O pomniku Niepodległości głos w nietoczącej się  dyskusji

Nikt nie ma wątpliwości, jak wielkim wydarzeniem dla Polski i całego narodu było podpisanie aktu kapitulacji państw centralnych w salonce kolejowej w Compiégne. Akt ten oznaczał zakończenie walk na zachodnich frontach I. wojny światowej. Dzień 11. listopada 1918 r. uznany został za dzień zmartwychwstania i odrodzenia Polski, państwa, którego trwanie zostało ostatecznie przerwane ostatnim rozbiorem w roku 1795. W roku 1918 byli zaborcy, stojący po przeciwnych stronach wojennej barykady symbolicznie asystowali jako pokonani w akcie ogłoszenia niepodległości Polski, swej dawnej ofiary. Po 123 latach politycznego niebytu Polska odzyskała niepodległość. W niemal czteroletnich zmaganiach wojennych poprzedzających dzień 11. listopada 1918 r. uczestniczyło wielu buczkowiczan. Szczególną pozycję wśród nich zajmuje 59 ochotników, żołnierzy Legionów Polskich, którzy odpowiedzieli na apel Józefa Piłsudskiego, by w tej formacji walczyć o niepodległą Polskę. To tych żołnierzy w naszym środowisku zapomnianych, często nawet w obecnym czasie nieznanych, chciało uczcić pomnikiem lub tablicą pamiątkową Towarzystwo Społeczno-Kulturalne „Zagroda”. Taki dowód pamięci o uczestnikach czynu legionowego w okresie zbliżającej się setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości był i pozostaje naturalny. Wszak ci żołnierze od początku swej służby, niezależnie od piętrzących się przed Legionami Polskimi trudności i przeszkód szli do walki przekonani, że walczą o zmartwychwstanie niepodległej Polski.
W wąskim gronie osób, członków Rady Sołeckiej pojawił się jednak pomysł upamiętnienia w Buczkowicach historycznego i doniosłego f a k t u setnej rocznicy odzyskania niepodległości. W tej sytuacji, w gronie kierownictwa Towarzystwa „Zagroda” uznaliśmy, że historyczna rocznica jest wydarzeniem wyższego rzędu w stosunku do losów buczkowickich legionistów, którzy wydarzenia te współtworzyli. Nie podejmowaliśmy więc starań by upamiętniać naszych legionistów. Byłem głęboko przekonany, że autorzy nowego pomysłu zabiorą się do jego realizacji tak, by ta szlachetna idea zyskała jak najszersze poparcie w naszym środowisku, które ma uzasadnione powody, by godnie owo wiekowe wydarzenie upamiętnić.
Okazało się, że nie doceniłem organizatorów tego przedsięwzięcia. Sekretność towarzysząca powołaniu społecznego komitetu zbiórki środków na budowę tego pomnika była tak daleko posunięta, że wytrawni w pracy społecznej pozostali członkowie Rady Sołeckiej znaleźli się w wielkiej konfuzji, gdy usłyszeli w ogłoszeniach parafialnych, wygłaszanych przez księdza proboszcza po niedzielnych mszach, że oto społeczny komitet będzie przeprowadzał (5.03.) zbiórkę pieniędzy przy wejściach do kościoła. Zebrani parę dni wcześniej na zebraniu wiejskim mieszkańcy również nie zostali poinformowani o inicjatywie budowy pomnika. Jednym słowem – tajne przez poufne, albo (jak kto woli), przed przeczytaniem spalić! Jak sekret, to sekret! Próbowałem się zorientować, jak od strony formalnej wygląda status społecznego komitetu zbiórkowego, skoro nie widnieje on w spisie podmiotów prowadzących zbiórki publiczne. Miało być wszystko w toku. I nadal jest w tzw. trakcie załatwiania, bo do dziś organizator zbiórki publicznej w Buczkowicach nie widnieje na portalu zbiórek publicznych. Okazało się, że zbiórka przy kościele była próbą rozpoznania zainteresowania mieszkańców podjętym tematem. To była próba rozpoznania bojem. W wojsku wiadomo co to jest, ale przy podejmowaniu społecznej inicjatywy, czynu społecznego, to dowód niedojrzałości organizatorów, braku szacunku dla mieszkańców, którzy mają w realizacji zadania czynnie uczestniczyć i w całości go finansować. Ostatecznie zbiórka przy kościele okazała się być zbiórką „kościelną” (cokolwiek to znaczy), bo komitet zbiórkowy nadal nie ma prawa prowadzić zbiórki publicznej ze względu na, (jak można zakładać), niedopełnienie formalności rejestracyjnych we właściwym  ministerstwie. Z takim stanem sprawy  mamy do czynienia 3. kwietnia 2017 r., w wiele tygodni po sondażowej zbiórce pieniędzy.
Sprawą, nad którą nie można przejść do porządku, jest proponowana i uzgodniona w wąskim gronie lokalizacja pomnika. A pomnik, jak miał się wyrazić nasz emerytowany już pasterz dusz, ma być okazały. Ma zostać wzniesiony przed kopcem Chrystusa Dobrego Pasterza w obrębie placu przykościelnego. Pomijam brak taktu wobec Dobrego Pasterza, który znajdzie się na zapleczu pomnika, ale nie mogę nie zauważyć, że wtłaczanie cywilnego obiektu w obręb placu kościelnego jest bardzo dyskusyjne. Tym więcej, że poza bardzo wąskim gronem osób o tej lokalizacji nikt z nikim nie rozmawiał w sposób, który można byłoby uznać za dyskusję publiczną. Nikt nie raczył się rozejrzeć za odpowiednim miejscem dla tego pomnika, ale na gruntach stanowiących własność Gminy. Jestem w stanie wymienić co najmniej trzy możliwe i jednocześnie godne lokalizacje takiego obiektu, który z natury rzeczy będzie miejscem publicznych, świeckich zgromadzeń. Uroczystości te z terenami kościelnymi nie pozostają w zgodzie, jeśli ma się na względzie rozdzielność i autonomiczność państwa i Kościoła, jako odrębnych podmiotów. Mam prawo zakładać, że autorzy pomysłu lokalizacji pomnika zdają się o tym fakcie zapominać. Uszczęśliwiają na siłę proboszcza parafii swoimi „przemyśleniami”, a on, człowiek pokoju, nie potrafi (?) odmówić lub wyperswadować bezsensu proponowanego rozwiązania. Chciałbym się z tym „uszczęśliwianiem” nie mylić.
Byłoby niezwykle pożyteczne, by pomysłodawcy lokalizacji pomnika wzięli pod uwagę fakty historyczne, towarzyszące tak utracie państwa w czasie rozbiorów, jak jego odrodzenia w roku 1918, których twórcą lub aktywnym uczestnikiem była prominentna część hierarchii Kościoła w Polsce i papiestwo.
Upamiętnienie setnej rocznicy odzyskania niepodległości jest aktem o doniosłym znaczeniu, również dla buczkowickiej społeczności, z której wywodziło się tak wielu żołnierzy Legionów Polskich, w tym także ci, którzy odzyskanie niepodległości okupili śmiercią. Oddajmy cześć tym, którym jest ona należna za faktyczne zasługi wznosząc pomnik w eksponowanej cywilnej części centrum wsi. Namawiam, by pomysłodawcy lokalizacji pomnika w obrębie kościoła nie ośmieszali się argumentami, iż uczestnicy zgromadzeń patriotycznych, zmierzający z kościoła ku pomnikowi usytuowanemu poza obrębem kościelnym, wprowadzają zagrożenie bezpieczeństwa na ulicach. Pojawić się bowiem mogą tymi samymi względami motywowane sprzeciwy wobec procesji Bożego Ciała lub przeciwko „ekstremalnej” Drodze Krzyżowej, które również zajmują ulice powiatowe, wojewódzkie i gminne prowadzące przez wieś. Komu i czemu taki ewentualny a możliwy spór ma służyć ?
Widzę, jak piękna idea zamiast być należycie przygotowana, zaistniała w przestrzeni publicznej po pożałowania godnym pokazie niekompetencji, harcach w bardzo kiepskim stylu  i teście, który mieli zaliczyć mieszkańcy ze społecznego zaangażowania w projekt, o którym się dowiedzieli z ogłoszenia parafialnego.
Gdyby przysłowiowy niezrównoważony Filip znalazł się w takiej sytuacji jak komitet zbiórkowy, zapewne pozostałby w równie przysłowiowych konopiach w obawie narażenia się na gesty pożałowania.
Cała sprawa jest sygnałem, że funkcje pełnione w wiejskiej społeczności nie zawsze idą w parze z rozsądkiem. Warto przywołać w tym miejscu przywołać francuską maksymę:  noblesse oblige. Tu ani noblesse nie widać, a z oblige tylko fonetyczne oblizanie suchych warg pozostaje. Widać, że pełniona funkcja do niczego nie obliguje.

3.kwietnia 2017 Józef Stec