Antoni Gluza

Antoni  Gluza  ur. 21. sierpnia 1909,
syn Antoniego i Marianny z domu  Jakubiec,
więzień KL Auschwitz, KZ Struthof-Natzweiler-nr obozowy 16442,
KZ Dachau- nr obozowy 100953

Antoni Gluza

Antoni Gluza

Jego domem rodzinnym był nieistniejący dziś budynek nr 212 przy dzisiejszej ul. Woźnej, niedaleko granicy z Rybarzowicami. Urodził się w złym czasie. Po niespełna pół roku od śmierci matki, gdy liczył sobie półtora roku, został powierzony opiece swojej babci „od Gluzy”, przy dzisiejszej ulicy Długiej. Brak matki w rodzinie, liczącej pięcioro dzieci, z których najstarsze – córka Maria – w chwili urodzenia Antoniego liczyła sobie zaledwie siedem lat, to była tragedia. Na dodatek, ojciec zajęty wieloma sprawami zawodowymi, a i społecznymi,  nadto rodziną się nie zajmował. Nieocenionym wsparciem dla dzieci była ich babcia po stronie zmarłej matki, która nazywana była „babką z kamieńca”. Mieszkała bowiem w nieistniejącym już dziś budynku nr 204 przy dzisiejszej ulicy Wyzwolenia. Jej domostwo odgrodzone było od koryta Żylicy rozległym żwirowiskiem, porośniętym okazałymi krzewami jałowca, a także drogą z Rybarzowic do Buczkowic. Jej dom był azylem dla tych sierot, a także przytuliskiem, gdzie zawsze mogły liczyć na kromkę chleba.

Antoni Gluza-senior-ojciec Antoniego

Antoni Gluza-senior-ojciec Antoniego

Rodzeństwo nie żałowało nadto swego małego brata, którym zajęła się „babka od Gluzy”, bo dla reszty zostało więcej jedzenia i miejsca do spania. Do tego dochodziła sprawa sprawowania opieki nad malcem, której nikt z rodzeństwa nie był w stanie zapewnić. Trzeba bowiem dodać, że pod okiem najstarszej z córek  siedmioletniej Marii pozostawała najmłodsza Franciszka ( 1908), nieco starszy brat Ludwik (1906) oraz Julia (1904). W pewnym stopniu siostry zazdrościły Antkowi, że żył w swoistym „luksusie”, że nie cierpi niedostatku, nie mówiąc o głodzie, który był im nieustannym towarzyszem. A on wzrastał z dala od swoich najbliższych, jako dziwny jedynak, mający aż czworo rodzeństwa. Była to dziwna samotność, która na całe życie pozostawiła w jego psychice ślad niezatarty. To co było w nim najgłębiej zakorzenione, to zrozumienie dla biedaków, gotowość do niesienia im pomocy i wiara w dobro.
Antek Hulanek, bo tak go przezywano we wsi, nie był człowiekiem wykształconym, nie posiadał cenzusów szkół. Wszystko co posiadł, a zwłaszcza, całą wiedzę o życiu społecznym, o sytuacji robotników, o  polityce w ogóle, zdobył własnym wysiłkiem. Jego otwarta głowa, ciekawość życia sprawiły, że zaczął być postrzegany jako człowiek światły, inteligentny. Uroku dodawała mu zgrabna sylwetka, gęsta czupryna przystrzyżona na charakterystycznego jeżyka. Ubierał się skromnie, ale schludnie i czysto. Był w tych sprawach pedantycznie staranny.

Dom rodzinny Katarzyny Gluza

Dom rodzinny Katarzyny Gluza

Wielka ilość książek, które przeczytał, uczyniła z niego człowieka o zdolnościach mówcy, umiejącego porwać zgromadzonych na zebraniach i wiecach robotniczych. Miał dar składnego i płynnego wypowiadania się. Nigdy w publicznych wystąpieniach nie korzystał z tekstów pisanych. Te cechy, jak również to, że. jak wielu w tamtym czasie, był przez długie okresy bezrobotnym sprawiło, że związał się z Polską Partią Socjalistyczną (PPS) i w niedługim czasie stał się jednym z czołowych jej młodych działaczy w Buczkowicach. Był jednak człowiekiem, który nie uznawał robotniczych buntów wzniecanych dla zasady, ale był zwolennikiem protestów robotniczych opartych na realnych żądaniach. Był przedstawicielem grupy socjalistów oświeconych, ale zdecydowanych w sporach politycznych i ekonomicznych. Antoni należał do grona niezwykle aktywnych członków buczkowickiego koła Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, w którym prowadził głównie akcję odczytową. Uczestniczył również w organizacji kół w miejscowościach sąsiednich (np. w Mesznej)

Odznaka TUR-u

Odznaka TUR-u

Znaczek Czerwonego Harcerstwa

Znaczek Czerwonego Harcerstwa

Jego osobiste cechy, a zwłaszcza młodość spowodowały, że zainteresował się budowaniem w Buczkowicach dziecięco – młodzieżowej organizacji o profilu lewicowym, socjalistycznym, tzw. „Czerwonego Harcerstwa” Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego. Wspólnie z Antonim pracowali w tej organizacji Jan Gluza z dzisiejszej ul. Długiej i Władysław Wrona z dzisiejszej ulicy Lipowskiej. Nie wiemy, jak liczną grupę młodzieży skupił Antoni i jego przyjaciele w „Czerwonym Harcerstwie”, bo nie ostały się żadne dokumenty dotyczące tej sprawy. Musiała to być jednak dość licząca się grupa młodzieży, skoro wspomina o niej jeden z kronikarzy Buczkowic Franciszek Gruszecki, gdy wymienia w swoich zapiskach listę organizacji społecznych działających w Buczkowicach w okresie międzywojennym. O znaczeniu tej organizacji dla rozwoju ruchu socjalistycznego w Buczkowicach m.in. poprzez działalność „Czerwonego Harcerstwa” świadczy fakt, że losem tej organizacji zainteresował się sam Stanisław Dubois, członek centralnych władz Polskiej Partii Socjalistycznej, odpowiadający za prace „młodzieżówek” socjalistycznych, a także przewodniczący Rady Głównej Czerwonego Harcerstwa. Stanisław Dubois składał  poświęconą m.in. tej sprawie wizytę w Buczkowicach.

Jan Gluza

Jan Gluza

Władysław Wrona

Władysław Wrona

Antoni Gluza, mimo swego młodego wieku był człowiekiem konkretnym w działaniu. Widząc biedę bezrobotnych, podjął się zorganizowania tzw. konsumu robotniczego, który miał swą siedzibę k. skrzyżowania na tzw. „kolanie”. Był to sklep, prowadzący sprzedaż wszystkich artykułów, a zwłaszcza spożywczych, po cenach zawierających symboliczne marże zarobkowe. Było to możliwe dzięki temu, że sam pełnił obowiązki zaopatrzeniowca, sprzedawcy i buchaltera. Tak starał się ludziom nieść pomoc, nie tracąc z pola widzenia  aktywnej działalności czysto politycznej. Z tego głównie powodu był pod stała obserwacją policji, zwłaszcza w okresach poprzedzających święta państwowe czy robotnicze. Wtedy z reguły był na krótki czas aresztowany jako wróg ustroju. O pozycji Antoniego Gluzy w socjalistycznym ruchu robotniczym nie tylko w Buczkowicach, które były siedzibą okręgu PPS, ale też  w bielskim i bialskim ośrodku przemysłowym wspomina wielokrotnie Tadeusz Jasiński w książce „Mocarze zejdą z gór”[1], która jest niemal kroniką społecznego i politycznego życia Buczkowic w okresie międzywojennym, a głównie w latach trzydziestych XX wieku. Pamięć o Antku Hulanku żyła wśród najstarszych mieszkańców wsi.

Dom nr 270 siedziba koła PPS i miejsca zamieszkania Gluzów
2o lipca 2007 r. w przedwieczornych godzinach wypowiedział się  na temat Antoniego Jan Gluza z dzisiejszej ul. Tęczowej, który znał Antoniego Gluzę z racji sąsiedztwa, a także dalszego pokrewieństwa. Mógł się wypowiadać o Antonim, bowiem urodzony w roku 1917, mimo swych 90 lat doskonale pamiętał wiele szczegółów ze swej młodości, a także działalności swych sąsiadów, w tym Antoniego Gluzy. Pan Jan bez najmniejszego wahania oświadczył:„ Antek to był naprawdę wielki patriota”. Z dumą też powiedział, że w placu „Gluzów”, a więc w rejonie ulicy Długiej i ulic sąsiednich było wielu ludzi, których cechą wyróżniającą spośród wielu był głęboki patriotyzm, ugruntowany na lewicowych podstawach. To był patriotyzm nie demonstrowany dla poklasku, ale taki, który zwracał uwagę na dolę biedoty robotniczej i wskazywał na niesprawiedliwość społeczną. Pan Jan podkreślił, że Antoni i Jan Gluzowie, a także inni mieszkańcy Buczkowic, z czasem stali się lewicą wewnątrz buczkowickiej PPS. Odbył więc Antoni dość daleką drogę, na której zradykalizowaniu uległy jego poglądy. Antoni Gluza, Jan Gluza (s. Jana i Julii Moczek), Franciszek Sternal, Władysław Wrona (znad stawu), Kubica (o przezwisku „Amerykon”) to była grupa, znajdująca się pod stałym nadzorem policyjnym w okresie międzywojennym. Jej członkowie spotykali się w okresie letnim w zagajniku w rejonie dzisiejszej ul. Leśnej, gdzie w dość rozległej kępie drzew urządzone były miejsca do siedzenia, niewidoczne z zewnątrz. Tam rodziła się część pomysłów działania tej grupy społeczników. Pan Jan w rozmowie często podkreślał, że grupa ta, a głównie obaj Gluzowie i Władysław Wrona byli „gonieni” przez policję. Warte podkreślenia jest to, że działalność ludzi lewicy była życzliwie oceniana przez znaczącą część mieszkańców, co nie znaczy, że przez wszystkich.
Środowisko, w którym Antoni się obracał  sprawiło, że za żonę pojął starszą o wiele lat od siebie Katarzynę z Tarnawów, którzy uchodzili wtedy (i słusznie) za rodzinę o żywych i autentycznie lewicowych poglądach. Małżeństwo to nie było przyjęte ciepło w rodzinie, a zwłaszcza przez ojca. To pogłębiało oddalanie się Antka od sióstr i brata. Choć z perspektywy czasu można powiedzieć, że było to oddalanie się pozorne, to jednak dystans stworzony przez lata  był widoczny.
Wybuch wojny był dla Antoniego wielkim ciosem. Po wielokroć krytykował sanacyjne rządy. Napaść hitlerowskich Niemiec na Polskę odebrał jako skutek niewłaściwej polityki Polski sanacyjnej. Z wybuchem wojny świat mu się zawalił.
Tak jak wielu, nie miał zapewne pojęcia o metodach, jakimi posługiwali się Niemcy wobec podbitego narodu. Dlatego zderzenie z rzeczywistością okupacyjną było dla niego tragicznie bolesne. On człowiek z gruntu dobry, starający się nieść pomoc każdemu potrzebującemu, stanął w obliczu okrucieństwa i wszechobecnej zbrodni. Nie krył swego negatywnego stosunku do okupantów, głośno to wyrażał mimo przestróg życzliwych mu ludzi. Uważał jednak, że nie może mu się stać żadna krzywda ze strony Niemców, skoro on niczego złego nie czynił.
Podobnie, jak wielu buczkowian, został skierowany do pracy przymusowej przy budowie, a potem rozbudowie obozu koncentracyjnego Auschwitz i zakładów chemicznych. Tu włączył się do pracy organizacji niosącej pomoc więźniom. Był jednym z wielu, którzy przemycali do obozu lekarstwa i żywność, którzy pośredniczyli w wymianie korespondencji rodzin z uwięzionymi. Szmugiel żywności, lekarstw i listów odbywał się poprzez podpinanie do niewidocznych z zewnątrz części podwozi wózków do transportu ziemi (kolib), pakunków zawierających te bezcenne skarby. Ku pokrzepieniu serc więźniów Antoni Gluza dostarczał im podziemną prasę lewicową, którą otrzymywał co tydzień od Józefa Steca, działacza Polskiej Partii Robotniczej w Buczkowicach. Główna część działalności na tym polu przypadała na czas rozbudowy zakładów chemicznych I.G. FarbenindustrieAG (Interessen-Gemeinschaft Farbenidustrie Actiengeselschaft) w Oświęcimiu.
Wszechobecna obozowa SS potrzebowała czasu, by rozpracować sieć pomocników, wspierających więźniów. Wśród podejrzanych znalazł się również Antoni Gluza. Zagrożenie dla niego było tak wielkie, że organizacja konspiracyjna przygotowała fałszywe dokumenty, a także ścieżkę przerzutu za granicę, by uchronić go od pewnego aresztowania. Odmówił opuszczenia kraju uznając, że niczego złego nie robił, a poza tym, że to w obozie, jest potrzebny.

Oswiadczenie Katarzyny Gluza

Oświadczenie Katarzyny Gluza

Na taki bieg wydarzeń mogło wskazywać również i to, że w Muzeum Oświęcimskim nie zachowały się żadne ślady pobytu Antoniego Gluzy w tym obozie. Mogło to świadczyć o panującej w obozie atmosferze nerwowości i zamieszania wywołanego zbliżaniu się wojsk radzieckich,. W takich warunkach nie przywiązywano już takiej staranności do spraw ewidencji więźniów, a więcej uwagi poświęcano ich masowej zagładzie lub ewakuacji służącej docelowo ich wykorzystaniu w niemieckiej machinie wojennej w decydującej fazie operacji wojennych.11 sierpnia 1943 r. Antoni nie wrócił z pracy do domu. Został aresztowany. Znalazł się w gronie tych, którym niósł pomoc z narażeniem życia. Teraz możemy już przytaczać dokładną datę aresztowania, Ale przez długi czas nie była ona znana. Przyczyna tego stanu rzeczy tkwiła w tym, że wszyscy dorośli z rodziny Antoniego już odeszli, zaś jego dzieci takiej wiedzy nie mają i nie miały. Początkowo wiele danych wskazywało na to, że fakt aresztowania miał miejsce w połowie roku 1944. Konsekwencją tej tezy było przyjęcie za pewnik, że Antoni, aresztowany w okresie, kiedy losy wojny były niemal przesądzone, mógł być ewakuowany z Auschwitz wraz z rzeszą więźniów i skierowany na trasę jednego z tzw. marszów śmierci. Była to jednak tylko hipoteza, ponieważ wcale nie było pewne czy Antoni został osadzony w Auschwitz zważywszy na czas, w którym, jak przypuszczano, doszło do aresztowania.[2]
C z ł o w i e k  przestał istnieć w dokumentach.
A jednak dziś możemy już powiedzieć więcej o losach Antoniego. Znamy już nie tylko pewną datę aresztowania ale wiemy, że Antoni nie został zamordowany w Auschwitz. Żona Katarzyna stwierdza w swym oświadczeniu ( notatce):
„Antoni Gluza urodzony 21. sierpnia 1909, zamieszkały w Buczkowicach 270. Aresztowany został przez Gestapo 11. 8.1943r. Po ośmiomiesięcznym więzieniu został w y w i e z i o n y  z Oświęcimia do Alzacyi i nie wiadomo co się z nim stało.”(pisownia jak w oryginale, podkreślenie moje- J.S.)Notatka ta została odkryta przypadkiem w dokumentach dotyczących innej ofiary niemieckiej machiny śmierci. Ta wiadomość stanowiła wskazówkę dla dalszych poszukiwań Antoniego.

Brama obozu Natzweiller

Brama obozu Natzweiller

Antoni Gluza został uwięziony w KZ Natzweiler 8. maja 1944 r., gdzie nadano mu numer 16442 z kwalifikacją –więzień polityczny. Został wcielony do komanda Wesserling. Pozostawał w nim do 18. lipca 1944 r., kiedy przekazany został do innego komanda –komanda Markirch. Po niespełna miesięcznej pracy w tym komandzie, bo 13. sierpnia 1944 r. usiłował zbiec z miejsca pracy. Próba ucieczki była nieudana. Schwytany, został skazany na karę 25 batów. W dwa dni później, 15. sierpnia został z komanda Markirch przekazany do KZ Natzweiler. Tu pod koniec sierpnia (29. sierpnia) został osadzony w obozowym areszcie, który mieścił się w bloku nr 12. Dalszy więźniarski szlak prowadził Gluzę do KZ Dachau, dokąd został przekazany z KZ Natzweiler 6. września 1944 r. W Dachau otrzymał numer obozowy 100 953. Już 8. września został włączony do brygady zewnętrznej o nazwie Allach. Brygada pracowała poza obrębem obozu. Praca w tym komandzie trwała zaledwie tydzień, bowiem już 16. września 1944 r. Antoni Gluza został przekazany z powrotem do KZ Natzweiler i włączony do komanda Haslach-Kinzigthal[3].Stało się jasne, że nie wchodził w rachubę żaden z marszów śmierci. Jeśli prawdziwa była informacja o wywiezieniu więźnia do Alzacji, to należało zakładać, że musiał być w miarę dobrej kondycji fizycznej. Takich więźniów raczej wywożono, by tak szybko, jak było to możliwe skierować ich do pracy w ważnej dla niemieckiej gospodarki firmie. Skoro zaś mowa była o Alzacji, gdzie nie było silnie rozwiniętej sieci obozów koncentracyjnych, to w grę wchodzić mógł przede wszystkim KZ Struthof-Natweiler. Przywołana notatka wskazywała również na orientacyjny czas, w którym ewakuacja Gluzy z Auschwitz nastąpiła. Mowa jest o ośmiomiesięcznym pobycie w więzieniu, co po uwzględnieniu czasu aresztowania (11. sierpnia 1943 r.) wskazywać mogło na wywiezienie w okresie kwietnia-maja 1944 r. Wszystkie dane zawarte w przytaczanej notatce okazały się być dokładne.
Tu kończy się ślad po niepokornym  więźniu Antonim. Nie została ustalona data jego śmierci, do której niewątpliwie doszło, ani nie zdołano ustalić miejsca zgonu. Jest też znamienne, że nie pozostał żaden ślad po korespondencji z obozu. Być może przeszkodziło temu oddalenia obozu od Polski, a może niepokorne zachowanie więźnia powodujące ciągłe zmiany miejsca jego pracy uniemożliwiały wskazanie właściwego adresu obozu, w którym przebywał. Jedno jest wszak pewne. Zsyłka do Alzacji spowodowała, że niemal cały czas pobytu w KZ Natzweiler związany był z pracą w kamieniołomach jednego z najpiękniejszych okazów granitu, bo skały różowej. Wszystkie kolejne komanda, czy brygady zewnętrzne wykonywały prace w zagarniętej Francji Alzacji. Wystarczy wymienić komando Markirch (to francuskie Saint Marie aux Mines) czy Hasslach

Rózowy teren poobozowy

Rózowy teren poobozowy

Problemem do końca nierozwiązanym jest ten, który odnosi się do losów Antoniego Gluzy w okresie od dnia aresztowania do czasu przeniesienia go do KZ Natzweiller. Chodzi więc o okres od 11. sierpnia 1943 r. do 6. maja 1944 r. W żadnym dostępnym dziś dokumencie nie znajdujemy formalnego potwierdzenia pobytu Antoniego Gluzy w KL Auschwitz. Choć  nie w każdym przypadku racjonalne rozumowanie o postępowaniu Niemców wobec więźniów można zastosować, to jednak pozbawione racji byłoby sądzić, że Antoni, po aresztowaniu byłby przetrzymywany w innym miejscu, aniżeli obóz. W jego przypadku aresztowanie nastąpiło w związku z bezpośrednią działalnością w sferze objętej rygorami obozowymi. Nie może tez być wątpliwości, że działalność Gluzy na rzecz więźniów była przez Niemców rozpoznana i udowodniona. Te okoliczności sprawiały, że w jego przypadku zbędne było śledztwo prowadzone w warunkach więziennych, poza obozowych. To zaś przemawia za tym, by przyjąć, iż osadzenie w KL Auschwitz było, jak się wydaje, oczywiste. Tym więcej, że Antoni , jako zapoznany z warunkami w jakich pracowali więźniowie przy pracach poza obozem , a także będący w stosunkowo dobrej kondycji fizycznej, jako wcześniejszy robotnik przymusowy mógł być skierowany do pracy bezpośrednio po aresztowaniu. Choć to tylko hipoteza, to jednak pozwalająca uznać ją za wysoce prawdopodobną. Dziwi jednak, że dokumentacja obozu Natzweiller nie wskazuje miejsca skąd więzień przybył, i jakim dokumentem jest to potwierdzone, (jeśli było).
Życie dopisało dalszą tragiczną część do życia jego rodziny- żony i dwójki dzieci: Jerzego i Ireny. Wolna Polska zmusiła matkę dzieci i wdowę po Antonim do czasowego oddania tych dzieci do domu dziecka, bo nie była w stanie stworzyć im podstawowych warunków do życia. A stało się tak w następstwie opinii, jaką wydał jeden z czołowych  miejscowych działaczy partyjnych, (nota bene współtowarzysz walki z okresu międzywojenego),  który uznał, że lewicowa przeszłość Antoniego i jego działalność na rzecz więźniów KL Auschwitz nie zasługuje na gest solidarności z biedującą rodziną. Wspominane wcześniej zaświadczenie Gromady stwierdza, że „… żona i dwoje dzieci [ pozostały] bez środków do życia. [ Bez ] wyżywienia znajdują się w opłakanym stanie życiowym”.
Ten przykład niech będzie odpowiedzią tym , którzy twierdzą, jakim bogactwem po wojnie  byli otoczeni ci, którzy związani byli z lewą stroną sceny politycznej
Niech to wspomnienie ocali od zapomnienia dobrego człowieka, który niesienie pomocy innym uczynił częścią swojego życia. Służba ludziom przyniosła mu śmierć, a na rodzinę sprowadziła skrajną biedę w czasie, gdy wszyscy cieszyli się z odzyskanej wolności.
Jedynym dziś śladem istnienia Antoniego Gluzy i jego wojennych losów jest pomnik buczkowiczan-  ofiar wojny, wzniesiony w roku 1947 r. i współtworzący lokalne miejsce Pamięci Narodowej w Buczkowicach.

Pomnik ofiar hitlerowskich zbrodni. Antoni Gluza widnieje na nim na drugiej pozycji w lewej kolumnie nazwik

Pomnik ofiar hitlerowskich zbrodni. Antoni Gluza widnieje na nim na drugiej pozycji w lewej kolumnie nazwik

 Józef Stec


[2] Data aresztowania wynikała z notatki sporządzonej przez żonę Antoniego, Katarzynę a także z poświadczenia wydanego przez władze Gromady Buczkowice ( niepodpisanej i nie noszącej daty).Notatka potwierdzała dzień aresztowania oraz powody uwięzienia. Powodem tym  była działalność polityczna ( bez wskazania nurtu) i udział w antyhitlerowskim ruchu oporu.[1] Jasiński, Tadeusz: .Mocarze zejdą z gór, Związek Literatów Polskich o/ Lublin , Lublin 2002, ISBN 83-916476-0-0
[3]  Obóz koncentracyjny Struthof- Natzweiler znajdował się w Alzacji nieopodal miasteczka Schirmeck., zaś w bezpośrednim sąsiedztwie obozu znajdowała się wioska Natzwiller, której nazwa został zniemczona. Złożami różowego granitu interesowała się firma podległa SS- Deutsche Erd und Steinwerke GmbH ( DEST). Więźniowie zatrudniani byli przy przygotowaniu podziemnych hal produkcyjnych dla  firmy Daimler Benz GmbH produkującej samoloty dla Luftwaffe. Prace dla tych celów wykonywało komando Wesselring. Druga z komand (brygad) Markirsch) wykuwała podziemne tunele i hale dla firmy BMW-Werke z Monachium Allach. Obóz Natzweiler nadzorujący prawie 50 podobozów (filii) w Alzacji i Badenii -Wirtembergii, podporządkowany był KZ Dachau. Przez Natzweiler przeszło ponad 45.000 więźniów. Przed wyzwoleniem ok. 6000 z nich zostało przetransportowanych do Dachau. Obóz w Natzweiler był miejscem zbrodniczych pseudonaukowych eksperymentów z dziedziny „badań” nad cechami rasowymi, a także działaniem gazów bojowych.