O potrzebie zmian formuły powiatowych zjazdów towarzystw regionalnych w powiecie bielskim.

Każdy czas jest dobry na podjęcie dyskusji o sprawach ważnych ze społecznego punktu widzenia. Temat, który chcę poruszyć, dotyczy może niewielkiego kręgu ludzi aktywnych, którzy zaangażowani są w stowarzyszeniach regionalnych w powiecie bielskim, ale grona, bez którego powiat byłby uboższy. Pretekstem do dyskusji jest sprawa idei corocznych zjazdów przedstawicieli tych stowarzyszeń, która zyskała w powiecie bielskim prawo obywatelstwa. Nie jest to wprawdzie pomysł oryginalny i pionierski, ale miał, jak sądzę na celu, aktywizację towarzystw regionalnych, upowszechnianie wiedzy o ich działalności, ukazanie pożytków, które są efektem społecznej działalności ludzi zaangażowanych w, dość zgrabnie nazwany kiedyś społecznym, ruch kulturalny. Pomysł organizowania zjazdów nie jest nowy, bowiem za czasów istnienia województwa bielskiego takie spotkania były organizowane pod patronatem władz administracyjnych, a także sejmiku województwa bielskiego. Działała też, wprawdzie krótko, ale skutecznie, Rada Wojewódzka Towarzystw Regionalnych Województwa Bielskiego. Przypominam o tym, by wskazać, że w byłym województwie bielskim działalność społecznego ruchu kulturalnego była doceniana, a jego aktywność wspierana nie tylko werbalnie. W tamtym czasie społeczny ruch kulturalny postrzegany był jako istotny element społeczeństwa obywatelskiego tym cenniejszy, że ogarnięty organizacyjnie, ukierunkowany na potrzeby konkretnego środowiska, ale nie stroniący od uczestniczenia w inicjatywach ponadlokalnych. Jest oczywiste, że koniec lat osiemdziesiątych, który przyniósł wysyp wielu stowarzyszeń, w tym szczególnie działających w sferze kultury, cechował się obawami, by ten ruch nie został ujęty w karby niepopularnej centralizacji, wyrażającej się najczęściej w tworzeniu tzw. „czap”. Widoczna była obawa przed wykorzystywaniem wspominanych struktur do poddawania otwartemu lub bardziej dyskretnemu administracyjnemu dyrygowaniu działalnością niezależnych organizacji społecznych. Te niepokoje zostały rozwiane. W województwie bielskim powstała wspomniana Rada Wojewódzka jako organizm reprezentujący towarzystwa regionalne względem władz województwa. Ważne w tamtym czasie było służenie przez Radę pomocą w upowszechnianiu obowiązujących przepisów prawa zwłaszcza ze sfery finansów, a także praktyczny instruktaż w sprawie rozwiązywania konkretnych zgłoszonych problemów, z którymi borykały się towarzystwa. Celom tym służyły okresowe komunikaty wydawane przez Radę Wojewódzką.
Zjazdy odbywały się rzadziej, ale organizowane były w miejscowościach, w których stowarzyszenia kultury miały określony dorobek, wypracowane i sprawdzone formy pracy wewnątrz organizacyjnej oraz współpracy z lokalnymi władzami administracyjnymi. Tworzyło to klimat sprzyjający wymianie poglądów, upowszechnianiu wzorców, a także wskazywaniu korzyści, jakie konkretnemu środowisku niosła z sobą działalność tych organizacji. Każdy ze zjazdów był starannie przygotowany pod względem programowym. Wiodące tematy obrad zawarte były w referatach opracowanych przez cenionych specjalistów w danej dziedzinie, także naukowców zajmujących się regionalizmem. Obrady kończyły się podjęciem uchwał, które nie były jedynie deklaracjami, ale były aktami zobowiązującymi do wypełniania zawartych w nich postanowień. Było to oczywiste, bowiem uchwały formułowane były w oparciu o obszerną dyskusję, obejmującą wszystkie aspekty działania towarzystw.
Będąc uczestnikiem wszystkich dotychczasowych zjazdów powiatowych miałem możność śledzenia zachodzących zmian. Obserwowałem zjazdy „zagadane” przez delegatów, którzy z detalami relacjonowali drobne szczegóły z życia ich towarzystw, a także takie, (to te ostatnie) na których uczestnicy nie mają możności wypowiedzenia się nawet na temat treści i problematyki referatów programowych. Zdumiewa fakt, że na zjeździe towarzystw regionalnych mówi o sobie tylko jego gospodarz. W programach zjazdów są materiały dotyczące gmin-gospodarzy na tematy społeczno-gospodarcze z przewagą spraw gospodarczych, są programy artystyczne zespołów szkolnych i działających przy gminnych instytucjach kulturalnych. Są wystawy prac twórców z terenu danej gminy. Są goście oficjalni, czasami nawet posłowie na Sejm RP. Gości z reguły „wywiewa” po otwarciu zjazdu i przekazaniu pozdrowień, jako, że wzywają ich pilne obowiązki. Przeważająca większość referatów programowych obecnie dotyczy mechanizmów pozyskiwania środków finansowych, służących realizacji zadań statutowych towarzystw, wskazywania instytucji, które są dysponentami tych środków. Wreszcie, działa na zjeździe kapituła, której zadaniem jest sprecyzowanie wniosków wynikających ze zjazdu oraz wskazanie gminy, w której ma się odbyć następny zjazd.
Uważam, że coś z problemem zjazdów należy pilnie zrobić. Wydaje mi się, że w pierwszej kolejności zmiany powinny dotyczyć częstotliwości ich organizowania. Jestem zdania, że należy być realistą i uświadomić sobie, że działalność społeczna w stowarzyszeniach regionalnych, choć bardzo ważna, to jednak nie jest, bo nie może być, oceanem wielu corocznych sukcesów. Najlepsze pomysły i największa aktywność gaśnie, napotykając na nędzę w środkach pieniężnych, odczuwaną w niemal każdym stowarzyszeniu. Jakimiż zatem doświadczeniami towarzystwa mają się dzielić, skoro materialna baza ich działalności jest żadna? Poza tym – w jaki sposób mają to robić, jeśli żaden z ostatnich zjazdów nie dawał możliwości dzielenia się radością ze zrealizowanych, mimo kłopotów, przedsięwzięć? Jaki pożytek przynoszą instruktaże o możliwości pozyskiwania tzw. środków zewnętrznych, skoro każdy dysponent tych środków wymaga wniesienia własnego wkładu finansowego ze strony danego towarzystwa. Podpowiada się zaciąganie kredytów, tylko nikt nie znalazł metody, w jaki sposób dane towarzystwo ma wykazać zdolność kredytową. Tych zaś, którym w jakiś sposób udało się uzyskać pożyczkę lub kredyt, czeka długi okres oczekiwania na zwrot należnych im dotacji. Nikt nie zastanawia się nad tym, czemu służy szczegółowość i ilość dokumentów, które trzeba wytworzyć, by przygotować rozliczenie realizacji zadania publicznego, w którym zaangażowane są środki unijne np. z ministerstw. Mówienie (jeśli będzie taka możliwość) każdego roku o tych samych problemach demotywuje, a nie zachęca do działalności społecznej. Proponuję zatem zrezygnowanie z corocznych zjazdów i przedyskutowanie tego tematu z przedstawicielami towarzystw.
Uważam, że zjazd towarzystw regionalnych winien być spotkaniem, w czasie którego mówi się o sprawach ważnych dla ich działalności. Oznaczać to powinno ograniczenie, ale nie wyeliminowanie, informacji o gminie, w której odbywa się zjazd, na korzyść tematów odnoszących się do pracy towarzystw. Byłoby wskazane, by burmistrz lub wójt koncentrował się w tych prezentacjach na praktycznej stronie współpracy z towarzystwami. To stworzy możliwości poznania rozwiązań stosowanych w danej gminie we współpracy ze stowarzyszeniami, a także wskaże materię, której rozwiązania te dotyczą. Wyniknie z tego konkretny pożytek dla wszystkich uczestników zjazdu, nie mówiąc o tym, że rozwiązanie to może sprzyjać zaktywizowaniu współdziałania w relacji władza gminna- towarzystwo w konkretnej gminie.
Uważam, że każdy zjazd powinien być okazją do zbilansowania wyników pracy towarzystw w powiecie, osiągniętych w okresie między zjazdami. By to było możliwe delegacje poszczególnych towarzystw muszą mieć możliwość przełożenia esencjonalnych raportów ukazujących te wyniki. Sposób zrealizowania tej propozycji powinien być przedmiotem szerszych konsultacji zainicjowanych np. na spotkaniach prezesów. Prezentacje mogą bowiem być realizowane w różnych formach.
Należy pilnie zastanowić się nad sensem podejmowania przez zjazdy uchwał lub, jak to ma miejsce ostatnio, precyzowania wniosków. Jeśli chcemy, by ranga zjazdu regionalistów działających w powiecie była wysoka, by można było jednoznacznie stwierdzić, że ich obrady dają do pracy towarzystw istotny pozytywny impuls, to byłbym za przyjęciem zasady, że zjazdy powinny podejmować uchwały. Jest to forma, która jest stosowana dla podsumowania wyników prac poważnych gremiów. Uchwały powinny dotyczyć spraw o znaczeniu strategicznym dla społecznego ruchu kulturalnego.
Problemem jednak najistotniejszym jest to, że uchwały powinny być realizowane w praktyce. Nie znam przypadku, by zawarty w treści uchwały postulat rozwiązania jakiegoś problemu był przez odpowiednie czynniki nie tylko zrealizowany, ale nawet podjęty. O stan realizacji uchwał nie ma kogo zapytać ani w okresie między zjazdowym, ani na zjeździe. Okazji, by pytanie w tej sprawie zadać publicznie po prostu nie ma. Można zatem zapytać, po co podejmować uchwały, skoro nikt nie czyni nawet próby zainteresowania się tematami sygnalizowanymi w uchwałach? Jestem zdania, że problem nie tkwi w tym, czy uchwały podejmować, ale jaka jest sprawcza ich moc. Jeśli ilość stowarzyszeń regionalnych w powiecie jest za niska, by tworzyć jakąś ich powiatową reprezentację na szczeblu powiatu, to należy rozważyć, czy to aby nie organ nadzorujący stowarzyszenia – Starosta Bielski nie powinien być tym, kto inicjuje działania zmierzające ku wypełnianiu postanowień uchwał. Wydaje się, że nie jest to sprawa, która w ramach pomocniczości towarzystwom regionalnym nie powinna być Staroście przypisana. Ma on bowiem w ręku wszystkie narzędzia i możliwości, które postulatowi temu są w stanie zadośćuczynić. Ten problem należałoby uczynić jednym z tematów konsultacyjnych z kierownictwami towarzystw regionalnych, gdzie byłaby stosowna okazja do jego uzasadnienia.
Same towarzystwa też przyczyniają się, choć w różnym stopniu, do deprecjonowania podejmowanych uchwał zjazdów. Dotyczy to choćby wymiany publikacji, wymianie informacji o znaczniejszych imprezach i akcjach. To, co powiedziano, jest zaledwie skromnym wycinkiem spraw, które składają się na budowanie znaczenia i autorytetu społecznego ruchu kulturalnego reprezentowanego na zjazdach powiatowych.
Niepodobna pominąć w tych około zjazdowych rozważaniach tego, co dotyczy pozycji organizacji pozarządowych w systemie społecznym państwa. Mam tu na myśli znaczenie tych organizacji jako cennych członów społeczeństwa obywatelskiego. Cechą tego społeczeństwa jest przejmowanie przez środowiska spraw należących do właściwości władzy gminnej i ich rozwiązywanie przy wsparciu organów władzy publicznej. Wymiernym wyrazem takiej praktyki winno być szerokie delegowanie wykonania zadań publicznych gminy na rzecz organizacji pozarządowych, których potencjał społeczny daje pewność wypełnienia tych zadań. Na zjazdach, z przyczyn wcześniej wspomnianych, o tym nie mówimy. Nie mówimy jasno o tym, że spotykamy się w wielu jednostkach administracyjnych z oporem wobec zlecania lub wspierania towarzystw w realizacji zadań publicznych gminy, nawet tych, których jednostki organizacyjne gminy nie podjęłyby nigdy przy zaangażowaniu symbolicznych środków dotacji kierowanych do towarzystw regionalnych. Nie mówimy głośno o przyczynach takiego stanu rzeczy.
Nie mówimy o tym, że zagadnienia regionalizmu w bardzo wielu placówkach oświatowych to sprawa niepokalana. Problem ten kompleksowo ujęty w dokumencie „Dziedzictwo kulturowe w regionie –złożenia programowe” wydanym w październiku 1995r. przez Ministerstwo Edukacji Narodowej został odłożony na przysłowiowa półkę. Nie słyszałem,(może źle nastawiałem uszu) by instytucje zewnętrzne, działające w resorcie interesowały się stopniem realizacji tych założeń. Pozostaje dobra wola organu prowadzącego-wójta, burmistrza lub nauczycieli, którzy regionalizm traktują jako warunek niezbędny do zachowania własnej kultury danego środowiska i obecności we wszystkich jej aspektach, jako warunek kształtowania pożądanych cech osobowości młodego człowieka. Zjazd towarzystw regionalnych powinien się do tej materii rzeczowo odnieść.
Jeśli dość obszernie, choć i tak niewyczerpująco odnoszę się do idei zjazdów towarzystw regionalnych w powiecie bielskim, to czynię to w trosce o to, by nie została ona sprowadzona do spotkań o charakterze integracyjnym (tak bardzo w ostatnim czasie modnych). Czynię to po to, by zjazdy zyskały na znaczeniu, by stały się tym, co pobudza społeczne inicjatywy, co uświadamia, że w społecznej działalności regionaliści nie są sami, że działają ku pożytkowi lokalnych środowisk, a nie ku strapieniu lokalnych władz samorządowych.
Na sam koniec dodam jeszcze stwierdzenie, które ma swoje źródło w naszej góralskiej tradycji. Zawiera ją powiedzenie: Nie do sie copkom debła zabić. Organizacja dobrego zjazdu, wypełnionego prawdziwą merytoryczną dyskusją musi kosztować. A dlaczego, to temat na spotkanie konsultacyjne kierownictw towarzystw regionalnych z władzami powiatu.

 Józef Stec