Kopiec grunwaldzki

Kopiec Grunwaldzki przy ul. Grunwaldzkiej

Kopiec GrunwaldzkiHistoria kopca sięga roku 1910, zaś przygotowania do jego usypania podjęte zostały w roku 1909. Idea wzniesienia kopca związana była z uroczystymi obchodami 500-nej rocznicy bitwy pod Grunwaldem i wielkiego zwycięstwa odniesionego przez połączone siły polsko-litewskie i ich sprzymierzeńców nad zakonem Najświętszej Mary Panny zwanym Krzyżakami. Gorliwym orędownikiem godnego uczczenia w Buczkowicach tego zwycięstwa był ks. Andrzej Lenart, od roku 1908 stały administrator nowej parafii buczkowickiej oraz dr. Franciszek Miodoński. Entuzjazmu w tej sprawie nie brakowało również w szkole, która bardzo konkretnie włączyła się do przygotowania obchodów grunwaldzkich. Buczkowice były częścią dużej całości, na którą składały się uroczystości rocznicowe w Galicji, a szczególnie w Krakowie, gdzie wznoszony był, ufundowany przez Ignacego Jana Paderewskiego, wielki monument nazwany Pomnikiem Grunwaldzkim. Sypanie kopców, wznoszenie pomników, fundowanie pamiątkowych tablic i obelisków, to były działania, które w różnych miejscowościach miały podnosić Polaków na duchu utwierdzać ich w przekonaniu o nieuchronnym odrodzeniu państwa polskiego. W Buczkowicach budowa kopca stała się okazją do powszechnego poruszenia. Gromadzono kamienie, wożono ziemię, tworząc podwaliny kopca. Osobistym przykładem świecił ks. Andrzej, co zostało odnotowane przez Józefa Namysłowskiego, który zapisał, że ksiądz osobiście woził ziemię taczkami. Obchodom rocznicowym w Szczyrku, Buczkowicach i Rybarzowicach patronował Komitet złożony z przedstawicieli władz poszczególnych gmin. Na jego czele stanął dr Franciszek Miodoński z Buczkowic. W tych miejscowościach obchody miały miejsce 25 i 26 czerwca 1910 r. Były połączone z wielką paradą orszaku królewskiego i widowiskiem plenerowym przygotowanym przez, jak to określano, dziatwę szkolną z Buczkowic. Był obecny poseł Dobija z Rybarzowic, prezes Sokoła z Białej oraz tłumy mieszkańców z okolicznych wiosek.. Pochód odwiedził Szczyrk, zawitał ku buczkowickiemu kościołowi, gdzie w podniosłej atmosferze na szczycie kopca zatknięty został wielki polski orzeł. Kopiec został przekazany wiejskiej społeczności. Były pieśni patriotyczne i recytacje. Potem wszyscy udali się na plac przyszkolny, gdzie miało miejsce poświęcenia kamienia węgielnego pod rozbudowę szkoły. Ta zbudowana w roku 1902 okazała się być zbyt mała jak na potrzeby Buczkowic. Z biegiem czasu orzeł na kopcu został zastąpiony drewnianym krzyżem. W końcu i ten przeminął. 

Kopiec w r. 1931 Kopiec ok 1936
Renesans kopca nastąpił w latach trzydziestych XX wieku za czasów proboszczowania ks. Kazimierza Majgiera, który przekonał buczkowian, by na szczycie podwyższonego kopca posadowić figurę Matki Boskiej Królowej Świata. Tak się stało. Figura ta góruje nad kopcem do dziś. Choć z upływem czasu Królowa Świata została nazwana Królową Polski. Ta była mieszkańcom bliższa. Wydarzenia z roku 1910 i późniejsze ulegały jednak zapomnieniu. Kopiec stawał się obiektem związanym z kościołem jako jeden z symboli pozycji Maryi w wierze katolickiej. Nikt lub prawie nikt nie przypisywał mu roli, jaką on odegrał w historii Buczkowic jako znak tryumfu nad Krzyżakami w bitwie pod Grunwaldem. W latach osiemdziesiątych, kiedy Rada Sołecka Buczkowic opracowywała propozycje nazw ulic, na wniosek przewodniczącego Rady ulicę, przy której wznosi się kopiec nazwano ulicą Grunwaldzką. Zaczęto przywracać pamięć o tym miejscu i wydarzeniach, które u stóp tej budowli się rozgrywały w 1910 r. Statua Matki Boskiej z kopca
Dziś już trudno mówić o kopcu anonimowym. Dziś mówi się o Kopcu Grunwaldzkim bo takim był od początku jego powstania. Nie można pominąć wielkiej troski o stan kopca i figury, którą wykazywał przez 35 lat proboszcz parafii Buczkowice ks. prałat Stanisława Jasek, dziś już emeryt. Był on z całą pewnością faktycznym strażnikiem trwania kopca i jego opiekunem. Krokiem następnym, który należało uczynić, było przybliżenie historycznych wydarzeń gościom, którzy odwiedzają Buczkowice jako turyści. Trzeba było też poczynić kroki, by pamięć o prawdziwym rodowodzie kopca nie zatarła się u następnych pokoleń buczkowian. Musieliśmy znaleźć sposób, w jaki należało to zrobić. Ale to już inna historia.