O związkach Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” z ruchem skautowym

Dzieje Buczkowic końca XIX i początków XX wieku dowodzą bardzo wyraźnie otwartości naszej wsi na wszystko co nowe, co pojawiało się we Lwowie, czy Krakowie, więc miastach, które były centrami Galicji. O tym otwarciu się na różnorodne ożywcze prądy świadczy nie tylko powstanie Towarzystwa Gimnastycznego „SOKÓŁ” lecz również pojawienie się młodzieżowo-dziecięcego ruchu skautowego.

Robert Baden Powell. Naczelny Skaut Świata

Robert Baden Powell. Naczelny Skaut Świata

Nikt, kto zna historię naszej wsi nie może zaprzeczyć, że skauting w Buczkowicach działał i to bardzo prężnie. Tym zaś, których uwagi prawda ta uszła, warto ją przypomnieć, przybliżyć. Buczkowicom chwałę przyniosło to, że utworzenie drużyny skautowej we wsi nastąpiło z niewielkim tylko opóźnieniem w stosunku do pierwszych kroków organizacyjnych ruchu w Polsce. Pod koniec pierwszej dekady XX wieku buczkowianie byli pionierami skautingu w naszym regionie. Uświadomienie sobie faktów towarzyszących narodzinom tego ruchu, ułatwi zrozumienie zdarzeń; które miały miejsce tuż przed wybuchem I wojny światowej. Mam tu na myśli udział buczkowickich i rybarzowickich skautów w uroczystości zaprzysiężenia i wymarszu kompanii Legionów Polskich z Żywca. Zanim jednak doszło do tej wielkiej patriotycznej manifestacji 14 sierpnia 1914 r. miały miejsce w 1911r wydarzenia, które rozegrały się z dala od naszej wsi. Szczególne znaczenie miało jedno z nich.
20.marca 1911r przy Sokole – Macierzy, czyli przy centralnych władzach Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” odbył się kurs skautowy, który miał przybliżyć kierownikom tzw. Drużyn Młodzieży Sokolej, działających wewnątrz „Sokoła”, metody pracy skautowej z młodzieżą. Zaledwie parę tygodni później, bo 21.maja 1911 r. powstała Komenda Skautowa, w skład której weszli: dr Kazimierz Wyrzykowski, Andrzej Małkowski, Czesław Pieniążek, Franciszek Kapałka, Olga Drahonowska (później żona Małkowskiego ), Jerzy Grodyński i Alojzy Horak.

Andrzej Małkowski i skauci

Andrzej Małkowski i skauci

Już następnego dnia, 22. maja 1911 r wydany został pierwszy oficjalny dokument skautowy (harcerski). Był nim Rozkaz Dzienny, pod którym złożył podpis Andrzej Małkowski, uważany za ojca polskiego skautingu, uważany za faktycznego twórcę polskiego harcerstwa. On gruntownie poznał idee ruchu skautowego, zorganizowanego przez oficera angielskiej armii Roberta Baden Powela. Małkowski nie tylko przetłumaczył jego książkę „Scouting for boys” ale wzbogacił angielskie myśli o polskie realia. Tym samym uczynił z polskiego harcerstwa organizację o ogromnych zasługach dla wychowania dzieci i młodzieży w duchu patriotyzmu, opartego na mocnych, niewzruszalnych podstawach moralnych. Choć idea ruchu skautowego nadawała ton pracy polskiego harcerstwa, trzeba podkreślić, że polscy skauci zaczynali pracę w drużynach, gdy kraj pozostawał jeszcze w niewoli zaborców. Polska nie była imperium kolonialnym jak Anglia. Naczelną zasadą polskiego harcerstwa nie było wykorzystywanie zdobywanych umiejętności do walki z narodami zniewolonymi, ale wychowywanie Polaków do wolności i prowadzenie ich ku niepodległej ojczyźnie w szacunku dla innych narodów. Tym polski skauting, w najbardziej skrótowym ujęciu, różnił się ideowo od skautingu brytyjskiego Warto też wiedzieć, że nasza polska nazwa skauta „harcerz” pojawiła się co najmniej dwa lata przed od chwili utworzenia Komendy Skautowej. Określenie „skaut” jest synonimem nazwy „harcerz”. Ideą skautingu jako specyficznego ruchu na rzecz młodzieży interesował się nie tylko „Sokół, ale również organizacja pod nazwą „Zarzewie” oraz „Eleusis”-organizacja propagująca abstynencję. Aktywności tych organizacji należy zawdzięczać upowszechnienie ideologii skautowej, a następnie ukształtowanie programowych zrębów polskiego harcerstwa. Służyła temu wielka aktywność wydawnicza, która te idee propagowała, a także intensywna działalność organizatorska i szkoleniowa. W tej dziedzinie prężne zaplecze polskiego skautingu-

Andrzej Małkowski

Andrzej Małkowski

harcerstwa którym były uznane i coraz silniejsze organizacyjnie organizacje i stowarzyszenia były nie do przecenienia.
Przypominam te fakty dlatego, że zaistnienie zorganizowanego skautingu (harcerstwa) i jego szybki liczebny oraz przestrzenny rozwój (w wielu miastach i wsiach Galicji) był możliwy dzięki temu, że Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” wyodrębniło organizacyjnie podrastającą młodzież ze swego grona i powierzyło ją Komendzie Skautowej. Upraszczając w dużym stopniu te wydarzenia można powiedzieć, że skauci byli organizacją satelicką „Sokoła”, pracującą i ćwiczącą pod okiem Sokolej Macierzy.

Dr Kazimierz Wyrzykowski

Dr Kazimierz Wyrzykowski

Takie były początki ruchu skautowego. O jego umacnianiu się we wszystkich środowiskach na terenie wszystkich zaborów świadczyło utworzenie tzw. Związkowego Naczelnictwa Skautowego. Stało się to 6. lutego 1912 r. z inicjatywy Związku Sokolego we Lwowie, na czele którego stał doktor Kazimierz Wyrzykowski. On też objął kierownictwo nad Związkowym Naczelnictwem Skautowym Nie może więc być wątpliwości, że oprócz wspólnoty ideowej, form i metod pracy pomiędzy „Sokołem” a skautingiem zaistniała unia personalna. Osobą łączącą obie organizacje był Kazimierz Wyrzykowski.Te wszystkie okoliczności sprawiały, że idea ruchu skautowego zyskała znaczącego sojusznika w postaci „Sokoła”, organizacji, której towarzyszyło szerokie społeczne poparcie. Hasła i działania skautingu rozpowszechniały się nie tylko w dużych ośrodkach miejskich, lecz również w małych miasteczkach i we wsiach. Nie ulega wątpliwości, że siła „Sokoła” w danym środowisku była czynnikiem niemal decydującym o powstaniu i rozroście drużyny skautowej. Obie organizacje wzajemnie się wspierały w sprawach organizacyjnych i programowych. Skoro tyle miejsca poświęcamy strategicznym dla rozwoju skautingu to trzeba zapytać, czemu to ma służyć. Przecież to wszystko działo się tak bardzo daleko od naszej wsi. Jeśli się dokładnie przyjrzeć wydarzeniom jakie miały miejsce w Buczkowicach w tamtym czasie, czyli w latach 1910-1912, to możemy wyciągnąć jeden zasadniczy wniosek. Echa lwowskich decyzji dochodziły do Buczkowic niemal błyskawicznie i wywoływały natychmiastowy odzew. Tak wielkiej sprawności w obiegu informacji, a także społecznej reakcji na nie z jaką mieliśmy do czynienia wówczas można pozazdrościć.
Wspomniane wcześniej zasady współpracy obu organizacji były realizowane na każdym szczeblu organizacyjnym. Jest to widoczne również w Buczkowicach. Gniazdo T.G. „Sokół” powstało u nas w 1909r. Wtedy w grupach kierujących Sokołem – Macierzą toczyć się zaczęły dyskusje o utworzeniu skautingu. Łatwo też zauważyć, że umacnianie siły Sokoła u nas przypada na czas tworzenia we Lwowie Komendy Skautowej, a później Związkowego Naczelnictwa Skautowego. To lata 1911-1912.

Józef Suski

Józef Suski

Wtedy, jak się wydaje, nie przypadki rządziły zdarzeniami, choć czasami złośliwie przywołuje się chcąc wskazać zły przykład, tzw. „austriackie gadanie” czy tzw. austriackich urzędników. Ale tym „austriackim urzędnikom” z przysłowiowymi zarękawkami zawdzięczamy to, że rozporządzeniem z 26. lipca 1912 r. ck. Rada Szkolna Okręgowa przeniosła z Pisarzowic do Buczkowic nauczyciela tymczasowego Józefa Suskiego. Wszyscy moi rozmówcy, z którymi rozmawiałem na temat buczkowickich skautów wskazywali na Józefa Suskiego, jako na opiekuna skautów. Pomagała mu w tym posiadana wojskowa wiedza., którą wykorzystywał nie tylko w pracy ze Stałą Drużyną Polową w ramach Sokoła, ale również w pracy ze skautami. W tym dzielnie wspomagał go Józef Namysłowski, który z czasem objął kierownictwo nad drużyną. O popularności tej organizacji wśród buczkowickiej młodzieży świadczy fakt, że drużyny skautowe liczyły około100 osób.

Pierwszymi skautami w Buczkowicach byli zapewne najmłodsi członkowie „Sokoła”, bo to z poszczególnych ognisk, a więc i w Buczkowicach wydzielono grupy najmłodszych- sokolików, by z nimi pracować jako skautami-harcerzami. Czy byli wśród nich ci z fotografii? Jest to wysoce prawdopodobne. Nie wpadając w nadmierną dumę odnośnie do roli i znaczenia skautingu w organizowaniu młodzieży w Buczkowicach, warto jednak zwrócić uwagę na jeden znamienny fakt. Wynika ten szczegół z kroniki 2 Kompanii Marszowej Legionów, dowodzonej przez por. Tadeusza Jänicha, o której już wspominałem. W tej kronice znajdujemy dowód na to, że jedyną liczną zwarta grupą harcerzy, którzy stawili się na apelu przed wymarszem kompanii byli harcerze z Buczkowic z Józefem Namysłowskim i Janem Kubicą na czele.
W tym rysie polskiego i buczkowickiego skautingu niepodobna pominąć jednej zasadniczej sprawy. Jest nią ideologiczne, polityczne kierownictwo, któremu było ono podporządkowane. Nie ma wątpliwości, że kierunki działań jak „Sokoła” tak skautingu polskiego kształtowane były pod wpływem Narodowej Demokracji. Ten polityczny patronat nie pozostał bez wpływu na dalsze losy ruchu skautowego, a właściwie harcerskiego po zakończeniu II wojny światowej

Najmłodsi sokoli z Buczkowic( 1912 r.) a z nimi władze gn iazda sokolego i Józef Suski (drugi od prawej)

Najmłodsi sokoli z Buczkowic( 1912 r.) a z nimi władze gn iazda sokolego i Józef Suski (drugi od prawej)

 

Skauci z Buczkowic z J. Namysłowskim na zbiórce przed wymarszem 2. Kompanii Marszowej Legionów

Skauci z Buczkowic z J. Namysłowskim na zbiórce przed wymarszem 2. Kompanii Marszowej Legionów

Skauci w Buczkowicach

 Dla zobrazowania niektórych tylko aspektów działalności buczkowickich i rybarzowickich skautów posłużę się relacjami panów Antoniego Cierniaka z Buczkowic oraz Józefa Wrony z Rybarzowic.
Antoni Cierniak powiedział m.in.:

Antoni Cierniak

Antoni Cierniak

„Lata o których będę mówił to lata ok. 1910 –1920. Skauting był pierwszą organizacją społeczną na którą napotykało dziecko. Organizacja skautowa była w Buczkowicach bardzo mocna. Jej niedościgłym działaczem i przywódcą był Józef Namysłowski – członek założyciel „Sokoła”, późniejszy działacz Towarzystwa Szkoły Ludowej. Liczebność organizacji była wielka, bo sięgała około 100 członków. Byli to chłopcy od 10 lat w górę. Nie tracili oni jednak kontaktu z organizacją po ukończeniu szkoły powszechnej. Uczestniczyli w pracach drużyny skautowej jako młodzieńcy. Była to organizacja o niezaprzeczalnych i wielkich zasługach dla patriotycznego wychowania młodzieży Jej organizatorem i faktycznym opiekunem był nauczyciel Józef Suski. Skauting poprzez zajęcia o charakterze prawie wojskowym przygotowywał chłopców do służby wojskowej i do wojskowego rygoru. Zewnętrznym przejawem dobrej organizacji było umundurowanie. Składało się ono z krótkich spodenek, bluzy, chusty, kapelusza z szerokim charakterystycznie wygiętym rondem. Kapelusz ściągany był pod brodą sznurami z suwakiem. Nieodłącznym składnikiem wyposażenia skauta była długa laska. Siedzibą władz zwierzchnich buczkowickich skautów był Żywiec, który był również siedzibą innych organizacji, działających w Buczkowicach”.
Tyle w swej relacji przekazał mi w 1986 r. nieżyjący już dziś Pan Antoni Cierniak .

Relację Pana Józefa Wrony z Rybarzowic cechuje jakże inny nastrój. Jest w jego opowiadaniu nie tylko wspomnienie, czy suchy komentarz, lecz przede wszystkim żywe, plastycznie pokazane przeżycie skautowej przygody. W tym powiadaniu dało się wyczuć niemal wdzięczność losowi za to, że dał mu możliwość zetknięcia się z tą niezwykła organizacją. Zaszczepiła ona w nim autentyczną miłość do kraju, któremu oddał całe swoje życie i umiejętności. Pana Józefa nie ma już wśród żywych. Harcerze o takich ludziach mówią: Odszedł na wieczną wartę.

Skautowskie przysięgi Józefa Wrony
(relacja dosłowna)
            Kiedy byłem już bodaj 12 może 13– to letnim chłopcem, przeżywałem piękne i podniosłe chwile. Znalazłem się bowiem w grupie chłopców, których gromadził wokół siebie wierny przyjaciel kierownika rybarzowickiej szkoły Józefa Kostyrki. Człowiekiem tym był nauczyciel o nazwisku Sztańda. (właściwe nazwisko Jan Stańda-J.S) Temu człowiekowi ja sam i wielu moich kolegów zawdzięczam, że zostałem skautem. A było to tak :
Sztańda, który założył u nas
(w Rybarzowicach – J.S.) organizację skautową, wyprowadzał nas na różne ćwiczenia i zabawy polowe. Jedno takie spotkanie okazało się niezwykłe. Sztańda wyprowadził nas do „lęgowca”, wygłosił do nas piękną patriotyczną mowę. A dzień był słoneczny. Po skończonej gawędzie wyszukał smukłą olszę i na małej gałązce zawiesił białego orła –naszego polskiego orła .Na ten symbol, wyciągnąwszy w jego stronę prawe ręce, składaliśmy przysięgę. Żeby stać się prawdziwym skautem trzeba się było dużo nauczyć. Sztańda mówił nam pięknie o Polsce. Mówił, że on być może nie doczeka, by Polska zmartwychwstała, lecz my młodzi będziemy Jej potrzebni i w walce i w pracy. Sposobił nas wytrwale do żołnierskiego rzemiosła. W fabryce mebli „Mundus” postarał się dla każdego z nas o specjalnie toczony drążek do nauki chwytów bronią. Na nich wyryliśmy swoje nazwiska. Te drążki niczym karabiny towarzyszyły na w skautowych zajęciach z musztry, na których poznawaliśmy tajemnice wojskowego szyku i postawy.
Wiem, że jest taka harcerska piosenka o tym, jak trąbka wzywa do odwrotu, jak harcerze stają w ordynku, jak każdy z nich z rozpromienioną twarzą ściska w ręku laskę towarzyszącą w wędrówkach. Widzę teraz, że i my stawaliśmy ochotnie w ordynku, widzę te błyszczące ciekawością oczy i te nasze laski – karabiny- toczone drążki. Tak sposobiliśmy się do tego, by nie tylko przywitać nową Polskę, ale by umieć i nią walczyć w potrzebie.
Ten mały epizod ze skautowego życia to zaledwie niewielki fragment działalności skautów.
Muszę powiedzieć, że ośrodkiem skautingu były Buczkowice, gdzie działała bardzo silna grupa skautów. Przewodził jej Józef Namysłowski, znany później jako niezwykle aktywny działacz wielu organizacji, bibliotekarz. Pod jego dowództwem odbywały się duże ćwiczenia i gry terenowe, w których brali udział skauci z okolicznych wsi, a nawet z Żywca. Pamiętam jedno bardzo zabawne zdarzenie, jakie miało miejsce w czasie jednego z takich ćwiczeń.
A było tak :
Ćwiczyliśmy wtedy właśnie pod kierownictwem Namysłowskiego rozwijaniem tyraliery, poruszania się w niej i manewrowania nią. Kiedy tyraliera się rozwinęła (było to przed dosyć dużymi zaroślami olszowymi), padła komenda, żeby otoczyć zagajnik, bo jest w nim szpieg – zwiadowca. Wiedzieliśmy wszyscy, że jest to tylko zabawa, ale przyjęliśmy rozkaz z taką powagą, że urojony szpieg nie miał prawa nam ujść. Zacieśnialiśmy więc pierścień tyraliery coraz bardziej, aż do momentu, że widzieliśmy się wzajemnie. Aż tu, nie wiadomo skąd, jak nie wypadnie zając, jak nie zacznie biegać wzdłuż zaciśniętego kręgu tam i z powrotem. Oczyma wyobraźnie dostrzegliśmy w nim groźnego szpiega. Krąg stawał się coraz mniejszy. A zając nie widząc innego wyjścia z opresji dał susa ponad naszymi głowami. A że byliśmy już wyrośniętymi chłopakami, jednemu z nas dostało się ostrymi zajęczymi pazurami. Skończyło się na strachu i cieknącej krwi. Schodziliśmy z placu ćwiczeń prowadząc naszego „rannego” pod ręce. Doświadczenia z tyralierą przydały się zapewne nie jednemu w późniejszym żołnierskim życiu.”

Okres międzywojenny w działalności buczkowickiego harcerstwa nie zostałdotąd poznany. Wiadomo tylko, że harcerstwo działało, że jego obecność w szkole była zaznaczana, o czym świadczą np. dekoracje sal lekcyjnych, jednakże szczegółów pracy drużyn nie znamy. Tym niemniej, ich istnienie pozostawiło po sobie trwały ślad, którego kontynuacja było wznowienie działalności harcerstwa po roku 1945. Jednym z ich dobrych duchów i doradców był jeden z pierwszych buczkowickich skautów – Józef Namysłowski.

 Józef Stec