Warszawo ma…

Przycichły już echa hucznych obchodów 7o rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.  Jak każda rocznica ważnych wydarzeń, również i ta była okazją do dokonywania ocen tego wielkiego i tragicznego zrywu. Nie brak w tych ocenach wątków prawdy, ale też nie trudno dostrzec zamierzonych przemilczeń, niedopowiedzeń, pomijania ważnych dla sprawy faktów. Wszystkie lata powojenne, jak sięgam pamięcią, nie były tych sprawach okresem martwym. Zawsze, mówiąc o tym powstaniu, wycinano coś (lub nawet całość), co nie mieściło się w tzw. kursie politycznym, lub wystawiano często niezasłużone laurki. Wszystkie te zabiegi nie służyły dobrze poznaniu pełnej prawdy o okolicznościach rodzenia się decyzji o wybuchu powstania, ustalaniu godziny „W”, jak i prawdy o sensie walki i skali szkód, które ono spowodowało. Dziś doszliśmy do stanu, w którym mówienie o cieniach i blaskach powstania nie jest obarczone, przynajmniej teoretycznie, ryzykiem. Ważne jest, że rozważanie wszystkich towarzyszących mu okoliczności przestało być wyłącznym przywilejem sprawiedliwych, którzy kryteria sprawiedliwości w tej sprawie sami ustalili. Studiowanie Powstania Warszawskiego utwierdza w coraz głębszym przekonaniu, że mamy w tej sprawie do czynienia z kreowaniem i umacnianiem monstrualnego mitu. Każdy zestaw fabularyzowanych opowieści, który jest pożywką mitu, przynosi poznaniu prawdy historycznej więcej szkody aniżeli pożytku. W żadnym stopniu nie służy kształtowaniu zdrowych postaw patriotycznych. Mit o Powstaniu Warszawskim obudowywany jest coraz bardziej widowiskową, imprezowo – gadżetową oprawą, która wypacza prawdę o tym najtragiczniejszym w dziejach Polski wydarzeniu. Zaczyna czynić z niego imprezę, którą należy wspominać, jako tę, która dawała możliwość przeżycia niepowtarzalnej przygody. Nie mówię tu o odczuciach, które żyją w umysłach i świadomości uczestników powstania, ale o ludziach współcześnie żyjących, w tym młodzieży. Nie mogę zrozumieć czemu służy mitologizowanie powstania, które żadnego z teoretycznie zakładanych celów nie osiągnęło, które na nasze własne życzenie (dowódców powstania) sprowadziło śmierć dziesiątków tysięcy żołnierzy i ludności cywilnej oraz zagładę milionowej stolicy walczącego z Hitlerem państwa. Nie można zrozumieć lekkiego traktowania ludzkiego życia i braku roztropności oraz rozwagi.
Ci, którzy mit powstania „ubogacają”, czynią to w przekonaniu, że mają patent na kształtowanie postaw patriotycznych Polaków.
Pierwszym grzechem twórców mitologii powstańczej jest wymienianie jednym tchem Powstania Warszawskiego obok innych powstań –listopadowego i styczniowego oraz czynienie z niego kolejnego zwycięskiego zrywu. Rzeczywistość była zupełnie inna. Ani oba wcześniejsze powstania narodowe ani Powstanie Warszawskie nie zakończyły się militarnym zwycięstwem. Wszystkie natomiast były przykładem działań, podejmowanych przez dowódców, którym zabrakło poczucia odpowiedzialności za losy kraju i ludności. W przypadku Powstania Warszawskiego, wobec ewidentnej klęski wojskowej, eksponuje się osiągnięcie przez nie zwycięstwa moralnego. Nie można się dopatrzeć takich osiągnięć tego powstania, które można byłoby z czystym sercem zapisać pod tytułem ”zwycięstwo moralne”. Co to właściwie znaczy –moralnie zwyciężyć w powstaniu zbrojnym? Jeśli nie było, bo nie mogło być, zwycięstwa wojskowego ani moralnego, musi się rodzić szereg pytań, na które należałoby i trzeba odpowiedzieć. Dlaczego brakuje nam odwagi, by wzniecenie Powstania Warszawskiego nazwać po prostu czynem nieodpowiedzialnym, decyzją, która okazała się najtragiczniejszą w skutkach dla stolicy, dla jej mieszkańców, dla setek tysięcy poległych i zaginionych, a także zamęczonych w obozach koncentracyjnych, wzgardzanych w miejscach pracy przymusowej? Dlaczego brakuje nam odwagi, by skończyć ze świętowaniem kolejnej narodowej tragedii i wynoszeniem na piedestał sprawców tego nieszczęścia. Dlaczego fety nie jesteśmy w stanie zastąpić chłodnym  rozważaniem wszystkich za i przeciw? Dlaczego na tym micie staramy się kształtować patriotyczne postawy młodzieży, której wskazuje się romantyczne walory uczestnictwa w powstaniu i czyni z niego niebywałą przygodę, która nie jest dana współczesnym? Dlaczego ludność cywilna, do której przecież Warszawa należała, jest ostatnią wymienianą grupą, o bohaterstwie której mowa jest półgębkiem, mimo że to ona poniosła największe straty i przeszła gehennę? Takich i podobnych pytań można zadawać niezliczoną ilość.
Nie można udawać, że wybuch Powstania Warszawskiego nie był aktem przede wszystkim o charakterze politycznym, który, podobnie jak cały plan „Burza”, miał umożliwić powrót do kraju rządu londyńskiego z całym jego balastem politycznych, partyjnych rozgrywek, sporów i myślenia życzeniowego. Myślenie życzeniowe jest wrogiem chłodnej kalkulacji, wyciągania wniosków w oparciu o realia. To stwierdzenie nie umniejsza i nie neguje wojskowego, antyniemieckiego znaczenia powstania. Mieszkańcy Warszawy mieli wiele powodów, by zbrojnie wystąpić przeciwko okupantowi. Tym nie mniej, to bardziej racje polityczne stały się decydujące dla ustalenia terminu i samego wybuchu Powstania. Realia, w których doszło do podjęcia decyzji o wybuchu powstania, były dla Polski wyjątkowo niesprzyjające. Zachodnie państwa koalicji antyhitlerowskiej udzielały niemal nieograniczonego wsparcia Związkowi Radzieckiemu w walce z Hitlerem, ponieważ dostrzegały w realnej sile tego państwa niezastąpionego sprzymierzeńca w całkowitym rozgromieniu III Rzeszy. W tym względzie cele zachodnich koalicjantów i Związku Radzieckiego były zbieżne. Na dodatek Stany Zjednoczone widziały w Stalinie człowieka, któremu przypadnie nieoceniona rola w zadaniu klęski Japonii. Takie relacje pomiędzy sojusznikami odcisnęły oczywiste piętno na efektach ich współpracy w działaniach wojennych i ich stosunku do reszty Europy. Istotnym dla sprawy polskiej wydarzeniem była konferencja w Teheranie, gdzie wielka trójka zdecydowała o podziale stref wpływów w Europie, a w tym również o schemacie przebiegu wschodniej granicy Polski. Temu schematowi odpowiadała tzw. „linia Curzona”, która już w traktacie wersalskim uznana została za granicę z Rosją uzasadnioną względami etnicznymi. Ustalenia konferencji w Teheranie znane były rządowi londyńskiemu, lecz ten ich nie upowszechnił, by nie obniżać temperatury nastrojów antyniemieckich w kraju. Przypomnienie tych oczywistych faktów jest niezbędne, by je zderzyć z wyobrażeniami, które stały u podstaw działalności polskiego rządu na emigracji. W polskim Londynie nie przyjmowano do wiadomości, że sprawa polska jest mało istotnym detalem w zmaganiach z hitlerowskimi Niemcami i jako taka musi ustąpić miejsca celowi strategicznemu. Do świadomości politycznych elit polskich w Londynie nie docierała prawda, iż państwa koalicji antyhitlerowskiej nie zamierzały psuć wzajemnych stosunków z powodu sporów granicznych Polski ze Związkiem Radzieckim, a więc i z powodu losów wschodnich terenów Polski. Rząd emigracyjny nie przyjmował do wiadomości, że po Teheranie ziemie na wschód od wspomnianej linii Curzona są dla Polski w zasadzie bezpowrotnie stracone. Kierował się życzeniowym przekonaniem o nienaruszalności kształtu terytorialnego przedwojennej Polski. To przekonanie stało się podstawą dla koncepcji tzw. dwóch wrogów, którymi w mniemaniu naszych polityków były Niemcy i Związek Radziecki. Ta koncepcja stała się podstawą przy opracowaniu założeń akcji „Burza” i wytyczną dla postępowania oddziałów polskiej podziemnej siły zbrojnej, jaką była Armia Krajowa, wobec Armii Czerwonej. Jedną z podstawowych wytycznych tego postępowania zapisanych w akcji „Burza” było uderzenie oddziałów Armii Krajowej na siły niemieckie w poszczególnych większych miastach bezpośrednio przed wkroczeniem Armii Czerwonej do tych miast dlatego, by przedstawiciele polskiego podziemia mogli występować w roli gospodarzy wyzwalanych miejscowości. Ta zasada obowiązywać miała również w Warszawie, która w pierwszych założeniach „Burzy” miała być miastem wyłączonym z tej akcji. Mówiło się o Warszawie jako o mieście otwartym. Podjęte zostały również konkretne zabiegi (m.in. u papieża), by kraje walczące, taki status stolicy uznały. Czas pokazał, że wydarzenia poszły w zupełnie innym kierunku. Koncepcja dwóch wrogów była oczywiście fundamentem działań Armii Krajowej jako polskiej siły zbrojnej, działającej w powiązaniu z rządem londyńskim. Dwaj wrogowie widoczni byli w opracowanym przez gen Stefana Grot Roweckiego pierwszym planie akcji „Burza”. Mówiąc najogólniej Armia Krajowa traktowała  Armię Czerwoną jak wroga równego Niemcom, a nawet groźniejszego, bo za nią wkraczał na ziemie polskie komunistyczny porządek. Trzeba przypomnieć, że Polska po ujawnieniu zbrodni katyńskiej nie utrzymywała stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Zerwanie tych stosunków nastąpiło z inicjatywy Moskwy. To zaś spowodowało komplikacje w bezpośrednich kontaktach polsko-rosyjskich i wymogło na stronie polskiej przymus korzystania z pośrednictwa Anglii w tych kontaktach. Okoliczności te zaledwie sygnalizują warunki zewnętrzne w okresie poprzedzającym wzniecenie powstania. Należy też zwrócić uwagę na te okoliczności, które charakteryzowały porządki po stronie polskiej. W polskim obozie, jeśli tak to można określić, panowała dwuwładza. W Londynie działał rząd  pozostający w konflikcie z Naczelnym Wodzem, a w kraju działał Delegat rządu na kraj odpowiedzialny za cywilną stronę działania struktur państwa podziemnego oraz dowódca Armii Krajowej, którym po aresztowaniu gen Grot- Roweckiego został gen Bór Komorowski. Tym co przykuwa uwagę zwłaszcza w od niesieniu do władz krajowych, było to, że zyskały one daleko idącą samodzielność w sprawach krajowych. Takie ułożenie wzajemnych stosunków w relacjach: kraj-Londyn, skądinąd uzasadnione, wymagało niezwykle sprawnego przepływu informacji, jednoznacznych i szybkich decyzji. A z tym nie było najlepiej. Świadczyły o tym wydarzenia na Wileńszczyźnie oraz m.in blokada przepływu decyzji Naczelnego Wodza o zakazie wzniecania Powstania. Ostatnie ze wspomnianych zdarzeń obrazowało wewnętrzne stosunki pomiędzy rządem a Naczelnym Wodzem, który jako zdeklarowany piłsudczyk nie cieszył się pełnym poparciem rządu, reprezentującego siły antysanacyjne. Znamienne jest dla tych relacji to, że przyzwolenie na ogłoszenie wybuchu zbrojnego powstania wydał rząd, zajmujący się głównie sprawami cywilnymi. Stało się to w czasie nieobecności Wodza Naczelnego, który składał wizytę we Włoszech. Należy też zwrócić uwagę na to, że dwuwładza niosła z sobą niebezpieczeństwo odcięcia kraju od wszystkich ważnych spraw, które rozgrywały się na arenie międzynarodowej, a które miały znaczenia dla przebiegu wojny. Ten aspekt spraw dał o sobie znać w czasie trwania powstania. Istotną częścią mitu Powstania Warszawskiego są jego dowódcy. Dotyczy to przede wszystkim Komendanta Głównego Armii Krajowej gen. Bór Komorowskiego, gen. Leopolda Okulickiego i dowódcy okręgu warszawskiego AK płk. Antoniego Chruściela oraz części oficerów Komendy Głównej AK. Badacze dziejów powstania podkreślają, że żaden z członków ścisłego kierownictwa Armii Krajowej nie miał doświadczenia w dowodzeniu dużymi formacjami wojskowymi bezpośrednio w boju. Jedna z głównych postaci w dowództwie AK, gen. Okulicki, bardzo krótko dowodził niewielkim oddziałem w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Pozostali mieli za sobą prace sztabowe, administracyjne. Żaden nie miał doświadczeń w walkach w warunkach miejskich. Uwaga ta odnosi się również do Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego, który przez szereg lat był szefem sztabu w 1. p.p. Legionów Polskich oraz w I Brygadzie i tylko chwilowo zastępował Józefa Piłsudskiego w czasie walk legionowych na Wołyniu, jako dowódca podległych mu pułków. Naczelny Wódz nie uczestniczył bezpośrednio w przygotowaniu powstania oraz nie dowodził w nim bezpośrednio, ale język i sposób przekazywania do kraju rozkazów wskazywał na  brak doświadczenia w podejmowaniu decyzji. Doświadczenie w pracy sztabowej, administracyjnej i szkoleniowej nie było wystarczające, by móc odpowiedzialnie dowodzić tak ważnym przedsięwzięciem, jakim stało się Powstanie Warszawskie. Takie dowództwo, które miało pełną świadomość nędzy uzbrojenia oddziałów pozostających pod jego kierownictwem, podjęło decyzję o wybuchu powstania. Było przy tym świadome sytuacji wojsk radzieckich w rejonie Okuniewa i Wołomina, bo sztab Komendy Głównej dysponował danymi, które świadczyły iż pochód tych wojsk został zatrzymany. Dowództwo było świadome, że posyła na śmierć tysiące młodych ludzi, nie mówiąc o ludności cywilnej. To dowództwo podjęło decyzję o wybuchu Powstania, mając wiedzę o tym, że ani zrzuty broni i amunicji ani pomoc wojskowa w ludziach (Brygada gen St. Sosabowskiego) nie była zadeklarowana, a termin wybuchu powstania nie był uzgodniony z aliantami. Stan uzbrojenia powstańców był katastrofalny. Świadczy o tym zestawienie, które przedstawił w swojej książce „Polskie Państwo Podziemne” Stefan Korboński, ostatni Delegat Rządu na kraj. (Nie jest to jedyny dostępny materiał na ten temat. Inne dane przedstawia A. Skarżyński lecz je pomijam, bowiem przedmiotem tego opracowania nie jest dokonywanie porównań tych danych. Dodam tylko, że A. Skarżyński podaje wyższe stany części uzbrojenia).

Żołnierze i ich uzbrojenie własne oraz ze zrzutów ( wg Stefana Korbońskiego)

Siły ludzkie:
Członków AK w Warszawie  32.500 + 4.000 w okolicach Warszawy razem 36.500
Członkowie NSZ (scalonego ) – 800 osób
Członkowie Armii Ludowej- 500 osób
Członkowie Polskiej Armii Ludowej – 100 osób
oraz członkowie organizacji żydowskich i obcokrajowcy w liczbie bliżej nieokreślonej.
Razem siły zidentyfikowane 38.300, zaś po uzupełnieniu o osoby niezidentyfikowane ok. 39-40.000 osób.

Stan uzbrojenia powstańców

Rodzaj broni Ilość Amunicja, naboje Uwagi
ckm 20 35.000
rkm 98 15.800
pm 844 121.000
kb 1386 234000
pistolet 2665 52.000
armatki p.panc. 2 100
kb p.panc. 12 1170
miotacze ognia 150 - w tym 140 dodatk.
moździerze 6 calowe 6 brak danych
piat kilkanaście brak danych
granaty ręczne 50.100 -
butelki zapalające 5.000 -
materiały wybuchowe 700 kG -

Zrzuty broni i amunicji

Broń Ilość ogółem z Zachodu w tym ze Wschodu amunicja razem
ckm 5 - 5 10.000
pm 1000 300 700 1.060.000
kb 290 130 160 380.000
pistolety 950 950 - 36.000
kb p.panc. 143 - 143 4.290
moździerze 13 13 - 325
piaty 230 230 230 3.450
granaty ręczne 14.300 10.300 4.000 -
lkm 150 150 - 1.400.000
granaty p.panc. 300 300 - -
granatniki p.panc. 48 - 48 1.726

Statystyczna ilość broni po stronie powstańców w czasie trwania walk
/stany wstępne + zrzuty/
ckm- 25 sztuk,
rkm- 98 sztuk,
pm-1844 sztuk,
kb- 1676 sztuk
pistolety- 3615 sztuk,
kb p.panc.155 szt.
lkm- 150 sztuk,
granatniki p.panc.
48 sztuk armatki p.panc.2 sztuki,
piaty -230 sztuk + kilkanaście(?)
granaty ręczne- 64.400 sztuki,
granaty p.panc.3000 szt.
Z oczywistych względów ilości te ujęte zostały nie tylko statystycznie, ale również statycznie, co oznacza, że dane nie obrazują ubytków broni i żołnierzy w trakcie walk. Z tych zestawień wynika aż nadto wyraźnie, że jeśli chodzi o broń osobistą, to w chwili wybuchu powstania posiadał ją co siódmy powstaniec. Na każdego z nich przypadało bez mała półtora granatu ręcznego, a butelkę z płynem zapalającym mógł wyrzucić co siódmy statystyczny powstaniec. Ten katastrofalny obraz nieco korygowała nieznaczna ilość ciężkich karabinów maszynowych (25) oraz lekkich karabinów maszynowych (150) i karabinów bojowych kb przeciw pancernych (155). Ale to już jest broń, której za osobistą nie można uznać. Czy w tym stanie uzbrojenia odpowiedzialne dowództwo decyduje się na wydanie rozkazu do walki? Czy odpowiedzialny dowódca może wydać rozkaz do walki zakładając, że walczący zdobędą broń na wrogu, a gdy to będzie niemożliwe, walczyć będą łomami i podręcznymi narzędziami? Trzeba też dodać, że Warszawa stała się areną walk niemal przypadkowo-jeśli to określenie może w ogóle wchodzić w rachubę. Stolica miała być wyłączona z akcji „Burza” i tak się zapowiadało do połowy lipca 1944 r. Jest to ważne dlatego, że właśnie z tego powodu ze skromnych zapasów warszawskich magazynów broni wysłano na wschodnie tereny Polski 960 pistoletów maszynowych ze stosowną ilością amunicji, co ograniczyło wyposażenie przyszłych powstańców w Warszawie. Te ilości broni oczywiście nie wpłynęłyby na ostateczny wynik walk, ale decyzje podjęte w tej sprawie wskazują, że sytuacja przedpowstaniowa i w trakcie jego trwania przerosła dowództwo Armii Krajowej, czyniąc go głównym odpowiedzialnym za tragedię miasta i jej ludności. Zastanawiać musi  niewstrzymanie przygotowań do powstania w sytuacji, gdy Niemcy nie tylko wstrzymali swoją ewakuację z miasta, ale powrócili do swych urzędów i innych miejsc pracy, a także zamienili je w silne punkty obrony. Był to niewątpliwy znak, że zamierzają Warszawy zdecydowanie bronić. Był to też widoczny dowód zmiany wcześniejszego stanowiska dowództwa niemieckiego, które zakładało, że walki o miasto nie będą prowadzone. Zastanawiać musi to, że dowództwo Armii Krajowej tego nie dostrzegło. Nie wzięto pod uwagę zagrożenia, jakie dla samej Warszawy niosło pojawienie się w bezpośredniej jej bliskości znacznych niemieckich sił, które przemieszczone z Włoch, zostały co prawda skierowane na nieodległy front, ale w każdej chwili mogły się w mieście pojawić i wzmocnić siły niemieckiego garnizonu. Te wojska w drodze na front w części przemieszczały się przez Warszawę. Nie pojawiły się więc potajemnie. Studiowanie spraw Powstania Warszawskiego wskazuje, że dowództwo Armii Krajowej, w tym dowódca okręgu warszawskiego ani przed wybuchem powstania ani w pierwszym okresie walk nie zamierzali nawiązać kontaktów operacyjnych z dowódcami armii radzieckich operującymi w pobliżu Warszawy. Przepełnieni mistyczną wiarą w pewne zwycięstwo powstania wierzyli również w to, że wojska radzieckie pojawią się w Warszawie niemal z marszu bez względu na skutki walk stoczonych z Niemcami w okolicach Okuniewa, Radzymina i Wołomina. A skutki tych walk były dla Rosjan katastrofalne. Zdziesiątkowane stany osobowe i ogromne straty w sprzęcie były następstwem walk ze wzmocnionymi siłami niemieckimi. Dalszy pochód Rosjan, jeśli w ogóle byłby możliwy, byłby marszem straceńców. To, co uderza w opracowaniach badaczy tego fragmentu okresu sprzed godziny „W”, wskazuje, że dowództwo AK choć dysponowało wiarygodnymi informacjami pochodzącymi od wywiadu głębszego, to nie wyciągnęło z nich wniosków. Gdyby bowiem stało się inaczej, być może owo mistyczne uniesienie zbawców stolicy Polski od komunistycznej zarazy zostałoby zastąpione chłodnym wyrachowaniem, kalkulacjami, analizą sytuacji, w której szybkie wkroczenie wojsk radzieckich do Warszawy uznano by za nierealne. Wystarczyło rozpoznanie rozmiarów strat radzieckich w walkach pod Warszawą i sięgnięcie do danych o podobieństwach ich ofensywy warszawskiej z  przebiegiem kampanii w Normandii, by do takich przemyśleń skłonić i wyciągnąć z tych analiz wnioski. Na dodatek, nie mogło być dla dowództwa Armii Krajowej tajemnicą, że Stalin, niezależnie od fatalnej w tym czasie sytuacji swoich wojsk, nie palił się do niesienia pomocy Warszawie, gdzie, jak to obwieścił później, rozgrywała się „awantura warszawska”, wzniecona przez jego politycznych przeciwników. Niewybaczalnym błędem dowództwa Armii Krajowej było ogłoszenie godziny „W” bez uzgodnienia tego aktu z aliantami zachodnimi i ze Związkiem Radzieckim. Poza tym nie chodziło tu tylko o uzgodnienie samego terminu wybuchu powstania ale o powstanie w ogóle. Formalna, blankietowa zgoda rządu londyńskiego na ogłoszenie powstania okazała się materialnie bezwartościowa, a w skutkach tragiczna. Ta szarża dowództwa AK w samodzielnym działaniu ciążyła na wszystkich dalszych wydarzeniach w Powstaniu. Stanowiła główną przeszkodę w zabieganiu u aliantów o pomoc dla powstańców. Nie można też pominąć tego, iż ze strony Anglii i Stanów Zjednoczonych możliwości udzielenia takiej pomocy były wysoce ograniczone, a ze strony Związku Radzieckiego, choć bardziej realne z logistycznego punktu widzenia, mogłyby nie być spełnione ze względów politycznych. Ten anormalny stan w relacjach dowództwa AK z aliantami najcelniej ujął jeden ze sztabowców AK, który stwierdził, że powstanie nie mogło oczekiwać pomocy ani od zachodu ani od wschodu, bo o nią nie zabiegało przed wybuchem działań bojowych. Nieobciążeni ideologicznym garbem badacze dziejów Powstania Warszawskiego, opisując relacje pomiędzy dowództwem AK a Związkiem Radzieckim, wskazują na anormalną sytuację w tym względzie. Dla żadnego z nich nie jest tajemnicą to, co przytoczył prof. Jan Ciechanowski, iż powstanie militarnie skierowane było przeciwko Niemcom, ale politycznie przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Jeśli tak, a rzeczywiście tak było, to spodziewanie się pomocy ze strony wschodniego alianta mieściło się tylko w kategoriach zdarzeń nadprzyrodzonych. Gdyby taką pomoc powstanie otrzymało, to z punktu widzenia rosyjskich władz musiałoby to oznaczać wspieranie lokalnego wroga- AK. W tym kontekście ostrości nabiera sąd o propagandowym charakterze radzieckich zrzutów broni na rzecz powstańców po 15. września 1944 r. W dyskusjach na temat stanu uzbrojenia powstańców, prowadzonych w gronie kierownictwa AK w tonie niemal konfidencjonalnym, by nie stępić woli i ducha walki, nie dostrzega się wypowiedzi na temat ogromnej asymetrii uzbrojenia w relacji między powstańcami a Niemcami. Dotyczy to tak ilości jak jakości uzbrojenia. Nie słychać było dyskusji o znaczeniu broni pancernej, lotnictwa i artylerii po stronie niemieckiej. Natomiast prowadzone były rozważania na temat niestety hipotetycznych nalotów lotnictwa alianckiego, bombardowania lotnisk wokół Warszawy, nieustannego oczekiwania zrzutów broni, tak jakby alianci zachodni stacjonowali w bezpośredniej bliskości Warszawy. Takie rozważania prowadzone były mimo wyraźnych sygnałów ze strony tych aliantów, iż spełnienie oczekiwań dowództwa AK jest niemożliwe. Jeśli jednak powrócić do wydarzeń tuż sprzed wybuchu Powstania, to stwierdzić trzeba, że głównym orędownikiem podjęcia walki za wszelka cenę i w każdych warunkach był gen.  Leopold Okulicki. Umocniony przed przylotem do Polski przez Naczelnego Wodza awansem generalskim i wyraźnie przez niego nakreśloną funkcją w dowództwie AK był tym, który wahającemu się w sprawach powstania w Warszawie Bór- Komorowskiemu zarzucił tchórzostwo i kunktatorstwo. Jest to rzecz niebywała, jeśli się zważy służbowe relacje pomiędzy dowódcą AK a jednym z jego sztabowców. Szef operacji, bo taką funkcję gen. Okulicki pełnił, zastąpił chłodną kalkulację honorem, wiarą i mistycznym posłannictwem Warszawy w walce o zapobieżenie włączenia Polski w orbitę państw satelickich Moskwy. Gen Okulicki zaliczany jest do grupy trzech generałów, którzy wymogli na niezdecydowanym Bór- Komorowskim decyzję o Powstaniu i jednym z tych, którym przypisuje się lekceważenie skali strat ludności cywilnej. Nieustanne parcie ku powstaniu przypisywane jest „kawaleryjskiemu” usposobieniu generała i nieodpartej chęci udowodnienia światu, jak zdeterminowana w walce o swą wolność jest Warszawa, a z nią cała Polska. Osobisty emisariusz Naczelnego Wodza w dowództwie Armii Krajowej okazał się być katalizatorem wybuchu Powstania zamiast tonować nastroje, co było zamierzeniem Naczelnego Wodza. Nie było bowiem żadną tajemnicą, że gen. Kazimierz Sosnkowski był wznieceniu Powstania zdecydowanie przeciwny. Czy zatem gen Okulicki wykonał rozkaz wydany mu przez Naczelnego Wodza, czy też rozkazowi się sprzeniewierzył?
W działaniach dowództwa AK oraz dowódcy okręgu Warszawskiego Antoniego Chruściela widoczne było zrozumiałe napięcie przed ogłoszeniem stanu gotowości do powstania. Nerwowość ta wprowadziła wiele zamieszania w grupowaniu się oddziałów w miejscach koncentracji. Stwarzało to dla zgrupowań powstańców wielkie niebezpieczeństwo ujawnienia ich przez Niemców. Wydarzeniem, które ostatecznie zaważyło na wydaniu rozkazu o dniu i godzinie wybuchu powstania, była niesprawdzona wiadomość, przekazana dowództwu AK przez płk. Antoniego Chruściela, o pojawieniu się czołgów radzieckich na obrzeżach Pragi. Ten niepoparty przez wywiad sygnał okazał się być wystarczającą okolicznością, by uznano, że wojska radzieckie mogą się zjawić w Warszawie w ciągu 2-3 dni. A to był czas, w którym powstanie mogło, wedle przekonania dowództwa AK, wyprzeć Niemców z Warszawy oraz doprowadzić do „uruchomienia” przygotowanej administracji cywilnej, działającej pod patronatem Delegata rządu na kraj. Jak błędna była informacja o początkach zajmowania Pragi przez wojska radzieckie, pokazał czas. Należy dodać, że ta fatalna dla Warszawy decyzja powzięta została wtedy, gdy sam Bór- Komorowski był przekonany, że wejście Rosjan do Warszawy we wspomnianym czasie nie było możliwe, bo ich uderzenie zostało zatrzymane. Potwierdził to w roku 1965. Uchwycony przyczółek pod Magnuszewem tuż przed wybuchem powstania oddalony był 60 km od Warszawy, a wysunięte szpice rosyjskie były 10 km od Pragi. Wojska radzieckie zajęły Pragę 14 września 1944 r. po walkach trwających od 10. września. Nie można również powiedzieć, że Bór Komorowski błędnie oceniał stan sił niemieckich tuż przed wybuchem walk. Jeszcze bowiem 31.lipca 1944 r. sam stwierdził, że siły te ocenia na około 12 dywizji. Bór- Komorowski nie mógł nie wiedzieć o tym, że zdobycie przez powstańców broni z niemieckich magazynów nie jest możliwe, bowiem Niemcy magazyny te wcześniej ewakuowali. Jak zatem można było zakładać, że powstańcy będą w stanie skutecznie uderzyć na wroga i wyprzeć go z Warszawy? Czy rzeczywiście mieli używać łomów, kilofów i siekier, atakując równocześnie wszystkie najważniejsze obiekty w mieście, które Niemcy ufortyfikowali i obsadzili dobrze uzbrojonymi oddziałami?
Jednym z około powstańczych mitów, które utrwalane są przez ostatnie lata, jest ten, który mówi o nieuchronności wybuchu Powstania. Ta nieuchronność, wedle głosicieli tej tezy wynikać miała z ciężkich doświadczeń ludności Warszawy, które zgotowali jej Niemcy. Jest to niewątpliwie argument o wielkiej wadze, a dowody hitlerowskich przewin nie budziły żadnej wątpliwości. Wszystko to prawda, ale…Ale kierownictwo Armii Krajowej wiele uczyniło, by tę wysoką temperaturę nastrojów społecznych podsycać, by umacniać wśród swoich członków i ludności cywilnej przekonanie, że Warszawa musi powstać, że musi dać świadectwo nieugiętości i bohaterstwa, które zostanie przez zachodnich aliantów docenione. Czy tej temperatury nie podnosiły ogłaszane i odwoływane stany pogotowia i gotowości oraz natłok zbędnych, niesprawdzonych informacji o sytuacji pod Warszawą? Jakie konkretne dane przemawiały za tym, by wzywać do walki twierdząc, że będzie ona trwała kilka dni, trudno dociec. Mówi się też, że stan umysłów żołnierzy- członków Armii Krajowej porównać można było do wulkanu, który i tak by wybuchł, więc dowództwo nie miało wyjścia i było zmuszone ogłosić Powstanie. Z punktu widzenia czysto wojskowego należałoby ten argument odrzucić, jako poniżający żołnierzy Armii Krajowej. Skoro żołnierze- powstańcy w sposób tak zdyscyplinowany, jak tego dowiodły późniejsze walki, bez szemrania i w wielkiej dyscyplinie wykonywali inne, często niewykonalne rozkazy, to który dowódca mógł zakładać, że nie wykonaliby rozkazu zakazującego walk? Jeśli dowództwo Armii Krajowej zakładało, że żołnierze jego rozkazu nie wykonają, to dało świadectwo braku zaufania do swych podkomendnych i dowód braku umiejętności dowódczych, a z żołnierzy czyniło nie karne wojsko, ale pospolite ruszenie.
Rolą dowódców jest podejmowanie racjonalnych decyzji i osiąganie założonych celów przy najmniejszych stratach. O celach politycznych wspominałem wcześniej, a o wojskowych trudno w ogóle się wypowiadać. Pozostaje zatem problem strat tak w wymiarze ludzkim, jak materialnym. Świadomość zaistnienia w czasie walk ogromnych strat wśród walczących, a zwłaszcza wśród ludności cywilnej powinna być obecna w umysłach dowódców Armii Krajowej. Trudno się doszukać analiz, które dotyczyłyby tej sprawy. O ile chodzi o bezpośrednio walczących, to wszystko świadczy o tym, iż dowództwo Armii Krajowej liczyło się z każdymi stratami, nawet całkowitymi, skoro deklarowało walkę do ostatniej kropli krwi. Odnosiło się to do możliwej śmierci ponad 36.000, a nawet ok. 42.000 ludzi. Problemem jest próba oszacowania potencjalnych strat wśród ludności cywilnej. Trzeba bowiem uwzględnić, że dokładna liczba tej ludności w Warszawie jest wynikiem szacunków. Wynika to z wielkiej dynamiki zmian w tej dziedzinie powodowanej migracją ludności, masowymi akcjami represyjnymi, będącymi na porządku dziennym, stratami w ludności żydowskiej ( powstanie w getcie i akty eksterminacji). Przywołując zaledwie jedną wielkość bazową, którą się wymienia, tj. 1.286.000 pomniejszoną o straty wśród Żydów, których w Warszawie zamieszkiwało ok. 32%  wspomnianej ogólnej liczby mieszkańców, a także straty spowodowane niemieckimi akcjami represyjnymi, można szacować, że w chwili wybuchu powstania Warszawa mogła liczyć ok. 800-850.000 mieszkańców. Ludność cywilna była w pierwszych dniach powstania niewątpliwym i niezwykle cennym sojusznikiem walczących powstańców. Mówi się o entuzjazmie wśród cywilów, których dziełem były przede wszystkim niezliczone barykady. Wszechstronnej pomocy cywilów we wszystkich wyobrażalnych postaciach niepodobna przecenić. Wielka wspólnota, jaką stworzyli walczący powstańcy, ich służby pomocnicze i cywile w pierwszym okresie trwania powstania była cementowana poczuciem obecności wolnego skrawka Polski. Nie można jednak nie zauważyć, że ta patriotyczna symbioza była również efektem głębokiego przekonania i powstańców, i ludności cywilnej w to, że walki będą krótkotrwałe, kilkudniowe, a co ważne, zwycięskie. To przekonanie było wszechobecne. Sytuacja zmieniała się jednak z każdym dniem, gdy okazywało się, że walki trwają, że skala zniszczeń w infrastrukturze mieszkaniowej i komunalnej osiąga coraz większe rozmiary. Apogeum zmęczenia ludności cywilnej osiągnięte zostało, gdy mieszkańcy musieli przenieść się do coraz bardziej zatłoczonych piwnic, w których brak było wody, światła, żywności i leków. Masowe mordy ludności cywilnej, słusznie zwane rzeziami (np. na Woli), perfidne wypalanie domów mieszkalnych i piwnic przynosiły ofiary idące w dziesiątki tysięcy ludzi. Jak w każdych ekstremalnych warunkach zaczęła się szerzyć spekulacja dobrami podstawowymi, (np. wodą), kradzieże i najzwyczajniejsze rozboje. Jest oczywiste, że odpowiedzialne dowództwo powstania nie powinno być obojętne wobec takich zjawisk. Jakie zatem działania podejmowało dowództwo? Nieustannie domagało się od rządu londyńskiego kolejnych zrzutów broni i amunicji, zrzutów, które ze względu na trudne warunki lotów w dużej części wpadały w ręce niemieckie. Zrzuty broni oznaczały dalsze przedłużanie się Powstania. To zaś oznaczało przedłużanie agonii miasta w każdym elemencie jego substancji. Wbrew oczywistym faktom utrzymywane było przekonanie, że wojska radzieckie wkroczą do Warszawy. Dowództwo powstania nie uwzględniało tego, że pokonanie Wisły i zajmowanie miasta musiałoby być poparte wiedzą o rozmieszczeniu wojsk niemieckich i stanowisk ogniowych na lewym brzegu Wisły. To zaś nie było możliwe przy braku współdziałania wojskowego z dowództwem radzieckim. Dowództwo AK sprzeciwiało się ewakuacji ludności cywilnej ze strefy walk, upowszechniając opinie, iż ewakuacja to wyraz braku patriotyzmu,  tchórzostwa i kapitulanctwa. Gen Okulicki w tym czasie wypowiedział znamienne słowa: „Gdy zabraknie mieszkańców, możemy oczekiwać, że poczuje się żołnierz osamotniony i nie potrafi się zdobyć na obronę tej kupy gruzów, jaką dzisiaj przedstawia Warszawa”. Ludność cywilna, zdaniem badaczy dziejów powstania, stała się zakładnikiem powstańczego dowództwa. Tak było, gdy blokowana była ewakuacja poszczególnych fragmentów miasta, a także wtedy, gdy gen. Bór-Komorowski przedłużał rozmowy w sprawie kapitulacji lewobrzeżnej Warszawy, żywiąc nadzieję na kolejne masowe zrzuty broni dla walczących, które wydłużały czas męczeństwa ludności cywilnej. Nie słyszy się o tym, jaka liczba cywilów mogła ocalić życie po przejściu w strefy mniej zagrożone kanałami. Czy te informacje są obecne w publicznym obiegu? Mówiąc o gehennie ludności cywilnej w powstańczej Warszawie, nie można pominąć tego, że to głównie ludność cywilna znajdowała się pod zbrodniczym butem najbardziej zdeprawowanych i najbardziej bezwzględnych oddziałów skierowanych przez Niemców do masowego mordowania mieszkańców. To kryminaliści Dirlevangera, sadyści Kamińskiego z SS RONA, rekrutujący się ze zdrajców i degeneratów rosyjskich oraz morderców ukraińskich, zaprzedanych Hitlerowi. To ich „zasługą” są gwałty, rzezie, stosy palonych na ulicach ciał, morderstwa rannych w szpitalach i punktach opatrunkowych. Każdy dzień trwania Powstania, statystycznie rzecz ujmując, przynosił prawie 3000 ofiar. A całkowity trupi „plon” Powstania to około 180-200.000 zabitych, w tym około 33000 dzieci. To około 20000 powstańców, którzy podejmując walkę stracili życie, właściwie dopiero co zaczęte. Byli wszak w znacznej części uczniami szkół średnich i studentami. Jeśli przywołujemy ofiary Katynia, Tweru, Charkowa, mówimy, że została tam wymordowana elita narodu. A czy powstańcy polegli w Warszawie to nie był kwiat polskiej przepojonej patriotyzmem młodzieży, z której mogła wyrosnąć intelektualna elita powojennej Polski? Czy można przejść do porządku nad tą prawdą, iż suma dzieci, które poniosły śmierć w Powstaniu prawie dwukrotnie przewyższa liczbę ofiar pomordowanych oficerów i funkcjonariuszy państwowych zamordowanych w 1940 r w Katyniu i innych miejscach kaźni? Ludność cywilna Warszawy, która przeżyła, szacowana na 500.000 ludzi stała się po powstaniu rzeszą bezdomnych tułaczy, bądź więźniami obozów koncentracyjnych lub rzeszą robotników przymusowych. A miasto, ten podziwiany przez Europę Paryż północy stało się morzem ruin, które nie tylko kryły ciała poległych, ale dorobek materialny i kulturowy wielu pokoleń Polaków. Członkowie dowództwa Powstanie przeżyli.
Warszawo ma, o Warszawo ma,
Wciąż płaczę, gdy ciebie zobaczę,
Warszawo, Warszawo ma.
To rozdzierająca pieśń, która najgłębiej utkwiła mi w pamięci z wielkiego śpiewania pieśni powstańczych w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Ta pieśń obejmuje losy wszystkich mieszkańców stolicy i cały jej materialny przedwojenny urok.
Warszawo madowódcy powstania rzucili cię na stos ofiarny i skazali na śmierć, a gigantyczny nagrobek z gruzów usypali ci w akcie zemsty niemieccy burzyciele. Nie odwracaj wzroku od prawego brzegu Wisły i oddawaj cześć tym, którzy na nią zasługują.
Władysław Anders: Wywołanie powstania w Warszawie w obecnej chwili było nie tylko głupotą, ale i wyraźną brodnią. Jan Nowak-Jeziorański (kurier z Warszawy) - Nie miałem odwagi im powiedzieć: Nie róbcie powstania. Powiedziałem im [dowódcom powstania]: Nie liczcie na nic, tam [na Zachodzie] jest w ogóle od ośmiu do dziesięciu maszyn, które są zdolne docierać do Polski i wracać, i jeszcze mniej załóg. Nie widzę możliwości jakiejkolwiek masowej operacji zrzutu broni i amunicji”. Chciałem za wszelką cenę rozwiać złudzenia.
Jan Ciechanowski: Powstanie zakończyło się straszliwą klęską, katastrofą i ruiną, która nie dotknęła żadnej innej stolicy w Europie od czasu najazdu Hunów na Rzym.
Jan Ciechanowski: Gen Władysław Anders patrzył na powstanie z punktu widzenia wojskowego i dlatego powiedział wyraźnie, że jak się nie ma broni, nie daje się rozkazu do walki, szczególnie tam, gdzie są duże skupiska ludności. Gen. Anders uważał, że powstanie to działanie na rękę Niemcom i Rosjanom. „Komorowskiego, Pełczyńskiego i Okulickiego uważam za dowódców, których przerosły okoliczności i którzy wykazali się ogromnym niezrozumieniem sytuacji, w jakiej się znalazła Polska w tamtym czasie. Tego, że nie znali się na wielkiej polityce, nie muszę dodawać”.
Aleksander Małachowski: Jak mianowicie wyglądałaby Polska., gdyby żyła ta wspaniała część młodzieży, ze zbrodnicza bezmyślnością rzucona na straceńczy szaniec powstania i tam poległa Ta przerażająca liczba ofiar bywa na ogół przemilczana. Dobrze… przyjmijmy, w co nie wierzę, że były jakieś dobre skutki powstańczej tragedii. Czy jednak warto, a raczej czy wolno było za nie zapłacić tak straszną cenę -200 tys. zabitych i zburzenie do fundamentów dużego europejskiego miasta?”Jadwiga Sosnowska (żona Wodza Naczelnego): „…smutek budzi nie tylko rozpamiętywanie tej tragicznej przeszłości ale także fakt, że nawet dzisiaj wśród historyków można znaleźć ludzi, którzy mają polityczne i moralne usprawiedliwienie dla tego skoku w przepaść”. Włodzimierz T. Kowalski”(o interwencji prezydenta Raczkiewicza z 12. sierpnia u papieża na temat okrucieństw okupanta w Warszawie): Papież Pius XII 4. września: „Jeśli chodzi o Polskę ,która słusznie szczyci się semper fidelis, niejednokrotnie zanosiliśmy modły o bliskie jej zmartwychwstanie”. Jestem głęboko przekonany, że czas najwyższy, by skończyć z mitem Powstania Warszawskiego i geniuszu dowódczego jego dowódców. Czas, by zacząć ukazywać czyn młodzieży powstańczej w prawdziwym kontekście politycznym, a ludności cywilnej Stolicy oddać należny hołd jako tej która stała się prawdziwą ofiarą powstania.

Władze emigracyjne

Stanisław Mikołajczyk

Stanisław Mikołajczyk

Gen. Kazimierz Sosnkowski

Gen. Kazimierz Sosnkowski

 

Wladysław Raczkiewicz

Władysław Raczkiewicz

Tomasz Arciszewski

Tomasz Arciszewski

Gen. Stanisław Tatar

Gen. Stanisław Tatar

Gen. Stanisław Kopański

Gen. Stanisław Kopański

Dowództwo AK

1.Gen.Tadeusz Bór Komorowski (  w stopniu płk.)

Gen.Tadeusz Bór Komorowski ( w stopniu płk.)

2. Gen. Leopold Okulicki

Gen. Leopold Okulicki

3. Gen. Tadeusz Pełczyński

Gen. Tadeusz Pełczyński

4. Gen. Jan Rzepecki

Gen. Jan Rzepecki

5. Mjr Janina_Karasiówna

Mjr Janina Karasiówna

6. Plk Iranek-Osmecki (1)

Płk Iranek – Osmecki (1)

7. Plk Pluta Czachowski

Płk Pluta Czachowski

8. Płk Józef Szostak

Płk Józef Szostak

9. Płk Janusz Bokszczanin

Płk Janusz Bokszczanin

10. Ppłk Ludwik Muzyczka

Ppłk Ludwik Muzyczka

11. Płk Antoni Sanojca

Płk Antoni Sanojca

12. Gen Albin Skroczyński

Gen Albin Skroczyński

13. Gen Antoni Chruściel

Gen Antoni Chruściel

14. Bór Komorowski i v.dem Bach Zelewski po akcie kapitulacji Powstania

Bór Komorowski i v.dem Bach Zelewski po akcie kapitulacji Powstania

Kaci stolicy

1. Gen.Heinz Rainefarth

Gen.Heinz Rainefarth

2. Gen.Erich von dem Bach Zelewski

Gen.Erich von dem Bach Zelewski

3. Oskar Dirlewanger

Oskar Dirlewanger

4. Bronisław Kamiński

Bronisław Kamiński

Józef Stec

Bibliografia:

Ciechanowski, Jan, M.: Powstanie Warszawskie

Sosnkowska Jadwiga, Kowalski, Włodzimierz, T.: W kręgu mitów i rzeczywistości

Nowak-Jeziorański, Jan.: Tak mówi Kurier z Warszawy (wywiad z Andrzejem Wajdą)

Korboński, Stefan.:Polskie Państwo Podziemne

Zamojski, Henryk.: Jak wywołano Powstanie Warszawskie

Borkiewicz, Adam.:Powstanie Warszawskie 1944

Praca zbiorowa p.red.Pawła Dybicza.:Zakładana Historia Powstania

Art. „Powstanie warszawskie w tył zwrot”. Nie Nr 33 (1194)9-15 sierpnia 2013

Art. Richie, Alexandra.: Warszawski kompleks Hitlera , Gazeta. Wyb. 2-3 sierpnia 2014

Art.. Wasilewski, Krzysztof.: Zagłuszona historia powstania. Przegląd, z 28.07-3.08 2014

Art. Owczarski, Marek.: Zakładnicy generałów. Przegląd z 14-20 10 2013i inne