Jan Gluza

Jan G l u z a , ur. 12. października 1912 r. w Buczkowicach

Syn Jana i Julii z d. Moczek
Zginął w KL Auschwitz- 27. stycznia 1944 r.

Jan Gluza

Jan Gluza

Urodził się w „placu Gluzów” w drewnianym, niestniejącym już dziś budynku nr 63, który stał u zbiegu dzisiejszych ulic Długiej i Wspólnej. W pobliżu tego miejsca dziś stoi budynek rodziny Durajów, noszący ten sam numer. Jego ojciec, Jan był blacharzem. Stąd jego przezwisko- (spicmiano) „Jonek blachorz”. Rodzina zajmowała się również prowadzeniem gospodarstwa rolnego. Z małżeństwa Jana Gluzy (i Julii z d. Moczek urodziło się pięcioro dzieci; trzy córki: Maria (zamężna Sternal), Ludwina (zamężna Gębala) i Anna (zamężna Kubica oraz dwóch synów, w tym Jan. Drugi z synów zmarł we wczesnym dzieciństwie. Dwie najstarsze córki pozostały w Buczkowicach, zaś najmłodsza Anna zamieszkała w Rybarzowicach.
Zbieranie materiałów na temat życia i działalności Jana Gluzy, rozpoczęte w latach 2006-2007 było niezwykle utrudnione.
Z dorosłych członków rodziny Jana Gluzy jr. wszyscy odeszli. Nie zachowały się też żadne pamiątki po nim. Dlatego wszystko to, co na temat życia i działalności Jana Gluzy można dziś powiedzieć oparte jest na relacjach znajomych, młodszych członków jego rodziny, którzy zachowali wiadomości przekazywane w rodzinnej tradycji, relacjach p. Jana Gluzy z ul. Tęczowej- kuzyna zamordowanego oraz zapiskach noszących tytuł „Skrócona Historia Buczkowic” autorstwa Franciszka Gruszeckiego, a także Marii Duraj, córki Marii Sternal, czyli siostrzenicy Jana. Dane o pobytach w KL Auschwitz zostały udokumentowane na podstawie materiałów pozyskanych z Państwowego Muzeum Auschwitz –Birkenau.

Ojciec Jana Gluzy

Ojciec Jana Gluzy

Nie można ustalić żadnych bliższych szczegółów na temat pracy zawodowej Jana (jr.) poza tym, że pracował w bliżej nieustalonym zakładzie w Bielsku. Pojawiały się informacje o zatrudnieniu w fabrykach włókienniczych, a także metalowych. Najwięcej pozyskanych informacji dotyczyło działalności politycznej i związkowej Jana. Nie ulega żadnej wątpliwości, że pierwsze miejsce wśród jego zainteresowań zajmowała polityka. Wszystkie relacje, uzyskane w czasie poszukiwania danych o tym człowieku, wskazują na jego całkowite poświęcenie się sprawie obrony robotników i prowadzenia akcji uświadamiania ich co do metod walki
o prawa pracownicze i polityczne. Zyskiwał posłuch wśród robotników, tak w zakładach, w których pracował, jak w środowisku. Był człowiekiem dobrym, chętnie niosącym pomoc ludziom w potrzebie. Nieżyjąca już Maria Sternal – siostra Jana miała o nim mówić, że był gotów podzielić się najmniejszym kawałkiem chleba. Jest w naszej potocznej mowie takie określenie, które dobroć podnosi do poziomu najwyższego. Tym określeniem jest słowo „przedobry”. Takim był Jan. Opinię tę potwierdzają inni, którzy go znali.
Nie ulega również żadnej wątpliwości, że mimo młodego wieku był jednym z najświatlejszych w naszym środowisku i bezgranicznie zaangażowanych działaczy ruchu lewicowego, a następnie komunistycznego. Był przy tym żarliwym patriotą, co najdobitniej określił wspominany wcześniej Jan Gluza z ul. Tęczowej, dla którego Jan był kuzynem I. stopnia. Rozpytywany na temat swego imiennika, a było to 2o. lipca 2007 r., bez zastanowienia wymienił dwóch bliskich i znanych mu osobiście młodych ludzi, których nazwał „prawdziwymi patriotami”. Tymi wymienionymi byli Jan Gluza i Antoni Gluza. Bliscy sąsiedzi i bardzo bliscy sobie ideowo. Jan „od blachorza” był współopiekunem drużyny Czerwonego Harcerstwa, które miało za zadanie skupiać dzieci i młodzież robotniczą. Ta organizacja działała pod politycznym kierownictwem Polskiej Partii Socjalistycznej. Jan Gluza musiał więc być świadkiem wizyty w Buczkowicach Stanisława Dubois, który był jednocześnie Przewodniczącym najwyższych władz Czerwonego Harcerstwa, a później więźniem Berezy Kartuskiej, gdzie został osadzony przez władze sanacyjnej Polski jako poseł reprezentujący nurt socjalistyczny. Gluza współpracował w tej działalności z Władysławem Wroną (znad stawu), ( dzisiejsza ul. Lipowska).
Jan Gluza w rozmowie z 20. lipca 2007 r. utrzymywał, że jego kuzyn z całą pewnością był krótko w Rosji radzieckiej. Miał tam wyjechać w tajemnicy w towarzystwie jakiegoś Żyda. To, zdaniem rozmówcy mogło być powodem zmiany jego socjalistycznej orientacji
i zaangażowania się do pracy w nielegalnej Komunistycznej Partii Polski. To on miał być motorem utworzenia w Buczkowicach komórki tej partii. Współtworzyli ją: Antoni Gluza, ,, Władysław Wrona z dzisiejszej ul. Lipowskiej, Józef Wieczorek z ul. Zaułek, Franciszek Sternal z ul. Ciesielskiej i Kubica (zwany amerykonem) z ul. Wierzbowej. Stosunkowo najmniej zaangażowanym był Franciszek Sternal, który był bardziej sympatykiem aniżeli wytrwałym działaczem politycznym. To ludzie, których nazwiska wymienił bez zastanowienia pan Jan Gluza (z ul. Tęczowej). Stwierdzenia Jana Gluzy z ul. Tęczowej były jednak tylko słowną relacją, niepopartą żadnymi dowodami. Opowieść ta odzwierciedlała jednak dość powszechne przekonanie mieszkańców Buczkowic o takich właśnie losach,
a także poglądach politycznych Jana „od blachorza”. Jest jednak niewątpliwe, że tak Jan Gluza, jak Antoni Gluza „od hulanka” tworzyli trzon lewej części socjalistów, skłaniający się bardziej ku współpracy z KPP. O przynależności Jana i Antoniego Gluzy do KPP wspominają autorzy życiorysu Alojzego Sikory z Mesznej, (dokument z 28.1. 1961 r.). Ponieważ autorzy wspomnianego życiorysu byli faktycznie członkami KPP nie ma powodu, by kwestionować ich stwierdzenia, iż wśród członków tej partii w Buczkowicach byli Jan Gluza i Antoni Gluza. Jak zapisał w swoich niepublikowanych, a zachowanych w rękopisie zapiskach Franciszek Gruszecki, grupa wymieniona wyżej była w rzeczywistości większa, a co najważniejsze, Szczególni e aktywna. Autor wskazuje, że wydawała gazetkę drukowaną na powielaczu i skutecznie ją rozpowszechniała. Wspomina również o tym, że grupa ta była bardzo sprawnie działającym gronem przyjaciół, organizującą pomoc materialną dla rodzin osób, które zostały aresztowane lub więzione przez dłuższy czas.
Ponieważ działalność KPP pod koniec lat trzydziestych XX wieku była nielegalna, jej członkowie pozostawali pod stałym nadzorem policji, podlegali totalnej inwigilacji. Dlatego ich spotkania partyjne odbywały się w miejscach zakonspirowanych przed działalnością konfidentów, których i w tamtych czasach najjaśniejszej II Rzeczypospolitej nie brakowało. Jednym z takich miejsc był zagajnik w rejonie ul. Leśnej. W miejscu tym wiele razy bywał mój rozmówca, Jan Gluza (z ul. Tęczowej).
Na takich potajemnych spotkaniach omawiane były plany akcji skierowanych przeciwko władzom sanacyjnym, a także plany robotniczych protestów lokalnych i zasady wsparcia protestów w Bielsku i Białej. Bez wątpienia znaczącą rolę Jan Gluza odgrywał (wraz z innymi buczkowiczanami) w organizowaniu strajków w buczkowickich fabrykach mebli giętych Adolfa Wecha i Thonet-Munds na przełomie lat trzydziestych XX wieku. Był wśród organizatorów i przywódców strajku w Bielsku i Białej, którego początek dał wielki strajk
w „Lenko” w roku 1936. Strajk ten unieruchomił znaczną część fabryk w bielskim i bialskim   ośrodku przemysłowym. W biogramie poświęconym Antoniemu Gluzie „od Hulanka” przywołana została powieściowa, zbeletryzowana historia m.in. tych strajków ale i innych form działalności Jana Gluzy. To powieść Tadeusza Jasińskiego „Mocarze zejdą z gór”. Autor wiele czasu poświecił na zbieraniu materiałów i dokumentowaniu opisywanych wydarzeń. W tej książce znajdują się opisy represyjnych działań policji wobec działaczy lewicy. Policyjne działania wobec tych osób pełne były stosowania aresztów prewencyjnych, izolacyjnych, zwłaszcza przed ważnymi dla ruchu robotniczego rocznicami. By zdezorganizować organizowanie manifestacji robotniczych policja aresztowała głównych inicjatorów tych zgromadzeń. Jan Gluza był wśród stałych klientów policyjnych aresztów.
Gdy KPP została zdelegalizowana Jan Gluza, podobnie jak jego przyjaciel Antoni Gluza znaleźli się wśród organizatorów Koła Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego i, jak wspomniano, socjalistycznych organizacji młodzieżowych. Czerwone Harcerstwo oraz Organizacja Młodzieży TUR były tymi, w których angażował się Jan Gluza.
W momencie wybuchu 2. wojny światowej Jan Gluza liczył sobie 27 lat. Był już doświadczonym w działalności publicznej i politycznej człowiekiem. Z chwilą jednak nastania Niemców od razu stał się obiektem szczególnego ich zainteresowania. W domu starał się przebywać rzadko. Sądził, że ta nieobecność da rodzinie więcej spokoju. Był jednym z szeregu mieszkańców, którzy zmuszeni byli ukrywać się przed policją, która korzystając z pomocy miejscowych konfidentów, miała doskonałe rozeznanie co do poglądów i działalności przedwojennej poszczególnych aktywnych mieszkańców. Wtedy częstym miejscem jego schronienia był nieistniejący już budynek „pod Filipką”, gdzie bardzo często przebywał. Wtedy Jan Gluza ( ten z Tęczowej) zanosił mu ciepłe jedzenie.
Nie mamy dowodów, na bezpośrednie zaangażowanie się Jana Gluzy w działalność partyzancką. Tym więcej, że w początkowym okresie wojny działalność ta była w zarodku. Można zatem mówić o działalności informacyjnej, upowszechnianiu wiadomości, a nie o działaniach o charakterze bojowym. Współpraca Jana Gluzy z przedwojennymi działaczami lewicy nie ustała w czasie wojny. Franciszek Gruszecki zapisał, że wcześniej rozpoczęły się aresztowania członków KPP, a później członków PPR. Wśród tych pierwszych wymienia przede wszystkim Antoniego Gluzę, Jana Gluzę. Autor zapisków mówi też, że do aresztowanych w tym czasie należał również Wojciech Moczek z Buczkowic. Informacja ta nie jest jednak ścisła. Moczek został bowiem aresztowany w październiku 1944 r. mimo, iż jego kontakty z działaczami byłej KPP, a potem PPR oraz z partyzantami dowodzonymi przez Józefa Habdasa były żywe przez cały okres od początku okupacji niemieckiej. Kontakty te uległy nasileniu po włączeniu partyzantów Habdasa w w orbitę działań Gwardii Ludowej. Zwraca uwagę fakt, że w trudnym czasie okupacji miejscowi działacze polityczni wykazywali dużą gotowość do współpracy niezależnie od tego, czy reprezentowali Polską Partię Socjalistyczną, czy też KPP. Sprzeciw wobec niemieckiego zniewolenia i gotowość do współpracy z lewicą wyrażali również inni mieszkańcy, których poglądy polityczne rozmijały się z lewicowymi. Przytaczany wcześniej Franciszek Gruszecki tak to opisał te sytuację:
„Godny podkreślenia jest fakt, że ludzie niegdyś zwaśnieni politycznie, w ciemnej nocy okupacji bratają się i solidarnie podejmują walkę z wrogiem. Jest to dowód, że my Polacy w chwilach ciężkich potrafimy się jednoczyć i zwyciężać wroga. Ludzie różnych poglądów wspólnie słuchają radia, dzielą się wiadomościami, radują się ze zwycięstw na frontach wschodnim i na zachodzie. Godnym uwagi jest fakt, że ludzie dotąd niezaangażowani politycznie zaczynają wykazywać swój patriotyzm narażając się na niebezpieczeństwo”
To było powodem pojawiania się tych samych nazwisk osób kojarzonych z różnymi orientacjami politycznymi jako tych, które z sobą współpracowały nie bacząc na ideologiczne różnice. Przykładem, który obrazuje taki stan rzeczy jest Józef Wieczorek, który miał z Janem Gluzą współredagować biuletyny lewicowe, a później zaangażował się w działania grupy ZWZ kierowanej przez ppor. Władysława Kubicę i za działalność w tej grupie został uwięziony w KL Auschwitz i rozstrzelany. Poglądy i zaangażowanie Jana Gluzy były niezmienne. Służył ludziom tym, co umiał najlepiej, umacniał wiarę w nieuchronność klęski hitlerowskich Niemiec. Jako znany ze swoich lewicowych poglądów, znalazł się na celowniku władz niemieckich. Był jednym z niewielu, których dwukrotnie aresztowano. Oba aresztowania skończyły się osadzeniem w Auschwitz.
Do pierwszego aresztowanie doszło na przełomie listopada i grudnia 1941 r. Dokładnej daty tego wydarzenia nie znamy, lecz ustalony jest dzień, w którym Jan Gluza został przewieziony do KL Auschwitz. Było to 4. grudnia 1941 r.[1] W transporcie znajdowali się więźniowie z Katowic i Chrzanowa. Został mu nadany numer obozowy EH-23662, a następnie numer E-671. Te numery obozowe wskazywały na specyficzny rodzaj więźnia. Symbol EH i E jest skrótem określenia Erzleungshäftlige- więzień „wychowawczy”(w potocznym określeniu również „policyjny”). Jan Gluza znalazł się więc w grupie więźniów, którzy byli umieszczeni w wychowawczym obozie pracy w celach resocjalizacyjnych. Taki obóz nosił nazwę Abreitserziehungslager. Ta kategoria obozów utworzona została w latach 1940 i 1941 jako specjalna odmiana obozów dla represjonowanych. Obozy te podlegały Gestapo, czyli hitlerowskiej policji politycznej. Pobyt w takim obozie trwać miał maksymalnie 56 dni, po upływie których więzień bywał zwolniony, jeśli wcześniej nie został uśmiercony. Podwójny numer, który nadany był Janowie Gluzie był wynikiem organizacyjnych zmian wewnątrz obozu, polegających na wyodrębnieniu grupy więźniów, związanych z rejencją katowicką. Buczkowice przynależały do tej właśnie rejencji.
Żadne pamiątki po tym pobycie w Auschwitz nie ocalały. Jan został z obozu zwolniony 5. lutego 1942, a więc niemal dokładnie w terminie określanym w przepisach o tej kategorii więźniów. Cele wychowawcze Niemcy osiągnęli. Jan powrócił do domu tak opuchnięty, że nie przypominał człowieka. Przerażenie rodziny jego wyglądem było tak wielkie, że nie pytano o powody opuchlizny, bo ratowanie życia było najważniejsze. Nieocenioną dyskretną pomoc niósł w tych ciężkich chwilach miejscowy lekarz dr Henryk Lisowski, który przez cały długi okres rekonwalescencji skrycie odwiedzał chorego i opiekował się nim. Doktor przewidywał, że powrót z obozu nie oznacza końca kłopotów Jana Gluzy. Radził, by ten uciekł „do lasu”, czyli, by związał się z partyzantką. Nie przekonał jednak Jana do tej propozycji. Jan uważał, że niczego złego nie robił, więc Niemcy nie mają powodu, by dalej go prześladować. Po powrocie do zdrowia postanowił wrócić do pracy; inna ewentualność nie wchodziła w rachubę. Niedługo jednak popracował, bo gestapo aresztowało go ponownie przed bramą fabryki, w której pracował. Daty tego aresztowania nie znamy. Wiemy jednak, że po nim, 10. września 1943 r. Jan Gluza został przetransportowany do KL Auschwitz . Tu otrzymał numer obozowy 149382. Był to zwykły, nie ”wychowawczy” numer więźniarski. Zdaniem Niemców Jan nie został zresocjalizowany w czasie pierwszego pobytu. Nadszedł więc czas na poza wychowawczą izolację w obozie. Uwięzienie Jana w obozie oznaczało czas systematycznego nękania jego rodziny. Częste naloty policji i Gestapo z psami, rewizje połączone z przesłuchaniami, to niemal codzienność. Maria Duraj wspomina, że jej, jako małemu dziecku pozostały w pamięci łomotanie w okno, ujadanie psa (jakieś inne od normalnego), krzyki Niemców i skulona postać babki Jana, która w czasie policyjnych akcji siadywała zwykle na niewielkiej skrzyni. Mała Marysia z przerażenia płakała doprowadzając do jeszcze większej wściekłości rewidujących. Okazało się, że rewidujący nie byli wprawieni do przeszukań. Maria Duraj twierdzi, że gazety i ulotki znajdowały się zarówno w mieszkaniu, jak w zabudowaniach gospodarczych, co wprowadzało dodatkowy powód strachu. Nikt nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego kolejne rewizje nie przynosiły Niemcom rezultatu.
Jan w obozie „zaliczał” kolejne dni udręki, aż do chwili, gdy znalazł się na osławionym rewirze- w obozowym szpitali, z którego w większości przypadków nie wychodziło się podleczonym. Nie zapobiegły chorobie i wycieńczeniu paczki żywnościowe przysyłane przez rodzinę za cenę uszczuplenia swoich własnych kartkowych racji. Blok Nr 20- w którym mieścił się obozowy szpital, był ostatnim miejscem zakwaterowania w KL Auschwitz Jana Gluzy, który zmarł 27. stycznia 1944 r. Informacja o jego śmierci rzucona rodzicom przez okno przez szczyrkowskiego policjanta brzmiała: Syn nie żyje. Powodów śmierci nie podał. Ale to już była znana okoliczność. Najczęściej był to atak serce. Czy tak było w przypadku Jana? Nikt tego nie wie.
W historii Jana Gluzy i jego przyjaciela Antoniego Gluzy (od Hulanka) uderza zbliżony termin aresztowania. Antoniego aresztowano 11. sierpnia 1943 r., a Jana 10. września 1943 r. Nie jest to przypadkowa zbieżność dat. Obaj przyjaciele zdecydowanie kroczyli tą samą drogą, wytyczoną przez siebie. Podobnie uważali, że nie może ich dosięgnąć żadna kara za to, że nic złego nie czynią. Obaj byli żarliwymi ludźmi lewicy, walczącymi o dobro zwykłego człowieka. Jan oddał życie na polskiej ziemi, a Antoni z dala od swoich, w dalekiej Alzacji, (a może w Dachau?). Czas przetrwania więźnia w Auschwitz określany był na okres od trzech do ośmiu miesięcy. Jan Gluza przeżył aż sześć miesięcy.
Jego nazwisko widnieje na tablicy pamięci pomnika ofiar wojny, wywodzących się z Buczkowic.

                                                                                                                      Józef Stec

[1] Dane z pisma Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau z 2.czerwca 2008 r.
L.Dz.I-Arch-1/2789-94/7331/08