W poszukiwaniu ojcowskiego domu

W poszukiwaniu ojcowskiego domu

W dniach 10 i 11 lipca 2012 w Buczkowicach przebywała p. Teresa Cader, obywatelka Stanów Zjednoczonych, która od dłuższego czasu poszukuje swoich rodowych korzeni. Towarzyszyła jej córka Katarzyna. Bardzo swojsko brzmiące nazwisko, w swoim czasie dość w Buczkowicach popularne, nie pozostawia wątpliwości, że korzenie te tkwią w naszej wsi i wsiach sąsiednich.
Wizyta tegoroczna nie była pierwszą, ale stanowiła dalszy ciąg poszukiwań śladów rodzinnych. Traf  chciał, że pani Teresa dotarła do mojej książki „Historia Buczkowic” oraz innych opracowań, które skłoniły Ją do nawiązania korespondencji. Wymiana listów doprowadziła w efekcie do naszych spotkań 10 i 11 lipca. Temat spotkania był niezwykle fascynujący, bo dotyczył konkretnych rodzin i konkretnych osób, które przed dziesiątkami lat mieszkały w Buczkowicach, dotyczył ogarnięcia jak największej ilości wiadomości o naszej wsi, jaka można przekazać w tak krótkim czasie. Pani Teresa jest osobą niezwykle interesującą. Jest wykładowca uniwersyteckim, a nadto jest poetką i autorką esejów. Pisze po angielsku, ale pisze o naszych Buczkowicach takich, jakie zobaczyła w czasie wcześniejszej wizyty i takich, jakie pozostały w jej pamięci po opowiadaniach ojca..

Korzystając z uzyskanych od Pani Teresy w korespondencji informacji, zebrałem szereg danych o interesujących Ją osobach. A były to Jej najbliżsi – dziadkowie oraz ojciec. Zdołałem ustalić miejsce zamieszkania jej dziadków Józefa i Teresy Cadrów, miejsce urodzenia jej ojca Tadeusza Cadra a także jej bliskich krewnych. Postarałem się, przynajmniej wstępnie, przygotować się na pytania, które mogły i powinny paść w czasie naszego spotkania, pytania, dla Pani Teresy tak bardzo osobiste i bardzo podbudowane emocjami.
Obie panie – Teresę i jej córkę, ich tłumaczkę p. Ewę Chruszcz oraz reportera Telewizji Bielsko p. Pawła Fejkisza zaprosiłem do siedziby Towarzystwa. Miałem możliwość wysłuchania jednego z esejów autorstwa pani Teresy. Właśnie tego, który odnosił się do poszukiwania korzeni Jej przodków. Były tam również fragmenty wierszy autorstwa pani Teresy. Była to lektura poruszająca nie tylko ze względu na samą treść, ale również ze względu na sposób, w jaki potrafi pisać o naszej wsi, o swoich najbliższych Amerykanka, która po polsku ani nie mówi, ani nie pisze, a na dodatek jest tylko w połowie polskiej krwi. Tylko jej ojciec-Tadeusz Cader był Polakiem. Matka zaś była Irlandką. Jeśli będzie ku temu stosowna okazja, to zaprezentuję te teksty by ukazać, jakie uczucia się budzą wtedy, gdy mówi się o czymś co jest jednocześnie tak bliskie, a tak dalekie. Bliskie, bo odnosi się do stron rodzinnych ojca, do Buczkowic, a dalekie, bo pisane za oceanem, gdzie w początkach wieku XX rzuciły buczkowian poplątane losy ludzkie. Wielkie emocje towarzyszyły krótkiej wędrówce uczestników spotkania do miejsca, w którym znajduje się dom rodzinny Tadeusza Cadra, ojca mojego gościa. Wzruszenie ogarnęło wszystkich, również mnie, choć po wielokroć dom ten fotografowałem, a przed laty w nim również bywałem. To, co przez nas nie jest dostrzegane, u pani Teresy i jej córki Katarzyny budziło zachwyt. A były to zdobienia ścian szczytowych, tradycyjny ganek z okienkami ze szprosami, cembrowana studnia z korbą. Goście zdawali się nie zauważać braku starania użytkownika domu o elementarny porządek wokół domu. On był w tym momencie po prostu nieważny. To dom w tej chwili był najważniejszy dla pani Teresy to udokumentowane miejsce urodzenia Jej ojca. Podobnemu wzruszeniu poddała się również pani Kasia, wnuczka Tadeusza Cadra. W tym niepozornym miejscu chyba uświadomiła sobie jeszcze mocniej niż zwykle znaczenie swojego zawodu. Pani Katarzyna jest historykiem, nauczycielem stypendystką rządu Stanów Zjednoczonych, specjalizującym się w badaniu historii innych, poza europejskich, kontynentów. Może ten moment skłoni ją do tego, by odpowiedziała na mój apel, aby jako potomek Polaka zajęła się również historią Europy i Polski i, by jej prawdziwą historię popularyzowała w swoim kraju. Odwiedziliśmy nasz cmentarz trochę w tym celu, by uświadomić, że nie każdy Cader musi być krewnym ojca Pani Teresy. Była też okazja zwrócić uwagę na nagrobki znakomitych mieszkańców Buczkowic, którzy budowali pozycję wsi przed laty. Kościół, niestety, był zamknięty.
Wspomniałem o tradycjach przemysłowych Buczkowic, o robotniczej tradycji środowiska w których, jak dowodzą tego dokumenty, uczestniczyli przodkowie Tadeusza Cadra. W drugim dniu spotkanie miało mniej oficjalny charakter, ale było niezwykle cenne zarówno dla obustronnej wymiany wiadomości o warunkach, panujących na początku wieku XX w Buczkowicach, jak i losach polskich emigrantów w Stanach Zjednoczonych. Cząstką życia Tadeusza Cadra w jego wczesnej młodości był język, którym się posługiwał – nasza gwara. Obdarowałem więc moich gości „Słownikiem gwary buczkowickiej”, choć wiem, że będzie im stwarzał dużo kłopotów. No ale, jak wiadomo, życie jest z gruntu trudne. Dodam tylko, że z pierwszego dnia wizyty został nakręcony krótki film, który był emitowany w Telewizji Bielsko, a także, takie mam informacje, w telewizjach kablowych innych miast. Otrzymałem na ten temat miłą wiadomość z Wałbrzycha, od pana Piotra Wiernika, autora książki „Zapomniany Żołnierz. Rzecz o Stanisławie Juraszku”, zapominanym mieszkańcu Rybarzowic.
Wyrażam nadzieję, że będzie możliwość zaprezentowania, zapewne w odcinkach, jednego z esejów pani Teresy. Zapewniam, że będzie to niezwykle ciekawa lektura, skłaniająca do stałych związków z tradycjami rodzinnymi i nie tylko.

                                                                                              Józef Stec