Ochotnicza Straż Pożarna.

Strażacy przed pierwszą remiza w 1899 r

To najstarsza organizacja społeczna, która działa w Buczkowicach. Powstała „…letnią porą 1897r.” jako „Straż Ogniowa”. Taką bowiem nazwę nosiła w pierwszym okresie istnienia. Inicjatorami jej założenia byli:

Dr Franciszek Miodoński
Gustaw Herrglotz –kierownik szkoły
Wojciech Kubica- właściciel restauracji
Józef Gluza- naczelnik gminy
Naczelnikiem straży został Wojciech Kubica.
Brak własnej siedziby sprawił, że strażacy korzystali z sali w restauracji „Na Kolanie”, która w tym czasie stanowiła centrum społecznej działalności.Pierwszą, w dosłownym znaczeniu, próbą ogniową o znaczącym rozmiarze, był pożar, który strawił pokaźną część fabryki mebli, będącej własnością wiedeńskiej spółki, a także pomieszczenia szkolne. Wydarzenia te kronikarz, spisujący dzieje szkoły w Buczkowicach, oddał następująco: „Dnia 18. sierpnia 1898 w nocy o pól do dwunastej wybuch pożar w przyległej fabryce mebli, który zniszczywszy część fabryczną objął i część budynku, w którym znajdowała się szkoła, a pomimo energicznej akcji ratunkowej spalił się dach i budynki gospodarcze przeznaczone do użytku nauczyciela” To nieszczęśliwe wydarzenie przekonało do wstąpienia w szeregi straży niezdecydowanych. Liczba jej członków powiększyła się znacznie o osoby, które w historii tej organizacji zapisały się chlubnie. Niektórzy strażakami pozostali do końca swoich dni.
Wtedy, w 1898, wstąpili do straży tacy mieszkańcy wsi, jak: Antoni Gluza, Walenty Kubica (wójt), Józef Moczek, Michał Marek, Szymon Huczek, Józef Kocurek. W tym samym roku nastąpiły zmiany w składzie Zarządu. Oprócz Gustawa Herrglotza znaleźli się w nim Michał Marek jako naczelnik oraz Wojciech Kubica – jego zastępca. Również wtedy nastąpiły korzystne zmiany w stanie majątku straży. Staraniem władz gminy, a zwłaszcza naczelnika, Józefa Gluzy, zakupiono ręczną sikawkę czterokołową, którą do pożaru strażacy ciągnęli sami. Nabyto też parciane węże. Ceremonia przekazania sikawki, połączona z jej poświęceniem, odbyła się wiosną 1899 roku. Ponieważ wieś wchodziła wówczas w skład parafii łodygowickiej, aktu poświęcenia dokonał ks. Jan Miodoński, proboszcz Łodygowic. Z tej okazji odbyło się nabożeństwo w kaplicy, która od początku lat sześćdziesiątych XIX wieku była miejscem nabożeństw dla mieszkańców Buczkowic w zasadzie dwukrotnie w ciągu roku.
Sądzić można, że wspomnianą ceremonię zorganizowano w maju, w tym bowiem miesiącu przypadało pierwsze z dwóch odprawianych we wsi nabożeństw. Okazję ku temu stanowił dzień św. Stanisława biskupa.
Umacnianie się organizacji, którą mieszkańcy szanowali sprawiło, że w roku 1911 zakupiono (już ze środków straży) nową sikawkę ręczną o dużej wydajności, przystosowaną do transportu konnego. Była to pompa wyprodukowana przez firmę Schmeille z Czech. Funkcję naczelnika sprawował wówczas Józef Moczek.Bardzo żal, że ta najsprawniejsza w okolicy, okazała z wyglądu pompa, została bezmyślnie zdemontowana w latach sześćdziesiątych XX wieku, a więc wtedy, gdy wiadome było, że jest to sprzęt o historycznych, zabytkowych cechach.
Poświęcenie nowej pompy odbyło się po nabożeństwie już nie w kaplicy, ale w buczkowickim kościele, którego budowę zakończono. Aktu poświęcenia dokonał ks. Andrzej Lenart, pełniący w naszej wsi obowiązki duszpasterskie od czasu ukończenia kościoła. Obie wspomniane sikawki służyły aż do końca II wojny światowej. Pierwszą z nich, już po wojnie, widziano u Stanisława Wrony (ulica Malinowa 2), tzw. Stanika, a o demontażu drugiej zdecydował Ferdynand Porębski, długoletni prezes OSP w późnych latach powojennych.

Remiza i jej dzieje

Swoją historię ma też remiza strażacka, która zmieniała wygląd, rozrastając się w miarę, jak rosło znaczenie i siła organizacji w środowisku. Pierwsza remiza wzniesiona została w okresie 1898- 1899. J. Namysłowski tak pisze o tym budynku:„Była ona zbudowana z desek między deskami wewnątrz były ubite wióra (trociny). Mieściło się w niej pomieszczenie na sprzęt drogowy dla drożnika jak również przejściowy areszt…”. „Miejsce pod budowę otrzymali od jednego gospodarza Wojciecha Gruszeckiego, a materiał budowlany ofiarował baron Klobus”.
Zamysł zbudowania nowej remizy zrodził się już w niepodległej Polsce. Po kilku latach starań, w roku 1923 kolejny zarząd, któremu prezesował dyrektor fabryki Thonett- Mundus –Stanisław Chorubski, rozpoczął się okres bezpośrednich przygotowań do budowy. Niezbędną dokumentację opracował sam prezes- dyrektor. W roku 1928 – wmurowano kamień węgielny, poświęcony przez proboszcza parafii Buczkowice ks. Józefa Komenderę. Charakterystyczną cechą budynku była część parteru, której wygląd przypominał jakby podstawę pokaźnej wieży, baszty. Mury parteru po zewnętrznej stronie biegły lekkim skosem do stropu. Ten oryginalny detal obecnie nie jest widoczny ze względu na przeprowadzoną modernizacje całego budynku, w czasie której ten element architektury został zakryty.
Niezbyt sprzyjający czas wybrano na podjęcie budowy. Wielki światowy kryzys gospodarczy coraz dotkliwiej dawał o sobie znać. Prace przerwano, zostały nienakryte mury, wystawione na niszczące działanie czasu i warunków atmosferycznych. Ludzie dotąd aktywni przy budowaniu, musieli się poświęcić pokonywaniu własnych codziennych kłopotów, związanych z utrzymaniem rodzin. Wprawdzie nigdzie nie zostało to zapisane wprost, ale jedną z przyczyn zahamowania budowy, o której mówili starsi mieszkańcy Buczkowic jeszcze w latach siedemdziesiątych XX wieku, była prawdopodobnie defraudacja pieniędzy. Doprowadziło to również do wielkiego konfliktu w grupie kierownictwa jednostki, z którego wycofał się jeden z wielce zasłużonych dla istnienia straży – Józef Moczek. Dopiero rok 1934 przyniósł pewne, korzystne dla budowy, zmiany. Ustanowiono bowiem nad jednostką zarząd komisaryczny, któremu przewodniczył Antoni Gluza (Hulanek). Nastąpiło długo oczekiwane ożywienie, budowa ruszyła W roku 1935, w wyniku przeprowadzonych wyborów, ustanowiono nowy zarząd pod przewodnictwem Antoniego Gluzy i przy udziale Stanisława Wrony(ul. Malinowa 2), Michała Huczka, (który objął funkcję naczelnika straży), Jakuba Janicy- gospodarza jednostki i Józefa Wrony- skarbnika. W tym też czasie i pod tym kierownictwem dokonana została rejestracja nowego statutu straży.
Dzięki pomocy Jana Knapka – ówczesnego prezesa Kasy Stefczyka, podjęto z kasy 500 zł., złożonych przez Adolfa Wecha, a przeznaczonych na budowę remizy. Dalsza pomoc, udzielona przez fabrykanta, w wysokości 300 zł, pomogła przełamać impas. Powstała remiza z murowanym żelbetowym parterem oraz zbudowaną z drewna salą na piętrze. Koszty budowy wyniosły łącznie 10.470 zł, z czego garaż kosztował 7.000 zł, zaś piętro 3470 zł. Budowa obciążona była długiem w kwocie 480zł. Ten fakt zdecydował, że w roku 1936 nowym prezesem Zarządu został A. Wech- główny wierzyciel, a Antoni Gluza – naczelnikiem.Oficjalne przekazanie nowej remizy strażackiej do użytku nastąpiło 31.maja 1936. Ceremonię jej poświęcenia  prowadził ks. Kazimierz Majgier.
Kronika strażacka wskazuje, że w okresie od 1897 do 1923 roku buczkowiccy strażacy uczestniczyli w następujących akcjach gaśniczych:
65 akcji w Buczkowicach
5 akcji przy pożarach w Mundusie
10 akcji w Rybarzowicach
4 akcje na terenie w Szczyrku
3 akcje łącznie przy pożarach w Wilkowicach, Żywcu i Słotwinie
W tym samym czasie strażacy ośmiokrotnie ratowali ludzkie mienie w czasie groźnych powodzi.
Straż i jej działalnośc w dziedzinie kultury
Poza działalnością podstawową, którą było zapobieganie pożarom i ich likwidowanie, straż zapisała ciekawe stronice naszej wsi w dziedzinie kultury. Od zorganizowanej w ramach straży grupy amatorów – aktorów teatralnych zaczynają się w Buczkowicach ożywione działania, które wpisujemy dzisiaj w ruch teatru ludowego. Tu był początek wielkiego bogactwa, które uczyniło Buczkowice miejscowością znaną z aktywności teatralnej w całej niemal Galicji. Sprzyjały temu silne związki z Krakowem, Lwowem oraz innymi ośrodkami życia społecznego i politycznego Polaków pod austriackim zaborem. A że był to okres pionierski, świadczy najdobitniej następujący zapis Józefa Namysłowskiego: „Zostało założone Kółko Amatorskie przez kierownika szkoły Gustawa Herrglotza bardzo dobrze działające, były to pierwsze kroki oświatowe, przedstawienia urządzano w starej gospodzie „Na Kolanie”. Warunki były uciążliwe ze wzgl. małej salki, tak, że chcąc oddać przedstawienie musiano na zewnątrz okna zbudować podium ze schódkami, które służyło za wejście na scenę oknem, takie samo było wyjście. Grano sztuki małe, z niedużą ilością aktorów”.
Działalności tej patronował, poza G. Herrglotzem, dr Franciszek Miodoński, który w roku 1902 objął funkcję prezesa OSP. Własnym staraniem i przy zaangażowaniu własnych środków finansowych doprowadził do zmodernizowania sceny oraz zgromadzenia odpowiednich rekwizytów teatralnych i kostiumów. Wyraźne stwierdzenie tych faktów jest niezwykle ważne głównie dlatego, że straż pożarna była przez szereg lat, tj. do 1909-1910 jedyną we wsi organizacją, która tę formę pracy kulturalno – oświatowej podjęła i kultywowała. Obraz ten uległ zmianie po utworzeniu Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, a następnie innych organizacji (TSL, Strzelec, OM TUR). Nie będzie jednak przesadą stwierdzenie, że ludowy teatr amatorski w wykonaniu strażaków dał dobry początek, był ziarnem, które wydało obfity plon. Język teatru amatorskiego docierał do coraz szerszego kręgu mieszkańców naszej wsi. Spektrum tematyczne wystawianych sztuk było szerokie – od popularyzowania wartości patriotycznych, po spektakle bliskie życiu codziennemu. Istotny jest również fakt, że przekaz ten był możliwy dzięki polskiej organizacji iałającej w naszej wsi w okresie zaborów.
* * *
Godzi się podkreślić rolę, którą strażacy odgrywali jako wyrażający w sposób zorganizowany pragnienia i dążenia mieszkańców Buczkowic. Tego stwierdzenia nie pomniejsza fakt, że organizatorem straży był „…spolszczony Niemiec Gustaw Herrglotz.” Głębokie przekonanie w obiektywność sądów, jakie wypowiedział o życiu naszej społeczności p. J. Namysłowski, nakazuje dać wiarę również innemu jego stwierdzeniu, że Herrglotz był „…patriotą Polski”. Gustaw Herrglotz dowodził tego swoim działaniem przez cały okres swojej czynnej pracy w Buczkowicach. Ochotnicza Straż Ogniowa była organizacją, w której pielęgnowano i utrwalano dążenia niepodległościowe i poczucie narodowe więzi Polaków z różnych zaborów. Nie było więc przypadkiem, że w roku 1902 nie zabrakło buczkowickich strażaków w uroczystościach poświęcenia Domu Polskiego w Bielsku, który, staraniem ks. Stanisława Stojałowskiego, utworzono w mieście znanym z silnej, bezpardonowej wobec Polaków niemczyzny. Ta „niemiecka wyspa językowa”, nasycona polakożerczymi poglądami, doprowadziła do silnego starcia z przedstawicielami polskich organizacji, które Dom Polski witały z radością.
Uczestniczyli też strażacy w obchodach 500 lecia bitwy grunwaldzkiej w roku 1910, a także rocznic Konstytucji 3 Maja i powstań narodowych. Wiemy również, że udział naszych strażaków w otwarciu Domu Polskiego w 1902 r. miał swoją drugą odsłonę w roku 1914, na krótko przed wybuchem I wojny światowej. Wtedy urządzono w Domu uroczystość z okazji dziesiątej rocznicy istnienia „Sokoła” w Bielsku. Nasi strażacy wymaszerowali na te obchody ze swym sztandarem z roku 1904 „…drogo haftowanym srebrem i złotem…”. Dowodził nimi ówczesny naczelnik, Józef Moczek. Prowokacje niemieckich bojówkarzy i decyzja władz bielskich, zakazująca wpuszczenia uczestników manifestacji w obręb miasta, doprowadziły do gwałtownych rozruchów, które w Krakowie nazwano „bitwą nad Białką”. Wszystkie znane fakty dowodzą, żywego wśród strażackiej braci przywiązania do utraconej przed dziesiątkami lat wolności Polski i gorącego pragnienia jej odrodzenia.
W czasie niemieckiej okupacji straż pożarna funkcjonowała w oparciu o osoby skierowane do tej służby przez władze okupacyjne. W tym czasie buczkowicka strażą kierował Józef Wałęga cieszący się zaufaniem władz okupacyjnych. Choć w tym czasie zaufanie okupanta nie budowało w lokalnej społeczności poważania, to stwierdzić trzeba, że nie był to dla strażaków okres, który pozostawił w nich całkowicie złe wspomnienia. Panujący w jednostce ład uchronił straż przed utratą sprzętu gaśniczego. Przyczynili się do tego członkowie straży, którzy ochotniczo strzegli nienaruszalności tego majątku. Po wyzwoleniu spod okupacji straż mogła niezwłocznie podjąć swoje obowiązki. Znakiem szczególnym tego czasu było to, iż okupacyjny naczelnik straży Józef Wałęga znalazł się wśród animatorów jednostki. To najbardziej odległe dzieje buczkowickiej straży pożarnej. Caly kres powojenny organizacja ta starała się doskonalić swoje umiejętności, czyniła skuteczne starania o pozyskiwanie coraz doskonalszego sprzetu gaśniczego i pojazdów. Troszczyła się o stan swojej remizy poddając ją kolejnym rozbudowom własnymi siłami choć przy wsparciu mieszkańców. Dzisiaj buczkowicka straż pożarna jest gospodarzem okazałej remizy, dysponuje dwoma dużymi nowoczesnymi  samochodami gasniczymioraz dwoma małymi samochodami do akcji gaśniczych o mniejszej skali zagrożenia. W maju 2013 r. została włączona do krajowego systemy ratownictwa technicznego, jako druga po Rybarzowicach w gminie Buczkowice.