Władysław Tarnawa

Władysław Tarnawa

Tarnawa w 1944

Tarnawa w 1944

Dom rodzinny Władysława Tarnawy

Dom rodzinny Władysława Tarnawy

Wspomnienie, które zamieszczamy w zbiorze poświęconym osobom związanym w lewicą może wydawać się niezrozumiałe, jeśli nie pozna się jego losów. Na końcu jego drogi nie znalazła się śmierć czy to jako partyzanta, czy więźnia, ale znalazł się w miejscach, w których była ona wszechobecna. Czy zatem swoje ocalenie zawdzięczał przypadkowi, szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, czy kalendarzowi, który rejestrował postępy wojsk alianckich w unicestwianiu hitlerowskiej potęgi?Władysław Tarnawa urodził się 19 listopada 1917 r. w Buczkowicach. Jego rodzicami byli: Józef Tarnawa, a matka Maria z d. Kruczek. Domem rodzinnym Władysława był dom o numerze 72 ( od dość dawna już nieistniejący, bp został rozebrany) przy dzisiejszej ulicy Łukowej. Nazwisko Tarnawów pojawiało się od w Buczkowicach od dziesiątków lat. Takie nazwisko nosił jeden z wójtów Buczkowic sprawujący ten urząd w końcu osiemnastego wieku. Wójtem był Wojciech Tarnawa, a czas, pełnienia urzędu potwierdza dokument z 30 lipca 1796 r. Było więc oczywiste, że nazwisko skłaniało do poszukiwania ewentualnych związków Józefa Tarnawy z krewnymi z odległej przeszłości. Okazało się jednak, że to inna rodzina wydała z siebie wójta. Natomiast wedle rodzinnej tradycji zachowanej w rodzinie Józefa, przodkowie ich mieli przed wiekami przywędrować do Buczkowic z Węgier. Miało to się wydarzyć wtedy, gdy część Buczkowic nie była jeszcze do końca podzielona pomiędzy przyszłych osadników-zarębników. Ta opowieść przekazana została w połowie

Rodzice i babcia Władysława Tarnawy

Rodzice i babcia Władysława Tarnawy

Pracownicy Mundusa drugi od prawej (przy kowadle Józef Tarnawa)

Pracownicy Mundusa drugi od prawej (przy kowadle Józef Tarnawa)

listopada 2009 r. przez zmarłą niedawno Helenę, siostrę Władysława.Józef Tarnawa był cenionym kowalem. Nie prowadził jednak własnej kuźni, lecz pracował w Polskich Fabrykach Mebli Giętych Thonet-Mundus w Buczkowicach. Jego pozazawodowe zainteresowania skupiały się na myślistwie. Bliskość lasu sprzyjała temu, by zajmować się kłusowaniem w pańskich lasach. Właściciel lasów baron Klobus oczywiście nie był obojętnym wobec myśliwskich poczynań Tarnawy. Wyprawy Józefa Tarnawy nie zawsze kończyły się dla niego szczęśliwie. Bywały częste „spotkania” z gajowymi, kończące się przykrościami. Zamiłowania myśliwskie Józefa zostały zauważone przez członków kierownictwa fabryki Thonet -Mundus, którzy swego pracownika angażowali do prowadzenia ich na łowy, zasadzania się na zwierza. Te zajęcia wymagające długotrwałego przebywania na stanowiskach łowieckich sprowadziły na Józefa Tarnawę chorobę i w jej następstwie śmierć. Józef Tarnawa zmarł 24. stycznia 1928 r. Czwórka dzieci została sierotami. Wśród nich był Władysław, który liczył sobie wtedy niespełna jedenaście lat. Młodsza siostra Helena natomiast zaledwie lat 5. Pozostałe dzieci z tego małżeństwa, to Józef i Maria.
Matka Władysława, Maria, pochodziła z przygranicznej z Buczkowicami części Rybarzowic , która w miejscowej tradycji nazywana była „kowolami”. Po stracie pierwszego męża wyszła ponownie za mąż za niejakiego Kubicę,

Matka  Władysława

Matka Władysława

wdowca z liczną gromadką dzieci. Potomstwo z pierwszego małżeństwa znalazło się na drugim planie. To sprawiło, że dzieci te musiały wcześnie radzić sobie w życiu. Władysław ukończył szkołę publiczną w Buczkowicach. Młodość młodego Tarnawy była dość burzliwa, pełna zdarzeń, w których policja, straż leśna, a także krótkotrwałe areszty były na porządku dziennym. Władysław skażony został zamiłowaniem do kłusowania. Tego rodzaju zajęcie było u nas określane mianem „rabsikowania”, a trudniący się nielegalnym myślistwem nazywany był „rabsikiem”. To była taka specyficzna forma podbierania zwierzyny z dworskich lasów. Jak każdy rabsik Władysław miał własną broń myśliwską i to dobrej klasy. Musiała być niezawodna. Myśliwskie sukcesy często kończyły się aresztami. Wszystko to nie tworzyło wokół Władysława najżyczliwszej opinii, ale to było wpisane w skutki ryzyka, które ponosił kłusownik. Nie brakowało jednak przy tej okazji sytuacji, które miały w sobie wiele napięcia. Na dociekliwe pytania swego zięcia, który dopytywał się o dość tajemniczą lukę w życiorysie teścia, co w czasie owej luki porabiał Władysław rzucił jak od niechcenia jedno słowo: „Siedziałem:” A potem opowiedział historię, która zaprowadziła go do więzienia.
A siedział za jelonka. Zasadził się na niego i oczywiście nie spudłował. Ponieważ nie był w gorącej wodzie kąpany, nie rzucił się natychmiast, by zdobycz zabrać, ale cierpliwie odczekał dłuższą chwilę, by się upewnić, jaki będzie ciąg dalszy wypadków Ponieważ nic się nie działo, wychynął ze swej kryjówki, zarzucił jelonka na ramiona i ruszył w stronę domu. Okazało się jednak, że nie tylko on był człowiekiem sprytnym, ale natrafił na równie wytrawnego strażnika-gajowego. Ten też nie palił się, by poszukiwać myśliwego. Też cierpliwie czekał . Był pewny, że myśliwy sam się ujawni i zechce się zająć zdobyczą. Dalszy bieg wypadków pokrywał się z przewidywaniami gajowego z Bystrej. Gdy tylko Tarnawa zarzucił jelonka na ramiona, jak spod ziemi pojawił się gajowy i…był areszt. Jeszcze ciekawsze zdarzenie miało miejsce niemal przed wybuchem wojny, kiedy Tarnawa po raz kolejny wpadł w ręce strażnika. Sąd orzekł karę aresztu, ale wybuch wojny przeszkodził w rozpoczęciu jej wykonywania Zdziwienie wywołała u Tarnawy wizyta niemieckich policjantów, którzy pojawili się w rodzinnym domu, by odprowadzić skazanego do aresztu, by odsiedział wymierzoną prawomocnie karę. Ten ostatni przypadek Władysław Tarnawa skomentował uszczypliwą uwagą, że była to chyba jedyna sprawa, w której władze okupacyjne wykonały wyrok polskiego sądu, wydany przed wybuchem wojny. Można z pewnością powiedzieć, że ten wyrok został wykonany. Ten okres życia Władysława wzbogacił go o dość liczne, choć krótkotrwałe doświadczenia więzienne.W życiorysie, który napisał zabiegając o członkostwo w Związku Bojowników o Wolność i Demokrację ( ZBoWiD) wskazał, że po ukończeniu 18 roku życia podjął pracę w zakładzie ślusarskim niejakiego Gerada w Bielsku. Nie wspomniał natomiast o zatrudnieniu w tartaku Józefa Wałęgi w Bystrej, który udzielał mu niemal ojcowskich rad i kierował ku większe

Tarnawa I. 43

Tarnawa z okresu pracy w Dziedzicach

j samodzielności. W ślusarni Gerada Władysław Tarnawa przepracował aż do wybuchu wojny. Ponieważ wycofujące się we wrześniu z Bielska oddziały Wojska Polskiego wysadziły tunel kolejowy w centrum miasta wykluczając ruch kolejowy na trasie do Żywca i od strony Żywca Niemcy skoncentrować musieli wysiłki na odbudowie tunelu. Przy odgruzowywaniu tego zawaliska pracował Tarnawa, skierowany tam nakazem administracyjnym. Potem podjął pracę w parowozowni w Dziedzicach. Wspomina o pracy w parowozowni jako o czasie, w którym był sprawcą aktów sabotażu. Nie można jednak obecnie ustalić jakiego rodzaju były te działania. Być może, wpływ na tę działalność miała znajomość z Sikorami z Mesznej (zapewne z Alojzym i prawdopodobnie Janem), która stała się początkiem ich stałej współpracy. Władysław Tarnawa, jak pisał, pozostawał w stałym kontakcie z Józefem Habdasem, dowódcą oddziału partyzanckiego. Była to współpraca polegająca na przekazywaniu broni (pistoletu), amunicji i granatów. Władysław Tarnawa stwierdził też, że to z broni dostarczonej Habdasowi przez niego został zastrzelony leśniczy Jenkner. To. że do takiego użyczenia broni doszło spowodowane było, jak twierdził, zacinaniem się broni, którą w normalnych warunkach posługiwał się Habdas. W akcji z Jenknerem wykonawca wyroku śmierci musiał mieć broń niezawodną. Taką dysponował Tarnawa. Zanim jednak doszło do śmierci leśniczego w Bystrej Władysław Tarnawa podjął pracę w Fabryce Maszyn Włókienniczych Josephie’go. Stało się to 12. października 1942 r. po decyzji bielskiego Arbeitsamtu. To zapewne w tej fabryce Tarnawa pracował jako tzw. giser-odlewacz, o czym wspominał w swoich skąpych relacjach ze swego życia. Gestapo aresztowało Tarnawę 25. października 1944 r. Zakutego w kajdanki Władysława dowieziono do siedziby Gestapo. W tym samym dniu aresztowani zostali Józef i Alojzy Stecowie, Ludwik Gluza z Buczkowic, a także, choć Tarnawa nie wymienia go w swoich wspomnieniach, Wojciech Moczek. To grono uzupełniał Ludwik Walica z Mesznej-zięć Alojzego Sikory. Nie można również wykluczyć , że w tym samym dniu, przed bramą zakładów „U Wymiatałka”, gdzie pracował, został aresztowany Józef Wrona w Buczkowic. O tym ostatnim aresztancie Władysław Tarnawa nie wspominał, ale związek Wrony z Habdasem i Sikorami jest bezwzględnie pewny. Zbieg terminu aresztowania tak wielu osób z Buczkowic, a także Mesznej wskazuje, że była to zamierzona, skoordynowania w czasie akcja skierowana przeciwko osobom zaangażowanym w lewicowy ruch oporu antyhitlerowskiego. Uderzające jest podobieństwo okoliczności aresztowania- zakład pracy  lub bezpośrednie jego otoczenie. Tak było we wszystkich przytoczonych przypadkach. Z grona osób aresztowanych w październiku 1944 r. zwolniony został z więzienia tylko Ludwik Gluza z Buczkowic. Nie są znane powody takiego obrotu sprawy. To jedno, a poza tym, nazwisko zwolnionego wcześniej nie pojawiało się w kontekście działalności politycznej. Jedyną, jak się wydaje okolicznością, która mogła mieć znaczenie przy jego aresztowaniu było to, że był bratem aresztowanego w sierpniu 1943 r. Antoniego Gluzy, znanego przedwojennego działacza lewicowego i członka komórki ruchu oporu, niosącej pomoc więźniom KL Auschwitz. W czasie akcji październikowych aresztowań Antoni Gluza był już od kilku miesięcy więźniem KZ Struthof-Natzweiler w Alzacji. To z tajemnie przekazanej przez Tarnawę informacji rodzina Wojciecha Moczka poznała prawdę o jego aresztowaniu i maltretowaniu go w czasie przesłuchań. Władysław Tarnawa oczekujący na swą kolej, widział skatowanego Moczka w korytarzu piwnicy budynku Gestapo, gdy ten wleczony był do celi. Rodzina nie znała ani dokładnego czasu aresztowania (Wojciech często nie przebywał w domu), ani przesłuchaniach, jakim go poddano. Wiadomość ta dotarła do rodziny. Stała się tą straszną wiadomością, która sprowadziła na matkę Wojciecha obłęd. Doktor Lisowski mieszkający w Buczkowicach, który poznał podłoże tej tragedii, zapewnił jej nielegalnie środki łagodzące dolegliwości choroby. W czasie przesłuchań w bielskim Gestapo Tarnawa, podobnie jak inni aresztowani nie wydali nikogo spośród swoich towarzyszy. Aresztowanych po przesłuchaniach i czasowym pobycie w więzieniu w Bielsku przetransportowano do więzienia w Mysłowicach, które pozostawało pod bezpośrednim nadzorem komendantury KL Auschwitz. Cała grupa więźniów politycznych aresztowanych w podobnym czasie co Tarnawa, Stecowie, czy Moczek i Władysław Wrona przebywała w Mysłowicach bardzo krótko. Wiązało się to z decyzją o opróżnieniu tego więzienia i ewakuacją więźniów. Ze względu na zbliżający się front i zwijanie obozu w Auschwitz więźniowie zostali przetransportowani do KL Gross Rosen ( Rogoźnica) na Dolnym Śląsku.

Arolsen

Arolsen

Transport do tego obozu wyszedł 17. stycznia 1945 r. Pobyt w Gross Rosen również nie był długi. Już 11. lutego 1945 r. Władysław Tarnawa i pozostali więźniowie tej grupy (z wyjątkiem Władysława Wrony, który zmarł w szpitalu więziennym 6. grudnia 1944 r.) zostali przewiezieni do KZ Mittelbau – Nordhausen (Dora) w Górach Harzu w Turyngii. Władysław Tarnawa dotarł do tego obozu z numerem 109478. Przydzielono go do komanda obsługującego ruch kolejowy (reisbahnkomando) w rejonie obozu. Obóz ten był podporządkowany strategicznemu celowi hitlerowskich Niemiec na tym etapie wojny, którym było rozpoczęcie produkcji pocisków V2. Więźniowie przystosowywali dla potrzeb wytwórni tych pocisków podziemne, pokopalniane hale wykute w skałach. Postępy wojsk alianckich na frontach sprawiły, że więźniowie również tego obozu zostali ewakuowani transportem kolejowym lub pieszo do KZ Bergen-Belsen. Obóz ten został wyzwolony 15. kwietnia 1945 r. przez brytyjski 63. Pułk Artylerii Przeciwpancernej wchodzący w skład 11. Dywizji Pancernej. Pułkiem wyzwolicieli dowodził ppłk. Richard Taylor. Dane wynikające z informacji Międzynarodowego Biura Poszukiwań Nr 3548 z Arolsen wydanej 5. listopada 1976 r. wynika, że Władysław Tarnawa przebywał w obozie Bergen Belsen od początku maja 1945 r. Informacja ta nie wskazuje, co działo się z więźniem od chwili wyjścia z Nordhausen do końca kwietnia 1945, stwierdzają natomiast, że Tarnawa przebywał w Bergen Belsen od początku maja 1945 r. To musiałoby oznaczać, że więzień przybył do obozu już po jego wyzwoleniu. Wskazuje na to data wyzwolenia obozu ( 15.kwietnia 1945 r.). Można jedynie domniemywać, że wykazana różnica w czasie mogła powstać w wyniku niewątpliwego zamieszania w obozie, spowodowanego bliskim jego zajęciem przez wojska brytyjskie Nie można jednak całkowicie wykluczyć sytuacji, w której Tarnawa dotarł do Bergen Belsen wtedy, kiedy obóz już został wyzwlony. Do kraju Władysław Tarnawa powrócił 25. sierpnia 1945 r. i został przyjęty z tą datą w Punkcie Przyjęcia Państwowego Urzędu Repatriacyjnego w Dziedzicach. Uzyskał zaświadczenie Nr 07327 potwierdzające przybycie do Polski z terytorium Niemiec. Rok 1945 był też rokiem zawarcia małżeństwa przez Władysława Tarnawę z Bronisławą Wieloch, córką Stanisława i Katarzyny z domu Moczek, zamieszkałą wtedy w Buczkowicach pod numerem 207 przy dzisiejszej ul. Kasztanowej (Nr aktu małżeństwa 22/1945) Z małżeństwa tego urodziła się jedna córka o imieniu Władysława.

Tarnawa z żoną Bronisławą i córką Władysławą w roku 1946

Tarnawa z żoną Bronisławą i córką Władysławą w roku 1946

Po częściowym zregenerowaniu swoich sił po wojennych przejściach Władysław Tarnawa podjął pracę najpierw w Fabryce Mebli Giętych „Adolf Wech pod przymusowym zarządem państwowym” w Buczkowicach, a następnie w Przedsiębiorstwie „Energoaparatura” w Buczkowicach. Z tytułu szkód odniesionych na zdrowiu w czasie pobytu w kolejnych obozach koncentracyjnych uzyskał status inwalidy wojennego. Mimo obozowych przeżyć starł się powrócić do normalnego życia, do przyjaciół. Niechętni e powracał do wspomnień z tego czasu.

Władysław Tarnawa z najbliższymi na nowej drodze szczyrkowskiej

Władysław Tarnawa z najbliższymi na nowej drodze szczyrkowskiej

Z przeżyciami obozowymi Władysława Tarnawy wiąże się jeszcze jedna historia, która spowodowała, że przestał być aktywnie praktykującym katolikiem. Powodem tej obojętności były wydarzenia obozowe z czasów, gdy Władysław był członkiem komanda pracującego w kuchni w jednym z obozów. Zwrócił się wtedy do niego jeden z księży katolickich, współwięzień z prośbą, by Tarnawa dostarczał mu odpadki z kuchni- obierki z ziemniaków i jarzyn, by uchronić księdza od szkorbutu. Władysław to robił do czasu, aż uświadomił sobie, że ksiądz ratując swoje życie faktycznie godził się z tym, że on, w przypadku wykrycia wynoszenia odpadków zostanie potraktowany przez Niemców jako złodziej, zostanie rozstrzelany. rozstrzelany. Takie wystawianie współwięźnia na pewną śmierć za cenę ratowania własnego życia i zdrowia wykraczało poza granice godności chrześcijanina. Ta sytuacja zaważyła na dalszym jego zaangażowaniu w życie religijne. Jak wielu więźniów obozów koncentracyjnych niechętnie wspominał tamte ciężkie czasy i związane z nimi przeżycia. Jak inni był świadkiem tak wielkich tragedii i tak wielu śmierci i upodlenia człowieka, że nie mógł wspomnieniami rozrywać z takim trudem zabliźnionych ran. Otrzymane, jak twierdził, od angielskich żołnierzy fotografie ukazujące znikomą ilość drastycznych scen z Bergen Belsen przechowywał jako cząstkę własnej historii. Nie ukazujemy kopii tych fotografii by epatować okrucieństwem, ale prezentujemy je dla celów dokumentalnych. Niewielu przetrwało. Władysław Tarnawa przeżył.

Bergen Belsen

Bergen Belsen

Bergen Belsen

Bergen Belsen

Bergen Belsen

Bergen Belsen

Bergen Belsen

Bergen Belsen

Bergen Belsen

Bergen Belsen

Władysław Tarnawa był członkiem Związku Bojowników o Wolność i Demokrację (nr legitymacji 7718/3) wydanej 1. czerwca 1977 r. Uchwałą Rady Państwa Został odznaczony Krzyżem Oświęcimskim (legitymacja Nr 6-88-56 KO z 10.lutego 1988).

Krzyż Oświęcimski

Krzyż Oświęcimski

W.Tarnawa w 1984 r.

W.Tarnawa w 1984 r.

Zmarł 29.kwietnia 1988 r. Jego ciało spoczęło na buczkowickim cmentarzu.

Józef Stec