciny”, co po rumuńsku oznacza stajnię, chlew), czy też Roczyny (pochodząca o rumuńskiego „raceny” – tzn. zimny) – wskazują jednoznacznie na kierunki, skąd wywodzili się ludzie, nazywający swoje osady.

Wspomniałem, ze pasterze paśli nie tylko owce i kozy, które stanowiły podstawową część ich stad, lecz również świnie. Świnia to po rumuńsku „porc”. Od tej rumuńskiej nazwy wywodzi się m.in. nazwa jednego z przysiółków w mieście i gminie Andrychów – Praciaki. Również niedaleki Żywiec, którego historia jest tak bliska naszej, zapisał się w dziejach jako miejsce, gdzie świnie harcowały po lesie w poszukiwaniu żołędzi.

Niezwykle ciekawe są wyniki poszukiwania źródeł pochodzenia nazwisk. Efekty badań wskazują, że ich cała masa wywodzi się wprost od Wołochów. Są to m.in. : Walas, Walaszek, Wojewodzic, Wajda, Wajdzik, Gajda, Gurdek, Baca, Batko, Bryja, Bryndza, Magiera i inne.

Pochodzenie słowa „Wołoch[1]

            Jak już wspomniano, wiele osad w Beskidach i południu dzisiejszej Polski powstało dzięki bardzo rozległym, jeśli chodzi o przestrzeń i czas, wędrówkom ludów. Warto więc niewielką część opowieści o naszej przeszłości poświęcić etymologii, czyli źródłach pochodzenia określenia „Wołoch”, którym nazywano plemiona (plemię) koczownicze. Jest to ważne ze względu na rodowód Buczkowic.

            Początek osadnictwa o znaczniejszym rozmiarze w naszym rejonie ma bezpośredni związek z Walasami (Wołochami).W potocznym języku określamy tym mianem wędrujący lud, trudniący się pasterstwem. Często tez w znaczeniu publicystycznym Wołochów uważamy za plemię (lud) bliski Rumunom. Jest to jednak daleko idące uproszczenie. Takie określenie zubaża historię naszych przodków. Dlatego warto słowo „Wołoch” (Wałach) nieco szerzej skomentować[2]. Trzeba więc wskazać, ze wyraz „Wołoch” – „Wołosi” występuje w bardzo wielu językach, którymi posługiwały się plemiona od zachodniej do wschodniej Europy, a także od Morza Bałtyckiego aż po Morze Śródziemne i Kaspijskie:

W języku prasłowiańskim Wołoch to Wolchъ lub Walchъ (zwraca uwagę tzw. jer twardy„ъ” na końcu wyrazu)
W języku staroruskim – Wołochъ
W językach południowosłowiańskich – Włach;
W językach czeskim i słowackim – Vlach, Valach;
W języku niemieckim – Welsch, Walk;
W języku greckim – Walachos;
W języku tureckim – Iflak;
W języku starobułgarskim – Vlach;
W języku polskim- Wołoch.

Istnieje wiele teorii naukowych omawiających pochodzenie tego wyrazu ale dwie są szczególnie interesujące. Jedna z nich stworzona przez naukowców niemieckich wywodzi pochodzenie nazwy Wołoch od celtyckiego[3] plemienia Wolków Tektosagów (Volkae – Tectorages), którego ślady napotykane są na ogromnej przestrzeni: od południowej Francji, poprzez Europę Środkową aż po Bałkany. Jedną z wielu siedzib tego plemienia (tych plemion) w Europie Środkowej, a więc Polsce najbliższej, były Morawy i pogranicze Moraw ze Słowacją. Na Morawach plemię to, choć już w zanikających ilościach, przetrwało aż do IV wieku naszej ery. W tym rejonie Europy Środkowej, Wolkowie mieli się zetknąć z plemionami słowiańskimi. Plemię Wolków Tectoragów wprost utożsamiano  lub kojarzono z Walonami, z plemionami z północnej Italii[4], a także mieszkańcami pochodzenia trackiego (m.in. dackiego)[5]. To wyliczenie wskazuje na to, jak rozległe przestrzenie uznawane były za siedlisko plemion Volków. Plemionom germańskim, wg tej teorii, zawdzięczamy nie tylko lokalizację Volków, ale również wprowadzenie nowego brzmienia nazwy plemienia Volk – Volks i nazwanie go „Walchъ”, „Walach”. Z tymi ostatnimi brzmieniami nazwy plemienia, plemiona germańskie połączyły określenie „obcy”. Walch lub Walach był synonimem obcego, przybysza.

            Według tej, niemieckiej, teorii, Słowianie przejęli od Germanów przekształconą już nazwę plemienia, a także zaczęli określać nazwą Walach mieszkańców Rumunii. Swoje rozumowanie w tej sprawie badacze niemieccy oparli m.in. na tym, że w języku starobułgarskim członkowie tego plemienia to Vlachowie. Starają się uzasadnić dodatkowo swoją teorię pochodzenia wyrazu „Wołosi” również i tym, że nazwa ta pojawiła się w rejonie, w którym zetknęły się i zmieszały plemiona germańskie, romańskie i słowiańskie. Strefę tego styku ulokowali między Dunajem a Drawą (tą na Bałkanach – J.S.). Badacze ci wskazują, że nazwa przyjęła się, była i jest w użyciu tylko tam, gdzie najpierw, przed wiekami, występowały plemiona celtyckie, a w późniejszych wiekach pojawiły się plemiona germańskie.

            Nieco inną teorię na pochodzenie słowa „Wołosi” głosili polscy badacze – Józef Putek czy Jażdżewski.

Dr Putek uważał, że to plemiona słowiańskie nadały nazwę Wołochom. Podobnie twierdził Jażdżewski. Wskazywał on (Jażdżewski – J. S.) na słowiański rodowód tej nazwy, dodając, że to Słowianie nazwali i określili plemiona żyjące m.in. w Rumunii.

Porównując teorię niemiecką z teoriami polskich naukowców, można stwierdzić (znacznie problem upraszczając), że są one bardzo do siebie podobne co do tego, że plemię Volków zostało jakby ochrzczone nazwą Walch, Wałach, Wołoch przez plemiona, które w czasie swych wędrówek Volkowie napotkali. Niemcy uważają, że to plemiona germańskie nadały Volkom nową, bliższą czasom dzisiejszym nazwę, zaś badacze polscy wskazują na Słowian jako tych, którzy nazwą „Wołoch” obdarzyli wędrowne plemię.

Te różnice poglądów przytaczam tylko dla porządku i w celu wskazania na różnice w obu teoriach. Warto wskazać jeszcze jeden pogląd na temat istoty określenia „Wołoch”. Jest to pogląd Fastnchta, który zwrócił uwagę na etniczny sens tej nazwy. Twierdzi on, że nazwa „Wołosi” wiąże się z grupą ludności przestrzegającą prawa wołoskiego, lub trudniącą się zajęciami pasterskimi (zawodem pasterskim).

Następnym przejawem ewolucji podejścia do słowa Wołoch – Wołosi jest stwierdzenie, że pod pojęciem tym rozumieć należy ludy pasterskie związane z Bałkanami i Karpatami.

Podsumowaniem zaś tych skrótowo przedstawionych teorii, upowszechnianych przez badaczy, jest stwierdzenie następujące:

Początkowo Wołoch to synonim Rumuna, a później (również w czasach nam współczesnych) Wołoch to pasterz, wypasający swe stada w górach.

Wydaje się, że dla naszych celów jest to stwierdzenie wystarczające.

 

Organizacja gromady pasterskiej

Początkowo, tzn. w okresie koczowania Wołochów ze stadami i czasowego ich pobytu na pastwiskach, pasterze nie zajmowali się w ogóle uprawą ziemi. Wykorzystywali do wypasu owiec, kóz i świń polany i lasy, zwłaszcza, że były to niemal wyłącznie lasy bukowe. Grupy pasterskie funkcjonowały wedle ściśle określonych zasad< Które nadawały im cechy sprawnej organizacji.

Ze śladów zapisów można wywnioskować, że na  najbliższych nam terenach  działały dwa silne rejony tych organizacji, a mianowicie: rejon suski, którego centrum mieściło się w Stryszawie oraz rejon zatorski z siedzibą w Rzykach, a w innym czasie w Kozińcu (przysiółku gminy Mucharz). W państwie żywieckim, w którym działał również ośrodek zarządzania gromadą pasterską, siedzibą wałaskich władz samorządowych gromady była Jeleśnia.

Dowodem na istnienie w rejonie suskim odrębnej gromady pasterskiej obejmującej państwo żywieckie jest księga żywieckiego urzędu wałaskiego, nosząca tytuł „Chronografia żywiecka a 1704”. W księdze tej, na 234 stronicach spisano kronikę, obejmującą wykaz spraw spornych rozpatrywanych przez wojewodowski urząd w latach1606–1774,a więc w okresie 168 lat. Księga ta przechowywana była w Jeleśni, w tamtejszym tzw. okresie parafialnym[1].

Fakt zaś istnienia w Kozińcu siedziby władzy gromady pasterskiej rejonu zatorskiego potwierdzony jest zapisem w tzw. „księdze sądowej ponikiewskiej”, w której pod datą 13.stycznia 1772r. zapisany został inwentarz po zmarłym Marcinie Wiercimaku. Jedną z pozycji tego inwentarza jest „…ćwiercizna zarembku wojewodowskiego, którą ćwierciznę miał z babki swojej …”[2].

Organizacja gromady pasterskiej obejmowała swym zasięgiem kilka rolniczych gromad. Dzisiaj powiedzielibyśmy – miejscowości. Na czele pasterskiej gromady stał wojewoda wałaski, zwany też czasem wajdą. Kronikarz i badacz przeszłości wsi Łodygowice, Ludwik Huczek pisze, że  „W państwie łodygowickim wojewodę nazywano często madziarem”.

W innym miejscu „Dziejów Łodygowic i ich okolic”, mówiąc o „Regestrze spisanym leśnego statku na halach na Magorze za magierza Wawrzyńca Więzika zostającego pro 18. July 1702” wspomina o magierzu. Pod tym sformułowaniem należy również rozumieć wojewodę wałaskiego (lub jego przysiężnego ?) Ten sam autor podaje też, że w II połowie XVII wieku „…Na czele Wałachów w Łodygowicach stał Jan Martinow (Marcinów)”. 

Gromada pasterska zajmowała się sprawami wewnętrznymi, a głównie zawieraniem porozumień dotyczących wypasu owiec i kóz na terenach udostępnionych przez dwór. Przykładem wypełniania takich funkcji przez zwierzchników gromady wałaskiej i przysiężnych są dokumenty z roku 1614, odnoszące się do rejonu zatorskiego. Dokumenty te mówią o tym, wojewoda wałaski na Zatorszczyznę – Jan Nogawica, ze wsi Rzyki i trzej przysiężni: Franek Wiotki, Wojciech Polaczek i Franciszek Nogawiczka, wyrazili sołtysowi Ponikwi – Błażejowi Berskiemu –  zgodę na wypas.

Drugą z ważnych funkcji, jaką pełnił wojewoda wałaski i jego przysiężni, była funkcja sądownicza. Sądy wałaskie rozstrzygały początkowo spory wynikłe w związku z wypasem na cudzych halach (szkody pasterskie), kradzieżami owiec i kóz oraz spory będące rezultatem szkód, spowodowanych brakiem dozoru nad stadami. Później zaś, kiedy Wałasi zaczęli się osiedlać i uprawiać ziemię, sądy rozpatrywały sprawy umów kupna i sprzedaży gruntów.

Ta ewolucja w dziedzinie objętej nadzorem sądu wałaskiego była następstwem nie tylko zmian w sposobie życia Wołochów, lecz także wzrastającej wraz z upływem lat ingerencji dworu szlacheckiego w sprawy własnościowe, zwłaszcza w odniesieniu do gruntów. Dwór wywierał odpowiednio silne naciski na wojewodów wałaskich w tej dziedzinie, ponieważ chciał śledzić obrót ziemią.

Zmiany te są widoczne również w tym, że sąd początkowo, to znaczy w swobodnej pasterskiej gromadzie, zbierał się w domu wojewody, będącego ośrodkiem, wokół którego koncentrowało się życie społeczne gromady. Im jednak dalej postępujemy w latach, obserwujemy, jak wraz ze wzmaganiem się ucisku chłopstwa, sądy wałaskie przenoszą swe siedziby na zamki (XVII i XVIII). Wszystko to obrazuje, jak w miarę upływu czasu zmieniał się charakter i rola tego sądu. Z jednej strony miejsce rozpatrywania spraw i rozstrzygania ewentualnych sporów dawało możliwość śledzenia przez „zamek” obrotu ziemią, a z drugiej, sąd wałaski starał się ochraniać chłopskie prawo do użytkowania ziemi. Istotnym uzupełnieniem działalności tych sądów pod koniec XVII i XVIII wieku było dokumentowanie ich pracy.

Zbiorem takich dokumentów jest „Księga wyroków sądu Wołoskiego w Żywcu zapadłych”, która obejmuje lata 1681 – 1773. Dodajmy, że jest to księga już z tzw. okresu sądów zamkowych. Ważne jest również i to, że zaprowadzono ją w roku 1681 na wyraźne polecenie [1], ówczesnego pana na Żywcu – Jana Wielopolskiego.

Wojewoda wałaski cieszył się niezwykłym autorytetem w pasterskiej gromadzie. Zarówno on sam, jak i jego przysiężni, otrzymywali te funkcje w następstwie wolnego wyboru gromady pasterskiej. W miarę upływu czasu, w którym następował proces osiedlania się dawnych pasterzy, często wojewoda bywał „osadzany” na konkretnych gruntach zwanych zarębkami wojewodowskimi. Wtedy też pojawiło się po raz pierwszy określenie „wójt”, co w naszych stronach oznaczało wojewodę wałaskiego osadzonego na wojewodowskim zarębku lub zarębkach[2].

W początkach osiemnastego wieku wojewoda wałaski, sprawujący władzę nad Wałachami w państwie łodygowickim, był reprezentantem znaczącej ekonomicznie grupy właścicieli stad, których liczebność wahała się od 2531 sztuk owiec i kóz w roku 1705 do 2531 sztuk tych zwierząt maju 1706 roku. W zbliżonym okresie, bo pomiędzy lipcem roku 1702 a październikiem roku 1706 w szałasach dworskich na „Magorze” mieściło się od 293 sztuk tych zwierząt do 239 owiec i kóz. Najwyższa liczebność stad należących do dworu zanotowana została w roku 1705 i wynosiła 314 sztuk. W gromadzie pasterskiej regułą było posiadanie większej ilości kóz aniżeli owiec. Przyczyn takiego stanu rzeczy należałoby się dopatrywać w tym, że kozy były traktowane jako główne źródło mięsa dla rodzin wałaskich i dla dworu. Dodać trzeba również, że widoczna dysproporcja w liczebności stad owiec i kóz pomiędzy dworem i Wałachami niwelowana była w tamtym okresie hodowlą bydła i świń w dworskich folwarkach. Stada tych zwierząt w poszczególnych pańskich gospodarstwach(w Łodygowicach, Rybarzowicach, Wilkowicach i Mikuszowicach) były liczone w wielu dziesiątkach sztuk.

Prawa i obowiązki Wołochów na naszych ziemiach

Masowy napływ Wołoszy na ziemie księstwa oświęcimskiego, w tym na Żywiecczyznę, stwarzał dla panów – szlachty wiele nowych problemów. Najpierw właściciele ziem zainteresowani byli tworzeniem dla pasterzy dogodnych warunków na nowym miejscu pobytu, zwłaszcza w początkowym okresie migracji, zaś później skłanianiem przybyszów do rezygnacji z czysto pasterskich zajęć na rzecz życia osiadłego i uprawy roli.

Rodzi się więc pytanie, jakie lud ten miał prawa i obowiązki na naszych ziemiach.

Brak dokumentów, które traktowałyby o tych sprawach. Sądzi się jednak, bo o tym świadczą fakty zapisane w tzw. lustracjach, że prawa i obowiązki Wołochów u nas były identyczne, jak na Orawie. W roku 1474 (XV w.) prawa te i obowiązki spisano na polecenie króla węgierskiego Macieja (Matiasa), gdy ten odbierał Piotrowi Komorowskiemu zamki orawski i lykawski (likawski). Stało się to dlatego, iż Walasi z Międzybrodzia i Księżej – osad przynależnych do zamku orawskiego– i z Dębowej, należącej do zamku likawskiego, zwrócili się do króla z petycją, by uszanowano i zachowano ich prawa jako ustalone tradycją.

Katalog wałaskich przywilejów był następujący:

1.Zwolnienie od podatków krajowych.

2.Zwolnienie od świadczenia pracy na rzecz obu zamków (likawskiego i orawskiego).

3.Posiadanie własnego wałaskiego sądownictwa, wykonywanego przez wojewodę.

4.Apelacje od wyroków rozpatrywał bezpośrednio król lub starostowie zamkowi.

5.Zwolnienie od opłat mytniczych oraz opłat za sprzedaż własnych wyrobów i kupno towarów na własny użytek.


Równowagę dla praw miały stanowić obowiązki, A były one następujące:

1.Dostarczać do zamku po 5 owiec lub kóz od każdej hodowanej setki owiec lub kóz. Ponadto od każdego posiadacza stada – Walasa po jednym baranie lub koźle. Walasi zaś hodujący wyłącznie bydło mieli obowiązek „od każdego wołu płacić po groszu”.

2.W zamian za zwolnienie od podatków mieli obowiązek strzec zbrojnie określonego terytorium, sprawując rolę tzw. „…strażników drogowych przeciw łupieżcom, łotrom i złoczyńcom”.

3.Posyłać „…uzbrojoną młodzież w razie potrzeby, gdy tego zażąda kasztelan”.

W razie trzykrotnego zaniedbania tych obowiązków na opornych nakładano kary w postaci nakazu oddania do zamku po 6 owiec. Oporny Walas mógł być pozbawiony całego majątku, jeśli król wydał takie postanowienie.

Wołochów interesowały szczególnie te przywileje, które pozwalały im na zajmowanie się pasterstwem. Trzeba wyraźnie stwierdzić, że takimi prawami zostali obdarzeni. Pozwalano im bowiem na wypasanie hodowanych stad w lasach stanowiących własność „zamku” z tym, że nie mogli wyrządzać tam żadnych szkód (również w lasach do zamku nie należących).

Ten kodeks praw i obowiązków spisany, jak wspomniałem, w roku 1474, był zatwierdzany i szanowany przez następców króla Macieja, to znaczy przez króla Ludwika (r.1526) oraz Ferdynanda (r.1550). Tak było na Orawie.

Jaka więc była sytuacja Wołochów u nas?

Dr Józef Putek w swoim dziele „O zbójnickich zamkach, heretyckich zborach i oświęcimskiej Jerozolimie” stwierdza: „Przywileje Walasów w oświęcimskiem pokrywały się z analogicznemi na Orawie”[1].

W księstwie oświęcimskim nie obciążano Walasów nowymi podatkami. Znajdujemy również przypadek zwolnienia tej grupy od podatku płaconego wcześniej, jakim było tzw. „rogowe”. Był to dowód zamierzonego działania ze strony władców księstwa, którzy tym sposobem starali się zachęcić Wałachów do osiedlania się na ziemiach leżących w granicach księstwa. Decyzję w tej sprawie podjął sam król Zygmunt Stary na prośbę panów żywieckich, Jana i Wawrzyńca Komorowskich, złożoną na jego ręce w roku 1520. Był to ważny krok, w wyniku którego zmniejszyło się obciążenie podatkowe, a w jego następstwie napływ Walasów na żywiecczyznę stał się intensywniejszy. Było to tym ważniejsze, że ich wędrówka na nasze ziemie wyrównywała ubytek ilości mieszkańców spowodowany ucieczką miejscowych chłopów na południe, aż na Węgry.

Istnieją również dowody na to, że Walasi, podobnie jak na Orawie, przekazywali w księstwie oświęcimskim i zatorskim na zamek tzw. dań baranią. Tak np.: protokół z lustracji Porąbki z 1564r. wspomina szczegółowo przychodach, jakie dwór oświęcimski uzyskiwał z „dani baraniej”, stwierdzając: „Kiedy poddani królewscy stada miewają na paszy w lesiech, tedy dawają ode stada po piąci baranów, ale kiedy Wołoszyn chce paść, tedy płaci od stada jako umówić może do pewnego czasu. Teraz tylko z Wołoszy od 400 baranów do Wielkiej Nocy zamówili paszę za talerów 9, facit mar.6 gr.9. Dwa Wołoszy, co na lato byli dali od paszy mar.1  gr.35”[2].

W księstwie zatorskim Wałasi za paszę nie płacili, lecz składali „dań baranią”. Wynika to ze sprawozdania z lustracji Wadowic, w którym czytamy, że Wołosi za każdą setkę owiec wypasaną w lecie składali dań w ilości dwóch sztuk (w zimie 3 sztuk)i oraz po pięć jagniąt od każdej setki. Dodatkowo składali w dani ser wołoski. Ze wspomnianego sprawozdania dowiadujemy się również, że w lasach wadowickich Wołosi wypasali stada złożone z 750 sztuk. Wspominam o tych świadczeniach na rzecz dworu z tego względu, że „dań barania” wyrażona w ilości sztuk zwierząt hodowanych przez Walasów była taką formą daniny, której nie świadczyła ludność rdzenna, która hodowlą i wypasem owiec oraz kóz nie zajmowała się.

W księstwie oświęcimskim, a także na bliskiej nam Żywiecczyźnie Wałasów faktycznie angażowano do służby na granicach dóbr. Wyposażeni w proce i łuki, doskonali strzelcy i bywalcy lasów, spełniali swoją służbę dzielnie. Wraz z upływem czasu uzbrojenie strażników ulegało zmianie. Łuk i proca zamienione zostały na rusznice. Duże umiejętności Walasów we władaniu prostą bronią, jaką była proca i łuk oraz ta nowocześniejszą (rusznicą) sprawiały, że nazywani byli „balanami”, co oznacza strażnika, łucznika i procarza.

W naszych stronach strażnicy pełnili swoją służbę na granicy księstwa oświęcimskiego i cieszyńskiego. Jest to rejon dzisiejszego Szczyrku Salmopola, a także w Huciskach (obecnie przysiółku wsi Wilkowice). Świadectwem tego czasu jest odcisk pieczęci Hucisk, na której widnieje róg, służący do dawania sygnałów o nadchodzących niebezpieczeństwach. Jako wyposażenie straży, zwłaszcza nocnej, przetrwało w naszej wsi do czasów powojennych (po II wojnie). Trzeba dodać, że balani wykorzystywani byli również w wyprawach Komorowskich – panów na Żywcu – na Orawę. Ich wynikiem było uprowadzanie orawskich chłopów w niewolę, by przymusić ich panów do wydania zbiegów z księstwa oświęcimskiego, a głównie z państwa żywieckiego.

Były też i inne okazje, np. tzw. „kęcka wojna” w roku 1609, kiedy to dla załatwienia prywatnych porachunków ze starostą kęckim Podlaskim, Mikołaj Komorowski ze 150 balanami i mnóstwem chłopów wyprawę wojenną urządził z lichym dla siebie skutkiem[3].

A oto jak to wydarzenie pod datą 10 listopada 1609 r. opisuje Andrzej Komoniecki w swoim „Dziejopisie”:

„Tegoż roku J.M. Mikołaj Komorowski starosta oświęcimski, mając nienawiść z J.M. panem Podlaskim, starostą zatorskim ruszył przeciwko niego. chcąc mu niektóre wsi od granic żywieckich odjąć i starostwo zatorskie sobie przywłaszczyć. Szkody mu znaczne czynił i tytuł mu odbierał pisząc się J.M. Komorowski, Księstwa Oświęcimskiego i Zatorskiego najwyższy starosta.(…)aż pod Kęty niemałą kupą chłopstwa podjechał, przeciwko niemu J.M. pan Podlaski wyprawił się i szańce, gdzie Werona tak zwana stoi karczma, usunął, mając balanów na 150 dobrych strzelców, okrom inszej kupy chłopstwa.(…) Pan Podlaski na niego ruszył i lud jego rozproszył (…), niemało ludzi poranił, jako według rachunku na osiemdziesiąt onych naliczono, tamże na wyspie pogrzebani, a drudzy pouciekali, która sprawę „kęcką wojną” nazywają.”

Tak obszerne potraktowanie obecności Wołochów na naszych ziemiach, a także ukazanie okoliczności poprzedzających osadnictwo ludności pasterskiej podyktowane jest tym, że większość wsi regionu żywieckiego, a w tym Buczkowice, swoje umocnienie się na mapach, zawdzięczają właśnie tej grupie etnicznej. Nie ulega bowiem wątpliwości, że w XV i XVI wieku miał miejsce masowy i, dodajmy, kolejny napływ Wołochów na nasze ziemie. Był on spowodowany nie tylko wyjątkowo sprzyjającym pasterstwu warunkom naturalnym – lasom, obfitości paszy tak latem, jak zimą, ale również rozważnej i rozumnej polityce właścicieli dóbr w dziedzinie nakładania obowiązków i obciążeń o charakterze podatkowym. Te okoliczności sprawiały, że przybysze chętniej na naszych ziemiach się zatrzymywali, a z czasem osiedlali.

Wspominam wcześniej o umocnieniu się Buczkowic na mapach, a nie powstaniu wsi. Nie jest to przypadek. Podzielam bowiem pogląd badacza dziejów Łodygowic Jacka Kachela, który w swojej „Historii Łodygowic”[1] stwierdza, że „…wspomniane miejscowości (Buczkowice, Bystra, Godziszka, Kalna, Rybarzowice, Szczyrk w roku 1518- J.S) istniały-chociaż nie figurowały na papierze-jednak ich założenie nie odbyło się na zasadzie tworzenia nowej wsi, lecz zwykłej migracji ludzi, którzy z rozrastających się Łodygowic, Pietrzykowic i Wilkowic rozchodzili się w okoliczne tereny i tworzyli niewielkie osady. Ich prawdziwy rozwój i zmiana charakteru z osady, przysiółka nastąpiła wraz z falą osadnictwa wołoskiego.”

Pasterze zarębnikami

            Wszystko to, co powiedziano o pasterzach Wołochach, czy jak inni nazywali Walasach, działo się w długim bardzo okresie czasu. Od trzynastowiecznych wędrówek i wypasów, kierowanych przez wojewodów, aż do XV i XVI wieku, kiedy to coraz częściej koczownik przekształcał się w osiadłego chłopa. Proces ten coraz wyraźniej postępował. Jego przyczyn nie należy się dopatrywać w wygodnictwie tego ludu, lecz w coraz większych ograniczeniach, jakie król, jego lokalni zarządcy oraz możnowładcy wprowadzali na swych ziemiach.

Książęta i szlachta wpuszczali stada wałaskie do lasów z coraz większymi oporami. Wyrazem niechęci do koczujących pasterzy stawały się coraz wyższe opłaty wnoszone „na paszę” czy śrubowanie „dani baraniej” i ilości serów przekazywanych do dworu. Właściciele ziem uznali w końcu, że masowy wypas stad w lasach powoduje „psowanie puszczy”[1], czyli jej niszczenie. Walasi, chcąc utrzymać swe stada i będąc w sytuacji przymusowej, wdzierali się na hale siłą. Towarzyszyły temu często swary i bijatyki. Ten okres we wzajemnych stosunkach dworu z pasterzami stad można nazwać czasem uprzykrzania życia właścicielom stad, zniechęcania ich do korzystania z lasów i polan. Poprzez te działania dwór starał się zniechęcić Wołochów do dalszego zajmowania się pasterstwem.

To spowodowało, że część Walasów zaczęła porzucać koczowniczy tryb życia i osiedlała się na wyznaczonych gruntach. Inni pasterze, nieprzekonani do osiadłego bytowania, nie chcąc utracić swobody, wyzbywali się stad, a że musieli zapewnić sobie i rodzinom środki do życia, zaczęli tworzyć grupy rabusiów. W tym zjawisku dostrzec można początki słynnego zbójowania. To nowe „zajęcie” dawało nie tylko dochody i niezależność, lecz mogło przynieść sławę i „honorną” śmierć. Był to dla tych wolnych ludzi przywilej godnej śmierci niepoprzedzonej pańszczyźnianym zniewoleniem.

Zbójowanie w końcu XVI wieku, a zwłaszcza w wieku XVII przybrało rozmiary tak szerokie, że trzeba było sejmowej „konstytucji”, ustalającej dla księstwa oświęcimskiego i zatorskiego specjalny podatek „na znoszenie zbójców”.

W roku 1624, za panowania Zygmunta III Wazy, wydana została tzw. konstytucja, która zmierzała do przymuszenia ostatnich nieosiadłych Wołochów do nabywania ziemi i osadzania się w górach. Dokument ten, wskazując na to, że: „…wiele rzeczy szkodliwych dzieje się w państwach naszych, za przechowywaniem Wołochów i Serbów nieosiadłych i luźnych”, zakazała, „… aby się nikt cujuscunque status, nie ważył takowych ludzi przechowywać: pod winą, która jest w prawie o przechowywaniu cyganów uczyniona”[2]. Cyganie zaś, według statutu z roku 1557 i 1565 mieli być z państwa „wywołani”, tzn. wypędzeni. Udzielający im schronienia mógł być sam z granic państwa wypędzony.

Nic więc dziwnego, że konstytucję z roku 1624 uznaje się za prawo, które przesądziło o losie koczujących dawniej pasterzy.

Jest oczywiste, że opisywane procesy trwały przez dziesiątki lat, a ich dokładnych początków i końca z dokładnością do jednego roku niepodobna wskazać. W jednych dobrach (ziemiach) przebiegał on sprawniej, w innych wolniej. Tempo zmian uwarunkowane było tradycją pasterską, nacechowaną nieograniczoną wolnością i swobodą przemieszczania się. To wszystko w następstwie osiedlania się pasterzy miało zostać zaliczone do przeszłości. Miejsce swobody zajmowało bezwzględne poddaństwo i obowiązki wobec dworu (królewskiego lub szlacheckiego). Na dodatek, uprawa ziemi wcześniej oczyszczonej z lasu wymagała poznania metod jej uprawy. Koczownik –pasterz nie musiał wcześniej tych umiejętności posiadać. Cały proces osiedlania się ludności wałaskiej bez wątpienia można nazwać swoistą rewolucją o charakterze kulturowym. Poza tym, zmiana stylu życia dawnych wędrujących pasterzy na tryb osiadły bytowania była procesem który przybierał postać  żywiołową. Przy czym pod tym określeniem rozumieć należy spontaniczność decyzji indywidualnych pasterskich rodzin, a nie wyraźnie zakreśloną w czasie zmianę sposobu życia z koczowniczego na osiadły.

Z wędrówką ze stadami żegnali się ci, którym dolegliwości stwarzane przez dwory dopiekły „do żywego”. Inni nadal trwali przy swej tradycji. Mieliśmy zatem do czynienia z rozpoczynającym się osiedlaniem dawnych pasterzy na wyznaczonych terenach i trwającym nadal, choć w mniejszej skali, pasterstwem typu koczowniczego. Pasterze, którzy się osiedlili dawali początek nowym osadom. Często fakty o znaczeniu społecznym, a takim niewątpliwie było pojawienie się pierwszych domostw i nowych osad, wyprzedzały o wiele lat formalne akty erekcyjne tych osad, a więc i formalne ujawnienie tych faktów w dokumentach. Mam tu na myśli przede wszystkim nadawanie danej osadzie nazwy i określanie granic wsi. Początki zakreślonego na większą skalę osadzania się pasterzy na tzw. „zarębkach” notowane są w początkach drugiej połowy XVI wieku.

Dowodzi tego m.in.lustracja ziem królewskich w oświęcimskiem i zatorskiem.Wymienia się w protokole z tej lustracji osady pastersko-zarębnicze jak Barwałd Średni, Koziniec, Ponikiew k.Mucharza.

Późniejsze lata przyniosły powstawanie takich osad w dobrach książęcych i szlacheckich. Wśród osad w dobrach książęcych wymienia się w sprawozdaniach z lustracji takie osady jak: Bujaków i Międzybrodzie Lipnickie (bialskie).W dobrach szlacheckich osadami zarębniczymi były m.in.: Zembrzyce k/Suchej Beskidzkiej, Rychwałd k/Żywca, Jeleśnia, Wieprz k/Żywca. Wspomina o tych osadach tzw. rejestr poborowy z roku 1581.

W początkowym okresie osadzania się pasterzy na gruntach, to znaczy w XV i XVI wieku, osadnicy otrzymywali grunty nieodpłatnie. Nie płacili czynszu.,mówiło się, że siedzą „na wolnicy”. Te w miarę dogodne warunki osadnictwa zmieniono dość radykalnie w XVII i XVIII wieku, kiedy to kolonie zarębnicze zaczęto osadzać na tak zwanym nowym polskim prawie.

W myśl jego postanowień, osadnik nie otrzymywał już gruntów za darmo, lecz musiał je wykupić. Po tak zwanym „wyrobieniu” (wykarczowaniu drzew, wyrównaniu) pan ziemi wyceniał grunty przydzielone osadnikowi, zaś osadnik musiał ustaloną przez pana cenę ziemi zapłacić. Czasem pan dóbr dopuszczał spłatę w kilku rocznych ratach.

Druga bardzo istotna zmiana na niekorzyść osadników, jaką prawo to wprowadzało, polegała na tym, że zwalniany dawniej z pańszczyzny na szereg lat chłop – osadnik, pod rządami nowego polskiego prawa praktycznie ze zwolnienia takiego nie korzystał. Od pana zależało, czy osadnik otrzymywał ulgę w ilości dni pańszczyzny, czy też nie. W praktyce oznaczało to, że osadnik dla stworzenia gospodarstwa, na którym mógł uprawiać ziemię ze swoją rodziną i na własne potrzeby, zmuszany był jednocześnie do świadczenia dniówek pańszczyzny, czy to osobiście czy sprzętem i zwierzętami (wołami lub końmi)

Trzeba wspomnieć, że osadnictwo, o którym mowa, polegało głównie na powiększaniu istniejących już osad. Dlatego każdy dodatkowy zarębek wydzielony z pańskich włości, wchłaniany był do istniejącej gromady (osady)[1]. To stwierdzenie ma fundamentalne znaczenie dla określania czasu powstawania poszczególnych wsi. Oznacza ono bowiem, że osadnictwo szesnasto- i siedemnastowieczne było dopełnieniem istniejących wcześniej osad a nie wydarzeniem o charakterze erekcyjnym (czyli potwierdzającym wolę utworzenia osady, danej wsi.

           Jak to w praktyce wyglądało, obrazuje następujący tekst, zamieszczony w tak zwanej „książce regestów” z Inwałdu k/Wadowic, a odnoszący się do utworzenia osady, tzw. Świętopełniku.

„W roku 1620 stał się wymiar na Świętopełników zarębków ośm na Wolą do lat trzech, aby sobie ci, którzy tam siedzą według wymiarów zarębków las wyrabiali i domy budowali w ten sposób:

W roku pierwszym powinności komorników odprawować powinni.
W roku drugim pieso odrabiać powinni bez płatu*.
W roku trzecim trzy dni pieso bez płatu.
W roku czwartym z drugiemi zarębkami równo.
W tymże roku szacunek zarębków stać się ma, i na raty maią wypłacaćw tymże roku poczną aby każdy swego pewien był…”[2].

            Przywołanie dość obszernego zestawu miejscowości z innych rejonów b. księstwa oświęcimskiego jest uzasadnione historycznymi związkami z Żywiecczyzną. Nadto, pozwala ukazać charakterystyczne cechy procesu osadniczego.

Gospodarstwo – rola – zarębek

            Zarębek to gospodarstwo z wyznaczonymi dokładnie granicami, których przebieg opisywany był w „książkach regestów” lub po prostu w „regestach”. Tam, gdzie w osadach prowadzone były księgi gromadzkie, zapisy o granicach gospodarstw umieszczano właśnie w nich.

         Wyznaczanie granic zarębku odbywało się w lesie, jako że lasy porastały właściwie cały obszar księstwa i państw szlacheckich. Osadnikowi wskazywano więc kawałek lasu, który trzeba było wykarczować i zamienić w uprawną ziemię, którą otrzymywał osadnik za wyrąbanie drzew. Takie osadnictwo nazywano osadnictwem na tak zwanym „surowym lub żywym korzeniu”, czyli w żywym lesie.

W całej Żywiecczyźnie i w pozostałych rejonach księstwa oświęcimskiego oraz zatorskiego, wsie – osady dzieliły się na gospodarstwa – zarębki.

 Powierzchnia zarębków

            Zarębki miały różną powierzchnię. Najmniejsze liczyły 24 morgi, to znaczy blisko 13,5 hektara, największe 48 morgów, to znaczy blisko 27 hektarów. Ówcześnie posługiwano się inną jeszcze miara powierzchni – łanem frankońskim, który odpowiadał powierzchni dużego zarębku, tj. około 27 hektarom.

Wielkość zarębku określana też była często według ilości dni roboty na pańskim w tygodniu, jaką musiał świadczyć zarębnik. Były więc zarębki jedno-, dwu-, cztero-, a nawet sześciodniowe.

Zarębki dzielone były na mniejsze części – tak zwane „zagony”. Ich wielkość była zróżnicowana – w zależności od wielkości zarębku. W zarębku 24. morgowym „zagon” odpowiadał 1,5 morgi, tzn. 8.400m2, zaś w zarębku 48. morgowym „zagon” równy był trzem morgom, a to znaczy, że liczył prawie 1,7 hektara.

Mniejsza miara powierzchni, jaką operowano w zarębku miała znaczenie przy dokonywaniu jego podziału pomiędzy członków najbliższej rodziny osadnika. Części te nosiły odpowiednio nazwy. trzecina (1/3), czwarcizna (1/4), ośmina (1/8).Dodam, że pozostałości tych nazw dotrwały do naszych czasów. Jeszcze w latach powojennych używano w Buczkowicach używano nazwy „cwartka” dla określenia części majątku przypadającego jednej rodzinie. Można się łatwo domyśleć, że jest to wielkość odpowiadająca „czwarciźnie”.

Fakt podziału zarębku nie oznaczał, iż pan miał po takim podziale więcej osób partnerów do świadczenia pańszczyzny. Zarębek, dla celów wymiaru pańszczyzny, a także dla innych wiejskich – gromadzkich celów stanowił nadal jedną, niepodzieloną całość, niejako z jednym głosem.

Nazwy zarębków pochodziły nie tylko od nazwisk osadników, lecz także związane były z pełnioną w gromadzie funkcją. Mógł to być więc zarębek sołtysi lub wojewodowski.

Bardzo często miłość do stada i tkwiąca w ludziach tradycja była silniejsza od pańskiego przymusu do osiedlania. Dlatego zarębnicy – i ci zwyczajni, i ci, którzy pełnili funkcje sołtysów czy wojewodów – karczując lasy, hodowali nadal swoje stada, oddając na zamek dań baranią. Tak np. było w Międzybrodziu Lipnickim (bialskim), gdzie osadzono trzech pasterzy kóz. Ich stado liczyło 280 sztuk, nie licząc baranów.

Usuwanie drzew z lasów  odbywało się metodą tzw. cerhlowania. Metoda ta polegała na okorowaniu pnia drzewa w jego dolnej części.To powodowało obumieranie drzewa.  Suche drzewa podpalano, a pnie pozostawiano w ziemi aż do zbutwienia. Między pniami siano tzw. „żyto świętojańskie”, zwane inaczej krzycą. Często też oczyszczone z drzew przestrzenie porastały trawą wykorzystywaną na paszę. Tereny w ten sposób przystosowane do uprawy zwano cerhlami lub cerlami.

Mamy w Buczkowicach tereny, które do dziś noszą taką nazwę. Są to grunty położone u zbiegu granic Rybarzowic, Buczkowic i Godziszki, na lekkim wzniesieniu. Nazwa ta została przejęta od naszych przodków, a nawiązuje wprost do dawnego  wspomnianego pozyskania  tej połaci ziem uprawnych.

Pasterze w państwie łodygowickim

 W państwie łodygowickim pasterstwem zajmowała się znaczna ilość osadników – Walasów. Przetrwało ono i to w dość trwałych formach do połowy XX wieku. Ludwik Huczek w publikacji „Pasterstwo w naszych Beskidach” twierdzi, że w państwie łodygowickim działał samorząd gromady pasterskiej, na czele której stał w drugiej połowie XVII wieku Jan Martinow, z którego urząd przeszedł na rodzinę Wajdów. Z tej rodziny , zdaniem autora, wywodziła się żona Martinowa – Regina Wajdzina.

Nie można tego stwierdzenia poddać w wątpliwość jako, że czas istnienia tej gromady to wiek XVII, a więc okres dość odległy od działania gromad w Jeleśni, czy w rejonie suskim. To również czas rozwoju pasterstwa w rejonie Szczyrbowskim i na Magurze .To mogło sprzyjać ukształtowaniu się odrębnej gromady pasterskiej której  Wajdą był Jan Martinow.

O rozmiarach pasterstwa w państwie łodygowickim w początkach XVIII wieku świadczą zapisy w tzw. „regestrach”. Pierwszym z nich jest „Regestr spisany leśnego statku na halach na Magorze za magierza (podkreślenie J.S) Wawrzyńca Więzika zostającego pro 18 Juli 1702”[1]. Według tego sprawozdania na Magurze wypasano ogółem 293 sztuki owiec i kóz. W ilości tej owiec i baranów było 111, a kóz 182. Było to stado należące do dworu łodygowickiego.

Kolejne zapisy przeprowadzone zostały w latach 1704, 1705 i 1706. A oto jak przedstawiały się wielkości stad wg tych spisów:

Data spisu

Owce barany

Kozy

Razem

j.m.

2.07.1702

111

182

293

sztuki

27.03.1704

166

163

329

sztuk

20.07.1705

128

186

314

sztuk

22.10.1706

102

157

259

sztuk

Dwór łodygowicki dbał o swoje dochody. Starał się więc dokładnie zliczyć stada wypasane przez jego poddanych w dworskich lasach. Przytoczony rejestr jest tego dowodem. Od wielkości stada zależała bowiem wysokość opłaty pieniężnej na rzecz dworu. O ile w innych rejonach księstwa oświęcimskiego czy w zatorskiem opłaty te nazywano opłatami „za pasze”, o tyle w państwie łodygowickim nazywano tę daninę „spaśne”.

Pierwszy spis stad wypasanych w lasach dworskich przez poddanych dziedzica łodygowickiego został sporządzony w roku 1705. Nosi on tytuł „Regestr statków to jest owiec i kóz na halach zostających w państwie łodygowickiem opisany 15 Mai 1705”.

Ze spisu tego wynika, że chłopskie stada liczyły 2.489 sztuk owiec i kóz. Najmniejsze stadko liczyło 10 sztuk. Największą grupą właścicieli zwierząt, liczącą 43 gazdów, byli posiadacze przeciętnie 50 sztuk owiec i kóz (w sumie 100). Trzech gospodarzy spisanych w tym regestrze miało łącznie 80 sztuk, czyli średnio po 25 sztuk. A oto najbogatsi gazdowie:

Wawrzyniec Przybyła 205   sztuk
Matus Jakubiec 115   sztuk
Maciej Wajdzik 110   sztuk
Jan Lascak 105   sztuk
Paweł Marek 145   sztuk
Marek Wawrzeczek 120   sztuk

Drugi „Regestr statków na halach zostający w państwie łodygowickim to jest owiec i kóz spisanych przy woytach y całej gromadzie wałaski 18 Mai 1706” wskazuje, że stada chłopskie liczyły łącznie 2.531 owiec i kóz. Sam Wawrzyniec Przybyła miał 260 sztuk, a 8 gospodarzy miało stada liczące średnio po 125 sztuk owiec i kóz.

W miarę upływu czasu zmniejszała się ilość kóz. W stadach zaczynaja się pojawiać jałówki i krowy.

Dokumentem, który o tym zjawisku niezbicie świadczy jest wyrok i dekret z 21 marca 1868 r. „(…) CK Namiestnictwa, jako komisji krajowej odkupu i uregulowania ciężarów gruntowych w sprawie korzystania z hal: Jaworzyna, Skrzeczeńsko i Skałka”.

Mówi się w tym dokumencie o prawie wypasu na Jaworzynie – 66 krów, 8 jałówek i 503 owiec należących do 51 gospodarzy ze Szczyrku, 7 ze Starej Godziszki oraz Antoniego i Andrzeja Wajdów z Łodygowic.

A oto jak przedstawiały się wielkości stad na halach wg wspomnianego regestr:

Gospodarze

Stado

j.m.

Bydło

Owce

35

56

388

Sztuk

81

199

333

Sztuk

44

68

415

Sztuk

Jak wcześniej wspomniałem, chłopi wypasający swe stada w pańskich lasach i na halach zobowiązani byli dworowi płacić „spaśne”. Wynosiło ono rocznie:

-                5 złotych reńskich od jednej krowy,

-                1 złoty od jednej jałówki,

-                18 grajcarów od owcy.

Zwolnienie od czynszu dotyczyło tylko ssących jagniąt.

W ramach tego czynszu chłopi poza wypasem mieli prawo korzystać z drewna w ilości niezbędnej do utrzymania w należytym stanie „kolib”, czyli schronisk dla pasterzy, ogrodzeń (koszar) i szałasów, a także dla ogrzewania sera.

Jak z tego krótkiego zarysu wynika, w XVIII wiek pasterze z państwa łodygowickiego weszli jako stosunkowo silna grupa, mocno zróżnicowana, jeśli chodzi o zamożność. Znajdujemy w państwie łodygowickim niemal takie same ciężary spoczywające na chłopach, jakie ponosili pasterze – Walasi w innych rejonach księstwa oświęcimskiego i zatorszczyzny. Jest to niewątpliwy ślad wielkiej pasterskiej wspólnoty, a także wymagań dworskich względem pasterskiej ludności na terenie całego księstwa oświęcimskiego i jego poszczególnych części.

W roku 1803 w najbliższym naszym sąsiedztwie miało miejsce wydarzenie, jakim było założenie osady – wsi Salmopol. Założycielem jej był Jan Ufnarowski. Napotykamy też zapisy o tym, że osadnicy tej wsi zwolnieni byli na okres 3 lat od powinności pańszczyźnianych. Jest to niemal identyczna sytuacja, jaką opisywałem wcześniej, omawiając sprawę powstawania nowych siedlisk w rejonie wadowickim.

Te zaewidencjonowane podobieństwa i analogie wskazują jednoznacznie, że na naszych terenach stosowano niemal te same metody osadnictwa, pobierano te same czynsze i opłaty. Przykład zaś Salmopola świadczy o tym, że mieliśmy do czynienia z tzw. „wolnicą”, tzn. zwolnieniem przez określony przez pana czas od powinności pańszczyźnianych. Wtedy, gdy opisywałem te fakty, a było to w roku 1986-1987 u ludzi starych (np. u moich rodziców 79 i 80 lat) znalazłem określenia takie jak: iść „na wolnice”[2] – pójście po drewno tam, gdzie ludzie byli osadzani na „wolnicy”. Jeśli zaś tak było, należało by być raczej pewnym, że na „wolnicy” osadzani byli osadnicy na tzw. „surowym korzeniu”. W przeciwnym razie pobór drewna byłby niemożliwy.


[1] Ludwik Huczek w artykule „Pasterstwo …” (kal. Beskidzki z 1965 r., str. 69-72) zwraca uwagę na tytuł jakim obdarzony jest Wawrzyniec Więzik. „Magierz” to w państwie łodygowickim synonim wajdy-wojewody wałaskiego

[2] Andrzej Komoniecki w Chronografii albo Dziejopisie żywieckim używa określenie „wolnica” w odniesieniu do regulacji odnoszących się do prowadzenia handlu w Żywcu wskazując, że oznaczała ona dopuszczenie do sprzedaży wszystkich towarów, (produktów) w mieście, pochodzących z własnego gospodarstwa. Jest to więc określenie odnoszące się do całkowicie odmiennej sfery życia ówczesnych mieszkańców Żywiecczyzny.


[1] Putek J.: str. 198

* bez płatu – za darmo, bez wynagrodzenia

[2] Putek J.: – str. 199 


[1] Putek J.:str. 190

[2] Przytoczono w dosłownym brzmieniu za Józefem Putkiem  – str. 193 


[1] Kachel J.: Historia Łodygowic Tom I, str. 24 


[1] Putek J.: str. 195

[2] Putek J.: str. 190

[3] Putek J.: str. 195 


[1] Dutkiewicz L.: – „Echa odległej przeszłości”, Kal. Beskidzki z 1980 r., str. 139 – 141

[2] Putek J. – str. 191


[1] Putek J.: str. 189

[2] Putek J.: str. 189


[1] Ludwik Huczek w artykule „Pasterstwo …” (kal. Beskidzki z 1965 r., str. 69-72) zwraca uwagę na tytuł jakim obdarzony jest Wawrzyniec Więzik. „Magierz” to w państwie łodygowickim synonim wajdy-wojewody wałaskiego

[2] Andrzej Komoniecki w Chronografii albo Dziejopisie żywieckim używa określenie „wolnica” w odniesieniu do regulacji odnoszących się do prowadzenia handlu w Żywcu wskazując, że oznaczała ona dopuszczenie do sprzedaży wszystkich towarów, (produktów) w mieście, pochodzących z własnego gospodarstwa. Jest to więc określenie odnoszące się do całkowicie odmiennej sfery życia ówczesnych mieszkańców Żywiecczyzny. 


[1] Wołosi – ludność pochodzenia rumuńskiego z domieszką (krwi) albańskiej i południowosłowiańskiej, wędrująca, w XIII – XVIII w. od Bałkanów po Śląsk i Morawy; w Polsce osadzani na tzw. prawie wołoskim, dali początek wielu wsiom karpackim – Mała Encyklopedia Powszechna PWN – W-wa 1974 r., str. 903.

[2]. Remiszewski R. H.: Wołosi – rosochata etymologia; (Karta Groni” z 1989 r. str. 14)

[3] Celtowie – plemiona indoeuropejskie wywodzące się z terenów dorzecza górnego Renu, Dunaju i Menu. Celtowie w I tysiącleciu naszej ery rozprzestrzenili się niemal na cała Europę.

[4] Mieszkańcami północnej, przedalpejskiej Italii byli Galowie.

[5] Tracja to kraina obejmująca część obecnej Grecji, Bułgarii i Turcji.


[1] Putek J.:str. 185.

[2] Bujor M .:Oblicze własne miasteczka nad Żylicą (Kal. Beskidzki z 1981 r., str. 33)

[3] Bujor M.: Oblicze własne (Kal. Beskidzki z 1981 r., str. 33)