Państwo łodygowickie i jego właściciele na przestrzeni wieków

Państwo łodygowickie, jego powstanie i właściciele na przestrzeni wieków.

 W połowie roku 1608 po śmierci bezpotomnie zmarłego hrabiego Krzysztofa Komorowskiego prawnuka Piotra Komorowskiego[1] doszło do wyodrębnienia z państwa żywieckiego tzw. państwa łodygowickiego, którego panem został Mikołaj Komorowski[2]. Wiele lat później Andrzej Komoniecki dokładnie opisał granice tego państwa i jego charakterystyczne miejsca. Tak opis ten brzmi według „Chronografii albo Dziejopisu żywieckiego”

„Opis Państwa Łodygowskiego [1]

            Ponieważ tego roku[2] do wiernych rąk[3]w dzierżeniu jest Jaśnie wielmożnego Jego Mości pana Franciszka Wielopolskiego a pana na Żywcu dziedzicznego, trzech części Państwa Łodygowskiego, trzymając pod swoja dyrekcyją te wsi: Rybarzowice, Buczkowice, Wilkowice, Mikuszowie i też Bystrą z wybrańcami pewnemi ,godna rzecz opisać to Państwo dla wiadomości skąd poszło, i góry, rzeki Państwa tego, które graniczą i oblewają. A te takim sposobem opisują się Łodwigowice najprzód sołtystwem niekiedy było, które przezwane od Ludwika albo Ludwikowicza, najpierw sołtysa i dzierżawce tej wsi, od którego Ludwigowice albo Łodwigowice nazwano. Skąd Miemcy po niemiecku zowią tę wieś Ludwik{s]dorf, co się rozumie Ludwikowa Wieś. Albo jako insi od ślachty przezwali Łodygowice, to jest, że tam łodzi robiono i niemi wygadzano, gdzie to słowo „gowie” jest i wykłada się „wygadzam”, jakoby rzekł Łodygowice, to jest łodzi wygadzanie. Albo od paszę traw wilgotnych, sitowych, grubych łodygowatych Łodygowice są.

A to sołtystwo dostało się do dzierżawy Marcina Węgorzewskiego, Które od niego roku 1548 Jego Mość pan Jan Komorowski, kasztelan połaniecki a pan dziedziczny na Żywcu kupił za złotych 100 po 16 skutów każdy złoty rachując, z młyny, rolami, stawami, łąkami które się jakkolwiek nazwać mogą, ustąpił ze swemi pożytki„[4].

Dalej Andrzej Komoniecki pisze:

„A to Państwo Łodygowskie te góry graniczą[1] i rzeki albo potoki oblewają .Naprzód wierzch góry Skrzecznie, przez która środek granic ciągnie się aż, do góry Małego Skrzeczenka skąd aż do granic Księstwa Cieszyńskiego przechodzi i rozgranicza się od Państwa Żywieckiego. A pod tą góra Wielka Skrzecznia są te góry pomniejsze jako to góra nad Godziską Groń Skality nazwany, druga góra albo Groń Niesłychany nad wsią Słotwiną będący, a niedaleko niej jest drugi Groń Palenica, a zaś obszar nad Lipową albo Grzegorz Polana, na której gdy trawę koszą, na deszcz się zaiste zabiera i spadać musi.

            A spod tej góry Skrzecznie płyną dwie rzeki i swemi potokami wychodza:

Jedna rzeka nazwana Kalonka, z jednej strony Palenice tej góry, a druga Kalna przezwana z drugiej jej strony i schodzą się z sobą u młyna słowińskiego. A ta rzeka granice czyni łodygowską od Żywieckiego Państwa i wpada do rzeki głównej Żylcze. Znowu za Małym Skrzeczenkiem góra jest góra nazwana Malinów, na której wierzchu jest studnia albo młaka na granicy Łodygowskiej i śląskiej, z której rzeka Żylicza główna, co przez Państwo Łodygowskie bieży i tam ma swój wykap[2] albo źródło, z którego pochodzi, zowiąc ją Żylczą dlatego, że jakoby żyłami zbierając się do niej insze rzeki one jawią.

A z drugiej strony ku Śląsku Wisła rzeka co pod Kraków płynie wychodzi i tam początek swój bierze. Od tej góry Malinowa Beskidami wierchem samym ciągną się granice ponad wieś Szczerk Aż do polany nazwanej Karczówka na Kopiec Śląski, a stąd na wierzch góry, na Goryczką Skałkę[3] wychodzi, gdzie są trzy kopce albo trzy granice: Łodygowska, Księstwa Cieszyńskiego i Państwa Bielskiego. Spod tej Gorycznej Skałki góry wypada rzeka nazwana Biełką[4], a ta bieży do Szczerku i wpada do rzeki Żylcze na Nawsiu.

            Potym jest góra wielka nazwana Magóra od zachodu słońca od granic śląskich, pod którą niegdyś był zwierzyniec pański, a teraz jest wioska obsadzona od Jego Mości pana Jerzego Warszyckiego, kasztelana łęczyckiego roku 1712, którą zowią Meszna od rzeczki nazwanej, będąc siedm zagród na tym miejscu i insze są około tej góry wsi, jako to Szczyrk od szczerku wód po kamieniach z gór bieżących i wieś Buczkowice od buczków niegdyś rośniących nazwane.

A z tej góry z Dziadowskiego Potoku rzeka Meszna nazwana wypada, która płynie na młyn Wilkowski, także potoki niedaleko: Łęgowiec, potym Leskowiec i Głęboki z tej góry wychodzą i przez wieś Buczkowice bieżąc, w jedno schodzą się aż do Żylcze wpadają.

            Niedaleko za tą górą są dwie góry: Skałka i Szczędzielny graniczne, które Beskidami zowią a z tych dwie rzeki wychodzą: jedna co przez potok Borsuczy idzie, a ta płynie na Brynną ku Skoczowu do Śląska do Wisły, druga Bystra[1] nazwana, a ta graniczy Państwo Łodygowskie ze Śląskiem, a płynie aż na Białą koło Bielska; a tę rzekę odtąd tam Białą zowią.

            W druga stronę od wschodu słońca od Olszówek i od rzeki Straconki [z] starostwa lipnickiego idzie granica do góry Łysej nad Mikuszowice aż na wierzch góry Kleniec od której rzeczka mała Kleniec nazwana płynie naprzeciwko szańców dla Szwedów usutych roku 1655. A ta wies Mikuszowie zowie się od niejakiego Mikusza przodka tej wsi albo Mikołaja, którą Miemcy językiem swoim nazywają Mikendorf, to jest Mikołajowa Wieś albo inaczej wykładają Miken- komora, co znaczy Mikendorf – wieś komorowa, chcąc wyrazić[2] Komorowskiego. Niedaleko góry Skleńca jest insza góra Rogacz nad kościołem Wilkowskim stojąca, nazwana Rogacz że na rogu zostaje, albo że tam zabito zbójcę na niej Rogacza, gdzie go tam pogrzebiono.

A około tej góry jest wieś Wilkowice od drzew tam ilmowych[3] rodzących się albo Ilkowice od potoka albo rzeki Wilkówka nazwanej, która płynie około tej góry Rogacz z miejsc pobliskich Wilkówek przezwanych, gdzie się wilcy niegdy mnożyli. A odtąd tę wieś Miemcy nazywają Wolfdorf, to jest Wilkowa Wieś albo Wilkowice, albo a Lupo, abbate ordinis Cisteriensis[4] który był zakładaczem kościoła wilkowskiego.

            Ostatnia góra Magórka nad Huciskami od hut niegdyś będących i wsią Łodygowicami, która wierchem czyni granicę od starostwa lipnickiego aż do trzeciej części jej, gdzie rozgranicza się od Państwa Żywieckiego swojemi znaki.A z tej góry wypadają te rzeki małe: jedna Zimnik nazwana, co przez Huciska bieży, a ta wypada z Wywierzysk miejsc tak nazwanych, będąc zimna ta woda i dlatego Zimnik przezwana jest. Poniżej zaś jest i wynika rzeczka Piaskowiec nazwana, co przez Łodygowice bieży do rzeki Żylce. Potok zaś albo rzeczka Bartoszowiec z tej góry wypada od granic międzybrodzkich albo czernichowskich i przegibem do Łodygowic wchodzi, gdzie ta góra wierzchem samym graniczy Państwo Żywieckie.

A z tej góry z Dziadowskiego Potoku rzeka Meszna nazwana wypada, która płynie na młyn Wilkowski, także potoki niedaleko: Łęgowiec, potym Leskowiec i Głęboki z tej góry wychodzą i przez wieś Buczkowice bieżąc, w jedno schodzą się aż do Żylcze wpadają.

            Niedaleko za tą górą są dwie góry: Skałka i Szczędzielny graniczne, które Beskidami zowią a z tych dwie rzeki wychodzą: jedna co przez potok Borsuczy idzie, a ta płynie na Brynną ku Skoczowu do Śląska do Wisły, druga Bystra[1] nazwana, a ta graniczy Państwo Łodygowskie ze Śląskiem, a płynie aż na Białą koło Bielska; a tę rzekę odtąd tam Białą zowią.

            W drugą stronę od wschodu słońca od Olszówek i od rzeki Straconki [z] starostwa lipnickiego idzie granica do góry Łysej nad Mikuszowice aż na wierzch góry Kleniec od której rzeczka mała Kleniec nazwana płynie naprzeciwko szańców dla Szwedów usutych roku 1655. A ta wies Mikuszowie zowie się od niejakiego Mikusza przodka tej wsi albo Mikołaja, którą Miemcy językiem swoim nazywają Mikendorf, to jest Mikołajowa Wieś albo inaczej wykładają Miken- komora, co znaczy Mikendorf – wieś komorowa, chcąc wyrazić[2] Komorowskiego. Niedaleko góry Skleńca jest insza góra Rogacz nad kościołem Wilkowskim stojąca, nazwana Rogacz że na rogu zostaje, albo że tam zabito zbójcę na niej Rogacza, gdzie go tam pogrzebiono.

A około tej góry jest wieś Wilkowice od drzew tam ilmowych[3] rodzących się albo Ilkowice od potoka albo rzeki Wilkówka nazwanej, która płynie około tej góry Rogacz z miejsc pobliskich Wilkówek przezwanych, gdzie się wilcy niegdy mnożyli. A odtąd tę wieś Miemcy nazywają Wolfdorf, to jest Wilkowa Wieś albo Wilkowice, albo a Lupo, abbate ordinis Cisteriensis[4] który był zakładaczem kościoła wilkowskiego.

            Ostatnia góra Magórka nad Huciskami od hut niegdyś będących i wsią Łodygowicami, która wierchem czyni granicę od starostwa lipnickiego aż do trzeciej części jej, gdzie rozgranicza się od Państwa Żywieckiego swojemi znaki. A z tej góry wypadają te rzeki małe: jedna Zimnik nazwana, co przez Huciska bieży, a ta wypada z Wywierzysk miejsc tak nazwanych, będąc zimna ta woda i dlatego Zimnik przezwana jest. Poniżej zaś jest i wynika rzeczka Piaskowiec nazwana, co przez Łodygowice bieży do rzeki Żylce. Potok zaś albo rzeczka Bartoszowiec z tej góry wypada od granic międzybrodzkich albo czernichowskich i przegibem do Łodygowic wchodzi, gdzie ta góra wierzchem samym graniczy Państwo Żywieckie.

Głowaczowiec zaś będący potok niedaleko dzielący się od Bartoszowca i od tego Bartoszowca wpada tamże też od granic międzybrodzkich albo czernichowskich poczynający się i społem do Wieśnika łodygowskiego wpadają, a potym z Wieśnika do rzeki Żylce…Ostatni potok albo rzeka Czernichowiec z tej jednej góry Magórki wychodzi i na Międzybrodzie się przez wieś Czernichowiec bieżący obraca do Soły, a między temi potokami Czernichowcem,  Bartoszowcem i Głowaczowcem granice się łodygowickie i żywieckie pokazują i oznaczone są.”

Pamiętając, że opis ten sporządzony został w roku 1715, a więc ponad sto lat po wydzieleniu z państwa żywieckiego tak zwanego państwa łodygowickiego, możemy wskazać, że w jego granicach znalazły się tereny, na których bądź już istniały, bądź powstały takie wsie i osady jak: Łodygowice, Glemieniec (lub Potok Wybrańców), Bierna, Godziska, Kalna, Buczkowice, Rybarzowice Szczyrk; Mikuszowice, Bystra, Wilkowice, Huciska .

Państwo łodygowickie (lub jak określa je Komoniecki – łodygowskie), podobnie jak wcześniej państwo żywieckie to nic innego, jak określone dobra (wsie lasy i inne składniki), należące do magnata ziemskiego. Z pojęciem tym nie wiązały się żadne bezpośrednie atrybuty natury politycznej. Nie ulega jednak wątpliwości, że rozległość posiadanych dóbr i związana z tym zamożność właściciela, miała znaczenie dla pozycji magnata w kraju. Państwo łodygowickie, powstałe z podziału dóbr żywieckich, było jednym z wielu państw magnackich, których właścicielami były rody szlacheckie.

            Takie to włości odziedziczył [1]w roku 1608, po ojcu, Mikołaj Komorowski. Trzeba dodać, że pod jego władztwem, obok państwa łodygowickiego pozostała okrojona część dawnego państwa żywieckiego.

Nad dobrami łodygowickimi panował hrabia Mikołaj formalnie do roku 1618. Inne źródła, a są nimi zapiski z biskupiej wizytacji parafii łodygowickiej wskazują, że w roku 1617, czasie przeprowadzania wizytacji kościół w Mikuszowicach, opanowany podczas reformacji przez protestantów, był już świątynią katolicką. A stać się to miało za sprawą dziedzica łodygowickiego Rorowskiego. Ta informacja może oznaczać, że Mikołaj Komorowski pozbył się dóbr łodygowickich przed rokiem 1618.

Właściciel państwa łodygowickiego Mikołaj Komorowski prowadził wystawne życie. Urządzał zbrojne zajazdy, organizował hucznie uczty, podejmował niekonwencjonalne, nawet jak na ówczesne czasy, działania wobec mieszkańców okalających Żywiec wsi. Przenosił ich w inne miejsce, znosił wsie, zmieniał ich granice. Na jego rachunek zapisywano wiele czynów wątpliwej moralnie natury. Chociaż był formalnie katolikiem, wyraźnie sprzyjał reformacji. Jednym słowem, można było go zaliczyć do grona niespokojnych dusz. Lekkomyślność i brak rozwagi doprowadziły do długów, sięgających 600.000 złotych polskich.

 Zmuszony okolicznościami, Mikołaj sprzedał państwo łodygowickie swojemu dworzaninowi Krzysztofowi Rorowskiemu. Do końca nie są jasne okoliczności zmiany właściciela. Pewniejsza, jak się wydaje, jest ta wersja przejęcia państwa łodygowickiego przez Rorowskiego, która mówi
o przejęciu dóbr za długi. Andrzej Komoniecki tak ten fakt opisuje w swoim „Dziejopisie” pod rokiem 1618:

            „Tegoż roku Jego Mość pan Mikołaj Komorowski podał Państwo Łodygowskie panu Krzysztofowi Rorowskiemu, dworzaninowi swemu, jedni mówią- w zasługach, drudzy, że w summie 60 tysięcy jemu podłużnej; które od tego czasu od Państwa Żywieckiego odpadło.

Który potym pan Krzysztof Rorowski, bojąc się, żeby mu zaś to Państwo od pana Mikołaja Komorowskiego odjęte nie było, oświeconemu Jerzemu książęciu Zbaraskiemu, a kasztelanowi natenczas krakowskiemu one zaprzedał, a niektórzy mówią, w zamianę na Rusi [za] insze majętności podał. A to teraz Państwo Łodygowiskie intraty wynosi rocznej 180 tysięcy złotych”[1].

            Krzysztof Rorowski jako właściciel państwa  łodygowickiego , a więc również Buczkowic, rozpoczął i zakończył władanie swymi  w 1618.

            W okresie od 1618r. do 29.lipca 1631r. właścicielem dóbr łodygowickich był książę Jerzy Zbaraski, kasztelan krakowski, syn wojewody bracławskiego, Janusza. Człowiek, jak na ówczesne czasy wykształcony, obyty w sprawach politycznych, znający się na sztuce wojennej. Był jednym
z faworytów króla polskiego Zygmunta III Wazy. Jego zasługą było rozpoczęcie budowy murowanego zamku w Łodygowicach w miejsce drewnianego dworu

Aby zrekompensować sobie wydatki, związane z budową zamku, książę wprowadziłw Wilkowicach rogatki, na których pobierano myto[1]. Przetrwało ono, z pewnymi modyfikacjami i zmianami aż do połowy XIX wieku.

Książę Jerzy Zbaraski zmarł nagle w Krakowie 29.lipca 1631 roku. Odszedł bezpotomnie. Nie był również żonaty. Jego samotność była następstwem żołnierskiego życia, uczestniczenia w wielu wojennych wyprawach. Pozostały po jego śmierci znaczny majątek został rozdzielony pomiędzy brata i dalszych krewnych. Jednym z nich był Stanisław z Warszyc Warszycki. Przejął on państwo łodygowickie od swego powinowatego, księcia Janusza Wiśniowieckiego, który władał państwem tak krótko, że kroniki nie zdołały nawet tego panowania wyraźnie odnotować. Przyznanie ziem łodygowickich Warszyckiemu było wydarzeniem dość niespodziewanym, również dla samego dziedzica. Zawdzięczał bowiem spadek swojej żonie Helenie, która była córką Konstantego Wiśniowieckiego, brata księcia Janusza. Na dodatek Helena Warszycka była jednocześnie daleką krewną księcia Jerzego Zbaraskiego. Łatwo zauważyć, że prawo do dziedziczenia dóbr łodygowickich miała jakby z dwóch stron zapewnione

Takim to sposobem, chciałoby się rzec, jako mąż swojej żony, Stanisław z Warszyc Warszycki (1631 – 1681) został panem nad państwem łodygowickim. Był człowiekiem znanym w Rzeczypospolitej z racji pełnionych funkcji: wojewody mazowieckiego i kasztelana krakowskiego, cenionym za pożyteczną i ofiarną, pięćdziesiąt lat trwającą służbę kolejnym królom Polski. Znano go ofiarności dla ojczyzny, jak również dla Kościoła.

Czasy panowania Warszyckiego nad państwem łodygowickim oznaczały zakończenie budowy kościoła parafialnego w nowym miejscu (poza otoczeniem dworu). Dziedzic sfinansował budowę, przeznaczając na nią kwotę 150 złotych. Dzięki jego sekretnemu wsparciu, a także operatywności i zabiegom ks. Stanisława Kaszkowica, plebana łodygowickiego i radziechowskiego, z dekanatu oświęcimskiego wydzielony został nowy dekanat – żywiecki z Kaszkowicem jako dziekanem. Ze względu na wymienione zasługi można było przypuszczać, że łodygowickie państwo zyskało właściciela, który budził wśród szlachty respekt.

            Warszycki, przez prawie 50 lat pozostawał panem państwa łodygowickiego. Był to na tyle długi okres, że pozwolił odsłonić drugie oblicze dziedzica. Warszycki okazał się typowym szlacheckim satrapą, awanturnikiem, człowiekiem bezwzględnym wobec najbliższych i poddanych, żądnym powiększania swego majątku metodami dalekimi od uważanych za cywilizowane. Nic więc dziwnego, że czasy władania to okres, w którym miało miejsce wiele nagłych i niezwykłych wydarzeń, nieraz awantur, które historycy określali mianem wojen. Rządy te były odbiciem usposobienia i cech charakteru dziedzica, człowieka porywczego, niemal awanturnika. Był on panem nie liczącym się z konsekwencjami swoich czynów, zdolnym do popełnienia zbrodni i bezprawnego pozbawienia wolności osób dla siebie niewygodnych.

            Nie zaglądał często do swoich posiadłości, lecz bardzo skrupulatnie egzekwował wszelkie powinności, jakie na jego rzecz mieszkańcy państwa wypełniać powinni. Pieniężne pożytki, płynące z państwa, zagarniał przy pomocy swych zarządców. Ale i oni nie mieli łatwego życia, jako że pan nie znosił  tłumaczeń, sprzeciwów, ani nieopatrznie wygłaszanych osądów. W roku 1670 za niestosowną wypowiedź skazał na śmierć łodygowickiego podstarościego – chłopa Maćka Wajdzika, który był jego prawą ręką w zarządzaniu gospodarką państwa.

To wydarzenie tak opisał Andrzej Komoniecki:

„Tegoż roku Maciek Wajdzik z Łodygowic u J .M .pana Stanisława Warszyckiego w Państwie Łodygowskim za podstarościego albo rządcę państwa, który że był chłop dostatni i pyszny, i jednego czasu rzekł do pana, gdy zbójcy grasowali, żebym ja tego dziada samo trzydziest w Pilczy wyrabował, a on tylko pół grosza ma ode nie, za co go pan pojąć kazał i w Pilczy obiesić, gdyż był pan bardzo surowy i zły”. [1]

             Bywało, że był łaskawszy dla swych poddanych. Na dobry dzień dziedzica trafiła Agneska Mojszonka, która za cudzołóstwo ze swym parobkiem i spowodowanie śmierci swojego męża miała być wyrokiem sądu miejskiego żywieckiego, rozpalonymi kleszczami na żywo szarpana,
a potem ścięta, „Lecz pod bytność J.M .pana Stanisława z Warszyc Warszyckiego pana tamecznego …clementia się jej pokazała, że tylko oboje ścięci zostali. przed świętym Mikołajem w Łodygowicach”[2].

            Dziedzic rzadko bywał jednak łaskawy. O jego okrucieństwie względem poddanych, a i najbliższych, tak pisał pewien cudzoziemiec, współczesny łodygowickiemu panu: „Tego pana Warszyckiego okrucieństwo tak dla poddanych, jak domowników, a nawet własnej żony jest okrzyczane w całej Polsce ..Pierwszą żonę swoją tak skatował, że rodzina jej wystąpiła w obronie, a następnie bracia oblegli go w Dankowie…

Kiedy polskim sposobem kazał chłopów kłaść na brzuch i bić ich niemiłosiernie patykami grubymi jak ręka, po gołym ciele, stawał zawsze dla przyjemności tuż obok licząc baty, na które ich skazał. Kiedy zaś liczba zbliżała się już prawie do końca, udawał jakoby się w liczbie pomylił, kazał więc na nowo od początku zaczynać i tym sposobem bił czasem ludzi pół na śmierć. Przy tym jeszcze szydził z nich upominając stojących naokoło, aby pomogli prosić Pana Boga za tymi biednymi ludźmi aby im dał cierpliwość do stałego wytrzymywania kary, równie dobrze pomyślanej, jak koniecznie potrzebnej aby ich poprawić”[3].

            Innym wydarzeniem, dzięki któremu dal się poznać dziedzic łodygowicki, jest skazanie na śmierć jednego z chłopów za to, że wypowiedział takie zdanie: „Pan Warszycki wyssał kobyle cycki”. Dowcipny chłop poniósł śmierć rozerwany końmi. Inny badacz dziejów Żywiecczyzny Ludwik Delaveaux w swoim opracowaniu „Górale beskidowi” opisał też, w jakiej „oprawie” karani byli poddani, reprezentujący różnych klasy społeczne (stany). Szlachcic zbierał cięgi ułożony na ławie okrytej skórami. Mieszczanina kładziono na gołej ławie, a chłopów i Żydów na gołej ziemi. „…Bo niżej nie było można”. Okazało się, że okładaniu batem można przydać oprawę klasową.

            Pan na Łodygowicach nigdy jednak nie uchybił w oddawaniu czci „Najświętszej Matce”, a szczególnie tej, która na Jasnej Górze mieszkanie sobie uczyniła. Szczerze też i z całą surowością „…żydów i heretyków nienawidził…” Tych pierwszych w dobrach swoich nijak „…cierpieć nie mógł” do tego stopnia, że nawet karczem nie zezwolił im arendować tak, jak to powszechne było poza państwem łodygowickim. Rzec można, że był to pan surowy, bogobojny, z zasadami, które u jednych szacunek budziły, a u innych złość i grozę.

W jednym wszakże nikt nie mógł mu pochwał odmówić To trwania przy Polsce w dobrych i złych czasach, a w czasie szwedzkiego potopu
w szczególności. Ze strony Kościoła spotykał się zawsze z wyrazami poszanowania, jako że groszem na jego rzecz obficie sypał. Nie dziw więc, że
w klasztorze jasnogórskim miejsce pochówku dla niego znaleziono i stosownym epitafium opatrzono.

Zanim jednak oddał ducha 25.stycznia 1681 roku w Pilczy (Pilicy), Warszycki musiał dbać o swoje pieniężne dochody, a także pomnażanie majątku w innej jego postaci. Podniósł więc w roku 1709 opłaty mytnicze na tzw. „ślogach” w Wilkowicach.

  1. od wozu płacono 3 złote polskie i 100 groszy
  2. od jeźdźca(tzw.konnego) do 1 złotego.
  3. od pieszego do 10 groszy.[1]

Dziedzic Warszycki dokończył po księciu Zbaraskim budowę zamku łodygowickiego, otoczył go fosami, wałami i murem, czyniąc z niego budowlę obronną, nazywaną wówczas „fortalitium”

            W roku 1673 doszło do słynnej awantury, a ściślej, do próby zbrojnego zagarnięcia i przyłączenia do państwa łodygowickiego wsi Słotwina, która należała do państwa żywieckiego. Warszycki starał się wykorzystać fakt, że po śmierci ówczesnego władcy państwa żywieckiego, króla Jana Kazimierza, dobra te chwilowo nie miały obrońcy. Zebrał więc chłopstwo i konnych, by siłą wieś królewską odebrać. Dzięki jednak zbrojnej pomocy, jaką Żywcowi przysłał biskup krakowski Trzebicki, naówczas opiekun państwa żywieckiego, żywczanie rozgromili siły Warszyckiego, a dwóch chłopów pojmali w niewolę. Mimo poniesionej klęski, dziedzic nie porzucił jeńców w nieszczęściu. Odbił ich w Oświęcimiu, wypadając na eskortę żywczan spod oświęcimskiego mostu. Wydarzenie to, w którym z całą pewnością brali udział chłopi z Buczkowic, jako poddani Warszyckiego, nazwano „wojną słotwińską”. Była to dziwna wojna. Prowadził ją bowiem szlachcic przeciwko królewskiemu następcy, a więc poddany królewski przeciwko swojemu władcy[2]. Była to jedna z ostatnich zbrojnych awantur Stanisława Warszyckiego ale nie jedyna.

            12 lat wcześniej „wsławił się” pan wojewoda mazowiecki inną może nawet głośniejszą awanturą. W roku 1661 wojska cesarskie, na prośbę bielskich mieszczan, gotowały się na Łodygowice i samego Warszyckiego, by zmusić go do zwrócenia miastu Bielsku tzw. Cygańskiego Lasu, bezprawnie zajętego w roku 1644 przez łodygowickiego dziedzica. Obawa przed wojskiem sprawiła, że Cygański Las wrócił do Bielska, lecz o wiele uboższy w drzewostan. Szkody, jakie Warszycki  w nim wyrządził, sięgnęły kwoty 55.000 talarów[3]. Można domniemywać, że przyczyna tkwiła
w rabunkowej gospodarce drewnem, które, podobnie jak w lasach państwa łodygowickiego, przeznaczano na tzw. potaż, uzyskiwany w wyniku spalania. Sprzedaż potażu, cieszącego się popytem za granicą przynosiła wielkie dochody.

            Czasy, w których Stanisław Warszycki władał państwem łodygowckim, niezależnie od niepokojów wewnętrznych, wywoływanych przez możnowładców, były również okresem wielkich wydarzeń spowodowanych najazdem Szwedów na osłabioną Polskę. Potop szwedzki poprzedzały wydarzenia związane z powstaniem chłopskim Aleksandra Kostki Napierskiego[1] od 14 do 24 czerwca 1651r. i opanowaniem przez buntowników zamku w Czorsztynie. Państwo łodygowickie i chłopstwo z tego państwa, w tym zapewne i buczkowianie zapisali w tym wydarzeniu historycznym swoją kartę. Nie nazwę jej ani kartą chlubną ani haniebną, bo samo powstanie, a zwłaszcza jego przywódca mieli nie do końca jasne i czyste intencje. Jest bowiem faktem, że chłopski bunt pod wodzą Napierskiego wybuchł w czasie wielkiego osłabienia państwa i niepokoju
w Rzeczypospolitej, spowodowanego buntem Chmielnickiego na Ukrainie i zakusami króla węgierskiego Rakoczego wobec Polski. Napierski zaś,
w zależności od okoliczności, posługiwał się dokumentami albo od Chmielnickiego, albo od króla polskiego, a w zanadrzu miał jeszcze podobno obietnicę króla węgierskiego Rakoczego, odnoszącą się do wywołania szkód Polsce. Sam organizator buntu miał też za sobą służbę w szwedzkiej armii. Wszystko to spowodowało, że część chłopstwa, skuszona hasłami wolności, uległa namowom Napierskiego, dołączyła do buntu i zajęła niewielką grupą zamek w Czorsztynie. Było to stosunkowo łatwe, bowiem załoga zamku w tym czasie składała się z dwóch osób. Odbicie zamku z rąk buntowników okazało się natomiast trudne, mimo skromnej załogi, jaką powstańcom udało się stworzyć. Dopiero ekspedycja złożona z około 1000 piechoty i dragonów, utworzona przez biskupa krakowskiego Gembickiego, odzyskała zamek i ujęła dowódców buntu: Aleksandra Kostkę Napierskiego, Stanisława Łętowskiego oraz Marcina Radockiego. Cząstkę ekspedycji odwetowej stanowiła grupa utworzona z mieszkańców państwa łodygowickiego, dowodzona przez ks. Stanisława Kaszkowica. Oddział ten walnie przyczynił się do zdobycia zamku i ujęcia dowódców buntu. Takim to sposobem chłopi stłumili bunt chłopów.

Ksiądz Kaszkowic w nagrodę za zasługi otrzymał od biskupa Gembickiego „bogatą suknię”, a jego podkomendni pieniądze i wódkę. Nie mamy dowodów, by w tej sprawie wyraźne było stanowisko dziedzica dóbr. Można jednak sądzić, że nie sprzeciwił się zamiarowi utworzenia „łodygowickiego” oddziału. Wszak życzenie swe wcześniej wyraził biskup, a temu Warszycki nie miał zwyczaju się sprzeciwiać. Poza tym chodziło
o stłumienie buntu gawiedzi.

            W czasie szwedzkiego potopu pan z Warszyc nie zdradził króla. Klasztorowi częstochowskiemu, w którym zdeponował część swoich kosztowności, ofiarował 12 potężnych dział, zaś na wykup zrabowanego przez Szwedów bydła ofiarował 300 złotych polskich.

            W czasie szwedzkiego potopu pan z Warszyc nie zdradził króla. Klasztorowi częstochowskiemu, w którym zdeponował część swoich kosztowności, ofiarował 12 potężnych dział, zaś na wykup zrabowanego przez Szwedów bydła ofiarował 300 złotych polskich.

Była to kwota znacząca. Złoty polski miał dużą wartość. Dzielił się na 30 srebrnych groszy lub 20 tzw. półtoraków. Jego siłę nabywczą w tych czasach określają takie dane:

  1. za korzec żyta płacono        8 groszy,
  2. za korzec pszenicy               15 groszy,
  3. cieśli na dniówkę                 4 grosze,
  4. para butów kosztowała       20 groszy,
  5. 1 kura kosztowała               1 półtoraka, czyli 1,5 grosza.

Poddani państwa łodygowickiego, a wśród nich mieszkańcy Buczkowic, brali zapewne, udział w wyprawach i walkach ze Szwedami.

19 grudnia 1655 roku pod wodzą starosty (ekonoma) łodygowickiego Jana Torysińskiego chłopi z Żywiecczyzny i państwa łodygowickiego wypędzili Szwedów z Oświęcimia, a dowodzone przez niego oddziały pojmały w tej potyczce 15 jeńców, których przekazano do Żywca. Nie można wykluczyć, że poddani dworu w Łodygowicach, wywodzący się z Buczkowic, brali udział w wyprawie proboszcza łodygowickiego i dziekana żywieckiego, ks. Stanisława Kaszkowica, jaką ten pod koniec 1655r. zorganizował na odsiecz Częstochowie. Marsz oddziału Kaszkowica przyniósł pożytek w postaci wyniszczenia małych szwedzkich oddziałów. Nie darował wojowniczy proboszcz luteranom z pobliskich miejscowości. Zniszczył ewangelicki zbór w Kozach a minister luterański ledwo uszedł z życiem.

            Ksiądz Kaszkowic dotarł pod Częstochowę wtedy, gdy Szwedzi już odstąpili od jej murów. Odsiecz okazała się spóźniona[1]. Żeby więc drogi nie uznać za zmarnowaną wojownik w sutannie połączył się z jednym z polskich oddziałów i uderzył na zajęty jeszcze przez najeźdźców Wieluń. Miasto zostało zdobyte. Rozprawa ze Szwedami i innowiercami w Wieluniu trwała od 7 do 12 stycznia 1656 r. Historycy uważają, że głównym celem masowej rzezi (bo tak to jest określane) mieszkańców miasta byli głównie wieluńscy luteranie, których ekspedycja łodygowicka wycięła w pień.

            Wojska szwedzkie z kolei zagroziły państwom żywieckiemu i łodygowickiemu 8 marca 1656r., kiedy to na czele tysiąca żołnierzy stanął przed szańcami w Mikuszowicach, znany spod Częstochowy, graf Jan Wrzeszczowicz Weyhard. Poddani obu państw usypali szańce w oczekiwaniu na spodziewane nadejście nieprzyjaciół. Oni też, w liczbie 250 chłopów i mieszczan, pod wodzą Jana Grzegorza Torysińskiego, stali na wałach. Po zażartej walce – obrońcy ulegli. Wielu zabitych pochowano w rowach okopów na brzegach Białej. Upojeni zwycięstwem Szwedzi zrabowali doszczętnie Wilkowice i Mikuszowice, a na dodatek spalili kilka chałup. Straty, jakie spowodowali swymi rabunkami, wyliczone zostały przez Jana Torysińskiego. W spisie, obejmującym nazwiska poszkodowanych i wielkość szkód podaje kwotę 13.567,- złp.

Poszkodowanych zostało

60 kmieci.,

56 zarębników,

70 zagrodników,

63 chałupników,

60 wybrańców

36 harników.

            Chłopi nie dali jednak za wygraną. Kiedy Szwedzi po zwycięstwie w Mikuszowicach zajęli Żywiec i tam po trudach rabunku i walki posnęli, gromada złożona z blisko setki mieszkańców wsi z państwa łodygowickiego i żywieckiego wdarła się do miasta i wypędziła z niego najeźdźców. Przydała się w tej walce pamięć o staropolskich wiciach. Ogniska, palone na szczytach okolicznych gór, ściągnęły do miasta chłopstwo z okolicy. Przyczyniło się ono walnie do wyzwolenia Żywca.

Dzielny proboszcz łodygowicki, Stanisław Kaszkowic za swe zasługi otrzymał od króla Jana Kazimierza rolę wraz z osiadłym na niej chłopem.

Poddani zaś z państwa łodygowickiego nie otrzymali żadnego odszkodowania za poniesione straty i przelaną krew. Oni wypełnili swój obowiązek, a pleban położył tak zwane  zasługi.

Nie budziłoby to zdziwienia, gdyby kronikarz z tamtego czasu zapisał „Chłopstwo wszakże Szwedów pobiło jeno dzięki rycerskiemu zmysłowi dzielnego plebana, a nie swej odwadze i bitności. Szkody zaś na majątku przez Szweda wyrządzone rychło sami sobie wynagrodzą rąk przy pracy nie szczędząc”. Szacunku szkód poniesionych na dobytku poddanych żaden kronikarz nnie próbował przeprowadzić.

            Po śmierci Stanisława Warszyckiego, która nastąpiła  25.stycznia 1681 w Pilicy (Pilczy), przez prawie siedem lat państwem łodygowickim zawiadywali najbliżsi Stanisława Warszyckiego. Wiele świadczy o tym, że był to okres zarządu rodzinnego. Samodzielnie bowiem jako dziedzic po Stanisławie występował  w roku 1688 Jan Kazimierz Warszycki – kasztelan krakowski, syn Stanisława Warszyckiego z jego drugiego małżeństwa z księżniczką Heleną Wiśniowiecką, córką wojewody ruskiego. Panowanie to jednak trwało bardzo krótko i niczym ciekawym się nie zapisało.

Po śmierci Jana Kazimierza Warszyckiego (czasu zgonu nie znamy), prawdopodobnie jeszcze w roku 1688 państwo łodygowickie objął Michał Warszycki (1688 – 10.05.1697), wojewoda sandomierski, bratanek Stanisława Warszyckiego, (po Aleksandrze). Żoną Michała została jego kuzynka Helena (córka Stanisława Warszyckiego). Był to przypadek rodzinnych koligacji, które wymagały kościelnej dyspensy.

Andrzej Komoniecki odnotowując w roku 1697 śmierć Michała Warszyckiego w drodze na elekcję króla podaje, że panował on nad państwem łodygowickim lat 16 [1]. Mogłoby to świadczyć o tym, że Michał Warszycki był główną postacią rodzinnego zarządu aż do czasu, w którym objął niepodzielnie schedę po swym szwagrze Janie Kazimierzu Warszyckim.

 Po śmierci Michała Warszyckiego państwo łodygowickie, przeszło na własność „…Jej Mości paniej Domiceli z Wielkiego Chrząszczowa[2] na zasadzie dożywocia.

Różne są informacje na temat tego, po kim była wdową: czy po Stanisławie Warszyckim, kasztelanie krakowskim, czy po jego synu Janie Kazimierzu Warszyckim. Komoniecki nie oddaje stanu faktycznego tego powinowactwa. Pisze bowiem, że Domicela była małżonką Warszyckiego starego kasztelana, a więc małżonką Stanisława Warszyckiego. Jest to jednak informacja błędna. Zofia Domicela Wierzbowska z Chrząstowa była faktycznie drugą żoną Jana Kazimierza Warszyckiego.

Objęcie dóbr przez Domicelę z Chrząstowa Warszycką nastąpiło w dniu 10.maja 1697r. Rządy zakończyła zaś w dniu 14.czerwca 1707 tj. niemal dokładnie po dziesięciu latach. Zmarła, nosząc nazwisko Mączyńska, jako że po śmierci swego pierwszego męża, Jana Kazimierza, wyszła za mąż za Kazimierza Mączyńskiego, wdowca po swojej siostrze Teresie. To kolejny w tej rodzinie związek, polegający na zawarciu małżeństwa pomiędzy szwagrem i szwagierką.

             Śmierć Domiceli Mączyńskiej rozpoczęła następny burzliwy okres w państwie łodygowickim. Niezwykle zawiły splot rodzinnych powiązań wewnątrz rodu Warszyckich stał się przyczyną sporów, zbrojnych zajazdów, a w efekcie marniejącej gospodarki państwa łodygowickiego. Sytuacja przypominała stare powiedzenie o psuciu się ryby od głowy.

Liczni spadkobiercy starego kasztelana krakowskiego dobijali się o schedę po swoim przodku. Najbardziej przedsiębiorczy okazał się Jerzy Warszycki – syn Michała 20 stycznia 1709 [3]r., chcąc przechylić szalę rodzinnych sporów na swoją stronę, zbrojnie uderzył na folwark w Rybarzowicach. Było to jedno z lepiej funkcjonujących gospodarstw dworskich w państwie. Doszło do zbrojnej utarczki, w której zarówno po stronie atakujących, jak i obrońców w równej liczbie, padli zabici i ranni. W partii najeźdźcy zginął „znaczniejszy napastnik”. Jerzy Warszycki odstąpił od dalszego oblężenia. Nie zaniechał jednak zbrojnych starań o łodygowicką warownię, którą władanie miało symboliczny wydźwięk panowania nad państwem. Ostatecznie objął ją (warownię) w roku 1709. Był to jednocześnie fakt, który przesądzał o tym, kto jest właścicielem państwa łodygowickiego

            Panem dóbr został więc wspomniany wyżej Jerzy Warszycki, wnuk Stanisława, kasztelan łęczycki i starosta piotrkowski, a później wojewoda łęczycki. Nie można przemilczeć faktu, że objęcie ziem przez Jerzego było następstwem oczywistego gwałtu, akcji zbrojnej. Nie był to jednak zajazd w ówczesnym prawnym znaczeniu tego słowa. Zajazd (z łac. iniquitatio) był aktem o charakterze zbrojnym, ale urządzany był przez szlachtę wtedy, gdy na normalnej, prawnej drodze nie można było wyegzekwować wyroku sądu. Jerzy Warszycki nie miał w ręku wyroku, który przyznawałby mu prawo objęcia państwa. Wszystko, co czynił było wyrazem jego samowoli i osobistego przekonania o słuszności swoich roszczeń majątkowych. Nie chcąc być nad miarę surowym w osądzie jego działań można by powiedzieć, że był przypadkiem typowego siedemnastowiecznego szlachcica – warchoła, który dla osobistych korzyści zdolny był urządzać małe wojenki.

Pozostali spadkobiercy, pretendenci do dóbr łodygowickich, nie dali za wygraną. Rozpoczęty przed trybunałem proces, wszczęty z powództwa Marii (Marianny) Kazimiery Pieniążkówny[4] siostrzenicy Jerzego Warszyckiego, zakończył się 2 lutego 1714 roku wydaniem nieprzychylnego Jerzemu dekretu. Na jego podstawie Dziedziczka Marianna (Maria)rozpoczęła starania o usunięcie siłą swojego wuja z dóbr łodygowickich. Na wykonawcę wyroku wyznaczony został Władysław Kunat Wyrożemski, który występował przed trybunałem w sporze z Warszyckim jako tzw. instygator koronny[5] W tym przypadku królewski prokurator został egzekutorem dekretu sądowego. A że trudno było oczekiwać, iż podsądny dobrowolnie wykona wyrok, Wyrożemski stanął na czele usankcjonowanego prawem zajazdu.

 

Oddział zbrojny pod jego wodzą, złożony z 40 ludzi, wyznaczonych przez dziedzica żywieckiego, Wielopolskiego, nie został jednak do dworu dopuszczony. Wyrożemski zajął więc trzy folwarki: w Rybarzowicach, Wilkowicach i Mikuszowicach, i oddał je w administrację Franciszkowi Wielopolskiemu, dziedzicowi żywieckiemu i ślemieńskiemu. Było to jednak tylko częściowe wykonanie wyroku. Sprawę ostatecznie rozstrzygnął przyjazd Ludwika Konstantego Pocieja na czele 40 rajtarów synowca[1] hetmana wielkiego litewskiego. Dowódca tej ekspedycji był człowiekiem utytułowanym. Sprawował bowiem funkcję hetmana polnego oraz kasztelana wileńskiego.

Wszystko w tej ostatniej odsłonie bojów o dobra łodygowickie rozegrało się w rodzinie. Ludwik Pociej był bowiem mężem Emercjanny z Warszyckich. Ta zaś była siostrą Jerzego Warszyckiego, który majątku oddać nie zamierzał. Było jasne, że w toczącym się sporze siostra stanęła przeciwko rodzonemu bratu. Wszystko to działo się w lutym 1714 roku, a zakończyło się
w dwudziestym piątym dniu tego miesiąca[2].

Interwencją szwagra zakończone zostało trwające od roku 1709 panowanie Jerzego Warszyckiego, organizatora szlacheckiego zbrojnego zajazdu na państwo łodygowickie.

Niezależnie od rodzinnych sporów, od nadzwyczajnych wydarzeń, historia bezpośrednio poprzedzająca panowanie Jerzego Warszyckiego oraz burzliwe dzieje jego panowania nie były zbyt łaskawe dla naszych ziem. W tym czasie południową Polskę, od Krakowa po nasze rejony, ogarnęła epidemia dżumy, która pochłonęła wiele ofiar. W samym tylko Krakowie liczba ludności spadła o 1/3 w stosunku do stanu sprzed zarazy. Na domiar złego obszar państwa łodygowickiego  „odwiedzany” był regularne przez oddziały stronników Stanisława Leszczyńskiego (późniejszego króla), które dokonywały pospolitych rabunków tak w folwarkach, jak i we wsiach. Ten czas zapisał się
w kronikach również z tego względu, że straty poniesione w bydle przez folwarki musieli panu wyrównać poddani państwa łodygowickiego, również dotknięci bezprawiem rabusiów w żołnierskich mundurach. Tak kuriozalna decyzja Warszyckiego oznaczała, że chłopi byli po dwakroć poszkodowani: przez zagończyków i przez swego pana.

Jerzy, dla pomnożenia swoich dochodów, w czym nie był gorszy od swego dziadka, ustawił dodatkowe rogatki w Mikuszowicach, na których pobierane było myto. Dodajmy, drugie obok wcześniej ustanowionego w Wilkowicach.

Na dobro Jerzego Warszyckiego zapisują kroniki założenie w roku 1712 wsi Meszna, która wcześniej była terenem dworskiego zwierzyńca, miejscem polowań. Jej istnienie zaczęło się od „…siedm chałup”.

Wspominane wcześniej, zakończenie – przy pomocy wojska, pewnego etapu sporów rodzinnych pomiędzy potomkami Warszyckich, wywołało dalszy ciąg wydarzeń, które miały znaczenie dla Buczkowic jako części państwa łodygowickiego. Jerzy Warszycki, wyrokiem trybunału, został zobowiązany nie tylko do zwrotu bezprawnie zagarniętego państwa, ale również do zapłacenia na rzecz swych trzech siostrzenic –  Marianny, Katarzyny i Konstancji – odszkodowania w wysokości 75 tysięcy złotych. Stan sprawy po interwencji Pocieja był taki, że Jerzy Warszycki musiał opuścić państwo łodygowickie. Przyszłość pokazała, że jego związki z państwem nie zostały całkowicie zerwane. O tym jednak później.

W celu zapewnienia spłaty zasądzonego przez trybunał odszkodowania, Warszycki zawarł umowę powierzenia trzech czwartych państwa łodygowickiego w tzw. „wierne ręce” Franciszka Wielopolskiego, pana żywieckiego. Wielopolski miał prawo użytkowania dóbr i jednocześnie obowiązek je „przechowywać”. Był to swoisty rodzaj tzw. arendy, czyli dzierżawy.

Państwo łodygowickie (pdf)  lub wmv


[1] Synowiec to określenie odnoszące się w staropolszczyźnie do syna rodzonego brata

[2] Jacek Kachel podaje datę 1. lutego mając zapewne na myśli działania Wyrożemskiego, a nie czas rozprawy z Warszyckim , jakiej dokonał hetman Pociej


[1] Komoniecki A.: Dziejopis… – str. 292 Komoniecki do czasów panowania nad państwem łodygowickim wlicza zapewne cały okres od śmierci Stanisława Warszyckiego poczynając, a pomija czasy Jana Kazimierza Warszyckiego oraz Michała Warszyckiego. To może potwierdzać przesłankę o zarządzie rodzinnym nad dobrami łodygowickimi

[2] Andrzej Komoniecki – Dziejopis … – str. 260  W spisie miejscowości występują dwie miejscowości o nazwie Chrząstowo. Jedna na Pomorzu  niedaleko Człuchowa, a druga w Wielkopolsce k. Książa Wielkopolskiego. Jacek Kachel w Historii Łodygowic (str.54) podaje nazwę Chrzostów (która na rdzennych ziemiach polskich) nie występuje. Wydaje się najbardziej prawdopodobne, że chodzi o Chrząstowo w Wielkopolsce. Jest to jednak wyłącznie hipoteza której prawdziwość przybliża zapis Komonieckiego.

[3] Datę „zajazdu” podano za Andrzejem Komonieckim – Chronografia…str.332. Ludwik Huczek oraz Jacek Kachel podają , że najście zbrojne na Rybarzowice miało miejsce 20. stycznia 1709 r.

[4] Marianna Kazimiera Pieniążkówna była córką Jana, wojewody krakowskiego i Teresy z Warszyckich, siostry Jerzego. Wyszła za mąż za czeskiego grafa Juliusza Karola Sedlnickyego herbu Odrowąż – por. Komoniecki str.444 Ludwik Huczek podaje, że Maria nosiła nazwisko Pinińska-(Dzieje Łodygowic…str.44)

[5] Instygator (łac. instygator – podjudzacz, podżegacz) to w znaczeniu historycznym oskarżyciel, prokurator. W tym przypadku mamy do czynienia z królewskim prokuratorem. 


[1] w Świetle ujawnionych niedawno materiałów z archiwów szwedzkich, a mianowicie wiernopoddańczego listu ks. Augustyna Kordeckiego do króla Karola Gustawa  można być niemal pewnym, że do zajęcia jasnogórskiego klasztoru zapewne nie doszłoby. Zatem i odsiecz w tych warunkach nie była potrzebna. 


[1] Aleksander Kostka –Napierski alias Szymon Bozowski (ok. 1920-1651)oficer polski, żołnierz armii szwedzkiej w czasie wojny trzydziestoletniej, uczestnik walk w Niemczech. Postać bardzo niejednoznacznie określana. Podejrzany o kontakty z Chmielnickim i zamiar rozszerzenia powstania chłopskiego na ziemie polskie, kontakty z księciem Siedmiogrodu Jerzym Rakoczym. Przed śmiercią, przed wbiciem na pal miał podać prawdziwe swoje nazwisko- Bozowski. Wcześniej utrzymywał, że jest synem króla polskiego Władysława IV Wazy. Został stracony w następstwie wydania go przez współtowarzyszy w zamian za obietnice bezkarności. Zapewne to w akcie przejęcia zdradzonego Napierskiego brali udział poddani z państwa łodygowickiego. Napierski odpowiadał za zdradę stanu i fałszowanie dokumentów. Wyrok wykonano 18 lipca 1651 r. przed południem  w asyście 11 chorągwi wojska. Łętowski został poćwiartowany, a Radocki ścięty.


[1] Huczek L.: „Dzieje Łodygowic…” – str. 15

[2] Żywieckie państwo było wówczas królewszczyzną. W roku 1623 zakupiła je za 600.000 zł Konstancja, królowa polska, żona Zygmunta III. Szczególnego charakteru wojny nie zmienia fakt, że Żywiec był w czasowym posiadaniu królewskich wierzycieli.

[3] Huczek L. Kal. Beskidzki z 1971 r., str. 63


[1] Komoniecki  A.:- „Dziejopis …” – str. 219

[2] Komoniecki A.: – „Dziejopis …” – str.210 (ścięty został również parobek Jan Kępis vel Kempisz)

[3] Ludwik Huczek – „Dzieje Łodygowic…” – str. 42


[1] Myto – rodzaj daniny wnoszonej w pieniądzu dający prawo do korzystania z drogi, przejścia. Określenie pochodzi od łac. meatum- droga przejście. Wczesna nazwa opłaty brzmiała meat Pobierano ja przy tzw. rogatkach ustawianych w newralgicznych miejscach traktów. Por.A. Komoniecki  Chronografia… str.11 


[1] Komoniecki A.: Chronografia…– str. 131 


[1] Nie wszyscy badacze dziejów regionu podzielają zdanie, że do podziału państwa żywieckiego doszło w wyniku testamentu, sporządzonego przez hrabiego Krzysztofa Komorowskiego. Uważają oni, że do podziału Żywiecczyzny doszło w następstwie porozumienia pomiędzy synami hrabiego. Komoniecki zaś zapisał, że Krzysztof Komorowski sporządził testament, którego następstwem było powstanie trzech odrębnych bytów gospodarczych. 


[1] Rzeka Bystra, która opisuje Komoniecki obecnie nazywana jest Białką  lub Białą.

[2] Wyrazić, tu w znaczeniu- pragnąc podkreślić, że jest to wieś należąca do Komorowskiego

[3] Nazwa Wilkowice (Ilkowice) wywodzona jest przez Komonieckiego od wiązów (niem. die Ulme)

[4] Chodzi tu o opata Wilka-Wolfa (łac. lupus-wilk) z zakonu cystersów, który odkupił  w styczniu 1445 r. od księcia cieszyńskiego Przemysła II Łodygowice, Pietrzykowice i wsie przyległe za 70 grzywien. Część badaczy dziejów regionu łączy opata Wilka z powstaniem Wilkowic twierdząc, że pojawiły się one za czasów jego władania tymi ziemiami. 


[1] Rzeka Bystra, która opisuje Komoniecki obecnie nazywana jest Białką  lub Białą.

[2] Wyrazić, tu w znaczeniu- pragnąc podkreślić, że jest to wieś należąca do Komorowskiego

[3] Nazwa Wilkowice (Ilkowice) wywodzona jest przez Komonieckiego od wiązów (niem. die Ulme)

[4] Chodzi tu o opata Wilka-Wolfa (łac. lupus-wilk) z zakonu cystersów, który odkupił  w styczniu 1445 r. od księcia cieszyńskiego Przemysła II Łodygowice, Pietrzykowice i wsie przyległe za 70 grzywien. Część badaczy dziejów regionu łączy opata Wilka z powstaniem Wilkowic twierdząc, że pojawiły się one za czasów jego władania tymi ziemiami. 


[1] Graniczą w znaczeniu ograniczają, otaczają

[2] Komoniecki rozróżnia jako początek rzeki wykap i źródło. Wykap, to według niego nieumiejscowione dokładnie miejsce, z którego wypływa woda, ale obszar przesycony wodą,,na którym wyłaniają się krople wody, potem maleńkie strużki wody, które łącząc się tworzą strumyk. Źródłem natomiast jest otwarte wywierzysko wody, z którego od razy wypływa struga wody, dająca początek strumykowi, a później rzece.

[3] Komoniecki tę sama górę nazywa dwoma nazwami. Goryczka Skałka i Goryczna Skałka.

[4] Rzeka Biełka to nasza Biłka lub Potok Bilański przepływający przez Szczyrk Biłą. Określenie miejsca ujścia potoku do Żylicy- „Nawieś”ma dwojakie znaczenie. Może oznaczać albo centralną część wsi, albo teren poza skupiskiem domostw. Nawieś zawsze była miejsce wspólnym wsi, nie miała jednego właściciela. Często też służyła jako wspólne pastwisko. W przypadku Szczyrku można być pewnym, że określenie to dotyczy terenów poza skupioną zabudową


[1] Komoniecki A.:  Dziejopis, str.475

[2] Chodzi o rok 1715

[3] Prawo wiernych rąk do prawo tzw. „pokładu”, czyli powierzenia np. majątku w ręce zaufanej osoby wraz z przyznaniem jej prawa do pobierania pożytków w tego majątku

[4] Skut to określenie używane zamiennie do skojca (szkojca) Skojec to 1/24 tzw. grzywny, która była jednostka wagowo- pieniężną, odpowiadającą 200 g kruszcu(srebra). Komoniecki podaje, że skut ważył 4 złote. Z tej kalkulacji wynikało, że sołtystwo łodwigowskie zostało kupione za 6400 złotych polskich. Dziejopis…str.475 


[1] Siemionow A.: Ziemia Wadowicka, str.151

[2] Dwaj dziedzice nowo powstałych państw-Mikołaj i Aleksander Komorowscy byli synami brata Krzysztofa-Jana Spytka Ten zaś był wnukiem Piotra Komorowskiego, zmarłego w roku 1476, byłego właściciela zamków węgierskich i orawskich.