Ze Stanów Zjednoczonych z wierszami o Buczkowicach

Zwiastun spotkania

A to motto spotkania

Takiego spotkania, jakie miało miejsce 8. czerwca b.r. w Sokolni w Buczkowicach  jeszcze nie było. Spotkaliśmy się na podwieczorku poetyckim z p. Teresą  Cader, która odpowiedziała na zaproszenie Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego „Zagroda” i przyjechała do Polski na cykl spotkań autorskich. Spotkania takie odbyły się w Krakowie, w Bielsku-Białej i Buczkowicach. Przypomnę, że Teresa Cader jest córką polskiego emigranta, który jako chłopak opuścił Polskę wraz ze swą matką by dołączyć do ojca przebywającego w Stanach Zjednoczonych od roku 1913. Matką Teresy jest Irlandka. Owocem związku emigrantów Polaka i Irlandki jest Teresa Cader, osoba o niezwykłej wrażliwości i przysłowiowej iskrze, działaniom której przypisać należy powstanie ujmujących wierszy między innymi o Buczkowicach – rodzinnej wsi ojca.
Powstanie tych wierszy jest również wyrazem zauroczenia naszymi stronami, życzliwością mieszkających tu ludzi, którzy przyjęli ją bardzo serdecznie i starali się nieść pomoc, gdy poetka starała się docierać do kolejnych krewnych i powinowatych, których dzieje składają się w historię rodziny. Dlatego na spotkanie z panią Teresą oczekiwaliśmy z wielkim zaciekawieniem. Do Sokolni przybyło ponad sześćdziesiąt osób. Zaczęło się spełniać marzenie p. Teresy, by móc się spotkać z mieszkańcami Buczkowic i Kalnej i zaprezentować im swoje wiersze. A te dwie wsie, miejsca urodzenia dziadków, są jej szczególnie bliskie. Wspominam o nieśmiało wypowiedzianej prośbie o możliwość takiego spotkania, która padła w roku 2013 w listopadzie, gdy miałem możliwość spędzić wiele czasu na przybliżaniu p. Teresie dziejów Buczkowic, poszczególnych rodzin opowiadać o warunkach życia we wsi na początku XX wieku.  Jej ciekawość rosła w miarę trwania opowieści. Sporządziła wiele stron notatek, na podstawie których tworzyła sobie obraz Buczkowic z czasów, kiedy jej dziadkowie i ojciec wyemigrowali. Próbowała zrozumieć motywy ich decyzji. Na spotkanie przygotowaliśmy niewielką wystawę obrazującą w fotografii i dokumentach dzieje szkoły, kościoła, zakładów przemysłowych w Buczkowicach oraz wybranych organizacji społecznych, mających związek z początkiem XX wieku. To był nasz dodatek do słownych relacji sprzed roku, pozwalający stworzyć klimat tamtych odległych lat.
W Sokolni zgromadzili się słuchacze z Buczkowic, Kalnej, Łodygowic, Bielska-Białej, Bytomia. Obecny był przewodniczący Rady Gminy, przewodniczący Komisji Rewizyjnej R.G. Były członkinie zespołu teatralnego przy Gminnym Ośrodku Kultury i członkowie Towarzystwa „Zagroda” z kompletem członków Zarządu. Był serdecznie witany proboszcz z Kalnej – ks. Hanzlik. Po słowach powitania, które skierował do zebranym prezes Towarzystwa „Zagroda” Jerzy Foltyniak i przypomnieniu historii odwiedzin i spotkań, o czym miałem możliwość mówić, głos zabrała p. Teresa, która stara się uczyć języka polskiego. Podziękowania za możliwość spotkania starała się wypowiedzieć  po polsku, choć nie obyło się to bez trudności. Te próbę zebrani przyjęli oklaskami. Zasadniczą  część słowa powitalnego  przedstawiła tłumaczka p. dr Ewa Chruściel. P. Teresa napisała w nim m.in.
„Napisałam wiele wierszy o Buczkowicach, a teraz pisze książkę o życiu mojej rodziny w tej wsi i o ich emigracji do Ameryki. Mój ojciec kochał te góry i tę rzekę i ja je też pokochałam. Co roku, w Wigilię Bożego Narodzenia, którą obchodziliśmy zgodnie z polską tradycją, ojciec czuł się trochę melancholijnie; brakowało mu kolędników chodzących od domu do domu. Podziwiam mieszkańców Buczkowic za ich góralską odporność na przeciwności losu, za twórcza energię i niezależność ducha. Ta odporność i niezależność przetrwały pomimo wojen i cierpień, które dotknęły to miejsce. Jestem dumna z moich związków z tą polską wsią, której mieszkańcy walczyli i cierpieli w imię niepodległości Polski.(…) Cieszę się, że moja droga życiowa znowu mnie tu przywiodła i mam nadzieję, że (…) dowiem się więcej o tej wsi, którą zaczynam nazywać swoim domem”. Reakcja słuchaczy na te słowa była spontaniczna. Pierwszym z prezentowanych wierszy był „Powrót”, który, według mnie, był wyrazem tych wszystkich uczuć, wrażeń i tkliwego wejrzenia w bliskie sercu autorki zakątki wsi, domostwa gdzie urodził się jej ojciec i odwoływał się do nieznanych osobiście, ale zapisanych w rodzinnej tradycji postaci. W tym wierszu nawiązującym do chwili wyjazdu z Buczkowic i wrażeń z jej wizyt czytamy:

(…) i wydawało mi się że to ja opuszczam wieś, wyjeżdżam
do Ameryki, stoję na drodze przed domem
w niemym, dziecięcym smutku, powtarzając,
że wrócę w samą porę, zanim późną wiosna zakwitną niebieskie kwiaty
i znowu zobaczę ten sam śnieg o zmierzchu i otulone nim
drzewa na skraju pól. Zawołam ich
po imieniu w fioletowym świetle, gdzie smutki
gromadzą się jak szczygły o zachodzie, a oni wyjdą
ze swoich ciepłych domów ze łzami w oczach i gorącym chlebem,
a ja niczego nie zapomnę”.

Wielkie wrażenie wywarł na słuchaczach wiersz noszący tytuł „Głód”. Poetka tworzy w nim obraz rodzinnego domu ojca, w którym, wedle jej wyobrażeń, na podłodze ktoś nieznany wyciął w deskach podłogi jej imię. To przejmująca poetycka wizja w której wyrażona jest jej  symboliczna łączność z rodzicielskim domem.

„Opustoszały dom w galicyjskiej wsi.
Ktoś w podłodze wyciął moje imię
zanim się urodziłam.
Ono wzywa mnie w letnie noce.
             (…)
Słyszę to wołanie tu, w Ameryce”
A stara wróżbitka
„która umie odczytywać przeszłość ,
nie tylko przyszłość”
dotykając wyżłobionych liter wie, że Teresa jest w tym domu od zawsze. Ta wymyślona przez poetkę wróżbitka
 „Wie, że Gluza, nazwisko mojej babki,
znaczy głód.
To częste nazwisko w tej wiosce.
Mówi że byłam głodna zanim się urodziłam”.

Potem były wiersze o charakterystycznym skrzyżowaniu dróg, buczkowickim „kolanie” i jej dziadku, który bywał w restauracji o tej samej zwyczajowej nazwie, o obrazach wykonanych przez jej młodziutkiego wujka, schronionych przed Niemcami między krokwiami domu, o kuzynie – Janie Gluzie-więźniu KL Auschwitz i jego śmierci, o losie chłopca zesłanego na roboty przymusowe, sprzedanego niemieckiemu gospodarzowi, o zabawach dzieci z dala od Buczkowic, w miejscu, które przypominało wiejski ukwiecony ogródek. Jedynym wierszem, który nie był związany z Buczkowicami był wiersz z angielskojęzycznego tomiku „History of harricanes” (Historia huraganów) pod tym samym tytułem, ukazujący doświadczenia i wrażenia człowieka, który nie znał tego zjawiska, a niespodziewanie musiał się nim zmierzyć. Warto dodać, że niektóre wiersze przez nas wybrane zostały odczytane przez buczkowian, w tym jeden, poświęcony Janowi Gluzie odczytała krewna ofiary. Spotkanie w części oficjalnej trwało ponad półtorej godziny. Potem było zwiedzanie wystawy, spotkania z krewniakami, którzy dość licznie zgromadzili się w Sokolni, z sąsiadkami rodziny Cadrów – p. Wandą Miodońską i Stanisławą Kopaczką, które pamiętały wyjazd ojca pani Teresy do Stanów w roku 1937, były śpiewane życzenia, które zafundowały pani Teresie członkinie Koła Gospodyń Wiejskich z Kalnej. Były kwiaty i upominki od Towarzystwa „Zagroda” i krewnych. Nie obyło się bez pamiątkowych fotografii. Tak się złożyło, ze 9. czerwca miałem możliwość spotkania się z panią Teresą i rozmawiania na tematy związane z historią Buczkowic i ludzi tu żyjących. Już wiadomo, że nie było to ostatnie takie spotkanie. Wróciliśmy przez chwilę do spotkania autorskiego. Zapytałem o wrażenia, jakie z niego wyniosła. Zapytałem czy mogę się tymi wrażeniami podzielić z mieszkańcami. Ponieważ takie przyzwolenie uzyskałem, więc rzetelnie przedstawiam to co usłyszałem. Po pierwsze, mowa była o bardzo miłym wrażeniu jakie wywarła liczba uczestników spotkania, która przerosła jej oczekiwania. Po drugie, była mile zaskoczona organizacją, naszym komentarzem do większości wierszy, który pozwalał lepiej zrozumieć zawarte w nich myśli, obecnością kalnian i to obecnością oryginalną. Musiałem tłumaczyć, że zaproszenie na spotkanie mieszkańców Kalnej było tak oczywiste, jak zaproszenie buczkowian. Jest bowiem wiadome, że dziadek p.Teresy wywodził się z Kalnej. Co trzeba szczególnie odnotować, to stwierdzenie p. Teresy, że jej uwagę przykuwało przez cały czas wielkie skupienie z jaką uczestnicy spotkania wsłuchiwali się w przedstawiane teksty. To, według niej, świadczy o wielkiej umiejętności odbioru jej poezji, która stawia słuchaczom wysokie wymagania. Wspólne przeżywanie czytanej poezji, tej poezji dowodziło niepospolitej wrażliwości słuchaczy. Nie powiem, żeby nie było mi miło słuchać tych spostrzeżeń od osoby, która odbyła dziesiątki spotkań autorskich. Zostałem też upoważniony do złożenia ponownego podziękowania wszystkim uczestnikom spotkania za tak życzliwe i serdeczne przyjęcie, jakie zgotowano jej w Buczkowicach. Było ono kolejnym spotkaniem, które potwierdziło wielką otwartość Buczkowic i Kalnej na świat i wszystko to, co w tym świecie dobre i wzbogacające człowieka. Aby niczego ważnego nie uronić z tej prawdziwej uczty kulturalnej muszę dodać, że tłumaczką zdecydowanej ilości wierszy prezentowanych na spotkaniu jest p. Joanna Banach stale mieszkająca w Kalifornii, zaś nieoceniona rolę tłumaczki na spotkaniu w Buczkowicach spełniała wspominana już p. dr Ewa Chruściel. Panie Teresa odpowiedziała na szereg zadanych jej pytań. Jedno z ostatnich brzmiało tak: „Jeśli miałaby Pani wypowiedzieć jedno życzenie, które odnosiłoby się do Pani twórczości, a które miałoby związek z Buczkowicami i z Polską, w której tkwią Pani korzenie, to jakby ono brzmiało? Odpowiedź była taka: „Marzeniem moim byłoby wydanie zbioru moich wierszy o Buczkowicach. Pan Stec nazwał mnie kiedyś „córką Buczkowic”. Chciałabym nią stać się również poprzez  swoją twórczość, bo ta wieś jest godna mojego najwyższego szacunku ”.
Całą „winę” za to spotkanie wzięły na siebie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne ”Zagroda” z Buczkowic i Gminy Ośrodek Kultury. któremu, jako współorganizatorowi spotkania wyrażam podziękowanie.

Fragment sali na wiele chwil przed spotkaniemBuczkowianka czyta wiersz

Sąsiadka Cadrów w gwarowej gawędzie

Wiersz o Janie Gluzie więźniu Auschwitz czyta Zofia Stec 

Z językiem polskim p. Teresy coraz lepiej

Józef Stec przedstawia dedykację w albumie

Teresa Cader i Stanisława Kopaczka

Stanisława Kopaczka i Wanda Miodońska-sąsiadki rodziny Cadrów

Teresa Cader z gośćmi z Łodygowic

Krewniacy p. Teresy z p. Wandą Miodońską

Damska częśc krewnych Teresy Cader

 

Rodzine konsulkacje po spotkaniu

Członkinie i sympatyczki Zagrody po spotkaniu

Józef stec