Przed siedemdziesiątą rocznicą wyzwolenia Buczkowic

Już na wstępie artykułu zapala mi się czerwona ostrzegawcza lampka. Bo czy w świetle wypowiedzi najwyższych przedstawicieli mojego państwa można mówić o wyzwoleniu mojej wsi w pierwszych dniach kwietnia roku 1945 spod okupacji niemieckiej nie wspominając o  równoczesnym rozpoczęciu kolejnej okupacji, tym razem sowieckiej? (To ostatnie określenie jest w łaskach szczególnych mimo, że ja go osobiście nie lubię ze względu na szacunek do języka polskiego). Określenie „okupacja”, które pojawia się często w wypowiedziach znakomitości życia politycznego uważam za nadużycie i dowód braku szacunku dla ofiar hitlerowskiego panowania nad Polską. Z tych powodów wspomnę o siedemdziesiątej rocznicy wyzwolenia Buczkowic, która tylko o jeden miesiąc wyprzedza datę zakończenia II wojny światowej. Nie sposób przy rozpamiętywaniu tej tak ważnej rocznicy nie przypomnieć dziesiątków ofiar buczkowian, którzy zostali zamordowani w hitlerowskich obozach koncentracyjnych, więzieniach gestapo, publicznych egzekucjach z dala od rodzinnych stron. Niepodobna nie wspomnieć o żołnierzach, którzy z Buczkowic wyszli na front i bądź polegli w walce lub stracili życie w jenieckich obozach bez nadziei na to, że miejsce gdzie zastała ich śmierć zostanie ustalone. Nie jest możliwe, by nie wspomnieć tych mieszkańców Buczkowic, którzy po 17. września 1939 r. znaleźli się w rękach NKWD i ponieśli śmierć w Katyniu lub Twerze jako element ideowo obcy radzieckiemu kierownictwu. Mimo woli przywodzę na pamięć znanych z nazwiska i imienia piętnastu cywilnych mieszkańców mojej wsi, którzy zginęli w okresie od lutego do kwietnia 1945 r. w czasie walk o wyzwolenie Buczkowic. Stają mi przed oczyma robotnicy przymusowi, rodziny wysiedlonych w głąb Rzeszy niemieckiej w czasie niemieckiej okupacji, a których losy spisałem. Tym co jest wspólne w losach tych ludzi jest cierpienie, praca ponad siły, zupełna bezbronność i wszechobecna pogarda ze strony nadludzi. Mam przed oczyma wielkie wojenne traty materialne które zostały poniesione przez prostych ludzi, którzy musieli odtwarzać swoje domostwa własnym wysiłkiem, bez pomocy z zewnątrz. Im odrodzone państwo nie odbudowało pałaców i dworów, po które mogliby sięgnąć jako skrzywdzeni przez wojnę i nowe porządki polityczne.
Dlatego twierdzenie, że wojna zakończyła się w czerwcu 1989 r. uważam za bluźnierstwo rzucone w twarz tym, którzy przetrwali okupację niemiecką, którzy za psi grosz lub pół bochenka chleba za tydzień pracy przy uruchamianiu np. bielskich fabryk przywracali normalne życie we wsi i regionie. Wyznaczanie tak „astronomicznej” daty zakończenia wojny służy tylko i wyłącznie tworzeniu mitu „wyklętych” i deprecjonowaniu tych członków zbrojnego ruchu oporu z czasów II wojny światowej, którzy zbrojne manifestacje po roku 1945 uznali za przejaw szkodnictwa sprawie polskiej. Dlatego należałoby znać miarę w kreowaniu nowych historycznych dat i przypisywania im znaczenia, które nie miały i mieć nie będą nawet wtedy, gdy przez chwilę uchodzić będą wśród części adresatów za wielkie odkrycie lub dowód geniuszu przywódczego.
Zamiast więc obracać się w klimacie świętowania ahistorycznych z punktu widzenia działań wojennych rocznic pamiętamy o nocy z 3 na 4. kwietnia 1945 r. gdy nasza wieś została oczyszczona z okupantów niemieckich. Choć dzień, który nastał zapisał się krwawo ofiarą Michała Kubicy na zaminowanej ścieżce, to był pierwszy dzień wolności. Przynieśli go żołnierze radzieccy, którzy tu pozostawili kilku swoich przyjaciół. Tego faktu nikt i nic nie jest w stanie zmienić. Jest niegodziwością łączenie pamięci poległych za nasze wyzwolenie żołnierzy radzieckich i tu upamiętnionych z dzisiejszą sytuacją, jaka przy aktywnym udziale Federacji Rosyjskiej wytworzyła się na wschodzie Ukrainy. Wyzwolenie wsi i zakończenie II wojny światowej dzieli siedemdziesiąt lat. Trzeba o tym pamiętać i dawać odpór tym, którzy za swój „patriotyczny” obowiązek uważają potajemne meldowanie się przy buczkowickim pomniku żołnierzy radzieckich i pozostawianie przy nim (lub na nim) dowodów swojej obecności i wytworów miernego intelektu. Żal serce ściska na widok tych przejawów patriotyzmu i jarmarcznej twórczości. Ofiarom wojny należny jest szacunek i życzliwa pamięć. Takie są zasady postępowania ludzi cywilizowanych. Te zasady są obce autorom hasła wywieszonego w sąsiedztwie pomnika poświęconego żołnierzom radzieckim końcem lutego 2015 r. Orły intelektu „jak umiały tak napisały”.

Rocznicowe hasło

Rocznicowe hasło

Józef Stec