Czyściciele w akcji

Od czterech lub pięciu (?) lat Buczkowice znalazły się na trasie lotnych (choć nie umysłowo) politycznych turystów. Obiektem cieszącym się szczególnymi względami był i jest  pomnik poświęcony żołnierzom radzieckim poległym w Buczkowicach w okresie pomiędzy połową lutego, a końcem marca 1945 r. Tym, którzy okresu tego nie kojarzą przypomnę, że był to czas zatrzymania się rosyjsko-niemieckiego frontu po wyzwoleniu Bielska i Białej, a także części południowej części powiatu bielskiego i bialskiego. Front znieruchomiał, a Buczkowice znalazły się pomiędzy pozycjami wojsk radzieckich i niemieckich. Spokój był niestety tylko pozorny, bowiem raz po raz pomiędzy wrogimi sobie oddziałami dochodziło do ostrej wymiany ognia artyleryjskiego i z broni strzeleckiej W tym czasie na obszarze Buczkowic  polegli żołnierze niemieccy i radzieccy. O ilości poległych żołnierzy niemieckich nie zachowały się żadne informacje. Doszukałem się danych na temat zaledwie pięciu żołnierzy. Jeśli chodzi o żołnierzy radzieckich to poległo ich nie mniej niż dziesięciu choć niektórzy świadkowie tamtych wydarzeń wskazują na liczbę czternastu ofiar. Wśród nich była jedna młoda kobieta- oficer. Głównym miejscem ich pochówku był trawnik po północnej stronie kopca grunwaldzkiego w obrębie placu kościelnego. Inne miejsca, to m.in. plac przy sokolni i rejon ulicy Leszczynowej. Bezpośrednio po wojnie ciała poległych ekshumowano i przeniesiono do Białej na cmentarz wojenny. Buczkowice nie zostały wymienione pośród tych, tych miejscowości, z których ciała żołnierzy radzieckich zostały tu pogrzebane. Nie są znane przyczyny tego niedopatrzenia. Tym nieznanym z nazwiska i imienia żołnierzom buczkowiczanie w roku 1947 wznieśli obelisk, by upamiętnić ich śmierć. Ze względu na ekshumację ciał miejsca ich czasowego pochówku nie są ich mogiłami. Nie znaczy to jednak, że we wskazanych miejscach żołnierze ci nie byli pochowani. W tym samym miejscu mieszkańcy wsi ufundowali pomnik buczkowiczan zamordowanych w hitlerowskich obozach koncentracyjnych, innych miejscach kaźni oraz w kampanii wrześniowej. I tak przez dziesiątki lat miejsce to stało się naszym lokalnym Miejscem Pamięci. Dopóki żyło pokolenie, które okropności niemieckiej okupacji odczuło na własnej skórze, nikomu nie przyszło do głowy, domagać się likwidacji pomnika. Można powiedzieć oczywiście, że czasy były inne, że trwała nowa okupacja (bo tak nazywany jest tamten okres ), ale fakty są jednoznaczne. Cztery –pięć lat temu pojawili się we wsi emisariusze niszczenia pamiątek po pobycie wojsk radzieckich, na naszych ziemiach. Nie ma wątpliwości, że nasz pomnik taka pamiątka niewątpliwie jest. Najpierw pojawili się apologeci „żołnierzy wyklętych” z Gilowic, miejscowości, w której Niemcy w marcu 1944 r. w publicznej egzekucji powiesili 9 Polaków. Ci, którzy żądali zburzenia pomnika żołnierzy radzieckich w Buczkowicach nie zadbali wcześniej o należyty o godny wygląd i stan obelisku poświęconego tym dziewięciu ofiarom niemieckiego terroru. A stan ten wskazywał na zupełny brak starania o to miejsce. Wizytom młodych  „wyklętych” towarzyszyły zamalowywania obelisku znakiem jaszczura-symbolu endeckiego Związku Jaszczurczego, obelżywe napisy kierowane pod adresem czerwonych morderców, transparenty mówiące o świńskim pochodzeniu budowniczych pomnika. Potem były występy w biały dzień posłów na Sejm Rzeczypospolitej Zbigniewa Girzyńskiego i znanego z nieprzeciętnego intelektu posła ziemi bielskiej Stanisława Pięty, zakończone pełnym prawnych błędów, manipulacji tekstem Konstytucji i zwyczajnymi kłamstwami wnioskiem do Rady

Plakat z siedmioma podziękowaniami

Plakat z siedmioma podziękowaniami

Gminy o rozważenie zburzenia pomnika. „Malarskie” incydenty zakończyły się uszkodzeniem dopiero co odnowionych napisów na obelisku. Wniosek prawomyślnych posłów Rada Gminy załatwiła odmownie. Wszystkie te akty wandalizmu i stepowego barbarzyństwa  zdarzały z okazji „dnia pamięci żołnierzy wyklętych” w pierwszym dniu marca. Ich obiektem zawsze był sam obelisk lub jego otoczenie. Nowością, z którą mieliśmy do czynienia w bieżącym roku były plakaty rozwieszone w różnych miejscach wsi. Osobiście zlokalizowałem osiem takich miejsc. Plakaty pojawiły się tuż przed dniem 4. kwietnia, a to dlatego że w nocy z 4/5 kwietnia 1945 r. wojska niemieckie zostały zmuszone do ucieczki z naszych terenów w kierunku Słowacji. Dzień 5. kwietnia 1945 r. był w Buczkowicach i miejscowościach sąsiednich pierwszym dniem wolnym od Niemców. Wszystko to stało się za sprawą wojsk radzieckich, które tak parły w kierunku Berlina, a także w kierunku Pragi że ani się nie obejrzały jak przy okazji zafundowały nam nową okupację. To do głębi poruszyło patriotów, którzy przy wykorzystaniu nowszych technologii wykonali plakaty na sprzęcie pozwalającym wykonywać druk wielkowymiarowy. Widać też postęp w sztuce redagowania tekstu, nawiązującego (a może jestem w błędzie?) do katalogu siedmiu  grzechów głównych. Nie może budzić respektu treść przewin adresowanych do wyzwolicieli, bo dobitnie świadczy ona o niedoborze jeśli nie o ugorze historycznej wiedzy. Zamiast więc produkować z ponad rocznym wyprzedzeniem plakaty, (plakat nosi datę 15. I 2015), dobrze byłoby czas przeznaczyć na dokładne przestudiowanie opracowań dotyczących historii naszej ojczystej, badanej przez różne ośrodki badawcze, i autorytety naukowe. Zanim się bowiem w tak zasadniczych sprawach zabiera głos trzeba je dokładnie poznać nie tylko na spotkaniach indoktrynacyjnych, ale samodzielnie, przy wykorzystaniu własnego rozumu. Problem oczywiście powstaje wtedy, gdy tego ostatniego nie staje do tego stopnia, że głowa nie ma prawa boleć.
Plakat kończy się zestawem „myśli niedokończonych”, które dowodzą, że wspominanych siedem grzechów głównych z plakatu nie było w stanie wyczerpać natłoku okoliczności, skłaniających do podziękowań za wyzwolenie. To znak, że rozwija się myśl niosąca pochwałę wyzwolenia. Niepodobna nie zauważyć, że kampania antypomnikowa jest podpierana i podsycana przez znane, jedynie słuszne siły polityczne. Ich ramieniem jest Instytut Pamięci Narodowej, którego działalność m.in. w tym jej fragmencie budzi obrzydzenie. Walka z tego rodzaju pomnikami to walka z historią, której nic i nikt nie zmieni. Cała kampania jest elementem pisania historii od nowa, wykreślania z niej wszystkich tych faktów, które ukazują wkład narodów Związku Radzieckiego, ale także żołnierzy dwóch polskich armii idących na Berlin ze wschodu. Jest zatrważające, że tak szkodząca Polsce i umysłom Polaków kampania przybiera monstrualne rozmiary. Fanatyzm historycznych hunwejbinów świadczy o amoku, w którym żadne głosy rozsądku i rzeczowe argumenty, (v. list prof. Jerzego Jedlickiego), nie są dostrzegane.

Józef Stec