Józef S t e c

Józef  S t e c , ur. 29. sierpnia 1905 r.

Syn Józefa i Franciszki z d. Wrona.

Zginął w Mittelbau II /Ellrich/ 23. marca 1945 r. Nr obozowy 111744

 

Józef Stec

Józef Stec

Jego domem rodzinnym był budynek przy dzisiejszej ul. Woźnej 200 (dziś nieistniejący). Pochodził z biednej rodziny, która utrzymywała się z niewielkiego gospodarstwa rolnego. Mimo posiadanego gospodarstwa rodzina żyła bardzo skromnie

Józef Stec,senior

Józef Stec,senior

Ojciec jego, również Józef, pochodził ze Szczyrku, z położonej na stokach Skalitego Zapalenicy. Matka Franciszka wywodziła się z Wronów, z Buczkowic. Miał siedmioro rodzeństwa: sześciu braci i jedną siostrę. Był wśród braci najstarszy. Potem byli Jan, Alojzy, Rudolf, Stanisław, Franciszek i Władysław. Siostra miała na imię Maria. Natura nie była zbyt dla Józefa łaskawa. Był człowiekiem niemal filigranowym. Miał 157 cm wzrostu i niską bo wynoszącą 53 kg wagę. Wszystko to sprawiło, że nie został wcielony do wojska, ale też miał trudności w znalezieniu pracy. A ta była jego marzeniem, bo tylko pracując mógł pomóc swoim rodzicom, przynajmniej do czasu stworzenia własnej rodziny. Nie wiemy, jaka była pierwsza praca, którą Józef podjął. Wiemy, że dorywczo zajmował się fryzjerstwem jako samouk. Posiadał też umiejętność tzw. mszenia budynków drewnianych, to znaczy wypełniania słomą, wiórami lub mchem szczelin pomiędzy balami drewna, z których budowane były w tym czasie budynki mieszkalne.listopada 1927 Józef zawarł związek małżeński z Teresą z Gluzów. O tym wydarzeniu umieścił odręczną notatkę w kalendarzu z tamtego roku dodając, że liczył sobie wtedy 22lata, a jego żona Teresa, 19. Już jako małżeństwo wybudowali własny skromny dom, który nosił numer 452. Dziś dom położony jest przy ulicy Woźnej.

Dom rodzinny mojego ojca ( nr 200)

Dom rodzinny mojego ojca ( nr 200)

Pewne jest, że od 11. stycznia 1937 r. Józef Stec podjął prace w Fabryce Papieru i Wyrobów z Papieru w Bielsku S.W. Niemojewski, w której większość akcji posiadali Polacy[1]. Brakuje danych o miejscach wcześniejszego zatrudnienia. Wiadomo jednak, że ubezpieczony był od 9. kwietnia 1934 r. To zaś wskazuje, że co najmniej już wtedy musiał być zatrudniony. W fabryce papieru, popularnej „papierni” zatrudniony był jako robotnik. Pracował przy młynie do rozdrabniania makulatury, a także jako pracownik transportu. Wybuch wojny zastał go w tej fabryce.

Fragment legitymacji ubezpieczeniowej

Fragment legitymacji ubezpieczeniowej

W okresie przedwojennym Józef nie obnosił się nadmiernie ze swoimi poglądami politycznymi. Wojna doprowadziła jednak do głębokiej zmiany w tej dziedzinie. Związał się z Polską Partią Robotniczą. Był w pracy konspiracyjnej niezwykle przydatny zważywszy fakt, że miał dostęp, poprzez swych kolegów, do papieru tak potrzebnego dla prowadzenia kampanii uświadamiającej, informacyjnej i politycznej. Dostarczany przez niego papier w postaci rolek, przypominających rolki tapet wykorzystywane były do drukowania prasy podziemnej i biuletynów partyjnych. Drukarnia, którą zaopatrywał Józef mieściła się w Bielsku przy dzisiejszej ulicy Barlickiego w budynku, w którym mieszkali Józef i Katarzyna Kuczowie powiązani z Buczkowicami rodzinnie[2]. Biuletyny były kolportowane w całym okręgu bielskim PPR, a głównie wśród robotników fabrycznych. Dzięki tej kampanii informacyjnej i organizacyjnej w szeregu fabrykach dochodziło do aktów sabotażu, utrudniającego pracę na rzecz frontu.
Prasa, o której mowa, docierała również do Buczkowic, gdzie funkcjonowała komórka PPR. Działali w niej m.in. Władysław Wrona (od Bieńka), Jan Trzopek, Władysław Kubica i inni. Oni też, każdy w sobie dostępny sposób, rozprowadzali gazety, z których wiadomości coraz bardziej krzepiły serca. Wiadomości te, pochodzące z nasłuchu radiowego, ukazywały sytuację na frontach i zapowiadały nieuchronną klęskę Niemiec. To była głównie Trybuna Robotnicza i Gwardzista.

Gazetki drukowane w bielskiej drukarni docierały też do Oświęcimia za pośrednictwem Antoniego Gluzy, który co sobotę, wracając do domu z pracy w Oświęcimiu, gdzie był „na robotach” wstępował do Steców, by zabrać kolejną partię gazetek, i by następnie dyskretnie  przekazywać je więźniom KL. Auschwitz i robotnikom, pracujących przy rozbudowie zakładów chemicznych[3]. Te spotkania ludzi podobnie myślących były również okazją do długich dyskusji w domu Józefa Steca. W papierni Józef miał dostęp do przekazywanych na przemiał kart żywnościowych. Mimo nadzoru nad procesem niszczenia kart, jaki sprawowany był przez uzbrojonych Niemców Józef po wielokroć dobierał się do tych kart, wynosił je z firmy, a potem za pośrednictwem organizacji w Łodygowicach i  Buczkowicach rozprowadzał je pośród zaufanych rodzin.

List

List

Treść listu

Treść listu

Okolicznością, która wywarła wpływ na dalsze losy Józefa było spotkanie z działaczem podziemnej organizacji z Łodygowic[4], który był współpracownikiem Alojzego Steca, brata Józefa w fabryce, którą rozmówczyni – Maria Huczek nazywa Ankewerke w Bielsku. Człowiek z Łodygowic, którego nazwiska Maria Huczek nie pamięta, wyznawał podobne poglądy, co Józef Stec. Z inicjatywy Alojzego doszło do ich spotkania. To spowodowało, że Józef, niezależnie od zaangażowania się w działalność buczkowickiej komórki PPR, ściśle związał się z grupą z Łodygowic. Decyzja Niemców o likwidacji papierni i zajęcia jej obiektów dla potrzeb produkcji zbrojeniowej w ramach firmy Ankewerke ułatwiła kontakty ludzi o zbliżonych poglądach politycznych.5
Jedno wszakże jest pewne, że cała grupa, a szczególnie szef tej organizacji, a także Józef nie spełnili jednego z najważniejszych wymogów konspiracji, jakim jest sekretność w zachowaniu, oględność w wypowiedziach. Wspólne powroty robotników do domów koleją zamieniały się w głośne dysputy na tematy polityczne Nie mogło to ujść uwadze licznych konfidentów. Tłok w ostatnim wagonie pociągu, gdzie toczyły się te dyskusje musiał się rzucać w oczy.
Nie dziw więc, że dom Józefa, który w dyskusjach był niezwykle aktywny, był pod systematyczną obserwacją policji i buczkowickich volksdeutschów. Niespodziewane wizyty policji w domu, pobieżne lustracje mieszkania, patrolowanie rejonu budynku były na porządku dziennym. Wzbudzało to uzasadnione obawy żony.Policja wydała np. nakaz zlikwidowania psa szpica, który wyczuwając w okolicy obcych gwałtownie szczekał. Pies nie pozwalał szpiclom bezkarnie podchodzić pod dom, więc należało się go pozbyć. Innym znów razem (w jedną z niedziel) do domu Józefa zawitał gość z Łodygowic- szef komórki podziemnej organizacji, który następnie „przez pola” poszedł do Mesznej do rodziny  Sikorów 6. W ślad za nim krok w krok  podążał na nartach maskujący się  niemiecki zwiadowca, którego sąsiedzi zlokalizowali na tzw. „solisku” koło zabudowań państwa Gołąbków (obecnie ul. Woźna). Kiedy indziej sam Józef dostrzegł przez szpary pomiędzy deskami zasłaniającymi okno w niewykończonym jeszcze pokoju, zajętym przez bauera na magazyn zboża, trzech Volksdeutscherów, rozprawiających o czymś żywo przy studni w obejściu jego domu.  Rozpoznał Michała Tarnawę i Jana Knapka. Świadkami inwigilacji rodziny byli również dwaj robotnicy, których zmuszono do budowy zabudowań gospodarczych dla osiadłych w sąsiedztwie bauerów. Jeden z tych robotników nazywał się Małysiak. Stecowie musieli im udostępnić jeden pokój na kwaterę. Ci ludzie odsłoniwszy okno w pokoju i siedząc w ciemnościach widzieli policjantów, którzy późnym wieczorem omiatali światłem latarek wnętrze tego właśnie pokoju, w którym robotnicy mieszkali.
Atmosfera ciągłej obserwacji domu spowodowała, że robotnicy ci w obawie o swoje bezpieczeństwo poprosili o zmianę miejsca zakwaterowania, a Niemcy im to zapewnili. Policjanci prowadzili również obserwację domu z ukrycia z zarośli, oddalonych około 150 m od budynku. Była to inwigilacja permanentna, bez względu na pogodę i porę roku. Że tak było twierdził mój ojciec Jan Stec, brat Józefa, który szereg razy był zatrzymywany przez policję nieopodal swego domu, kiedy wracał na rowerze do domu z nocnej zmiany.  Raz został nawet zatrzymany na dłużej do wyjaśnienia. Po stwierdzeniu, że nie o tego Steca chodzi, został uwolniony . Tak nadszedł 25. października 1944 r. Ten dzień był dla moich rodziców pamiętny z wielu względów. Bardzo się niepokoili moim stanem zdrowia. Zachorowałem bowiem na ostry dyfteryt (błonicę) i  zostałem na zlecenie dra Henryka Lisowskiego  umieszczony w oddziale zakaźnym bielskiego szpitala przy

Richard Baer komendant Mittelbau Dora

Richard Baer komendant Mittelbau Dora

dzisiejszej ul. Wyspiańskiego. Mój stan był niezwykle ciężki. Rodzice z niepokojem oczekiwali na wiadomości ze szpitala. Około godziny 4.oo nad ranem do drzwi zapukał Józef, który szedł do Wilkowic na pociąg do Bielska, do pracy. Był ciekaw co ze mną. Stał oparty o ościeżnicę drzwi w kuchni mojego domu i nie mógł się zdecydować, by wyjść. Był niezdecydowany do tego stopnia, że ojciec  musiał go ponaglić, że powinien już iść, bo spóźni się do pociągu. W końcu powolnym krokiem, jakby przytłoczony jakimś wielkim ciężarem wyszedł. Po chwili zniknął w panujących jeszcze ciemnościach. Takie to było pożegnanie. Nie powrócił już z pracy do domu.Jego aresztowanie nie miało spektakularnego przebiegu. Nie było gromady policjantów czy gestapowców. Na portierni w Ankewerke oczekiwał na Józefa jedengestapowiec w cywilu” w charakterystycznym skórzanym płaszczu i strojnym tyrolskim kapeluszu.

Okazało się, że niemal w tym samym czasie został aresztowany szef łodygowickiej organizacji, który, miał prawdopodobnie przy sobie pełny wykaz członków organizacji. Jeśli tak było, to Niemcy otrzymali prezent, którego się nie spodziewali. Żadna bowiem komórka konspiracyjna nie odważyłaby się tworzyć pisanych dokumentów o charakterze ewidencyjnym, a na dodatek nie odważyłaby się obnosić z takimi dokumentami. Gestapo uzyskało dowód, że inwigilowani ludzie działali na szkodę Niemców w sposób zorganizowany i to z pobudek czysto politycznych. To sprawiło, że wszyscy członkowie grupy zostali uwięzieni, a następnie zginęli w różnych okolicznościach. Większość, jak to wynika ze składanych po wojnie oświadczeń, straciła życie w obozach koncentracyjnych lub w katowniach Gestapo. Jedną z takich osób, bliskich współpracowników Józefa Steca był aresztowany w tym samym czasie Wojciech Moczek z Buczkowic.

Po zaaresztowaniu Józef był przesłuchiwany przez gestapo w Bielsku. Siedział w celi nr 9 bielskiego więzienia. Stąd 3o października 1944 wysłał do domu kartę korespondencyjną7, w której prosił o buty, skarpety o coś do jedzenia. Prosił też, by postarać się o tytoń. Napominał również dzieci, by były posłuszne swojej mamie.
Postanowienie Sadu o uznaniu za zmarłegoPo przesłuchaniach w Bielsku, trwających cztery tygodnie, został wywieziony do więzienia w Mysłowicach, gdzie wcześniej było więzionych szereg buczkowiczan. Stąd, jak stwierdzali świadkowie, w następstwie ewakuacji więzienia, do obozu koncentracyjnego w Gross Rosen, a potem do Mittelbau Dora w górach Harz. W transportach znajdowali się obaj bracia, Józef i Alojzy Stecowie oraz inni więźniowie polityczni.
Czas i okoliczności śmierci Józefa przez wiele lat nie były znane. Brakiem tej wiedzy podyktowane było postępowaniem przed bielskim sądem, który zajmował się wnioskiem wniosek wdowy o uznanie Józefa za zmarłego Z postanowienia Sądu Powiatowego w Bielsku-Białej, wydanego 7 lutego 1958 r w tej sprawie8 wynika, że Józef Stec zginął w obozie koncentracyjnym Dora. Stwierdzenie to wynika z uzasadnienia postanowienia Sądu: „Przez cztery tygodnie przebywał w więzieniu w Bielsku, następnie w  Mysłowicach, skąd został przetransportowany w czasie ewakuacji do obozu koncentracyjnego w Dorach, gdzie według wszelkiego prawdopodobieństwa zginął, jak większość jego towarzyszy”.
Jak zwykle w sytuacjach niejednoznacznych, pojawiały się rozliczne informacje, które miały wskazywać na okoliczności w których doszło do śmierci Józefa. Czas wykazał, że były to informacje nie oparte na faktach. Trzeba dodać, że postępowanie sądowe poprzedzone było  poszukiwaniami prowadzonymi za pośrednictwem Polskiego Czerwonego Krzyża. Poszukiwanie te zakończyły się niepowodzeniem.
Sąd uznał  że Józef Stec zmarł w ostatnim dniem wojny, tj. z dniem 9.maja 1945 r.. Stwierdził jednak, że „…brak jednak bezpośredniego świadka jego (Józefa.) zgonu”. Podjęte w nowych okolicznościach politycznych poszukiwania śladów obozowych losów Józefa zakończyły się w marcu 2012. Wyjaśnione zostały sprawy związane z pobytem w KL Gross Rosen i Mittelbau Dora. Józef Stec oraz wielka liczba więźniów z Gross Rosen została przetransportowana do Mittelbau 11. lutego 1945 r. w ramach wielkiej akcji likwidacji Gross Rosen i KL Auschwitz. Józef oznaczony numerem obozowym 111744 został umieszczony pod pozycją 2798 listy wywozowej z Gross Rosen do obozu Dora. Wszystkie dane osobowe przy jego nazwisku zamieszczone są prawdziwe. Zdumienie budzi jednak wskazany w liście zawód – ślusarz-Schlosser. Ale w warunkach obozowych w tej dziedzinie wszystko było możliwe. W Dorze został przydzielony do komanda Ellrich v. Erich. Ten przydział oznaczał skierowanie do jednego z podobozów Mittelbau-Dora mieszczącego się z miejscowości Ellrich w Turyngii. To również oznacza, że Józef, jako „ślusarz” został najprawdopodobniej zatrudniony w Juliushütte, czyli w hucie noszącej imię „Juliusz”. Obóz Ellrich nosił nazwę Mittelbau II. Choć okoliczności śmierci nie udało się poznać, to ustalona została jej dokładna data. Wynika ona z meldunku zawierającego dane o śmierci więźniów 23. marca 1945 r. Józef Stec widnieje w tym dokumencie pod pozycją 25.
Spełniły się obawy żony Józefa. Zginął jej mąż i ojciec dwojga dzieci – Marii i Władysława, liczących 10 i 14 lat. Józef, gdy był u szczytu swej działalności politycznej, na przestrogi swojej żony odpowiadał: „Ktoś może i zginie, ale inni będą mogli żyć w innym świecie”. Zapewne ci inni żyją w innym świecie. Tylko, czy dziś najwyższa ofiara, jaką złożył ojczyźnie, ofiara z życia w imię godności prostych ludzi może sprawić, że nienawiść do ludzi lewicy ustąpi miejsca szacunkowi dla ich bezinteresownej walki z niemieckim okupantem?
Z licznej gromadki męskiej części rodu Steców, jaką utrwalił fotograf w 1942 r. ubyło dwóch synów : Józef i Alojzy, którzy obaj zginęli w KL Mittelbau.

Józef Stec senior z synami ok. r. 1942

Józef Stec senior z synami ok. r. 1942

Józef Stec


[1] Praca zbiorowa pod red. Henryka Rechowicza .:Bielsko- Biała Zarys rozwoju miasta i powiatu Biała. Wyd. Śląsk, Katowice 1971,str.175. Fakt zatrudnienia Józefa w tej fabryce potwierdza legitymacja ubezpieczeniowa wydana 26.,sierpnia 1936 r. przez Ubezpieczalnie Społeczną w Białej
[2] W fabryce Niemojewskiego zatrudniony był syn małżeństwa Kuczów- Józef jr., przedwojenny harcerz. Katarzyna Kucz pochodziła z Buczkowic z rodziny Dobijów. Była siostrą Marty Paluch zamieszkałej przy dzisiejszej ulicy Malinowej w Buczkowicach
[3] Naocznym świadkiem wizyt Antoniego Gluzy u Józefa Steca była  nieżyjąca już Maria Huczek, córka Józefa , która przekazała informacje na ten temat w ustnej relacji 5. czerwca 2007 r.
[4] Najprawdopodobniej chodziło o niejakiego Wajdę , organizatora struktur PPR w Łodygowicach
5 Według relacji M. Huczek była to firma zajmująca się wyrobami metalowymi. Nieżyjący już Kazimierz Barcik, który jako 14 letni chłopak został uczniem w Ankewerke w swojej relacji z 14. czerwca 2007 twierdził, że siedziba firmy znajdowała się w Bilefeld. W Bielsku działały trzy zakłady należące do tej firmy: przy dzisiejszej ul.Grażyńskiego w zabudowaniach po papierni, której podstawową produkcję  zarzucono, nieopodal hotelu pod Czarnym Orłem w Białej oraz najprawdopodobniej w b. Bielskich Zakładach Filcowych. Całość produkcji tych zakładów była produkcją o charakterze zbrojeniowym. Na ul. Grażyńskiego produkowano oficerską broń krótką, oraz płyty czołowe do dział produkowanych i montowanych w firmie Josephy (po wojnie Befama) . W zakładzie w Białej produkowane były urządzenia łączności – anteny dla samolotów Messerschmitt. Dla wykonywania prób tych urządzeń w obejściu fabryki zbudowana była specjalnie dla tego celu wieża, na której niezależnie od pory roku, pory dnia i pogody prowadzone były testy kontrolne anten. Asortymentu wyrobów zakładu nr 3 p. Barcik nie wskazał. Produkcja prowadzona była pod ścisłym nadzorem Wehrmachtu. Rozmówca odbywał naukę  w zakładzie przy ul. Grażyńskiego, a także w zakładzie produkcji anten. Zakładem nr 4 (ul. Grażyńskiego) kierował niejaki Koring, który przed nadejściem Armii Czerwonej i wyzwoleniem Bielska i Białej porozdawał robotnikom przydatne w gospodarstwach domowych ruchomości zakładu, a następnie popełnił samobójstwo. Powiesił się.
6 Jan Sikora l. 21 został powieszony w publicznej egzekucji w Gilowicach 2. marca 1944 r. drugi z braci Józef i ojciec obu, Alojzy, zostali powieszeni w publicznej egzekucji w Szczyrku 12 marca 1`944 r. Powodem straceń była działalność Sikorów w strukturach lewicowego ruchu oporu.
7 Kartę nadano 1. listopada 1944 r., w Bielsku . Kopia karty w posiadaniu autora
8 sygn. akt II Ns 1068/57- sędzia orzekający Dr.Franciszek Rychlik