Buczkowice a administracja kościelna na przestrzeni wieków

 Buczkowice w strukturach administracji kościelnej

             Nie ulega wątpliwości, że proces osadnictwa na dziewiczym terenie, tak jak to miało miejsce m.in. przy osadnictwie na tzw. „surowym korzeniu”, odbywał się pod okiem właściciela ziem, a więc i plebana. Ten ostatni bowiem funkcjonował zawsze pod bokiem możnowładcy. W bardzo odległych czasach od woli pana zależało, kto plebanem zostawał. Właściciel dóbr, któremu przypisane były przywileje należne tak zwanemu kolatorowi przesądzały o tym fakcie. Majętność plebana w pierwszym okresie jego funkcjonowania zależna była od woli właściciela, który w chwili erygowania (powoływania do życia) nowej parafii i wskazywania pierwszego jej administratora, określał również skalę i rodzaj uposażenia plebańskiego. Świadczenia, do których zobowiązany był dwór, były przez Kościół egzekwowane z całą stanowczością. Pleban stawał się zamożniejszy w miarę jak rosła liczba ludności osiedlonej w pańskich dobrach.  Źródłem dodatkowych, a więc poza dworskich dochodów była pańszczyzna i daniny pieniężne wnoszone przez kmieci, zarębników rzemieślników i inne grupy ludności osiadłej w majątku właściciela. Wysokość tych dochodów była w znacznym stopniu kształtowana przy udziale dworu. W tej dziedzinie panowała pomiędzy kościołem i dworem pełna symbioza, której utrzymaniem i umacnianiem kościół był żywotnie zainteresowany.
To była grupa przyczyn która powodowała, że żaden osadnik nie pozostawał poza sferą zainteresowania tak dworu, jak plebana. W tym procesie wzajemnych uzależnień istotną rolę spełniała instytucja parafii, jako elementu struktury administracji kościelnej. Dlatego ważne jest prześledzenie drogi, jaką Buczkowice przebyły przez wieki właśnie jako mała cząstka tej struktury.
Wieś Buczkowice od początków swego istnienia wchodziła w skład rzymsko-katolickiej parafii Łodygowice. Istnieją dokumenty, o których wspomina znakomity badacz historii miejscowości księstwa oświęcimskiego i zatorskiego, dr Józef Putek[1], iż założenie wsi Łodygowice związane jest z istnieniem i działalnością zakonu cystersów, których siedzibą była miejscowość Rudy k. Raciborza. Stanisław Szczotka, badacz dziejów Żywiecczyzny, twierdzi również, że Ludwikowice zostały założone przez cystersów na terenach otrzymanych od wnuka księcia Władysława Opolskiego. Nazwa Ludwikowice, która z czasem przekształciła się w Łodygowice została wywiedziona przez Andrzeja Komonieckiego od pierwszego (prawdopodobnie) dzierżawcy lub sołtysa, który osiadł na tych ziemiach i dał początek nowej osadzie. Sołtys ten miał nosić imię Ludwik bądź nazywany był Ludwikowiczem[2]. Stwierdzenia te nie rozstrzygają do końca, czy Ludwikowice były wsią klasztorną, czyli utworzoną przez zakon cystersów, czy też książęcą, która w początkach swego istnienia mocą władzy księcia opolskiego została cystersom nadana.  Zdania w tej sprawie są podzielone[3]. Nie rozstrzygając tej kwestii wspomnę, że powszechniejszy jest pogląd, że Ludwikowice do końca XIII wieku były wsią książęcą, zaś później przeszły we władanie cystersów z Rud k. Raciborza[4]. Fakt posiadania Ludwikowic przez cystersów w roku 1310, a więc na początku XIV wieku wynika z dokumentu, traktującego o dokonaniu transakcji pomiędzy sołtysem Lisko, a Zgromadzeniem zakonnym cystersów, reprezentowanym przez opata Bernarda (1310- 1337). Przedmiotem transakcji było przekazanie cystersom praw do dziedziczenia tzw. włodarstwa w Ludwikowicach w zamian za przyznanie Liskowi praw do dziedziczenia dwóch łanów położonych w „dziedzinie” Stanica oraz nadanie dodatkowych praw (młyn, karczma) w dobrach należących do Zgromadzenia cystersów. Z tego dokumentu wynika wprost, że w roku 1310 Ludwikowice były we władaniu tego zakonu.
Należy dodać, że Ludwikowice (Łodygowice) zostały założone wedle tzw. prawa magdeburskiego. Były więc osadami samorządowymi, nad którymi zwierzchnictwo sprawował dziedziczny sołtys, którym zostawał pierwszy osadnik na pańskich gruntach. On też sprowadzał do nich nowych osadników. Właściciel dóbr wyposażał sołtysa w konkretne przywileje, z których najpierwszym było prawo dziedziczenia funkcji i majątku, a także innych ulg i udogodnień, jakimi dwór obdarzył swego głównego pomocnika. Mówiąc dzisiejszym językiem „miodem” dla sołtysa był a możliwość otrzymania ziemi wolnej od czynszów, czerpania korzyści w postaci 1/6 ściąganych od osadników opłat na rzecz dworu , a także 1/3 zasądzonych kar sądowych. Czasami do tego pan dorzucał prawo posiadania młyna, prawo połowu ryb w rzece, czy polowania. Zważywszy zaś, że w tamtym czasie bycie sołtysem było prawem dziedziczonym, można powiedzieć, że „urządzony” był nie tylko sam sołtys, ale i jego potomkowie, których prawo nie wyłączało z dziedziczenia. Sołtys zajmował eksponowana pozycję w osadzie- wsi jeśli chodzi o relację dwór – poddani.
Z tą funkcją związane było bowiem zastępowanie właściciela wobec osadników, czyli pełnienie roli swoistego rodzaju namiestnika pańskiego w osadzie, a także pełnienie funkcji zwierzchnika samorządu wsi, zwłaszcza przy sprawowaniu funkcji sądowniczej. Sołtys był pierwszą instancją w sprawach sądowych. Uściślenie roli i pozycji ówczesnego sołtysa we wsi pozwala na uświadomienie sobie, faktu, że dokument z 1310r., dotyczący Liski dotyczył nie tylko kwestii prawnych, ale odnosił się do osoby, która zajmowała we wsi szczególnie eksponowaną pozycję.

Dokument brzmi następująco:
            „W imię Pana, amen. Furtkę do wykrętów prawnych zamyka udokumentowanie tego, co się dzieje  świadectwem pisma. Dlatego my B. mianowany opatem w Rudach, podajemy do wiadomości wszystkich obecnych i w przyszłości te stronę oglądać mających, że my po wspólnej naradzie i za zgodą Zgromadzenia naszego domu, daliśmy w spokojne posiadanie Liskowi, sołtysowi z Ludwikowic oraz jego następcom na wieczne czasy sprawę dziedziczenia dwóch łanów, położonych w naszym dziedzictwie, które zowie się Stanicą, ponadto temu samemu i jego potomkom powierzyliśmy zastępowanie nas w sądzie, pobór czwartego denara opłat sądowych, pod warunkiem, że będą obowiązani zwalniać od tych opłat, tych których my zwolnimy z litością. Pozwoliliśmy również wymienionemu Liskowi oraz jego spadkobiercom zbudować karczmę w naszym dziedzictwie, które zwie się Zawadą i w wyżej często wymienianej wsi Stanicy odnowić staw rybny nad rzeką Staniska, na miejscu, gdzie dawniej znajdował się młyn sołtysa oraz odbudować wymieniony młyn w ten sposób, że sam wymieniony Lisko lub jego, potomkowie nikogo z jakiegokolwiek dziedzictwa nie będą mogli gwałtem zmuszać do mielenia  w wymienionym młynie.Ryby zaś z wymienionego stawu zastrzegamy sobie do naszego użytku z tym, że wymieniony Lisko i jego spadkobiercy będą zobowiązani naprawiać wymieniony staw, ilekroć tego zajdzie potrzeba. Wszystkie te wyżej wymienione korzyści oddaliśmy w posiadania tymże, często wymienionym, pod tym warunkiem, że nie będą zobowiązani płacić za nie nam ani naszemu Domowi żadnych w ogóle podatków, ani oddawać dziesięciny, ani uiszczać czynszu i że wymienionemu Liskowi i jego potomkom odstąpiliśmy daliśmy i tym otwartym dokumentem potwierdziliśmy w wieczyste, dziedziczne prawo posiadania, przy tym zachodzi taka umowa, że w zamian za te wszystkie, wyżej wymienione prawa wymieniony Lisko oraz jego dzieci, mianowicie Sebastian i Jasko oddali nam i naszemu Domowi w swobodne i spokojne  posiadanie sprawę dziedziczenia swojego włodarstwa w naszym dziedzictwie zwanym Ludwikowice i wszystko to, co należy do tego włodarstwa lub będzie mogło należeć w przyszłości i że na potwierdzenie i zarządzenie pozostawili przywilej wymienionego włodarstwa. Sam ponadto Lisko i jego potomkowie będą zobowiązani służyć nam i naszemu Domowi we wszystkich słusznych i uczciwych usługach, jak to jest prawem i zwyczajem sołtysów całego kraju, jeśli się ich o to upomni lub tego zażąda. Jeżeli więc z biegiem czasu wymieniony Lisko lub jego następcy będą chcieli sprzedać lub oddać w używanie wymienione prawa, mianowicie wymienione dwa łany, karczmę, swą część dochodów sądowych lub nawet młyn, będą mogli to uczynić tylko i jedynie za zgodą opata naszego Domu. Dano siedemnastego przed kalendami czerwcowymi roku pańskiego tysiąc trzysta dziesiątego…”[5].
Przytoczenie tego dokumentu, a w szczególności słowa „..w naszym dziedzictwie zwanym Ludwikowice…” dowodzi, że wieś Ludwikowice (późniejsze Łodygowice ) była związana w tym czasie z działalnością klasztoru w Rudach.
            Jeśli chodzi o Buczkowice, to wszystko świadczy o tym, że powstały jako wieś szlachecka. Znaczy to, że osada, która dała początek naszej wsi powstała z woli właściciela ziem, którym był szlachcic. Nic nie wskazuje na to, by nasza wieś kiedykolwiek w swej historii pozostawała we władaniu cystersów, czy innego zakonu. Ten fakt jest wyróżnikiem Buczkowic, a także Rybarzowic, Godziszki i Kalnej w stosunku do Łodygowic. Pietrzykowic, czy Wilkowic. W odniesieniu do Rybarzowic pojawiła się informacja, która wskazuje na związek te wsi z cystersami, ale argumenty przywoływane za tą informacja są mało przekonujące. Początki naszej wsi bowiem przypadają na okres, kiedy tereny osady nie stanowiły już własności króla, czyli nie były tzw. królewszczyzną. Proces osadnictwa na terenach Buczkowic wiąże się z władaniem tymi ziemiami przez ród szlachecki.
     Z zestawienia tych dwóch faktów, a więc powiązania Łodygowic z klasztorem cystersów w Rudach i szlacheckim rodowodem naszej wsi wynika odmienność ich drogi, a zwłaszcza powstania i pierwszych lat istnienia. Fakty te nie stanowiły jednak żadnej przeszkody w tym, by wsie te mogły wchodzić w skład jednej parafii rzymsko katolickiej. Istnienie parafii, było i jest przejawem działalności Kościoła i jego administracji na konkretnym terenie. Nie było ono zależne od tego, kto był właścicielem osady – wsi. A mógł to być król, szlachcic czy klasztor. Fakt więc wchodzenia w skład danej parafii oznaczał jedynie to, że wsie stanowiące własność różnych właścicieli stanowiły jedność z punktu widzenia administracji kościelnej. Z taką właśnie sytuacją mieliśmy przez pewien czas do czynienia w parafii łodygowickiej.
Parafia Łodygowice obejmowała szereg wsi, a w tym m.in. Buczkowice, Szczyrk, Godziszkę. Była więc jedną z wielu na ziemiach Królestwa Polskiego. To różniło ją od parafii na ziemiach śląskich, gdzie zasadą było, iż parafia obejmowała tylko jedną wieś. Można też stwierdzić, że mimo wieloletnich związków naszych ziem z dziejami Śląska, odrębność w zakresie „konstrukcji” parafii jakby przypominała o związkach z Krakowem. Warto też dodać, że podobny, jak w Łodygowicach, sposób tworzenia parafii obowiązywał w Oświęcimiu, Żywcu i Zatorze. Początki łodygowickiej parafii sięgają XIV wieku. Wspomina się o niej, jako już istniejącej, w kościelnych księgach podatkowych z lat 1373-1374. W tym czasie na ziemiach księstwa oświęcimskiego parafie obejmowały swoim zasięgiem 48 osad, w których zamieszkiwało około 5000 mieszkańców.

 Pleban – administratorem parafii. Świadczenia na rzecz plebana.

            W początkach administracji kościelnej na naszych ziemiach pleban musiał pracować na roli, jak każdy inny śmiertelnik. Mógł również prowadzić karczmę i posiadać prawo tzw. propinacji na konkretnym obszarze, czyli wyłączne prawo wyrobu i sprzedaży napojów alkoholowych. Plebani chętnie i często z prawa tego korzystali. Wtedy nie byli w pierwszym szeregu walczących z alkoholizmem. Byli również w tamtym czasie autorami pomysłów, które sprowadzały się do przymuszania mieszkańców wsi wchodzących w skład parafii do zaopatrywania się w napoje alkoholowe pochodzące z plebańskich gorzelni. Innym zjawiskiem towarzyszącym prawu propinacji i prowadzenia karczem było ustalenie limitu napojów alkoholowych, które poddani musieli nabyć w określonym przedziale czasu. Posiadanie więc takiego prawa zapewniało życie w dostatku, choć wymagało pewnego zachodu. Sytuacja uległa zmianie, kiedy, w następstwie intensywnego osadnictwa, ludności zdecydowanie przybyło (wiek XVI). Wtedy plebani poczuli się zwolnieni z wykonywania pracy. Wspominany już wcześniej Józef Putek napisał na ten temat bardzo dosadnie „…zmienił się w pasożyta społecznego…żyjącego z grzechów, głupoty i niezaradności ludzi …”.
Utrzymanie plebanom zapewniały różnorodne daniny i świadczenia, których rodzaje i wysokość zmieniały się w czasie. W księstwie oświęcimskim, do którego przynależała Żywiecczyzna obowiązywały trzy rodzaje dziesięciny, bo tak nazywane były świadczenia na rzecz plebana.

snopowa i wytyczna na polu,
małdrze, polegająca na odsypywaniu na rzecz plebana pewnej, ustalonej ilości zboża,
w gotówce

Najbardziej uciążliwa dla prowadzących gospodarstwa, a także służby kościelnej była dziesięcina snopowa i wytyczna na polu. Jej ustalanie odbywało się w okresie żniw a więc w czasie, który wymagał szybkości i sprawności. Te zasadniczo ograniczał obowiązek wyczekiwania na przedstawiciela służby kościelnej, która fizycznie wydzielała ilość snopów, wyznaczała granice fragmentów pól ze zbożem należnym plebanowi. Do czasu tego rozliczenia plony nie mogły być z pola zwiezione.
Dziesięcina snopowa polegała na tym, że co dziesiąty snop zboża służba kościelna odkładała, a następnie układała na polu w mendle (u nas mondele) i oznaczała zatykanymi na nich wiechami z gałęzi. Te kopki zabierał pleban. Ponieważ sam się nie trudził, robiła to w jego zastępstwie służba kościelna. Gdy tej zabrakło, gospodarz otrzymywał polecenie zwiezienia dziesięciny plebańskiej stodoły.
Dziesięcina wytyczna polegała na tym, że zboże nieżęte, a należne plebanowi wydzielano na polu oznaczając wiechami. Stąd nazwa dziesięciny. W łanie  zboża zaznaczane, a więc wytyczane były granice obszaru, z którego zboże należne było plebanowi. Rolnik je kosił, suszył i odwoził plebanowi. Rozmiary tego typu dziesięcin w parafii Łodygowice opisał Jan Długosz w swojej „Libri beneficjorum”. Zapisał tam, że parafia zobowiązana jest dostarczyć plebanowi dziesięciny snopowej i wytycznej o wartości 8 grzywien i 22 groszy to jest około 198 złotych polskich (ówczesnych).  Jej wysokość była wyższa od świadczeń parafian żywieckich na rzecz ich plebana.
Dochody plebanów na ziemiach księstwa oświęcimskiego szacowano (wg kursu z 1776r.) na około 500 grzywien, czyli około 230.000 złotych polskich. Dane te pochodzą z wyliczeń Józefa Putka, który dostosował przychody plebanów w wieku XVI do kursów z 1776r. Jednym słowem, dokonał wyliczeń w wielkościach porównywalnych, przyjmując że

            1 grzywna równała się             460 złp
            1 grosz praski równał się             9 złp

Warto dodać, że z kwoty zebranej w postaci dziesięciny każdy pleban zobowiązany był złożyć na rzecz papiestwa tzw. dziesięcinę papieską, wynoszącą 10 – 12.5% rocznych dochodów. Dla plebana przeciętnie uposażonego oznaczało to przekazanie papiestwu kwoty około 500 złp.
            Dziesięcina scholaryjna była specyficzną daniną, pobieraną wyłącznie w księstwie oświęcimskim.  Ta wyłączność to pierwsza z jej cech. Drugą cechą była ta, że nie była ona daniną powszechną. Pobierano ją tylko we wsiach książęcych oraz od książęcych sołtysów. Daninę tę ustanowił książę Władysław Oświęcimski po roku 1300. Oto książę na Oświęcimiu w trosce o przyszłość swego syna Jana postanowił zapewnić mu stały dopływ gotówki. Książę Jan 15. grudnia 1321r. kiedy był jeszcze małoletni, został podniesiony do godności scholastyka w Kościele krakowskim. Był to urząd zaszczytny, bo czynił księcia nadzorcą nad szkołami w diecezji, a także przełożonym szkoły katedralnej, nie mówiąc już o godności członka kapituły [6] Zaszczyty zaszczytami, ale gotówki niewiele. Więc Książę Jan został księdzem (bo inaczej funkcji tej nie mógłby sprawować). Gdy to się stało i książę osiągnął pełnoletniość, do jego kasy zaczęła napływać rzeczona dziesięcina. Dodajmy w tym miejscu, że wysokość wpływów z tego tytułu dawała księciu Janowi drugą, po biskupie Nankerze, pozycję wśród ówczesnych bogaczy. Dochody biskupa sięgały 1350 grzywien rocznie. Książę Jan ze swych dziesięcinnych dochodów płacił podatek papieski wynoszący 14 grzywien, 91,5 skojca i 2 denary. Posługując się wspomnianym wcześniej przeliczeniem z roku 1776 ustalono, że faktyczne dochody księcia Jana sięgały kwoty 55.200 złotych polskich. Zauważmy, że dziesięcina scholaryjna była daniną, z której przychody stanowiły osobisty dochód osoby pełniącej inną niż plebańska, konkretną funkcję w kościele. Po rezygnacji księcia Jana z funkcji w scholarii krakowskiej, w tym z kapłaństwa, aby zapewnić sobie ciągłość osiąganego wcześniej dochodu, książę przeprowadził tzw. sekularyzację dziesięciny. Akt ten oznaczał, że dochody z tego tytułu stały się dochodem księcia jako osoby panującej, a nie osoby związanej ze stanem duchownym. Nowością tej dziesięciny po jej sekularyzacji było to, że obciążała ona również osadników na tzw. „nowiznach”, czyli w nowych osadach. W tym przypadku stawała się ona świadczeniem powszechnym właśnie w tych osadach. Warto też dodać, że pobierana była w postaci wspomnianej już dziesięciny snopowej, a więc tej najbardziej uciążliwej. Wartość dziesięciny scholaryjnej tak w okresie sprawowania przez księcia Jana funkcji scholastyka jak i po jej „zeświecczeniu” czyli sekularyzacji była olbrzymia jak na ówczesne warunki. Dlatego książę był bezwzględny w jej egzekwowaniu. Nie zawahał się najechać na zalegające z jej wniesieniem Łodygowice, Pietrzykowice i Wilkowice „…zabierając kmieciom nawet ziemiopłody”[7].
Dziesięcina scholaryjna zmieniła swój „cywilny” charakter i stała się na powrót daniną kościelną w latach 1440 – 1456, to jest po przejęciu księstwa oświęcimskiego przez króla polskiego.
            W miarę upływu czasu zamieniano dziesięcinę snopową na dziesięcinę pieniężną. Po tych zmianach, odnoszących się tak do dziesięcin na rzecz plebanów, jak scholaryjnej, Łodygowice płaciły plebanowi dziesięcinę w wysokości 11 skojców szerokich groszy, a Pietrzykowice 23 skojce szerokich groszy[8]Wysokość dziesięciny zależała głównie od ilości posiadanych gruntów (ról). Otrzymywał więc pleban świadczenia nazywane „dział i porąbki”.
       Kmiecie z Łodygowic i Pietrzykowic oddawali na rzecz plebana po jednej ćwierci[9] pszenicy i owsa. Półkmiecie i tzw. zarębnicy, jako ubożsi, świadczyli odpowiednio mniej. Kmiecie z Rybarzowic, których w połowie XV wieku było 23, płacili plebanowi najpierw 21/2 grosza, a później po 11/2 grosza każdy.
Wiek XVII obfitował w pomysły nakładania na poddanych a i parafian coraz to nowych obciążeń. Były to np. tzw. „małdry” – daniny w zbożu, przekazywane w postaci tak zwanego osepu, czyli odsypywania na rzecz beneficjenta konkretnej ilości zboża.
Swoistą postacią daniny była pańszczyzna w robociźnie, wykonywanej na gruntach plebańskich. Przyznać trzeba, że tej formy nie wprowadzono w Łodygowicach. Wspominam o niej dla porządku. O rozmiarach obciążenia osadników takim świadczeniem na rzecz plebana może świadczyć przykład wsi Gołuchowice, gdzie każda rodzina parafianina miała obowiązek przepracować na plebańskich gruntach ni mniej, ni więcej tylko 32 dni w roku.
Wspomniane wyżej „małdry” mogły mieć postać daniny w drewnie. W niedalekim naszym sąsiedztwie, w Suchej Beskidzkiej, Stryszawie czy Krzeszowie dziesięcina ustalona została w gontach. Nazywano ją oficjalnie „decimam scandularum. Oznaczała ona w praktyce obowiązek przekazywania na rzecz zakonu tzw. kanoników laterańskich osadzonych w Suchej przez fundatora Piotra Komorowskiego, co dziesiątego wyprodukowanego gontu.
„Małdry” mogły mieć też postać gotówki.
Inną postacią daniny na rzecz plebanów było tzw „taczmo”. Świadczenie to mogło być wnoszone we wspomnianym już osepie (odsypywaniu ustalonej ilości zboża) lub w gotówce. Józef  Putek wywodzi „taczmo” z łacińskiego „decima”- dziesiąty. Tak np. we wsi Barwałd (rejon wadowicki) taczmo w zbożu wynosiło „…po 20 korcy owsa i żyta” (podaję za J. Putkiem). Taczmo w gotówce płacili mieszkańcy wsi Kaczyna k. Wadowic. Żeby zaś świadczenie było powszechne i by nikomu nie przyszło do głowy uchylenie się od płacenia, daninę wnosili w okresie spowiedzi wielkanocnej. Aby ludziom nie pomieszały się pojęcia, z czystych praktycznych względów, osepem nazywano daninę w zbożu, a taczmem daninę pieniężną.
Wiek XVII przyniósł dalsze wymyślne obciążenia na rzecz plebanów. Były to:

meszne
stołowe
posługi

O skali tych obciążeń oraz o ich niewiarygodnej różnorodności świadczy fakt, że tzw. ustawa galicyjska z 27.maja 1873 r., ogłoszona w Dzienniku Ustaw Nr 253, określająca zasady wypłaty odszkodowań za zaniechanie wnoszenia świadczeń na rzecz Kościoła i jego sług, wymienia takie oto świadczenia:

dostarczanie robotników w czasie żniw (tzw. obżynki),
zwożenie zboża z pola,
dostarczanie podwód w celu zwożenia drewna z lasu,
tyczenie i grodzenie płotów,
prawo „mlewa”, czyli obowiązek mielenia zboża w plebańskim młynie
a także daniny w tzw. naturaliach jak: meszne i odsypy nazywane odpowiednio messaliami i missaliami,
tzw. skópczyzna
proskurne
 stołowe, tzw mensalia
krowy kościelne nazywane inaczej żelaznymi,
pobór drewna i cały szereg innych.

W parafii łodygowickiej występowały niektóre z tych świadczeń. Były to: świadczenia pieniężne – taczmo i świadczenia w naturze, czyli naturalia.

 Taczmo, czyli świadczenia pieniężne w parafii łodygowickiej w XVII wieku.

             Wysokość tych świadczeń poznaliśmy, jak wiele innych spraw z naszych dziejów, dzięki drobnemu przypadkowi. Otóż na przełomie roku 1629/1630 ówczesny tzw komendarz – pleban Stanisław Kąpkowicz podwyższył wysokość świadczeń i nie omieszkał tego faktu zapisać, jak to się mówiło pro memoria, czyli ku pamięci. Te zapamiętane dane stały się dowodem w sporze, jaki rozgorzał po roku 1664 pomiędzy księdzem Janem Nemetiusem (Niemczykiem) a Stanisławem Warszyckim, włodarzem państwa łodygowickiego, gdy daniny przestały spływać do plebańskiej kasy.

A oto zasadnicza część księżego dochodu

„A subditis eius et paraphianis eiusdem ecclesiae datur per has willas:
In Łodygowice agricolae sunt 18, isti sexagenam annatim dant, Facit summa złotych 36, Chałupnicy zaś w tejże wsi złotych 3 groszy 15
In Bierna agricolae 5, po kopie, złotych 10.Wybrańcy z działu po groszy 6,facit złotych 1 groszy 24
In Huciska zarębników 6 po groszy 24, facit złotych 4 groszy 24
In Rybarzowice agricolae 15 po kopie, facit złotych 30 Wybrańcy 7 rolą trzymający złotych 2,
In Buczkowice zarębników 19 po groszy 40, a kowal groszy 30,facit złotych 26 groszy 10
 In Godziska zarębników 14 po groszy 8, facit złotych 3 groszy 22
In Szczyrk zarębników 19 po groszy 16, facit złotych 10 groszy 4
In Wilkowice agricolae 21 po złotemu, facit 21, Ibidem wybrańcy rolą 1 trzymający złotych 1
 In Mikuszowie agricolae 6 po złotemu, facit złotych 6
In Bystra zarębków 19 po groszy 16, facit złotych 10 groszy 4
Caeteri 11 po groszy 8, facit złotych 3,Chałupnicy Wilkowscypo groszy 6, złotych 2 groszy 6.

Ex imnibus his willis summa facit złotych 171 groszy 8. Czyli łączna suma należności z poszczególnych wsi wynosi 171 złotych i 8 groszy

Świadczenia na rzecz plebana w naturze (naturalia)

Świadczenia te w parafii łodygowickiej, wnoszone na rzecz plebana przez  mieszkańców wynosiły:

od kmieci i zarębników po 1 kurze co roku,
po ½ wiertela owsa od każdego użytkownika roli,
po 1 małdrze owsa od zrębników

Dwór łodygowicki zobowiązany był przekazywać plebanowi :

24 wiertele (wiertle )żyta,
12 wierteli (wiertli) jęczmienia,
2 wiertele (wiertle ) pszenicy,
2 wiertele wiertle) grochu,
2 faski masła,
2 kopy sera,
jednego tucznika

Dla przybliżenia tych ilości danin do miar dziś stosowanych  podam, za Ludwikiem Huczkiem[1]:

1 wiertel to 18 tzw garnców, z których każdy miał pojemność 4 litrów. 1 wiertel zatem to 72 litry. Łatwo więc wyliczyć, że z samego dworu pleban otrzymywał 2736 litrów samego zboża nie licząc grochu.

Jeden małdr natomiast, ówczesna miara pojemności, równa 4 korcom, z których każdy mierzył 128 litrów. Ujmując te wielkości w kilogramach trzeba powiedzieć, że 1 małdr bliski był 384 kilogramom. (jeden korzec równy był 12 miarkom, zaś miarka równała się około 8 kilogramom).
            Poza tymi świadczeniami, które miały charakter obowiązkowy dość powszechne były daniny w naturze czyli naturalia, wnoszone przez mieszkańców dobrowolnie. Miały postać wosku, miodu, masła, czy drobiu. Tego typu świadczenia dotrwały jeszcze do wieku XX i często miały charakter trwałego obciążenia, o istnieniu którego wiemy np. z umów darowizn, dokonywanych przez rodziców na rzecz swych dzieci. Jest w nich mowa o obowiązku dostarczania plebanowi konkretnych ilości konkretnych dóbr. Takie dokumenty są dostępne w Buczkowicach.
Ta informacja jest o tyle ciekawa, że pozwala na przybliżenie oceny faktycznej, a nie urzędowej zasobności plebanii.

 Dzieje świątyni w Buczkowicach

             Najdawniejsze dzieje świątyni zostały spisane nie na podstawie kroniki parafialnej lecz są opracowaniem, opartym na zapiskach jednego z mieszkańców Buczkowic, który, jak można sądzić po szczegółowości danych, był ściśle związany z kościołem i jego otoczeniem. Intencją moją było wierne przedstawienie wydarzeń tak, jak widział to właśnie ten „kronikarz”- bez upiększeń i ważonych słów. Przyjąłem taką konwencję przedstawienia dziejów budowy kościoła i towarzyszących jej wydarzeń, albowiem w tamtym czasie kronika parafialna nie była prowadzona z oczywistych względów: parafii w Buczkowicach nie było. Zapisy takie mogłyby być czynione w księgach parafii w Łodygowicach. Ale, niestety, również i tam notatek nie robiono. Dlaczego tak się sprawy potoczyły nie wiemy. Wiele okoliczności świadczy o tym, że ówczesny proboszcz, ks. Jan Miodoński nie dokładał starania do utrwalania i dokumentowania życia całej parafii, nie tylko Buczkowic. W przypadku naszej wsi, sprawa była dodatkowo skomplikowana. Buczkowice były bowiem wsią, która miała wielkie szanse na posiadanie kościoła, już w końcu XVII wieku. Było to wtedy, gdy 27.kwietnia 1687r. spalił się kościółek w Mikuszowicach[2], wsi, która, jak wiadomo, wchodziła w skład państwa łodygowickiego. W tym czasie Mikuszowie były pod względem liczby ludności wsią małą. Na dodatek, miały jeszcze przed pożarem świątyni, kłopoty z jej utrzymaniem.
            To były przyczyny poszukiwania nowej lokalizacji dla zniszczonego kościoła. Buczkowice ze względu na swoje położenie, a głównie dostępność dla znacznej liczby mieszkańców państwa łodygowickiego, jak również na ilość mieszkańców samej wsi, znalazły się w centrum zainteresowania administracji kościelnej.
O tym, że zamysł budowy nie został spełniony, zdecydował istniejący w Mikuszowicach cmentarz, którego w Buczkowicach, oczywiście, nie było. Gdyby pomysł został wówczas zrealizowany, nasz kościół liczyłby obecnie ponad 300 lat. Wiadomo, że historia potoczyła się tak, jak się potoczyła.Szczyt i wieżyczka z dzwonem z 1863Kapliczka p.w.M.B.Częstochowskiej
        Buczkowice stały się pierwszą wsią, w której mieszkańcy zamierzali sami zbudować własny kościół po bardzo długim okresie bezruchu w tej dziedzinie[3]. Zapał mieszkańców nie spotkał się z entuzjazmem ze strony proboszcza parafii. Mieliśmy do czynienia z daleko posuniętą obojętnością ze strony proboszcza łodygowickiego, a nawet swoistym dystansowaniem się od poczynań buczkowian.Obraz z kapliczki

Do pewnego stopnia można tę sytuację zrozumieć. Administrator parafii, jak się wydaje, nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, jak wielkie problemy wiązały się z odległością wiernych z Buczkowic od kościoła w Łodygowicach. Dotyczyło to nie tylko braku realnych możliwości oddawania się praktykom religijnym, ale również trudności dotyczących chrztów dzieci, czy pochówków zmarłych.
 Z drugiej strony, budowa kościoła w miejscowości o znacznej liczbie mieszkańców[4], musiała w ostatecznym rachunku prowadzić do wyodrębnienia Buczkowic z macierzystej parafii jako nowej jednostki administracji kościelnej. Niosło to za sobą określone skutki w wielu dziedzinach, łącznie z problemem proboszczowskich dochodów. Trzeba też dodać, że w starannie pod względem faktograficznym prowadzonych zapisów „Historyi pocątków kościoła w Buczkowicach” ani w jednym miejscu nie można się doczytać, by ze strony proboszcza łodygowickiego czynione były konkretne kroki, które miałyby wesprzeć inicjatywę buczkowian. Ksiądz dziekan i jednocześnie proboszcz uczestniczył w oficjalnych uroczystościach, związanych z poszczególnymi fazami budowy, ale, jak się wydaje, nic ponad to nie czynił. To jest powód, który sprawił, że wszystko, co dotyczyło przygotowań do budowy kościoła, samej budowy, aż do momentu ustanowienia w Buczkowicach ekspozytury[5] oparłem na wspomnianej „Historyi…”. Dokładność informacji, zwłaszcza co do osób – głównych bohaterów zmagań z budową nie wzbudza 
żadnych wątpliwości. Dlatego „Historyję…” uczyniłem podstawą tego fragmentu opracowania o dziejach naszej miejscowości.

Od marzeń do realizacji – budowa kościoła w oczach świadka wydarzeń

Starania mieszkańców naszej wsi o budowę kościoła przedstawia „Historyja pocątków Kościoła w Buczkowicach”której oryginał znajduje się w urzędzie parafialnym. Spisana niewprawnym pismem w zwyczajnym szesnastokartkowym zeszycie, ołówkiem, nic nie mówi o samym autorze. Tradycja wskazuje, że autorem tej niezwykle oryginalnej kroniki jest prawdopodobnie Antoni Cierniak[6].
Strona tytułowa "Historyi..."„Historyja…” opowiada o tym, że od szeregu lat zamierzano powiększyć małą kapliczkę, lecz brak ludzi, którzy chcieliby podjąć ten trud sprawiał, że zamiar nie był realizowany. Dopiero powstanie kółka rolniczego w roku 1898, którego założycielem był ówczesny dyrektor szkoły Gustaw Herrglotz[7], dało początek zorganizowanemu staraniu nakierowanemu na budowę kościoła. Pierwszą kwotą, która została przeznaczona na ten cel stanowiły 34 korony zebrane 17.października 1898 r. na nabożeństwie, odprawionym w starej kapliczce. Dziękowano wtedy za wyjątkowo dobre urodzaje. Inicjatorem mszy było kółko rolnicze. Dalsze fundusze zbierano do wielkiej skarbony, powieszonej w sklepie kółka, mieszczącym się u Józefa Kubicy.
Kronikarz napisał:„… i tak w krótkim caśie zostały zebrane ofiary, które liczono w setki”[8]Znaczniejsze środki organizatorom budowy przynosił okres świąt Bożego Narodzenia. Zarząd kółka postanowił ożywić zwyczaj, jaki we wsi panował; kolędując, należało zbierać pieniądze z założeniem przeznaczenia ich na budowę kościoła.  „… w tem to roku  (1898 ) zarząd Kółka uchwali zrobic Kolende po gminie co było w zwycaju ze śpiewacy, którzy odprowadzali z włoki zmarłych do Łodygowic chodzili co roku po Kolendzie z gwiazdą pod okna i śpiewali Kolendya ludzie dawali im ofiary na ich własność ponieważ co którzy chodzili po kolendzie już byli pomarli a więc zarząd Kołl uchwalił w rócić do tego zwycajui urządził kolende nie na swoje własność tylko na fundus Kościoła…”. Pierwsza kolęda przyniosła ponad 300 koron „…to jest jak 900 złotych.”i dalej ”Kolendy te odbywały się przez 10 lat bez przerwy przynosiły po kilkanaście setek koron a ci którzy chodzili po Kolendzie ofiarowali się za darmo czyli bezpłatnie…”
Mimo tej ofiarności środków nie starczało, by można było wykupić grunty pod budowę kościoła. Chciano nabyć parcelę niedaleko szkoły[9], jako najstosowniej położoną, jednak świadomość, że brak pieniędzy uniemożliwi zakup gruntu spowodował, że coraz częściej zaczęto myśleć o możliwości pozyskania terenów darmowych. Wyłoniono więc trzyosobową delegację a składzie:

Michał Migdał Buczkowice 13 (obecnie budynek przy ul. Młyńskiej-Kocurkowie)
Jędrzej Trzopek Buczkowice 80 (później budynek Walusia „trockiego”)
Jan Gluza -Buczkowice 49, w placu Gluzów( U Galaski)
która miała zwrócić się z prośbą do niejakiego Jakuba Kozła o darowanie pod budowę gruntów, położonych w innym miejscu[10].A działo się to pod koniec stycznia 1900 roku.
           „…Jakub Kozieł z całą gotowością do proźby …się przychylił i darował parcel od drogi az do granicy Przybyły na południu”. Parcela została powiększona w kierunku zachodnim dzięki ofiarności Józefa Kubicy, który darował swoją parcelę, przyległą do Kozłowej[11].Darowizny na rzecz kościoła
Już w lutym1900 r. uwieńczone zostały powodzeniem starania o zezwolenie na budowę kościoła. Starosta Biesiadecki pozwolił nadto na przeprowadzenie zbiórki pieniężnej w gminie Buczkowice, a także na zbieranie datków w całym powiecie bialskim[12]. Na podstawie tego zezwolenia 25.marca 1900r. zorganizowano we wsi powszechną zbiórkę, która przyniosła ponad 300 koron. W tym samym czasie (w marcu) naczelnik gminy, Józef Gluza, w towarzystwie Jędrzeja Trzopka, Jana Gluzy i Michała Migdała, przeszli po wsi z prośbą o złożenie na cele budowy większej gotówki:  „… I tak 8 gospodarzy ofiarowało na rozpoczęcie po 200 koron inni znów mniejsze kwoty i tak ze obiecane ofiary dochodziły do 4.000 koron. Zarębek Motyków[13] ofiarował kamienie w potoku głębokim na fundamenta oraz drzewo potrzebne na więźbe i deski. Zarębek Dadoków drzewo na na rustowanie, Jan Gluza N-49 zwózke kamieni z potoka. Jędrzej Kubica i Walanty Kubica Nr 23 ziemie czyli plac na cegłe tak ze już w roku 1900 zrobiono 60 tysięcy cegły i odwieziono na miejsce. Józef Gluza Józef Kubica wagon wapna tak ze już w tem roku z prowadzono 2 wagony wapna i z puszczono do ziemie”.
Miał swój udział w budowie również baron Klobus, który w swoim tartaku bezpłatnie przetarł drewno na deski.
Projekt kościoła opracował budowniczy Rost[14] z Białej za sumę 200 koron.
            Budowę rozpoczęto 11.czerwca 1901[15] roku od wmurowania kamienia węgielnego „…pod lewy filar wieży”. Roboty w tym roku trwały do końca października. Prace murarskie wykonywał „…paler murarski Jan Cymbala z Kalnej, zaś nadzór prowadził Alfert {Alfred}…Schrajjer Jnzinier z Firmy budowniczej Pana Rostta z Białej. Roboty ciesielskie prowadził Jan Polak z Wilkowic.”
W pierwszych dniach sierpnia 1901r. odbyły się wybory nowej Rady Gminnej, na czele której stanął Walenty Kubica spod nru 23. Jest to wydarzenie dla budowy kościoła ważne dlatego, że 20. sierpnia 1901 roku nowo wybrana Rada, na wniosek dra Franciszka Miodońskiego, przejęła tę budowę „…na swą własność [t.j] jako taka prowadzić do ukończenia”. Od tego dnia budową nie zajmowało się już kółko rolnicze i poszczególni gospodarze, lecz wyłoniony przez Radę komitet budowy. Przewodniczył mu osobiście Walenty Kubica, zaś członkami komitetu zostali: Jędrzej Trzopek, Józef Kocurek, Marcin Knapek, Jan Wrona, Jan Gluza.
Pierwszym gestem Rady było zakupienie w Żywcu 50.000 sztuk cegły[16]. „W końcu sierpnia tego roku odbyło się nabożeństwo w Kaplicze oraz protokół na pergaminie zapisany i poświęcony przez ks. Jana Miodońskiego i zamurowany za Wielkim ołtarzem…”
            W październiku 1901 r., gdy roboty przed zimą zostały przerwane, mury kościoła wyprowadzone były nad sklepienia okien.
Rok 1902, jak zapisał kronikarz, był dla budowy najcięższy. Chodziło bowiem o wykonanie kosztownych robót ciesielskich i blacharskich na całej budowli. Imano się różnych sposobów, by pozyskać pieniądze. Jednym z nich było tzw. „zgromadzenie” w celu zaciągnięcia pożyczki wewnętrznej. Nie przyniosło to jednak rozwiązania finansowych kłopotów: „…za mało się zgłosiło z pożyczką, bo zaledwie 4 tysiące koron, a potrzebne było do 10 tysięcy…”
Mimo to,12. października 1902 roku ks. katecheta Ludwik Płonka poświęcił krzyż przeznaczony na główną wieżę. W październiku i listopadzie 1902 r. majster blacharski, Jan Adamus z Bielska, pokrył wieżę i dach blachą. Wartość wszystkich robót wykonanych w 1902 roku wyceniono na 20.000 koron. To zaś oznaczało, że cała budowa obciążona była długami „…na kilka lat.”
W roku 1903 budynek wytynkowano wewnątrz i na zewnątrz, wykonano powały i schody wieży, a także główne drzwi. Kościół został oszklony.
W roku 1904 ułożono posadzkę i wymalowano wnętrze. Z pomocą przy malowaniu pospieszył dyrektor fabryki mebli „Mundus”, niejaki Kryjer[17] (podaję nazwisko za kronikarzem), który większość robót malarskich sfinansował. Pomoc była konkretna, skoro komitet budowy zapłacił tylko 50 koron za wykonanie malowania.
W czerwcu 1904 roku budowę wizytował po raz pierwszy biskup krakowski, ks. Nowak, który z Łodygowic przejeżdżał koło budowy do Szczyrku. Wizyta ta zakończyła się obietnicą obsadzenia w tym kościele księdza „…jak tylko wszystko będzie kompletnie wykońcone…”       

 Okoliczności towarzyszące budowie kościoła

            Najdawniejsze dzieje świątyni zostały spisane nie na podstawie kroniki parafialnej lecz są opracowaniem, opartym na zapiskach jednego z mieszkańców Buczkowic, który, jak można sądzić po szczegółowości danych, był ściśle związany z kościołem i jego otoczeniem. Intencją moją było wierne przedstawienie wydarzeń tak, jak widział to właśnie ten „kronikarz”- bez upiększeń i ważonych słów. Przyjąłem taką konwencję przedstawienia dziejów budowy kościoła i towarzyszących jej wydarzeń, albowiem w tamtym czasie kronika parafialna nie była prowadzona z oczywistych względów: parafii w Buczkowicach nie było. Zapisy takie mogłyby być czynione w księgach parafii w Łodygowicach. Ale, niestety, również i tam notatek nie robiono. Dlaczego tak się sprawy potoczyły nie wiemy. Wiele okoliczności świadczy o tym, że ówczesny proboszcz, ks. Jan Miodoński nie dokładał starania do utrwalania i dokumentowania życia całej parafii, nie tylko Buczkowic. W przypadku naszej wsi, sprawa była dodatkowo skomplikowana. Buczkowice były bowiem wsią, która miała wielkie szanse na posiadanie kościoła, już w końcu XVII wieku. Było to wtedy, gdy 27.kwietnia 1687r. spalił się kościółek w Mikuszowicach[1], wsi, która, jak wiadomo, wchodziła w skład państwa łodygowickiego. W tym czasie Mikuszowie były pod względem liczby ludności wsią małą. Na dodatek, miały jeszcze przed pożarem świątyni, kłopoty z jej utrzymaniem.
            To były przyczyny poszukiwania nowej lokalizacji dla zniszczonego kościoła. Buczkowice ze względu na swoje położenie, a głównie dostępność dla znacznej liczby mieszkańców państwa łodygowickiego jak również na ilość mieszkańców samej wsi, znalazły się w centrum zainteresowania administracji kościelnej. O tym, że zamysł budowy nie został spełniony, zdecydował istniejący w Mikuszowicach cmentarz, którego w Buczkowicach, oczywiście, nie było. Gdyby pomysł został wówczas zrealizowany, nasz kościół liczyłby obecnie ponad 300 lat. Wiadomo, że historia potoczyła się tak, jak się potoczyła.
          Buczkowice stały się pierwszą wsią, w której mieszkańcy zamierzali sami zbudować własny kościół po bardzo długim okresie bezruchu w tej dziedzinie[2]. Zapał mieszkańców nie spotkał się z entuzjazmem ze strony proboszcza parafii. Mieliśmy do czynienia z daleko posuniętą obojętnością ze strony proboszcza łodygowickiego, a nawet swoistym dystansowaniem się od poczynań buczkowian. Do pewnego stopnia można tę sytuację zrozumieć. Administrator parafii, jak się wydaje, nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, jak wielkie problemy wiązały się z odległością wiernych z Buczkowic od kościoła w Łodygowicach. Dotyczyło to nie tylko braku realnych możliwości oddawania się praktykom religijnym, ale również trudności dotyczących chrztów dzieci, czy pochówków zmarłych.
             Z drugiej strony, budowa kościoła w miejscowości o znacznej liczbie mieszkańców[3], musiała w ostatecznym rachunku prowadzić do wyodrębnienia Buczkowic z macierzystej parafii jako nowej jednostki administracji kościelnej. Niosło to za sobą określone skutki w wielu dziedzinach, łącznie z problemem proboszczowskich dochodów. Trzeba też dodać, że w starannie pod względem faktograficznym prowadzonych zapisów „Historyi pocątków kościoła w Buczkowicach” ani w jednym miejscu nie można się doczytać, by ze strony proboszcza łodygowickiego czynione były konkretne kroki, które miałyby wesprzeć inicjatywę buczkowian. Ksiądz dziekan i jednocześnie proboszcz uczestniczył w oficjalnych uroczystościach, związanych z poszczególnymi fazami budowy, ale, jak się wydaje, nic ponad to nie czynił. To jest powód, który sprawił, że wszystko, co dotyczyło przygotowań do budowy kościoła, samej budowy, aż do momentu ustanowienia w Buczkowicach ekspozytury[4] oparłem na wspomnianej „Historyi…”. Dokładność informacji, zwłaszcza co do osób – głównych bohaterów zmagań z budową nie wzbudza żadnych wątpliwości. Dlatego „Historyję…” uczyniłem podstawą tego fragmentu opracowania o dziejach naszej miejscowości.

 Poświęcenie kościoła. Cmentarz       

Wobec zakończenia robót podstawowych przy budowie świątyni, w październiku 1904 roku Rada Gminna podjęła uchwałę o podjęciu starań w sprawie nabycia gruntów pod cmentarz. Została zakupiona połowa parceli należącej do Jana i Marii Przybyłów, położonej na południe od kościoła. Wtedy uznano, że zakupiony grunt wystarczy na potrzeby pochówków zmarłych z Buczkowic. Kronikarz zapisał, że zapłaty na grunty pod cmentarz dokonano ze środków gminy. Wynosiła ona 400 koron[17]
             Już w listopadzie tego roku (1904) lokalizację cmentarza i zdatność gleby dla chowania zmarłych w tym miejscu zatwierdziła specjalna komisja sanitarna z Białej. Zakończono więc podstawową część przygotowań do uruchomienia kościoła, łącznie z cmentarzem. Można było podjąć starania o ustalenie terminu poświęcenia całości. Bezpośrednie przygotowania do tego faktu przeniesiono jednak na rok 1905.  Wczesną wiosną w marcu i kwietniu 1905 r. ogrodzono kościół i cmentarz, w obrębie cmentarza wybudowano małą kostnicę oraz wzniesiono kamienny krzyż.

            Czasu na przygotowania uroczystości poświęcenia kościoła było niewiele, bowiem proboszcz łodygowicki, ks. dziekan Jan Miodoński, wyznaczył termin poświęcenia na dzień 7.maja 1905.  Komitet budowy sam zajmował się zakupem tzw. aparatów kościelnych czyli naczyń liturgicznych i innych akcesoriów niezbędnych do funkcjonowania kościoła.
Pierwsza msza w kościele (ważne imię celebransa)Poświęcenia kościoła dokonał ks. Jan Miodoński w asyście księży: Juliana Gołąba[18] i Andrzeja Lenarta. ks.Andrzej Lenart 1911rW tej podniosłej uroczystości, która „…odbyła się z taką wspaniałością jakiej jeszcze Buczkowice nie widziały”, uczestniczyli liczni przedstawiciele duchowieństwa oraz starosta Biesiadecki.
Uroczystość rozpoczęto w kaplicy Mszą, celebrowaną przez ks. Talagę z Wilkowic. Poświęcone zostały naczynia liturgiczne, hostia do monstrancji, a następnie cmentarz. Kościół, do którego uczestnicy przeszli procesją od kapliczki, został poświęcony jako ostatni. Następie odprawiona została w nowym kościele pierwsza Msza. Celebrował ją ks. Jan, Migdał[19] urodzony i wychowany w Buczkowicach. Kazanie wygłosił ks. Kazimierz Buzała[20], były wikariusz z Łodygowic. Patronem kościoła został św. Stanisław biskup, który czczony był we wsi od bardzo dawnych czasów. Z tym faktem też związany jest odpust, który przypada w naszym kościele na dzień 8.maja. każdego roku.   Figura św. Pawła    figura św. Piotra 

   Drugi dzień odpustu wiąże się z Dniem Przemienienia Pańskiego i przypada na 6.sierpnia.Od0, tj. od odprawienia w kapliczce pierwszej Mszy w Buczkowicach, w tej maleńkiej świątyni nabożeństwa sierpniowe odprawiano co roku. Ten zwyczaj, nazywany przez kronikarza przywilejem, przeniesiony został na kościół. Został on nadany naszemu parafialnemu kościołowi dzięki staraniom ks. Andrzeja Lenarta. Poza wymienionymi już dobrodziejami kościoła, darczyńcami gruntów i innych dóbr, godzi się wymienić i innych ofiarodawców, dzięki którym świątynia powstała i uzyskała należyty wygląd.

            Pierwszy wielki ołtarz wykonał buczkowicki stolarz, snycerz i malarz w jednej osobie – Michał Ćwiertnia, prowadzący swój warsztat „u Gluzów”[21] Wypłacono mu za tę robotę 800 koron, które na ten cel przeznaczył przy śmierci Jakub Kozioł, ten sam, który darował pod kościół grunty.Stary ołtarz główny w kościele w Buczkowicach
Obraz Przemienienia Pańskiego, przeznaczony do głównego ołtarza, zakupił dr Franciszek Miodoński za kwotę 300 koron. Kronikarz zapisał, że autorem obrazu był profesor Lachner z Krakowa[22].Chrystus Przemieniony-fragment obrazu Lachnera z początku XX wieku
Ofiarodawcą oryginalnej w swoim kształcie monstrancji było koło amatorskie, kierowane przez dra Miodońskiego. Sądząc po dacie, kiedy akt ten miał miejsce, można wnosić, że było to koło funkcjonujące przy Ochotniczej Straży Pożarnej. Inne organizacje, poza kółkiem rolniczym, które zespołu takiego nie miało, wówczas jeszcze we wsi nie działały. Wartość monstrancji wynosiła 800 koron.
Najbogatszy osobisty dar złożył kościołowi ks. Andrzej Lenart, który ufundował ołtarz Matki Boskiej, wydając na ten cel 2.400 ko ron.Figury Piotra i Pawła oraz św. Stanisława biskupa zakupione zostały „…w Tyrolu we firmie Stuflesera”[23] za kwotę 600 koron”. Środki na te figury pochodziły najprawdopodobniej z kasy komitetu budowy kościoła.
            Rok 1906 przyniósł nowe decyzje w sprawach przygotowania warunków dla obsadzenia stałego duchownego we wsi. Nowa Rada Gminna i nowy naczelnik, dr Franciszek Miodoński, wyłoniony w wyniku wyborów, a także nowy komitet kościelny z Michałem Markiem „od Gluzów” na czele, zdecydowali o budowie plebanii, nazywanej domem gminnym. Parcelę pod budowę plebanii za kwotę 800 koron, wypłaconą z kasy gminnej, zakupiono od Marii Zeman. W drodze wymiany działek z Janem Gluzą, uzyskano teren nadający się pod budowę. Finansowano ją z pożyczki w kwocie 12.000 koron, zaciągniętej w kasie miasta Żywca dzięki staraniom dra Miodońskiego. Spłata pożyczki wraz z oprocentowaniem, rozłożona na 6 rocznych rat, poręczona zastała przez wszystkich mieszkańców wsi. Kronikarz budowy wspomina, że pożyczkę rzetelnie spłacono.
W ciągu sierpnia i września 1907 r. budynek plebanii został w całości wybudowany, łącznie z dachem. Człowiekiem, który tego dokonał był „…majster murarski Symon Cymbala z Buczkowic”.
Całkowite zakończenie budowy nastąpiło wiosną następnego roku, tak, że w czerwcu 1908r. wszystkie roboty ustały[24]. Już w lipcu tegoż roku delegacja mieszkańców została przyjęta 

Pierwsza monstracja w buczkowickim kosciele (po wyzłoceniu)przez ks. biskupa Nowaka, który cztery lata wcześniej budowę kościoła wizytował i złożył obietnicę obsadzenia w nim księdza. Wizyta zakończyła się pomyślnie dla wsi, bowiem już w sierpniu, na spotkaniu bpa Nowaka z proboszczem parafii Łodygowice, ks. Janem Miodońskim, pełniącym wtedy funkcję dziekana, ustalono zasady obsadzenia księdza w Buczkowicach. Spotkanie to miało miejsce w Białej. Doszło do niego na wyraźne polecenie biskupa, który dopatrzył się opóźniania ustalenia tych zasad przez ks. Jana Miodońskiego. W efekcie „Ksiądz dziekan Jan Miodoński zgodził się wszystkie dochody jakie mu z gminy Buczkowice przypadały odstąpić oraz ksiądz się miał nazywać jako Wikary w Łodygowicach z siedzibą w Buczkowicach. Stan trfał trzy lata puźnij została utworzona ekspozytura”. Delegowanym do Buczkowic wikarym ekspozytem był ks. Andrzej Lenart, który od roku 1904, jako dopiero co wyświęcony kapłan, spełniał w naszej wsi obowiązki katechety. On też został administratorem parafii 29.sierpnia 1908 r. Jego głównie dziełem było upamiętnienie, poprzez usypanie przed kościołem kopca, pięćsetnej rocznicy bitwy pod Grunwaldem w roku 1910. Na szczycie kopca w dniu obchodów rocznicowych stanął ogromnej wielkości polski orzeł, przyniesiony na miejsce w uroczystym pochodzie przez niejakiego Tarnawę, znanego we wsi działacza socjalistycznego, bezwyznaniowca, jak się sam określał, a nieco później krzyż. Później, w latach duszpasterzowania w Buczkowicach ks. Kazimierza Majgiera (pierwszy pobyt) w latach trzydziestych XX wieku na szczycie kopca umieszczono statuę Matki Boskiej Królowej Świata.

Chociaż różne są opinie o ks. Lenarcie, jak to zresztą z reguły bywa w odniesieniu do osób mających określony i wyraźny styl postępowania, jedno jest pewne: był wielkim patriotą oczekiwanej Polski i potrafił ten płomień zapalić w dziesiątkach innych osób. Trzeba jednak stwierdzić, że jego postać stanowiła uzupełnienie grona ludzi, którzy w sprawach działalności niepodległościowej mieli we wsi wielki dorobek. Ksiądz Andrzej odszedł z Buczkowic 1.grudnia 1915 r. dotknięty głębokim rozstrojem psychicznym. Do podkrakowskiego szpitala wieziony był na wozie wyścielonym pierzynami, które zapobiec miały ewentualnemu okaleczeniu. Świadkowie tamtego czasu wspominali, że powodem choroby był ogromny zawód wskutek traktowania polskich legionistów przez władze austriackie w czasie 1. wojny światowej. Ksiądz Andrzej był gorącym zwolennikiem tworzenia Legionu Polskiego i jego walki u boku Austriaków. Apelował o szeroki udział Polaków w polskiej formacji. Austriacy zaś, poprzez swoje działania, marginalizowali znaczenie tego polskiego zrywu patriotycznego.
            Miejsce ks Lenarta zajął ks. Józef Styrylski, przeniesiony z Zembrzyc. Był to trudny czas wojenny, który spowodował m.in. zarekwirowanie dla potrzeb zbrojeniowych dwóch dzwonów, zaś ołowiane piszczałki z organów zostały uchronione przed zajęciem tylko dzięki nieustępliwości księdza Styrylskiego. Demontaż organów byłby zapewne historycznym zgrzytem jeśli zważyć fakt, ze najpierw grały w cesarskiej zamkowej kaplicy w samym Wiedniu, a później w kościele w Straconce.[25]Dopiero po zakończeniu działań wojennych w latach 1920 i 1924 kościół został wyposażony w cztery dzwony[26].
            W roku 1922, latem, kościół był konsekrowany przez ks. Arcybiskupa Metropolitę Krakowskiego, księcia Adama Sapiehę.
Czas kapłańskiej posługi ks Styrylskiego w Buczkowicach obfitował w szereg innych ważnych wydarzeń. Jednym z nich było powołanie do życia Czytelni Towarzystwa Szkoły Ludowej (TSL) w Buczkowicach, której pierwszym prezesem został ks. Styrylski. Nie tylko Czytelni prezesował, ale spełniał również funkcję szefa zespołu cenzorskiego książek, które były jej własnością[27]. Nie zanurzając się w czysto religijne aspekty istnienia kościoła, które zapewne zapisane zostaną (lub zostały) godniejszym od mojego piórem, zwrócę uwagę na pewne zjawiska, które warto ukazać ze względów społecznych oraz kulturowych. Oto, od momentu wybudowania kościoła i obsadzenia w nim księdza, zaczęły słabnąć zewnętrzne przejawy jego przynależności do parafii łodygowickiej. Administrator parafii Buczkowice zyskał samodzielność do tego stopnia, że nie były wyraźnie dostrzegane zewnętrzne objawy podporządkowania proboszczowi Łodygowic. W życiu świeckim jest to najbardziej widoczne przy kreowaniu kolejnych składów Rady Szkolnej Miejscowej, w której, począwszy od roku 1902, miejsce Jana Miodońskiego – proboszcza łodygowickiego, zajął dr Franciszek Miodoński. Proces ten pogłębiał się do początków II dekady XX wieku. Nigdy już funkcji przewodniczącego wspomnianej Rady nie objął duchowny, chociaż wchodził w jej skład. Skoro mówimy o konkretnych osobach, wypełniających funkcje duszpasterskie w parafiach lub dopiero powstających jednostkach administracji kościelnej, trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny szczegół, który wymaga cofnięcia się do historii. Obecnie przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że proboszczowie – administratorzy parafii mianowani są przez właściwego biskupa. W czasach odległych, w których konkretny szlachcic był właścicielem dóbr, on właśnie decydował o wyborze plebana, który wypełniał posługi religijne względem wiernych, zamieszkujących konkretne ziemie. Ich posiadacz wydawał znaczne środki na utrzymanie księdza. Drugą część środków pleban uzyskiwał z danin, nakładanych na mieszkańców swej parafii. Zależność losów plebana od hojności właściciela dóbr była oczywista. Trudno się więc dziwić, że ksiądz szedł ręka w rękę za swym panem dobroczyńcą.
To spojrzenie w przeszłość, oczywiście bez wnikania w szczegóły i procedurę wprowadzania na urząd księdza plebana, służy jednemu celowi; pokazaniu odrębności natury prawnej, jaka w początku XX wieku jeszcze istniała pomiędzy Buczkowicami a Łodygowicami.  Odrębność ta, będąca również przejawem nowych czasów, polegała na tym, że jeszcze w początkach ubiegłego stulecia prawo decydowania o tym, kto ma zostać proboszczem parafii w Łodygowicach, należało do ówczesnego właściciela dóbr łodygowickich, barona Klobusa, a nie biskupa. Rolą biskupa było mianowanie kandydata do funkcji proboszcza tego duchownego, który został zaproponowany przez posiadacza ziem. Trzeba też dodać, że nie był to przypadek szczególny. I tak na przykład arcyksiążęta Habsburgowie, sprawując tzw. patronat w 15 parafiach w tym w Żywcu, Jeleśni, Lipowej i Bestwinie), decydowali o obsadzie parafii. Takie same uprawnienia miał baron Larisch w stosunku do Kęt, a także Bulowic, natomiast baron Czecz de Lindewald w Hałcnowie i Kozach. Wśród parafii wymienionych w tzw. „libera collatio”, na początku XX wieku były i takie parafie, w których patronat kościelny sprawowały osoby pochodzenia żydowskiego.
            Omówione uprawnienia posiadaczy ziemskich względem parafii nazywane były patronatami ziemiańskimi. Mogły one przysługiwać klasztorom, królowi, a nawet całym wsiom. Ten ostatni to tak zwany patronat ludowy. Sprawowali go mieszkańcy takich wsi jak: Czarny Dunajec, Chochołów, Wadowice, Andrychów, czy Wilamowice. Swoistą formą patronatu ludowego było prawo do obsadzania funkcji duszpasterskich we wsiach, przypisane np. dwóm kmiecym rodzinom – Turajów i Bujaków ze wsi Krzęcin. Ostatnie z wymienionych przypadków były jednak wyjątkami. Poza tym, uprawnieni do powoływania swych własnych duszpasterzy kmiecie nie zawsze korzystali z tego przywileju. Czasami wynikało to z ich własnej woli, czasem stanowiło rezultat „perswazji” właściciela ziem. Jedną z form wykluczania patronatu ludowego przez władze kościelne były wybiegi przez nie stosowane. Sprowadzało się to przede wszystkim do nierozpisywania konkursów na obsadę probostw. W miejsce wybieranych przez „lud” proboszczów obsadzano parafie tzw. prepozytami lub wikariuszami ekonomicznymi. Można jednak powiedzieć, że przykład patronatu kościelnego nad Łodygowicami, jaki sprawowany był przez właściciela dóbr, był przykładem typowym. Mówiąc o naszej wsi i jej miejscu w administracji kościelnej trzeba stwierdzić, że obsadzenie funkcji administratora (proboszcza) przysługiwało zawsze biskupowi, mimo że Buczkowice przez wieki były własnością  szlachcica.
     Nasza miejscowość, jako przyszła parafia, wyłania się na początku XX wieku. Józef Putek, wielokrotnie przytaczany, wymienia Buczkowice wśród innych parafii, które powstały w zbliżonym okresie. Wskazuje przy tym, że w nich wszystkich prawo mianowania proboszcza przysługiwało biskupowi. Wśród tych parafii wymienia się również Białą, Godziszkę, Wilkowice, Mikuszowice, czy Porąbkę[28]. To upowszechniane biskupie uprawnienie jest więc przejawem nowych czasów, a poza tym…coraz mniej było wielkich panów, którzy chcieli wieść swych poddanych – dosłownie i w przenośni ku zbawieniu. Na dodatek część  właścicieli była innego niż rzymskie wyznania.
            Czas 2. wojny światowej i okupacji hitlerowskiej odbił się również na stanie kościoła. Po raz kolejny został on ograbiony z trzech największych dzwonów. Wdrożone zostały rygory w postaci ograniczenia możliwości posługiwania się językiem polskim w czasie nabożeństw i pogrzebów. Zaczęła obowiązywać zasada zamykania kościoła po zakończeniu nabożeństw. Księdza Kazimierza Magiera, przeniesionego do Józef Kolber (z oprac. B. Foryś)Jeleśni, zastąpił ks. Józef Kolber, człowiek który dzięki swoim kontaktom ratował życie osobom podejrzanym o działalność w ruchu oporu. Ustanowienie nowego administratora parafii zbiegło się z niemiecką akcją osiedleńczą na terenie wsi. Bauerzy i inni osadnicy wyznania rzymsko-katolickiego obsługiwani byli przez ks. Piotra Krzywdzińskiego, salezjanina ze Szczyrku. W okresie unieruchomienia frontu od 12 lutego do 5 kwietnia 1945r. trwający wzajemny ostrzał wojsk niemieckich i radzieckich spowodował znaczne straty w substancji świątyni. Kościół był celem ostrzału oraz radzieckiego rozpoznania lotniczego ze względu na usadowienie się na wieży niemieckich obserwatorów. Wnętrze kościoła zostało splądrowane. Naoczni świadkowie twierdzą, że przed wycofaniem się wojsk niemieckich doszło do gorszącego incydentu i sprofanowania kościoła przez żołnierzy niemieckich, którzy w świątyni urządzili pijackie spotkanie. Dla ochrony ustawili w wejściu głównym działko o niedużym kalibrze. Rejon przykościelny pełen był niewypałów[29]. Jeden z pocisków – niewypałów wbił się w ziemię niemal u stóp kopca z figurą Matki Boskiej. Jednocześnie plebania służyła za miejsce schronienia szeregu osób, zmuszonych do opuszczenia swoich domów przed spodziewanym atakiem wojsk radzieckich. Atak nie nastąpił ze względu na paniczną ucieczkę Niemców w rejon granicy ze Słowacją.
            Mieszkańcy, bez względu na swoje polityczne poglądy, ratowali kościół przed postępującymi zniszczeniami i groźbą zalania wodą z topniejącego śniegu. Kto tylko był sprawny, zrzucał śnieg i zabezpieczał zniszczony dach.
            Po kolejnych zmianach administratora i objęciu urzędu przez ks. Józefa Zapałę, kościół powracał do normalnego funkcjonowania. Wtedy, w początku lat 50-tych, kościół został zelektryfikowany i wymalowany. Powstały wtedy na stropie i ścianach freski o oryginalnej, nawiązującej do tradycji bizantyjskiej kolorystyce. W tej konwencji wykonane były też malowidła postaci.
            Kościół został poddany rozbudowie od roku 1984. Zainicjował ją ks. Stanisław Jasek, dziesiąty od początku istnienia parafii jej proboszcz. Obiekt został powiększony o obszerne prezbiterium, które uzyskało całkiem odmienny od poprzedniego wygląd. Powstały również nawy boczne z odrębnymi wejściami. Wieża, stanowiąca również, jak przed laty, dzwonnicę, podniesiona została o 11 metrów. W wyniku tej rozbudowy obrys kościoła uzyskał kształt zbliżony do sylwetki krzyża. Prace przy rozbudowie zakończone zostały w roku 1989, a więc po pięciu latach trudnych robót, wykonywanych przy wielkim fizycznym i finansowym zaangażowaniu mieszkańców.
Jednym z ostatnich ważnych dla kościoła przedsięwzięć był zakup organów w jednej z niemieckich parafii, w której sponsor ufundował inny, większy instrument. Zakupione dla naszego kościoła świetnie brzmiące organy zagrały w kościele po raz pierwszy 9. czerwca 2005r w czasie koncertu inauguracyjnego, wykonanego przez profesora Akademii Muzycznej w Krakowie i jednocześnie pierwszego organistę Bazyliki Mariackiej w Krakowie – Marka Stefańskiego.

Ks Jan Miodoński Ks. Józef StrylskiKs. Józef Komendera Ks.Kazimierz Majgier

Ks. Józef Zapała Ks Stanisław Byrdziak Ks.Stanislaw Jasek
            Warto na koniec zwięzłej historii kościoła w naszej wsi wspomnieć o jeszcze jednym akcencie, który, jakby klamrą, spina bardzo odległe czasy początku istnienia parafii z czasami współczesnymi. Jest nim szczególnej urody „Tarcza grunwaldzka”. Celem jej wzniesienia było pragnienie oddania hołdu inicjatorom usypania w roku 1910 kopca, upamiętniającego 500-tna rocznicę bitwy pod Grunwaldem. „Tarcza grunwaldzka” wszystkimi detalami nawiązuje do czasów Władysława Jagiełły. Pomysłodawcą jej wzniesienia było Towarzystwo Społeczno-Kulturalne „Zagroda” w Buczkowicach. Całość zaprojektował prezes Towarzystwa Józef Stec, a wykonał znany mistrz kamieniarski ze Szczyrku, Jerzy Pezda. Odsłonięcie tablicy odbyło się w pierwszych dniach września 2005r. w terminie zbliżonym do 595 rocznicy bitwy. Przebieg uroczystości miał niezwykle uroczysty i podniosły charakter.
Jeśli by spróbować w kilkunastu zdaniach ująć historię powstawania kościoła w Buczkowicach i zdarzenia, które rozgrywały się w jego bezpośredniej bliskości, to należałoby powiedzieć że:
– wola powstania kościoła zrodziła się przede wszystkim w głowach rdzennych mieszkańców Buczkowic, których w tym zamiarze nikt nadmiernie nie podtrzymywał
– budzi szacunek i podziw konsekwencja w działaniu i upór, z jakim mieszkańcy dążyli do posiadania własnej świątyni na przekór biedzie i trudnościom zewnętrznym
– podziwiać należy umiejętność i gotowość osobistych ofiar i darowizn dla osiągnięcia zamierzonego celu, który zyskał bez wątpienia rangę dobra wspólnego.
Całe dobro, jakie związane zostało ze świątynią i administratorami parafii miało swój początek w woli mieszkańców. Dotyczy to tak gruntów pod budowę, parcel pod plebanię i samą plebanię, uposażenia parafii najpierw w 16 morgów lasu, potem zamienionych na grunty w Rybarzowicach, systematycznej ofiarności mieszkańców tak w robociźnie, jak w pieniądzu dla rozbudowy, modernizacji i utrzymania w godnym stanie tego, co uznane zostało za potrzebne dla umacniania życia duchowego we wsi. Warto sobie uzmysłowić, że to dobro jest efektem wspólnej pracy i ofiarności mieszkańców.

     Płyta kamienna z czasów budowy kościoła z l. 1901-1904. Stan z kwietnia 2009r.      Kościół parafialny w Buczkowicach w latach 1910-1911       Trupiarnia (kostnica) na cmentarzu

[1] Huczek L.:Dzieła Łodygowic i ich okolic, str.32-33
[2]Ostatni przed Buczkowicami kościół zbudowany był w Szczyrku w latach 1797-1799. W innych miejscowościach nam najbliższych kościoły istniały w Wilkowicach i Mikuszowicach (Krak.)
3] Autor „Historyi…” podaje, że Buczkowice w roku 1898 liczyły około 1400 mieszkańców
4] Ekspozytura to filia parafii macierzystej.
[5] Przywołuje to nazwisko chcąc dochować wierności ustnemu przekazowi. Nie byłbym, jednak , przy dzisiejszym stanie swojej wiedzy o historii Buczkowic wskazać na rodowód Antoniego Cierniaka. Nie potrafię wskazać który z Cierniaków zapisów tych dokonał.
[6] Może powstać wątpliwość, czy Gustaw Herrglotz założył kółko rolnicze w Buczkowicach. Autor „Historyi pocątków Kościoła Buczkowicach” pisze: „…Z ;pocątkiem roku 1898 ten to kierownik szkoły z reorganizował kołłko rolnice z czytelnią ludową …” (pisownia jak w oryginale-J.S.) To może świadczyć, że Gustaw Herrglotz mógł pełnić rolę animatora działalności istniejącego już wcześniej kółka rolniczego, a nie być jego twórcą. Nie mamy jednak dowodów, że rzeczywiście tak było. Dlatego uznałem, że autor mógł uzyć niewłaściwego słowa dla określenia roli kierownika szkoły w życiu kółka rolniczego. O tym, że autor miał na myśli jednak zorganizowanie, a nie animowanie działalności świadczy fakt, że określenie „zreorganizowana” w znaczeniu ”zorganizowana” użył w odniesieniu do straży ogniowej, która powstała w roku 1897
[7] Chodziło oczywiście o setki koron. Korona, oparta na wartości złota była jednostką waluty austriackiej wprowadzonej w roku 1892. Dzieliła sie na 100 halerzy. Por. Jacek Kachel Historia Łodygowic T.I str.101
[8] Czas w jakim wydarzenia te miały miejsce wskazuje, że w grę wchodzić mogły tereny  położone w pobliżu starej szkoły
[9] Tereny Jakuba Kozła to grunty, na których wybudowany został kościół.
[10] Autor „Historyi…” nazwał grunty Jakuba Kozła „zawązką [zawiązką] dla obejścia kościoła.  Dlatego „…Józef Kubica mając swoje własne parcel koło Kozła tak samo ja darował”(pisownia jak w oryginale-J.S.)
[11] Pozwolenie na zbiórkę w innych miejscowościach niektórzy określili mianem żebrania. Tymczasem była to legalna zbiórka publiczna środków, prowadzona w domach, nie na tacę, na wskazany cel. Dlatego wspomina się o zezwoleniu, które na przeprowadzenie zbiórki wydał starosta. Obecnie taki sposób pozyskiwania pieniędzy również jest praktykowany, jednak odbywa się to w obejściu kościoła lub w samym kościele. Na publiczną zbiórkę pieniędzy poza świątynia musiałoby być udzielone zezwolenie administracyjne.
[12] Zarębek Motyków to zakątek w rejonie ulicy Łukowej, zarębek Padoków to rejon ul, Woźnej, Leszczynowej. Jędrzej Kubica to gospodarz przy ul. Lipowej(śpicmiano „do Jyndrysa”, Walenty Kubica (nr 23) to Kubica „u Jeleśnianki”, ul. Wierzbowa, a Józef Kubica (nr 3o)to Kubica z ul. Wójtowej
[13] Chodziło o architekta Emanuela Rosta. Nie wiemy wszakże, czy był to Rost ojciec czy syn-obaj nosili te same imiona.
[14] Właściciel tartaku w Buczkowicach Michał Kubica w swoich zapiskach zachowanych w dokumentach rodzinnych zapisał: „Kościół w Buczkowicach zaczęty Murować dnia 11.go lipca 1901.” Dalej Kubica pisze „…kamień węgielny za ołtarzem nim są dokumenta Jest poświęcony przez Księdza dziekana Jana Miodońskiego z Łodygowic dnia 4. sierpnia 1901” Jak widać w obu zapisach występują nieznaczne różne terminy. Kopia zapisków M. Kubicy z pieczątką owalną „właściciel tartaku” w moim posiadaniu (pisownia jak oryginale).
[15] Zakup ten określony został jako „…zadatek tej budowy”
[16] Właściwe nazwisko dyrektora fabryki brzmi „Krèher”. Imię -Emil Informacja te wynika z jubileuszowego tableau poświęconego pięćdziesięcioleciu dyrektora. Fotografia w moim posiadaniu, pochodzi ze zbiorów prywatnych pp. Milotów z Bielska-Białej.
[17] Wcześniejsze opublikowanie informacji o trybie nabycia przez gminę gruntów pod cmentarz wywołało komentarz potomków małżeństwa Przybyłów. Uważali oni, że posiadane przez nich dokumenty świadczą o tym, że tereny te zostały gminie darowane, a nie sprzedane. Trudno dociec czy sprzeciw rodziny był uzasadniony czy też nie. Jest jednak pewne, że darowana przez tę rodzinę została parafii parcela położona pomiędzy dzisiejszym budynkiem kościoła, a istniejącym cmentarzem. Zdaniem darczyńców teren ten miał być przeznaczony również pod cmentarz, w tym pod kwatery grzebalne dla rodziny Przybyłów. Informację tę przekazuję bez rozstrzygania racji, a jedynie z obowiązku zachowania obiektywizmu w przekazie informacji.
[18] Bogusława Foryś błędnie podaje nazwisko księdza asystującego przy poświęceniu kościoła, podając nazwisko Gołąbek, zamiast Gołąb. Ks. Gołąb po roku 1910 był kurialistą krakowskim w kurii biskupiej
[19] W opracowaniu p. Bogusławy Foryś „Z dziejów parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Buczkowicach” nazwiska ks. Jana Migdała się nie wymienia jako celebransa tej Mszy. Jako pierwszego, wywodzącego się z Buczkowic księdza wymienia się natomiast ks Michała Migdała, urodzonego 26. września 1905 roku. Autor „Historyi…” podając nazwisko buczkowianina Jana Migdała zapewne się nie mylił co do personaliów księdza, wywodzącego się z Buczkowic. Nie ma zatem powodów, by fakt ten pominąć. Przytoczył je dla podkreślenia wagi tego wydarzenia dla dziejów buczkowickiego kościoła. Osobiście daje wiarę autorowi „Historyi…” i podaję nazwisko ks Jana Migdała , jako tego księdza rodem  z Buczkowic o którym , poza zapisem w kronikarza, nic nie wiemy.
[20] Autor „Historyi…” podaje nazwisko „Buzawa”
[21] Michał Ćwiertnia prowadził swój warsztat stolarsko-rzeźbiarski w placu Gluzów( rejon dzisiejszej ul.Długiej , a nie „u pana Gluzy”, jak podaje p. B. Foryś w „Dziejach Parafii…” str.40.
[22] Autorem obrazu jest Fryderyk Lachner, jeden z najznakomitszych znawców i nauczycieli techniki sgraffito (łac. sgraffire- skrobać), polegającej na nakładaniu barwnych tynków, które po zdrapaniu warstw tworzyły barwne obrazy. Był wykładowcą Szkoły Przemysłowej w Krakowie. Jego prace wymieniane są wśród nazwisk wybitnych malarzy polskich obok Norblina, Bacciarelliego, Grottgera Chełmońskiego .
[23] Według innych źródeł rzeźby świętych wykonali wędrowni rzeźbiarze. P. B. Foryś podaje nazwisko rzeźbiarza „Hufleser”. Jest to informacja błędna. Pracownię rzeźbiarską w tym czasie prowadził Ferdynand Stuflesser. Było to w miejscowości Gröden St. Ulrich w Tyrolu. Takie nazwisko podaje autor „Historyi…” (choć zapisał je tylko przez jedno „s”). Nie ulega jednak wątpliwości, że obie nasze figury pochodzą z pracowni Ferdynanda Stuflessera. Rzeźby świętych z tej pracowni znajdują się również w kościołach Karmelitów Bosych w różnych miejscach w Polsce (Kraków) i Europie
[24] Budynek plebanii wtedy wybudowany został wyburzony przed rokiem 1982, w którym rozpoczęła się budowa nowego budynku przystosowanego m.in. do prowadzenia nauki religii w salkach katechetycznych. Budowa została zakończona w roku 1984. Por. B. Foryś „Z dziejów parafii…” str.49
[25] Natknąłem się na informację , żę organy te pochodziły z kościoła w Lipniku (Taką też informacje przekazałem w „Zapiskach z dziejów” 1/2005(10), str.40 Na Straconkę wskazuje B. Foryś w „książce „Z dziejów parafii pw Przemienienia Pańskiego” Tę informację traktuje jako pewna , bowiem oparta jest na źródłach parafialnych.
[26] Dzwony o wadze 200, ,400 800 kg. Dzwon „Kazimierz” był darem młodzieży. Podaję za B. Foryś „Z dziejów parafii…” str.41.
[27] Protokólarz posiedzeń Wydziału Czytelni TSL w Buczkowicach od 1926 do 1934 (Kopia moim posiadaniu)
[28] Krystyna Mikociak w art. „Baron Otto Klobus- ostatni właściciel Państwa Łodygowickiego”, Głos Łodygowic str.12 wskazuje, ze uprawnienia tzw. patronackie, czyli uprawnienia do wskazywania kandydata na proboszcza przysługiwały baronowi również w stosunku do Buczkowic, Szczyrku i szeregu innych miejscowości (parafii). Twierdzenie takie nie jest uprawnione, albowiem patronat odnosił się do konkretnej parafii, a nie dóbr jako całości. W czasie, w którym powstawały samodzielne parafie w tym w Buczkowicach instytucja patronatu szlacheckiego była już instytucją praktycznie martwą. Prawo mianowania administratora parafii przewłaszczone zostało przez właściwego biskupa. Miało to związek również z tym, że prawo erygowania nowych parafii przejął Kościół.
[29] Relacje i wspomnienia p. Wandy Miodońskiej spisane przez autora (w jego posiadaniu)


[1] Ludwik Huczek Dzieje Łodygowic i ich okolic… str.112 „Słownik”. Trzeba dodać, że objaśnienia Do Chronografii  albo Dziejopisu Żywieckiego  zawierają odmienne przeliczniki.
[2] Huczek L.:Dzieła Łodygowic i ich okolic, str.32-33
[3]Ostatni przed Buczkowicami kościół zbudowany był w Szczyrku w latach 1797-1799. W innych miejscowościach nam najbliższych kościoły istniały w Wilkowicach i Mikuszowicach (Krak.)[4] Autor „Historyi…” podaje, że Buczkowice w roku 1898 liczyły około 1400 mieszkańców
[5] Ekspozytura to filia parafii macierzystej.
[6] Przywołuje to nazwisko chcąc dochować wierności ustnemu przekazowi. Nie byłbym, jednak , przy dzisiejszym stanie swojej wiedzy o historii Buczkowic wskazać na rodowód Antoniego Cierniaka. Nie potrafię wskazać który z Cierniaków zapisów tych dokonał.
[7] Może powstać wątpliwość, czy Gustaw Herrglotz założył kółko rolnicze w Buczkowicach. Autor „Historyi pocątków Kościoła Buczkowicach” pisze: „…Z ;pocątkiem roku 1898 ten to kierownik szkoły z reorganizował kołłko rolnice z czytelnią ludową …” (pisownia jak w oryginale-J.S.) To może świadczyć, że Gustaw Herrglotz mógł pełnić rolę animatora działalności istniejącego już wcześniej kółka rolniczego, a nie być jego twórcą. Nie mamy jednak dowodów, że rzeczywiście tak było. Dlatego uznałem, że autor mógł uzyć niewłaściwego słowa dla określenia roli kierownika szkoły w życiu kółka rolniczego. O tym, że autor miał na myśli jednak zorganizowanie, a nie animowanie działalności świadczy fakt, że określenie „zreorganizowana” w znaczeniu ”zorganizowana” użył w odniesieniu do straży ogniowej, która powstała w roku 1897
[8] Chodziło oczywiście o setki koron. Korona, oparta na wartości złota była jednostką waluty austriackiej wprowadzonej w roku 1892. Dzieliła sie na 100 halerzy. Por. Jacek Kachel Historia Łodygowic T.I str.101
[9] Czas w jakim wydarzenia te miały miejsce wskazuje, że w grę wchodzić mogły tereny  położone w pobliżu starej szkoły
[10] Tereny Jakuba Kozła to grunty, na których wybudowany został kościół.
[11] Autor „Historyi…” nazwał grunty Jakuba Kozła „zawązką [zawiązką] dla obejścia kościoła.  Dlatego „…Józef Kubica mając swoje własne parcel koło Kozła tak samo ja darował”(pisownia jak w oryginale-J.S.)
[12] Pozwolenie na zbiórkę w innych miejscowościach niektórzy określili mianem żebrania. Tymczasem była to legalna zbiórka publiczna środków, prowadzona w domach, nie na tacę, na wskazany cel. Dlatego wspomina się o zezwoleniu, które na przeprowadzenie zbiórki wydał starosta. Obecnie taki sposób pozyskiwania pieniędzy również jest praktykowany, jednak odbywa się to w obejściu kościoła lub w samym kościele. Na publiczną zbiórkę pieniędzy poza świątynia musiałoby być udzielone zezwolenie administracyjne.
[13] Zarębek Motyków to zakątek w rejonie ulicy Łukowej, zarębek Padoków to rejon ul, Woźnej, Leszczynowej. Jędrzej Kubica to gospodarz przy ul. Lipowej(śpicmiano „do Jyndrysa”, Walenty Kubica (nr 23) to Kubica „u Jeleśnianki”, ul. Wierzbowa, a Józef Kubica (nr 3o)to Kubica z ul. Wójtowej
[14] Chodziło o architekta Emanuela Rosta. Nie wiemy wszakże, czy był to Rost ojciec czy syn-obaj nosili te same imiona.
[15] Właściciel tartaku w Buczkowicach Michał Kubica w swoich zapiskach zachowanych w dokumentach rodzinnych zapisał: „Kościół w Buczkowicach zaczęty Murować dnia 11.go lipca 1901.” Dalej Kubica pisze „…kamień węgielny za ołtarzem nim są dokumenta Jest poświęcony przez Księdza dziekana Jana Miodońskiego z Łodygowic dnia 4. sierpnia 1901” Jak widać w obu zapisach występują nieznaczne różne terminy. Kopia zapisków M. Kubicy z pieczątką owalną „właściciel tartaku” w moim posiadaniu (pisownia jak oryginale).
[16] Zakup ten określony został jako „…zadatek tej budowy”
[17] Właściwe nazwisko dyrektora fabryki brzmi „Krèher”. Imię -Emil Informacja te wynika z jubileuszowego tableau poświęconego pięćdziesięcioleciu dyrektora. Fotografia w moim posiadaniu, pochodzi ze zbiorów prywatnych pp. Milotów z Bielska-Białej. 


[1] Dr Józef Putek badacz dziejów Małopolski, w tym księstwa Oświęcimskiego. W Okresie międzywojennym poseł na Sejm RP. Socjalista
[2] Komoniecki A.:Chronografia … , str.475
[3] Ludwik Huczek stwierdza wprost, że „…założycielem Łodygowic był więc sołtys Ludwik o nazwisk Lisko”, Dzieje Łodygowic i ich okolic, str.6.
[4] Kachel J.: Historia Łodygowic T.I.str.12
[5] Oryginalny tekst dokumentu jest zamieszczony w Codex diplomaticus Silesiae Tom II nr XXIX. Tekst przytoczony podaje za Ludwikiem Huczkiem. W literaturze napotkać można różniące się od siebie nieznacznie tłumaczenia łacińskiego tekstu. Różnice te jednak nie dotyczą istoty sprawy, a mają jedynie znaczenie dla barwności językowej tekstu
[6] Kachel J.:-Historia Łodygowic T.I, str. 14
[7] Huczek L.: Dzieje Łodygowic i ich okolic, str.7
[8] System monetarny w wiekach XII-XIV9 i nie tylko) był wysoce skomplikowany. Wskazuję dane , opierając się na przypisach do Chronografii Andrzeja Komanieckiego, którymi opatrzył ja St. Szczotka znany badacz dziejów Żywiecczyzny
Grzywna –jednostka wagowo-pieniężna równa w tym czasie 200 g. srebra. Była równa ok. 48 tzw. groszom krakowskim
Grosz praski lub szeroki Greszto moneta równa 1/48 części grzywny (ok. 4.17g srebra)
Grosz praski gruby( grossus) moneta srebrna moneta równa 64 groszom
Wiardunek ( ferto) jednostka pieniężna równa ¼ grzywny, czyli 12 groszom
Skojec jednostka monetarna równy 2 groszom srebrnym( 1/24 grzywny
Ćwierć (ćwiertnia)to około ½ korca, czyli 26 garnców, czyli ok. 30 litrów, czyli ok.49 dzisiejszych kg w zależności od rodzaju towaru .W przypadku jednostek pieniężnych ćwiertnia to ¼ grzywny – tyle samo co wiertel