Wołanie o województwo śląsko- małopolskie czy o coś znacznie więcej

Jak można było przewidywać, sprawa zmiany nazwy województwa śląskiego na śląsko-małopolskie i postulat zmian w heraldyce dotychczasowego województwa śląskiego powróciła. Tym razem powróciła w postaci oficjalnego, formalnego wniosku niektórych towarzystw regionalnych z powiatu bielskiego, Zagłębia i z Ziemi Częstochowskiej. Inicjatorzy tego wniosku, który sygnalnie się pojawił w roku 2017 nie podzielili opinii Towarzystwa Społeczno—Kulturalnego „Zagroda”, którego Walne Zgromadzenie obradujące 9. marca 2017 r. nie udzieliło poparcia temu wnioskowi szeroko swoje stanowisko uzasadniając. Po złożeniu formalnego wniosku w tej sprawie inicjatorzy kampanii na rzecz zmiany nazwy i heraldyki obecnego województwa śląskiego rozgorzała w prasie dyskusja na ten temat.
Czuję się niemal w obowiązku, by głos w tej dyskusji zabrać, jako, że od czerwca 2017 r. znalazłem się w centrum sprawy jako uczestnik kolejnych Powiatowych Zjazdów Towarzystw Regionalnych działających w powiecie bielskim. Miałem zaszczyt być współautorem tekstów uchwał programowych:  XIII w Bestwinie i XIV w Rudzicy, w czasie których problemy poruszone w artykule z różnym nasileniem występowały, a także uchwały naszego „zagrodowego Walnego Zgromadzenia.
By nad miarę się nie rozwodzić powiem tylko, że impulsem dla podjętej inicjatywy była zawartość merytoryczna tzw. elektronicznego podręcznika dla celów wychowania regionalnego ( w skrócie  EDUŚ”), w którym cała uwaga zacnych skądinąd autorów z tytułami profesorskimi została skoncentrowana wyłącznie na regionaliach Górnego Śląska. Reszta subregionów województwa śląskiego, w tym m.in. powiatu bielskiego, żywieckiego  została pominięta. Sygnał w tej sprawie pojawił się na XIII Zjeździe Towarzystw Regionalnych , który obradował 3. czerwca 2017 r. w Bestwinie, wywołując wzburzenie zebranych, którzy do tego czasu, nie mieli świadomości co do mechanizmów „krojenia” materiałów opublikowanych w podręczniku elektronicznym.
Uczestnicy Zjazdu  w Bestwinie dali temu wyraz w podjętej uchwale, w której zwracają się do Starosty Bielskiego o podjęcie działań, które by ów nienaturalny stan zdecydowanie zmieniły. Wszyscy, jako praktykujący regionaliści rozumieliśmy wykluczenie z „e-podręcznika” materiałów o po krakowskiej części województwa śląskiego jako przejaw działania dyskryminującego nasz subregion związany historycznie z Małopolską, ziemie, których kulturowy dorobek żadną miarą nie powinien być pomijany czy lekceważony. Wprost przeciwnie, winien być z należytym szacunkiem eksponowany, jako element naturalnego bogactwa całego województwa.
W toku dalszych dociekań stwierdziłem, że wspominany elektroniczny podręcznik został opracowany przez Instytut Badań Regionalnych działający przy Bibliotece Śląskiej. Instytut ten został erygowany przez Sejmik Województwa Śląskiego właśnie w tym celu, by stworzyć odpowiedniej klasy pomoc naukową dla wychowania regionalnego, a więc wychowania w szacunku dla historii swojej ziemi, zwyczajów, języka mówionego  np. gwary  i t.d. Prace zamieszczone w pierwszej edycji podręcznika, (obecnie „zamrożonej”), zostały sfinansowane ze środków Samorządu Województwa Śląskiego. O części województwa śląskiego związanych historycznie z Małopolską nikt się nie zająknął, choć ten subregion stanowi znaczącą część obecnego województwa. Jedyne co uczyniono, to dopuszczono poszerzanie tego podręcznika o opracowania autorskie poszczególnych nauczycieli lub ich grup. Podjęte w tej dziedzinie próby (na Żywiecczyźnie) dostarczają jednak niepocieszających doświadczeń. To, co dla Górnego Śląska wykonali naukowcy, pozwolono „Małopolanom Śląskim” wykonać wyłącznie wysiłkiem lokalnych nauczycieli, regionalistów i jednostek zbliżonych do samorządów gminnych. Można więc mówić o dwóch niczym nieuzasadnionych miarach, i równie nieuzasadnionym rozłożeniu kosztów tego ważnego przedsięwzięcia. Nie mogło więc dziwić wzburzenie, z jakim spotkało się takie działanie samorządowych władz województwa śląskiego w społecznym ruchu regionalnym. Obecny stan sprawy wskazuje na to, że Instytut Badań Regionalnych przy Bibliotece Śląskiej albo nie otrzymał wyraźnie sprecyzowanych zadań, ubezpieczonych niezbędnymi środkami finansowymi pozwalającymi realizować badania i prace naukowe obejmujące tereny całego województwa śląskiego, albo też intencjonalnie ograniczono zakres jego zadań do Górnego Śląska.
Oba z tych rozwiązań  nie mogą być akceptowane przez mieszkańców i regionalistów po krakowskiej części województwa  śląskiego, bowiem prowadzą one do utraty tożsamości historycznej tego fragmentu województwa. Nie na tym polega budowanie wspólnoty wojewódzkiej, która winna być silna m.in. różnorodnością i bogactwem dorobku kulturowego wszystkich jego środowisk. Byłe województwo bielskie, o którego trwanie tak mizernie  niestety walczyliśmy, szczyciło się nią, szanowało to, co wniosły do niego w posagu poszczególne ziemie. I dlatego czasy województwa bielskiego wspominane są jako „złoty wiek” w omawianej materii.
Jest faktem, że Starosta Bielski odpowiadając na apel uczestników Zjazdu Towarzystw w Bestwinie wystąpił w roku 2018 do kierownictwa Instytutu Badań Regionalnych w Katowicach, by ten podjął prace nad fragmentem e-podręcznika wychowania regionalnego „EDUŚ” obejmującego tereny  małopolskie, ale nie jest mi znany efekt tego wystąpienia. Sprawa została więc w zamrażarce. W bielskiej delegaturze Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Bielsku-Białej nie było żadnego konsultanta, który służyłby pomocą nauczycielom podejmującym tematykę wychowania regionalnego. Czy teraz stan ten się zmienił ? Problem traktowania regionów po krakowskich w województwie śląskim nie ogranicza się jednak tylko do problematyki wychowania regionalnego. To tylko solidniej zdiagnozowany wycinek śląskich porządków. Sprawa relacji wewnątrz wojewódzkich ma zdecydowanie większy zasięg i obejmuje również sferę gospodarki. Pozostawanie obojętnym na taki stan rzeczy nie znajduje uzasadnienia. Rodzi się jednak pytanie, czy droga, którą zaproponowali wnioskodawcy, by dokonać zmiany nazwy województwa śląskiego na dość dyskusyjną – województwo śląsko-małopolskie doprowadzi do zmiany i poprawy relacji wewnątrz obecnego województwa?  Śmiem wątpić w taka odmianę, i to zdecydowanie. Problem nie tkwi moim  zdaniem w nazwie województwa, choć i ona jest bardzo ważna, ale w ludziach, którzy kierują województwem, rozumieniu roli, jaką winni spełniać w tym organizmie, w  gruntownej znajomości  części składowych województwa i umiejętnościach roztropnego, mądrego zarządzania. Wiara w cuda przeczy rozumowi. Zmiana nazwy województwa i heraldyki pozostanie zabiegiem pustym dla ludzi, którzy województwem mają zarządzać (lub już zarządzają ),bo brak jest obecnie sygnałów, by  odmienności poszczególnych subregionów tworzących to województwo były dostrzegane. W tej sytuacji  za swoje uważam treści uzasadnień do uchwał: Walnego Zgromadzenia Towarzystwa S.K. „Zagroda” z Buczkowic oraz kolejnych zjazdów Towarzystw w Bestwinie i  w Rudzicy.
Koledzy składający wnioski w sprawie zmiany nazwy województwa są przepełnieni rzeczywistą troską o zachowanie tożsamości ziem po krakowskich włączonych do województwa śląskiego.  Sądzę jednak, że zdają się przykładać większą wagę do zewnętrznych form podkreślania kulturowej odmienności naszej, m.in. bielskiej czy żywieckiej ziemi, aniżeli do potrzeby dokonania  odświeżającej wiosennej orki w głowach wojewódzkich decydentów tak na szczeblu marszałkowskim, jak w  śląskiej administracji  rządowej.
Cóż warta jest dumnie brzmiąca nazwa  i stosowna do niej heraldyka, jeśli za tymi ważnymi, ale jednak swoistymi artefaktami kulturowymi nie pójdą czyny władz wojewódzkich obu typów administracji? Tych czynów brak. W dyskusji prasowej (Dziennik Zachodni) zaczynają się pojawiać propozycje: A to włączmy do e -podręcznika zagadnienia dotyczące ziem po krakowskich i będzie spokój. A to może wystarczy pozwolić na ustawienie tablic informujących o historycznych granicach Śląska i Małopolski by niepokoje uśmierzyć? Dowiadujemy się z dyskusji, że nasze ziemie to „małopolskie pogranicze”, czyli niemal śląskie kresy, których mieszkańcy mogliby sami zdecydować ( chyba w plebiscycie lub referendum ) o przynależności  do nowego województwa –górnośląskiego. I tak dalej… Może na początek zrobić trzeba porządek z „e-podręcznikiem” i innymi detalami, które będą widoczne, i traktować to jako krok pierwszy do owego przeorania myślenia o województwie jako Górnym Śląsku, który wedle obecnych poglądów jest najważniejszy i  reszcie czyli-okalających go „kresach”.
Wnioskodawcy zmian nazwy województwa podkreślają swoją apolityczność. To cenne, ale zdają się nie uwzględniać faktu, że decyzje, (jakie by one nie były), pozostają w rękach polityków. To politycy podejmą ostateczną decyzję odnośnie do losu wniosku. Praktyka dowodzi, że  słuch polityków nie jest wyostrzony, jeśli głos wnioskodawców nie jest zwielokrotniony opiniami  i poparciem mieszkańców. Pozyskanie zaś przychylności mieszkańców dla idei zmian wymaga czasu, wielkiej pracy organizatorskiej i daleko większej szczegółowości w uzasadnieniu wniosków, jak przewidywanych wielorakich efektów ich wdrożenia.
Sumując uważam, że:
– Zmiana nazwy województwa śląskiego i jego herbu jest zabiegiem ważnym, ale nie spowoduje ona automatycznie zmian w stylu pracy decydentów. A to w  nim tkwi zasadnicza przyczyna marginalizowania dorobku ziem przynależnych historycznie do Małopolski. Jak się nie zna tego dorobku i historycznych dróg naszego subregionu, to się go traktuje jak coś, co w cieniu wielkiego sąsiada może się tylko uczyć. Ot choćby śląskiej gwary zamiast pamiętać o naszej góralskiej, choćby wieszając gunie i bukowe portki na kołku po to, by wdziać górnicze, skądinąd urokliwe czako, albo sławić Karolinkę wędrowniczkę zamiast pamiętać o pięknych pieśniach pasterskich. Województwo, bez względu na to, jaką nazwę będzie nosić, winno szanować odmienności, które są wynikiem wielowiekowych historycznych procesów.
– Marszałek Województwa winien niezwłocznie spowodować podjęcie prac nad opracowaniem dalszej części „e-podręcznika” jako pomocy do nauczania wiedzy regionalnej. Podręcznik powinien być poszerzony o materiały obejmujące po krakowskie ziemie przyłączone do województwa śląskiego. Ograniczenie dotychczasowej materii tego podręcznika do Górnego Śląska i zaniechanie prac nad kolejnymi jego częściami jest znakiem lekceważenia kulturowego dorobku ziemi bialskiej, oświęcimskiej i Żywiecczyzny.
– Wojewoda Śląski winien spowodować, by Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli (w Bielsku-Białej) pozyskał odpowiednią liczbę konsultantów – specjalistów z dziedziny edukacji regionalnej. Konferencje programowe nauczycieli regionalistów nie powinny być instrumentem wtłaczania do głów nauczycieli wiedzy wyłącznie o Górnym Śląsku, ale podkreślaniu naszego wkładu do skarbnicy kulturowej całego województwa i tym samym działaniu na rzecz trwałości  i jedności państwa. Stąd należałoby sprawić, by konferencje te odbywały się w podregionach, a nie tylko w stolicy województwa. – Nie ma żadnych prawnych i praktycznych przeszkód, by granice historyczne ziemi śląskiej i ziemi krakowskiej w województwie śląskim zostały w charakterystycznych miejscach oznaczone przy współudziale gminnych władz samorządowych. Prace te winien sfinansować przedstawiciel administracji rządowej -Wojewoda Śląski w porozumieniu z Marszałkiem Województwa Śląskiego. Byłby to wydatek sensowny, pożyteczny i kształcący. – Trzeba sięgnąć do skarbnicy wiedzy o regionie tkwiącej w stowarzyszeniach regionalnych, by wykorzystać tkwiący w nich potencjał. Zamiast traktowania tych organizacji jako zbioru okazów, które się raz po raz wypuszcza na wybieg, trzeba je uczynić partnerem w procesie utrwalania tożsamości z własnym regionem.
Odrębną i niezwykle ważną sprawą jest zmiana stylu i metod pracy wojewódzkich organów samorządowych i administracji rządowej, (łącznie z aparatem urzędniczym) w takim kierunku, by zrezygnowały one z zawłaszczonego przywileju nieomylności w sprawach, które mają związek z odrębnościami kulturowymi i historycznymi podregionów, które rozwijały się i kształtowały w odmiennych od śląskich warunkach.

Józef Stec

 Buczkowice, 5. marca 2019 r.

 

-