Inne formy działalności programowej buczkowickiego „Sokoła”.

Wcześniej zobrazowany został specyficzny fragment działalności gniazda sokolego w Buczkowicach, odnoszący się do szkolenia wojskowego. Prowadzone one było w ramach wyodrębnionej grupy sokołów- tzw. Stałej Drużyny Polowej (SDP). Utworzenie tej drużyny podyktowane było potrzebą chwili. Stała Drużyna Polowa stała się w chwili wybuchu I wojny światowej trzonem licznego grona legionistów związanych z Buczkowicami, które podjęło walkę z armią rosyjską niezwłocznie, gdy zaistniały warunki dla dotarcia na linię frontu. Działanie SDP było więc działaniem o charakterze okresowy, o ściśle zakreślonym celu. Z chwilą wybuchu wojny SDP przestała istnieć.
Funkcjonowanie SDP w okresie od października 1912 do września (?) 1914 r. nie wyczerpywało pełnego zakresu zamierzeń programowych gniazda. Na czoło innych form jego działalności wysunęły się od początku istnienia sprawy sportowe- gimnastyka bez przyrządów i na przyrządach (drążek, poręcze), akrobacja gimnastyczna, biegi i kolarstwo. Duże wzięcie miało też podnoszenie ciężarów uprawiane przy wykorzystaniu sztang o różnej wadze. Część sztang odlanych z metalu była zakupiona, a część wykonana była własnym przemysłem przez połączenie grubego pręta stalowego z odlanymi z betonu walcami.

Jedna z piramid

Jedna z piramid

Dużym powodzeniem cieszyła się gimnastyka zespołowa, ale największe sukcesy odnosili buczkowianie w gimnastyce akrobatycznej. Byli znanymi w całej dzielnicy wykonawcami tzw. piramid „zbudowanych” przy udziale młodzieży starszej i młodszych. Dzięki tej specjalności uczestniczyli w pokazach organizowanych przez „Sokół” w różnych miejscowościach powiatu i województwa krakowskiego. Ten rodzaj gimnastyki uprawiany był nie tylko w sali, ale też na wolnym powietrzu. Szczególnie dobre warunki dla tej dyscypliny powstały po roku 1919, po wybudowaniu sokolni, czyli budynku, który spełniał rolę sali widowiskowej i sportowej. Piramida prezentowana wyżej została przedstawiona widzom we tej sali.

Buczkowiccy cykliści z Władysławem Dadokiem

Buczkowiccy cykliści z Władysławem Dadokiem

Wśród ćwiczących członków buczkowickiego „Sokoła” w pierwszym etapie jego działalności niewielką grupę stanowili cykliści. Niewielką dlatego, że posiadanie roweru nie było czymś powszechnym. Sytuacja uległa zmianie po odzyskaniu niepodległości, kiedy grupa kolarzy się rozrosła. Buczkowice były miejscowością,

przez które często przejeżdżały grupy cyklistów, Tu kolarze mieli przewidziane miejsca odpoczynku. Popularność rowerów w środowisku wyrażała się tym, że nie było większych zgromadzeń, pochodów, czy uroczystości np. odpustowych, by kolarze w nich nie uczestniczyli czy to w grupach, czy pojedynczo. Rowery były ozdabiane kolorowymi wstążkami i pasami z bibuły, którymi wyplatano koła. Ten obyczaj przetrwał jeszcze do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Jazda na rowerze była więc nie tylko prezentacją umiejętności jazdy, ale również pomysłowości i zmysłu piękna właściciela roweru. Jeździe towarzyszył charakterystyczny odgłos (szum, szelest?) powodowany bibułkowymi ozdobami.

Grono Sokołów w dwudziestoleciu międzywojenym. W centrum ks Józef Styrylski, Józef Namysłowski, Rudolf Zemanek, Władysław Wrona, Józef Uroda, Antoni Cierniak, Wojciech Gołąbek i Józef Dobija

Grono Sokołów w dwudziestoleciu międzywojenym. W centrum ks Józef Styrylski, Józef Namysłowski, Rudolf Zemanek, Władysław Wrona, Józef Uroda, Antoni Cierniak, Wojciech Gołąbek i Józef Dobija

Uczesnicy rajdu kolarskiego w Buczkowicach w 1924r.

Uczesnicy rajdu kolarskiego w Buczkowicach w 1924r.

Jeśli powrócić do początków istnienia „Sokoła” w naszym regionie i znaczenia, jakie odegrało w nim uprawiania kolarstwa, to nie sposób nie wspomnieć o tym, że to właśnie dzięki sprawności sekcji kolarskich do poszczególnych gniazd sokolich mógł dotrzeć rozkaz o mobilizacji sokołów wtedy, gdy doszło do wybuchu wojny a sokoli stali się potrzebni, by mogła powstać polska siła zbrojna- Legiony Polskie. Podobne przekonanie powstaje , gdy śledzi się przebiegi poszczególnych legionowych bitew. Wtedy, gdy nie funkcjonowała łączność pomiędzy dowództwem, a poszczególnymi oddziałami to gońcy i łącznicy ją zapewniali każdym możliwym sposobem stosownym do terenu walki.
Nie brakowało zainteresowania lekkoatletyką. W każdej dostępnej w warunkach wiejskich postaci. A że biegać można było wszędzie, więc urządzano biegowe zawody.

Biegacze boso na starcie. Na drugim planie Józef Namysłowski. Pierwszy z prawej wśród biegaczy Rudolf Zemanek

Biegacze boso na starcie. Na drugim planie Józef Namysłowski. Pierwszy z prawej wśród biegaczy Rudolf Zemanek

Bez wątpienia jednak na pierwszy plan działań na rzecz społeczności wiejskiej wysunął się teatr amatorski, który coraz skuteczniej konkurował z wcześniej utworzoną grupą teatralną działającą przy Straży Ogniowej. Można z całą stanowczością stwierdzić, że „Sokół” dał solidne podstawy dla tzw. teatru ludowego w Buczkowicach. Ten fenomen kulturowy był cząstką niezwykle aktywnego ruchu społecznego, nazywanego ruchem teatrów ludowych. Tradycja, zapoczątkowana przez straż ogniową znalazła w Sokole ambitnego kontynuatora, który stał się z czasem przodującą w tej dziedzinie organizacją.

Aktorzy teatru amatorskiego

Aktorzy teatru amatorskiego

Zespoły teatralne z Buczkowic znane były szeroko w bialskim powiecie. Interesował się nimi, jako swoistego rodzaju zjawiskiem, Jędrzej Cierniak – wysoki urzędnik ówczesnego Ministerstwa Oświaty i Wyznań Religijnych, postać niezwykle barwna i znana do dziś. Jego imię nosiły nagrody dla publicystów, podejmujących tematykę związaną z wsią. Ruch amatorski w „Sokole” miał możnego protektora w osobie założyciela organizacji, dra Franciszka Miodońskiego. Zwracała uwagę staranność w doborze repertuaru zespołu amatorskiego. Wystawiano w Buczkowicach: „Chatę za wsią”, „Kościuszkę pod Racławicami”, „Krowoderskie zuchy”, „Królową przedmieścia”, „Betlejem polskie”, czy „Sobkową zagrodę”. Widowisko „Kościuszko pod Racławicami” było prezentowane w plenerze, a wśród widzów byli posłowie do sejmu krajowego. Działalność teatru amatorskiego nie tylko stwarzała okazję do przysporzenia organizacji środków finansowych, lecz była niezwykle pożyteczną akcją edukacyjną. Przybliżano prostym ludziom dzieła literatury narodowej i pokazywano w obrazach historię Polski. Jak wielkie miało to znaczenie w okresie, w którym analfabetyzm był zjawiskiem o szerokim zasięgu, a systematyczne uczęszczanie dzieci do szkoły ewenementem, nie trzeba udowadniać.
Podstawową bolączką Koła sokolego był brak sali, która mogłaby służyć zarówno prowadzeniu zajęć gimnastycznych, jak być salą widowiskowo- imprezową. Okazało się jednak, że z punktu widzenia działalności trupy teatralnej nie była to przeszkoda nie do pokonania. Pomocna okazała się w tej sprawie restauracja Wojciecha Kubicy położona na skrzyżowaniu dróg w kierunku Bielska, Szczyrku Żywca. Od tego charakterystycznego miejsca restauracja została u swego początku (od 1909r) „ochrzczona” mianem restauracji „na kolanie”. I tak ten budynek określany jest do dziś, choć pełni zupełnie inną funkcję. W chwili powstania „Sokoła” we wsi ta restauracja stała się jej siedzibą.

Budynek restauracji "Na Kolanie" ok. 1908

Budynek restauracji „Na Kolanie” ok. 1908

Ona też służyła swą salą celom teatralnym. Restauracja dysponowała salą o wymiarach 16×10 m i niewielka sceną, na której można było wystawiać sztuki z nieliczną obsadą aktorską. Scenka ta w innym czasie służyła jako miejsca dla kapeli przygrywającej do tańca. Na czas przedstawienia sala zmieniała swój charakter i stawała się salą widowiskową. W niej odbywały się przedstawienia najpierw przy lampach naftowych, a później gazowych. Była to jedyna scena w okolicy, na którą wchodziło się przez okno wprost, jak się u nas mówiło- z „pola”, jako że nie miała ona żadnego zascenia. W czasie przedstawienia otwierane było okno, a aktorzy wchodzili na scenę z zewnątrz budynku po przystawionych schodkach. Tą samą drogą opuszczali scenę po przedstawieniu swoich kwestii. Można więc powiedzieć, że kultura wdzierała się do środka sali widowiskowej oknami (o przysłowiowych drzwiach nic nam nie wiadomo). Kiedy spektakl nie były prezentowane sala była miejscem zabaw, wesel, wiejskich zgromadzeń, a także lokalem, w którym toczyło się zwyczajne życie, charakterystyczne dla wiejskiej karczmy.
Mecenat dra Miodońskiego nad teatrem był nieoceniony. Doktor z własnej kiesy finansował zakupy kostiumów, których zgromadzono prawie 10 pokaźnych rozmiarów skrzyń, finansował wyjazdy grupy aktorskiej do Krakowa na spektakle teatrów zawodowych, by przybliżyć amatorom klimat tych znakomitych teatrów. Potrafił też zjednać do współpracy nauczycieli i pozostałą część wiejskiej inteligencji. Dla powodzenia społecznej pracy doktora miała znaczenie przyjaźń jaka nawiązała się z pierwszym administratorem parafii Buczkowice z ks. Andrzejem Lenartem. Całość pracy „Sokoła” kształtowanej przez lata przez doktora uczyniła z tej organizacji jądro społecznej aktywności, źródło wielu inicjatyw o nieprzemijających wartościach. Tak było z całą pewnością do roku 1926, czyli do powstania Czytelni Towarzystwa Szkoły Ludowej w Buczkowicach, które podejmowało równie cenne inicjatywy. Z „teatralnej” historii „Sokoła” trzeba wyłączyć okres I wojny. Działalność teatru amatorskiego nie ustała po śmierci dr. Franciszka Miodońskiego i była z powodzeniem kontynuowana. Tradycja teatru amatorskiego przetrwała do późnych lat po II wojnie światowej.
Organizacja, która miała ambicję tworzenia teatru ambitniejszego, działającego w należytych warunkach scenicznych, a także stworzenia przyzwoitych warunków dla

Józef Uroda

Józef Uroda

szkolenia sportowego młodzieży dążyła ze wszystkich sił do posiadania własnego budynku, własnej sceny. Dlatego budowa sokolni była tak ważna dla buczkowickich sokołów. W roku 1919 powstał budynek, w którym marzenia te urzeczywistnił.
Mówiąc o amatorskim ruchu teatralnym, warto wspomnieć nazwiska niektórych osób – amatorów teatru, których działalność można uznać za znaczącą. Byli to m.in.:Toporska, Mizerowa- siostra Toporskiej, Katarzyna Żydkowa, Józef Jano, Julian Moczek, Antoni Cierniak, Władysław Cader, Franciszka Stec, Marta Paluch, Jan Cader o przezwisku „Radecki”, Antoni Kubica i jego żona, Kwaśna, Elżbieta Wronówna, Rudolf Zemanek, Ludwik Loewy, Ludwik Gluza i inni.
Część spośród wymienionych aktorów bardziej sympatyzowała z „Sokołem”, a część z później powstałym TSL-em. Była też grupka  osób, które występowały tylko w jednym zespole. Były też takie, bez których żaden zespół nie mógł się o obejść. Takim człowiekiem był niewątpliwie Józef Namysłowski, który wprawdzie nie występował jako aktor, lecz pełnił funkcję „koła ratunkowego” – był bowiem suflerem. Znajdował się ponad podziałami organizacyjnymi, wszędzie tam, gdzie go potrzebowano. Dalsi, to organiści – najpierw Stanisław Żydek, później Józef Uroda. Ich zadaniem było opracowanie śpiewu. A że w repertuarze zespołów były bardzo często wodewile, więc muzykom pracy nie brakowało.

Działalność „Sokoła” w dziedzinie kształtowania postaw patriotycznych.

Dr Franciszek Miodoński (w środku), ks Andrzej Lenart i Stanisław Żydek w lecie  1911r obok zabudowań kręgielni na kolanie.

Dr Franciszek Miodoński (w środku), ks Andrzej Lenart i Stanisław Żydek w lecie 1911r obok zabudowań kręgielni na kolanie.

Całość działań naszego gniazda sokolego zawierała w sobie elementy sprzyjające kształtowaniu postaw patriotycznych. Okres zaborów charakteryzował się takimi formami, które eksponowały odzyskanie niepodległości. W naszym gnieździe sokolim poważnym wyzwaniem stały się obchody 500 –nej rocznicy Bitwy pod Grunwaldem organizowane w całej Galicji. Ich centralnym punktem było odsłonięcie pomnika grunwaldzkiego w Krakowie, ufundowanego przez Ignacego Paderewskiego. Ambicją poszczególnych środowisk było upamiętnienie tej rocznicy we własny, oryginalny sposób. Pomysł buczkowicki wysunął ks. Andrzej Lenart, który zaproponował usypanie pamiątkowego kopca. Pomysł ten zyskał uznanie całej wsi, a istniejących organizacji społecznych, i szkoły w szczególności. Prezes buczkowickiego „Sokoła” dr Franciszek Miodoński stanął na czele międzygminnego komitetu obchodów rocznicowych, w którym znaleźli się również prominentni przedstawiciele Szczyrku, Rybarzowic. Z tym komitetem współdziałał podobny organizm z Łodygowic. Bez nadużywania wielkich słów można stwierdzić, że obchody grunwaldzkie stały się niepowtarzalną okazją dla pobudzenia wielkiej aktywności mieszkańców naszego regionu i eksplozji postaw patriotycznych. Tamte wydarzenia pozostawiły po sobie wzmianki w zapisach kronikarskich i publikacjach prasowych. Członek „Sokoła” Antoni Cierniak we wspomnieniu zarejestrowanym 16.listopada 1986r. tak wydarzenie to opisuje: „Przejawem kultywowania np. tradycji bitwy grunwaldzkiej była inicjatywa ks. Andrzeja Lenarta w 1910 r. usypania przed kościołem w Buczkowicach kopca. Powstał ten kopiec wysiłkiem wszystkich mieszkańców wsi od dzieci do starców, którzy przynosili na kopiec kamienie idąc do kościoła. Na kopcu ustawiono drewniany krzyż.”

Kościół w Buczkowicach w latach 1910-1911.W jego obejściu usypano kopiec

Kościół w Buczkowicach w latach 1910-1911.W jego obejściu usypano kopiec

Józef Namysłowski również członek „Sokoła” tak wspomina te wydarzenia, „…brała udział cała wioska wraz z młodzieżą szkolną”. Mówiąc o pomysłodawcy kopca, J. Namysłowski tak pisał:„…gorliwym patriotą i społecznikiem był ks. Andrzej Lenart który stale dozorował i sam karami woził ziemię”. O samych zaś przygotowaniach czytamy: „Obecnie przystępuje się do ważnej imprezy w r. 1910 z okazji 500 setnej rocznicy zwycięskiej bitwy króla Władysława Jagiełły pod Grunwaldem. Całej tej uroczystości i urządzenia podjął się dr Franciszek Miodoński miejscowy lekarz, wielki patriota, społecznik i bojownik polskości, który powołał obszerny Komitet obywateli, jak również z okolicznych wiosek, sam stanął na czele Komitetu. Przygotowanie i organizowanie zajęło sporo czasu. Został ustalony program, a w poszczególnych wioskach działał również komitet.
Aby wziąć udział w tak doniosłej uroczystości została zorganizowana bandera gdzie w wioskach nie brak było koni. Zapraszano wszystkie organizacje jakie wówczas istniały. Nawet przybył Okręg Sokoli z Żywca, Straże Pożarne, organizacje polityczne jak PPS, młodzież szkolna z okolicy wraz (ze) swym gronem nauczycieli. Przygotowano kostiumy ponieważ był program ażeby wystąpiły począwszy od Piasta aż do czasów Jagiełły i Jadwigi. Częściowo kostiumy zostały wypożyczone a w dużej mierze zostały wykonane w miejscowym kościele”.

Z innej relacji wiemy, że w wielkiej rzeszy uczestników uroczystości poświęcenia kopca poczesne miejsce zajmował orzeł biały, symbol nieistniejącego formalnie państwa. Niósł go znany ze swych lewicowych poglądów stary socjalista Tarnawa „spod walkowni”. Śledzący przebieg obchodów grunwaldzkiej rocznicy dziennikarze „Wieńca i Pszczółki” tak opisali uroczystość w wydaniu z 17. lipca 1910r. (str.440).
Obchód grunwaldzki w Buczkowicach, Szczyrku i Rybarzowicach odbył się 25 i 26 czerwca 1910 roku. W sobotę, tj. 25 czerwca po południu zaczęły się gromadzić tłumy okolicznego ludu w Buczkowicach, aby uczestniczyć w obchodzie. Przybyły również straże pożarne z sąsiednich wiosek w liczbie około 200 osób. Nadjechała też banderia złożona z włościan, w której byli głównie rybarzowianie.[mieszkańcy Rybarzowic-JS]

Józef Kostyrka, kierownik szkoły w Rybarzowicach, przed i w czasie I wojny światowej

Józef Kostyrka, kierownik szkoły w Rybarzowicach, przed i w czasie I wojny światowej

     „Pochód cały ruszył do Szczyrku, gdzie był przygotowany tryumfalny wóz, ślicznie udekorowany zielenią, kwiatami i wstęgami o barwach narodowych. W samym środku wozu urządzony był wspaniały tron, na którym siedziało dwoje osób, przedstawiających Jadwigę i Jagiełłę. Naokoło zaś tronu siedziała pięknie przebrana dziatwa, która śpiewała patryotyczne pieśni. Przed wyruszeniem pochodu wygłosił naczelnik gminy Szczyrk mowę, witając delegacye i Sokołów z Białej. Po nim przemówił poseł Dobija, zachęcając lud do dalszej wytrwałej walki z germanizacyą . Następnie zabrał głos p. prof. Matuszewski, prezes sokoła z Białej. W prześlicznej mowie streścił Matuszewski bitwę grunwaldzką, znaczenie zwycięstwa Jagiełły i cel obchodu. Po przemówieniu p. Matuszewskiego ruszył pochód, którego czoło stanowiła banderya, złożona z 200 koni z chorągiewkami narodowemi i lancami. Banderyę te prowadził kierownik szkoły Rybarzowic p. Kostyrka w mundurze sokolim, ze sztandarem w ręku. Obok p. Kostyrki jechali dwaj husarzy zbrojach polskich. Tuż za banderyą postępowała muzyka z Buczkowic w krakowskim stroju. Następnie straże pożarne, wspaniały wóz tryumfalny, dziatwa szkół okolicznych tłumy trzech-tysięcznego ludu z okolicy. Przy dźwiękach muzyki, śpiewach narodowych przy świetle lampionów i pochodni podążył pochód do Rybarzowic. Wszystkie domy były rzęsiście oświetlone, a na pobliskich górach paliły się ognie. Przy wspaniałym tym widoku, gdy pochód zatrzymał się przed udekorowana bramą szkoły, wygłosił patriotyczna mowę ks. Kotarba, po czem ruszył cały pochód w tym samym porządku do Buczkowic, gdzie nastąpiło rozejście się. Nazajutrz [26. czerwca 1910 r – JS] już od wczesnego rana gromadziły się nieprzeliczone tłumy przed kościołem w Buczkowicach. Po uroczystem nabożeństwie nastąpiło poświęcenie kopca grunwaldzkiego wysypanego rękami ludu. Na kopcu ustawiono tymczasowo krzyż, gdyż później ma tam stanąć figura Matki Boskiej na krzyżu wyryto datę 1410-1910. Poświęcenia dokonał ks. Andrzej Lenart, poczem kazanie okolicznościowe wygłosił z kopca ks. Kotarba. Następnie przemówił p. dr Miodoński. W gorących słowach zachęcał do walki z hakatyzmem do wytrwałej pracy nad dobrem Ojczyzny. Po odśpiewaniu kilku patryotycznych pieśni [pochód] uformował i wyruszył pod szkołę, gdzie ks Lenart dokonał poświęcenia kamienia węgielnego Przy poświęceniu obecni byli inspektor szkolny okręgowy p. Konrad Puszyński i nadkomisarz p. Chłapowski. Po dokonanym akcie poświęcenia, nastąpiło rozejście się Cała ta dwudniowa uroczystość grunwaldzka miała charakter nadzwyczaj poważny wzniosły.”

Banderia husarska

Banderia husarska

Banderia

Banderia

Kopiec grunwaldzkina przełomie wieków XX i XXI

Kopiec grunwaldzkina przełomie wieków XX i XXI

Kopiec w l.trzydziestych XX w

Kopiec grunwaldzki w l.trzydziestych XX w

Ten opis należy uzupełnić o dane, których w tej relacji zabrakło. Wspomniany przemarsz uczestników manifestacji do Rybarzowic związany był z zaprezentowaniem budującej się nowej szkoły w Rybarzowicach. Budowa była tym czasie tak znacząco zaawansowana, że oddanie jej do użytku gmachu nastąpiło 23. października 1910 r. aktem poświęcenia.
Wspomniany w relacji prasowej kamień węgielny poświęcony w czasie buczkowickiej części obchodów rocznicowych był kamieniem pod rozbudowę budynku szkolnego, wzniesionego w roku 1902. Rozbudowę rozpoczęta aktem wmurowania kamieni a węgielnego zakończono w roku 1911. Nie wspomniano też w Wieńcu i Pszczółce o skromniejszym akcencie grunwaldzkim, jakim było poświęcenie niewielkiego dzwonu „Jadwiga” dla kaplicy p.w. św. Antoniego w Kalnej.
Musiało to być wielkie, piękne i barwne widowisko, a jednocześnie wielka manifestacja polskiej jedności narodowej tym ostrzej widoczna, że zorganizowana z okazji pamiętnej rocznicy zwycięstwa Polaków nad krzyżactwem, nad germańską przewrotnością, pychą i butą zaborców.

Buczkowickie uroczystości grunwaldzkie nie były jedyne w naszym regionie. Okazałą oprawę miały obchody 500 rocznicy bitwy w Łodygowicach, siedzibie barona O. Klobusa, właściciela dóbr łodygowickich i pod jego patronatem. Dla nas, buczkowian, ważne było to, że dr Miodoński oraz ks. Andrzej Lenart byli głównymi postaciami, które przebiegowi uroczystości nadawały ton.

Most z popiersiem Jagiełły w Łodygowicach (z Wieńca i Pszczółki)

Most z popiersiem Jagiełły w Łodygowicach (z Wieńca i Pszczółki)

Zamek łodygowicki

Zamek barona O.Klobusa w Łodygowicach

Wielka manifestacja patriotyczna odbyła się 21 sierpnia 1910r. a więc po odsłonięciu kopca grunwaldzkiego w Buczkowicach i uroczystościach w Krakowie. Gazeta, wychodząca w Bielsku „Wieniec – Pszczółka” tak opisała jej przebieg
„Obchód grunwaldzki w Łodygowicach odbył się wspaniale. Pogoda śliczna była .Nabożeństwo odbyło się w starym kościółku na wysokim wzgórzu, pokrytem starymi drzewami, co pewnie tę wiekową chwilę zwycięstwa pamiętają. Kazanie wypowiedział ksiądz z Buczkowic [ks. Andrzej Lenart-J.S.]. Śród zieleni stuletnich drzew połyskały czerwone czamary sokołów, stalowe hełmy z orłami polskiemi, straży pożarnej i śliczna gorseciki wyszywane paciorkami. Chwałę Polski ogłaszały częste wystrzały z moździerzy. Po nabożeństwie udał się pochód z W. Księżmi na most pod biust króla Władysława Jagiełly. Najsamprzód odśpiewano pieśni na głosy. Potem przemawiał doktor Miodoński z Buczkowic. Wyłuszczył znaczenie Grunwaldu i porównał dawnych Krzyżaków z dzisiejszymi potomkami Prusakami: Dawniej Krzyżacy grabili polskie ziemie i słowiańskie dzisiaj je wywłaszczają, dawniej mordowali mieczem, dzisiaj potomkowie ich chcą zgnieść naród polski przez różne wyjątkowe ustawy, krępują mu usta, katują polskie dzieci co w praojców mowie chcą uczyć się pacierza i na praojców ziemi krwią oblanej nie pozwalają stawiać domów….W końcu modlił się mówca do Boga, by pozwolił nam jeszcze modlić się na polu bitwy śród sztandarów orła polskiego, śród pieśni Boga Rodzica i bicia z moździerzy…. Po odbytej uroczystości pochód ruszył do ogrodu pana barona Klobusa, gdzie się rozpoczęła zabawa z tańcami”.
Echem tamtych historycznych dni było odsłonięcie w Buczkowicach we wrześniu 2005 r., a więc w 595. rocznicę Bitwy Grunwaldzkiej tablicy pamięci nazwanej od swego kształtu i symboliki tarczą grunwaldzką. Wzniesienie „tarczy” było dowodem pamięci współczesnych mieszkańców Buczkowic o wielkim dziele włożonym przez wszystkich mieszkańców w upamiętnienie zwycięstwa Jagiełłowego, a jednocześnie przypomnieniem o konieczności kultywowania ważnych i godnych upamiętnienia wydarzeń historycznych składających się na nasza historię. Uroczystość odsłonięcia tablicy, niemal jak przed blisko sześciuset laty zaszczycili liczni mieszkańcy, dziatwa szkolna, członkowie organizacji, miejscowe władze oraz władze Powiatu Bielskiego. Było również duchowieństwo i specjalnie na tę okoliczność zaproszony chór mieszany „Echo” z Bielska-Białej który przed aktem odsłonięcia wykonał Bogurodzicę. Organizatorem całego przedsięwzięcia było Towarzystwo Społeczno-Kulturalne „Zagroda” w Buczkowicach. Projekt Tarczy, oraz wszystkie elementy zawartych w niej symboli jest autorstwa Józefa Steca-prezesa Towarzystwa „Zagroda”. Prace kamieniarskie wykonał mistrz kamieniarski Jerzy Pezda ze Szczyrku.

Tarcza grunwaldzka  w dniu odsłonięcia we wrześniu 2005r. W tle kopiec.

Tarcza grunwaldzka w dniu odsłonięcia we wrześniu 2005r. W tle kopiec.

Inskrypcja na cokole Tarczy

Inskrypcja na cokole Tarczy

 Józef Stec